TROPY – Punkt wyjścia

Dokąd nas zaprowadzą te Tropy? Na pewno w bardzo ciekawe i nieoczywiste miejsca. Tam, gdzie rządzi trans, otwarty umysł, improwizacja i szukanie tego jedynego, właściwego brzmienia. Twórcy Tropów, zaczynali swoją przygodę w jednym z lepszych zespołów lat 90., Something Like Elvis, zaszli jednak dużo dalej, na bardzo swobodne i ekscytujące, muzyczne pola. Wydana w tym roku płyta Eight Pieces stała się pretekstem do rozmowy z Arturem Maćkowiakiem. Zapraszamy. 

Być może to wracanie do starego gniazda, ale na początek Something Like Elvis – zawsze dręczyło mnie jedno pytanie: czy gdyby wasza podróż do USA w 2001 się udała, gdyby wypaliły koncerty a Arek założyłby biuro Anteny w NY, jak potoczyłyby się wasze losy? 

Dzieje się tyle ciekawych rzeczy wokół mnie, że nie bardzo mam czas i ochotę rozpamiętywać sytuacje sprzed 16 lat. Takie gdybanie nic nie wnosi. Nie sądzę, żeby ta wizyta mogła wiele zmienić w naszym życiu. To bardzo naiwne wierzyć, że wyjazd na koncerty do Stanów może nadać jakiegoś szczególnego pędu karierze zespołu. Ale oczywiście mogę się mylić.

Może nie byłoby to przyspieszenie, ale rozszerzenie zakresu działań? Ok, ale żeby zakończyć temat – rozumiem, że rozdział pt. „SLE” to zamknięty definitywnie temat?

Wg mnie tak.

Wspomniałeś o tym, że wokół Ciebie dzieje się dużo ciekawych rzeczy. W zeszłym roku wydałeś solową12308340_418425458368658_2427197806169642135_n płytę, potem były Tropy, jesteś prezesem fundacji Nowa Sztuka Wet Music…  lepiej czujesz się, mając za plecami własną firmę, wydając swoje płyty organizując promocję? Kiedy w ogóle powstała fundacja?

Fundacja działa od 2011 roku. To tylko narzędzie do realizacji różnych przedsięwzięć. Między innymi wydawnictwa Wet Music Records. Wydaje swoje płyty, ponieważ nie chcę się nikogo prosić o wydanie tego co nagrywam. Poza tym lubię to robić. Te wszystkie działania sprawiają mi frajdę.

Ok, ale czy traktujesz to jako pracę, możliwość utrzymywania się, czy raczej jako robotę „po godzinach”? Precyzując: już praca, czy jeszcze hobby?

Utrzymać się z wydawnictwa to raczej bez szans w tym przypadku. Ale traktuję te wszystkie działania około muzyczne jako pracę, bo suma tych wszystkich działań i profitów, pozwala mi przeżyć. Jednocześnie cały czas jest to moja pasja.

Mam wrażenie – choć to tylko takie moje spostrzeżenie – że Twoje projekty są w pewnym sensie odreagowanie po pracy w „normalnym” zespole. Solowe płyty nagrywasz sam, z niewielką pomocą, Tropy to duet. Lubisz samowystarczalność?

To dość trafne spostrzeżenie. Faktycznie, po trasie Something Like Elvis w 2010 r, (wcześniej zagrałem dużą trasę z Potty Umbrella w Kanadzie), zmęczyło mnie funkcjonowanie w ramach zespołu. Chciałem odpocząć od tego wszystkiego, co wiąże się z graniem w zespole. Jednocześnie nie chciałem rezygnować z grania. Optymalnym rozwiązaniem było spróbować samemu. Na początku nie wiedziałem co mi z tego wyjdzie i czy to w ogóle się uda. Ale z czasem zaczęło mi się to podobać. Choć nie jest to łatwe, lubię grać solo. To było takim przekroczeniem siebie i dla mnie jako muzyka, to jedna z ważniejszych rzeczy jakie mi się przydarzyły. TROPY to trochę inna sytuacja. Wraz z Bartkiem Kapsą, z którym robię festiwal Fonomo, postanowiliśmy stworzyć muzykę do eksperymentalnych filmów, jako jednorazowy projekt do pokazania na wspomnianym festiwalu. Ta muzyka i wspólne granie na tyle nam przypadły do gustu, że postanowiliśmy zarejestrować ten materiał i go wydać. No i tak powstał zespół TROPY. Na razie gramy w dwójkę i póki co, ta formuła nam się sprawdza ale nie wykluczone, że przyjdzie taki moment, że będziemy chcieli ten skład poszerzyć. Gram też w zespole Innercity Ensemble. Więc to nie jest tak, że skazałem się już tylko na solo i małe składy. Jednak ewidentnie jestem typem samotnika.

Co czujesz, kiedy wychodzisz na scenę sam? Kiedy nie masz za sobą składu, w który możesz się wtopić? Jakie to wrażenie? Uczucia? Odczuwasz coś w rodzaju presji, bo przecież będą na scenie w pojedynkę obnażasz się o wiele bardziej niż  w zespole…

Granie solo i w zespole, nawet jeśli to jest duet, to dwie zupełnie inne sytuacje. Grając solo nie możesz liczyć na niczyją pomoc, nie możesz się za nikogo schować. Samemu bierzesz pełną odpowiedzialność za to co się wydarzy. Na początku była duża trema i ona cały czas trochę jest ale na pewno jest duża adrenalina. Mimo wszystko, lubię te sytuacje.

Punkt wyjścia

Punkt wyjścia

To musi wymagać bardzo dużej precyzji – rewerby, sample itp zmuszają do bardziej skoncentrowanego działania. Ile czasu zajęło Ci opanowanie tego wszystkiego, by wyjść na scenę i czuć się pewnie?

Cały czas nie czuję się do końca pewnie i cały czas solowe granie wymaga dużej koncentracji ode mnie. Myślę, że od czasu jak zacząłem grać sam do pierwszego koncertu to jakieś pół roku. Ale wcale nie uważam, że byłem gotowy, żeby ten pierwszy koncert zagrać. Poza tym to wyjście na scenę bardziej wymagało gotowości psychicznej, niż opanowania technicznych kwestii.

Zostając jednak przy technicznych kwestiach – patrząc już nie tylko na solowe działania, ale i na Tropy, te działania wymagają konkretnego sprzętu – komputerów, samplerów itp. Czego używacie? Jakie są takie obowiązkowe, czy też ulubione sprzęty? Pyta, bo np. gitarzyści mają jakieś swoje upodobania – czy to samo dotyczy elektronicznych zabawek?

To co łączy moje solowe granie z graniem w TROPACH, to używanie loopera. To urządzenie przede wszystkim nadaje taki, a nie inny charakter tej muzyce. Nie korzystam z jakiegoś szczególnego sprzętu. W graniu solowym nie używam komputera w ogóle. Nie mam żadnych, wcześniej przygotowanych dźwięków. Wszystko wgrywam w czasie rzeczywistym, podczas grania. W TROPACH mamy komputer, bo wypuszczamy kilka sampli. Nie posługuję się jakimś wyszukanym zestawem efektów i urządzeń. Nie mam też jakiegoś szczególnie ulubionego sprzętu. Najbardziej lubię ten, który sobie kupiłem jako ostatni.

Powoli dochodzimy zatem do elementu, który łączy Twoje solowe granie, z Tropami, czyli trans i improwizacja. Gdzie kończy się aranż a zaczyna tzw. „lot”? Czy można wyznaczyć granicę?

Mi chodzi w graniu o to, żeby granice przekraczać, a nie je sobie wyznaczać i definiować. Ani moje solowe granie, ani TROPY to nie jest muzyka improwizowana. Utwory są zaaranżowane ale są to aranże w pewnym sensie otwarte. Czyli w ramach aranżu możemy pozwolić sobie na „loty” i improwizację.

Poruszyłeś ciekawy temat… Przekraczanie granic. Przyznam, że ostatnio ten temat mnie mocno intryguje – jak to jest: przekraczamy granice w sensie subiektywnym, nasze, wewnętrzne ograniczenia, czy raczej szukamy miejsc obok nas, związanych z naszym współdziałaniem z innymi jednostkami i tu staramy się przełamywać ograniczenia. Chodzi o mental czy technikę? Pytanie o tyle istotne, że dzisiaj często słyszy się, że już wszystko zostało powiedziane i pozostaje tylko działanie odtwórcze…

Głównie chodzi o te granice mentalne, w naszych głowach. To ich przekraczanie najbardziej mnie w sztuce interesuje. To zmaganie się z moimi własnymi ograniczeniami, przyzwyczajeniami stanowi dla mnie największe wyzwanie. To później przekłada się trochę na inne kwestie, między innymi na ograniczenia techniczne i ich pokonywanie. Nie mam ciśnienia na to, żeby robić rzeczy nowe, z punktu widzenia historii muzyki. Wyznaczanie nowych trendów muzycznych to nie moja rola. Ale na pewno staram się robić rzeczy nowe dla mnie, wkraczać w rejony do tej pory mi nieznane, podejmować ryzyko, itd. Staram się nie być odtwórczy w stosunku do tego co zrobiłem wcześniej. Ale to czy ktoś już podobne rzeczy na świecie robił wcześniej, jakoś mało mnie interesuje. Staram się podążać za swoją intuicją i mieć twórcze nastawienie, a jak to zostanie odebrane to już sprawa drugorzędna.

Na jakim etapie znajdujecie się na płycie „Eight Pieces”? Czy poszukiwania, jakie są zawarte na tym materiale to tylko pewien etap? Jak z dzisiejszego punktu widzenia podchodzisz do tej płyty?

Ta płyta to etap wzajemnego poznawania się. Mimo, że graliśmy z Bartkiem razem w SLE, to TROPY to zupełnie nowy i inny rozdział. Praktycznie można uznać, że zaczynamy od początku. Mam nadzieję, że to dopiero pewien punkt wyjścia, dopiero „liźnięty” pomysł na granie i teraz możemy go zgłębiać i rozwijać. Sam jestem bardzo ciekawy w jakim kierunku się to potoczy. Jedno jest pewne, że obydwaj chcemy żeby ta historia się rozwijała. Do płyty jeszcze nie nabrałem dystansu. To ciągle zbyt świeża sprawa, żebym ją mógł oceniać. Mogę tylko powiedzieć, że jestem z niej zadowolony.

Jak wygląda Wasza aktywność – dużo koncertów zaliczacie? Gdzie gracie i jakie warunki najbardziej Wam odpowiadają?

Płyta wyszła w marcu br. Od tamtego czasu zagraliśmy ok 20 koncertów. Jeszcze kilka mamy zaplanowanych do końca roku. Nie wiem czy to dużo czy mało. Zależy do kogo to odnieść. Wydaje mi się, że jak na debiutujący zespół, to nie jest źle. Gramy w różnych miejscach. Od plenerów, po miejsca wielkości średniego pokoju w mieszkaniu. Nie ma jakiegoś określonego typu miejsca, które najbardziej nam odpowiada. Poza tym jakość koncertu bardziej zależy od ludzi i energii, którą uda się wygenerować. Typ miejsca jest tak na prawdę mało istotny.T

Czy podczas koncertów następują spontaniczne akcje, czy np. dokładnie wiadomo, kiedy używany jest komputer, kiedy używacie gitary basowej – jak wygląda podział ról? Spontan, czy matematyka?

Tak jak pisałem wcześniej, utwory są zaaranżowane ale mają miejsca gdzie możemy pozwolić sobie na pewną dowolność. Podział ról jest jasno określony. Ale spontaniczne sytuacje się zdarzają, głównie z powodu błędów, które nam się przytrafiają, i które musimy jakoś ograć.

Ktoś kiedyś powiedział, że błąd może być przyczynkiem do niezłej improwizacji…

Błąd to w ogóle jest fajna sprawa w sztuce. Błąd lub przypadek, który jest iskrą zapalną dla nowej sytuacji.

Zapewne są błędy konstruktywne i niewybaczalne. Ale wspomniałeś wcześnie że może tak się zdarzyć że zdecydujecie się rozszerzyć skład. Kto to mógłby być?

Nie wiem, jakie to są te błędy niewybaczalne. Ja sobie wybaczam wszystkie. Tego nie wiem, kto by mógł dołączyć do tego składu. Tak jak napisałem wcześniej, póki co ta formuła duetu nam się sprawdza. Natomiast jesteśmy otwarci na to, że w przyszłości mogą pojawić się nowi członkowie zespołu. Ale nie muszą. Czas pokaże jak się ta historia potoczy.

To na koniec zdradź jakie macie plany? Rozumiem że będziesz zajęty z Innercity Ensemble, ale pewnie Tropy też będą działać…

Te wszystkie projekty muzyczne funkcjonują równolegle. Faktycznie, z IE mamy za chwilę premierę płyty i koncerty w listopadzie. Gram koncerty solowe. Na wiosnę pewnie będzie płyta solowa, bo materiał mam już zarejestrowany. Z TROPAMI też mamy jeszcze do zagrania kilka koncertów i powoli zaczynamy myśleć o nowym materiale. Także przez najbliższy rok nudził się na pewno nie będę.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Radosław Maciejewski/Darek Gackowski