TRAUMA – Nie szukamy kozła ofiarnego

Jakiż byłby muzyczny krajobraz bez Traumy… Tak, wiem, może to śmieszne, bo po prawdzie dzisiaj, w tych super szybkich czasach, nikt nie płacze za kolejnymi zespołami, co zwijają swój kram. Ekipa Mistera nie zamierza jednak składać broni, ba, powraca po siedmiu (!!) latach z najlepszym od czasów „Imperfect Like A God” krążkiem, który, choć z założenia klasycznie death metalowy, zawiera całą masę dobrych rozwiązań, nadających muzyce z „Ominous Black” posępnego polotu. Resztę uwag możecie znaleźć w recenzji płyty, kontekst i inne zespołowe sprawy wyjaśni szef całego zamieszania – gitarzysta Jarosław „Mister” Misterkiewicz. Zapraszamy! 

Na początek, strzał bez litości. W nowym numerze NOISE mag w recenzji nowej płyty Traumy (pozytywnej, żeby było jasne…) padają słowa: „Takiego death metalu już się nie gra, młodzi szukają swoich inspiracji zupełnie gdzie indziej…” Jak to wygląda z twojego punktu widzenia: Trauma pozostaje w swojej wizji death metalu aktualna, czy faktycznie skupiacie sie raczej na tym co było i jest w tym jakaś nutka takiego osobistego sentymentalizmu?

Nie widziałem jeszcze tej recenzji w Noise mag, ale cieszę się, że jest pozytywna. Nie wiem, czym inspirują się się młodzi muzycy i jak to teraz wygląda, bo to już różnica pokoleniowa, poza tym samo tworzenie muzyki jest bardzo indywidualną kwestią i każdy pewnie inaczej to robi. Jestem starszy i wychowałem się w innym czasie, dłużej gram, dłużnej komponuję i na pewno inaczej czuję i słyszę wszystko wkoło. To nie musi być absolutnie zaletą, ale nie chcę się porównywać do nikogo i niczego. Mam swój własny filtr, przez który przetwarzam wszystkie impulsy z zewnątrz i komasuję je w to co słyszysz w muzyce Traumy. Nie kalkuluję w żaden sposób naszej muzyki, bo ona musi płynąć samoistnie i naturalnie ze mnie jako kompozytora. Nie chcę dorabiać do tego filozofii. Tworzę muzykę w taki a nie inny sposób bez obmyślania żadnych strategii. Jest w niej sporo różnych emocji, również sentymentalizmu.

No właśnie: sentymentalizm. Wiek. Podobno rocka nie powinno się grać po 30-tce. Kiedy wychodzisz na scenę i widzisz ludzi, którzy mogliby być twoimi dziećmi, jak się czujesz? Duma, czy ulga, że nadal możesz grać i skakać po scenie?

Nie mam pojęcia czy są jakieś granice wieku, kiedy już nie wypada grać i wychodzić na scenę. Jeśli tak to mam je w nosie. Jeśli człowiek coś kocha i spełnia się wędkując czy grając w chińczyka lub jak w moim przypadku grając w kapeli death metalowej, powinien to robić i nie oglądać się na innych. Co o tym myślą ludzie nie ma znaczenia bo ludzie mają w naturze zazdrościć tego czego sami nie mają, lub nie mają odwagi spróbować realizować się w inny sposób niż wylegiwanie się przed telewizorem z czteropakiem TATRY. Ja wychodzę na scenę dlatego, że to po prostu lubię. Lubię się dzielić swoją energią i przekazywać ją w każdy możliwy sposób, podczas koncertów Traumy. Mam ogromny szacunek do maniax, którzy mają czas i ochotę ruszyć dupy i wpaść na gig, przeżyć go z nami na swój sposób. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi po koncercie i być dla nich jeśli tego oczekują. Widzę często jak to co robimy jest ważne dla wielu osób i bardzo mnie to cieszy, a nawet uskrzydla, bo okazuje się, że to co robimy ma znaczenie dla kogoś jeszcze. W moim odczuciu tego oczekuje każdy twórca. Wiek w jakim są fani nie ma dla mnie znaczenia, jeśli nasz przekaz trafia do nich. Jeśli chodzi o moją kondycję na koncertach to dbam na co dzień o to aby była dobra i nie mam z tym problemu, więc odczuwam dodatkową przyjemność z występów na żywo.

81949245_2250291768605034_5637174864109371392_n

Ok, to wszystko brzmi bardzo… fajnie. Ale nie wmówisz mi, tak po starej znajomości, że nie czujesz trochę zazdrości, albo nawet smutku, że części tego środowiska się udało: Decapy, Behemoty to oczywistość, ale np. tzw. śląska scena, Furie itp. są promocyjnie rozkręcone: czy możesz powiedzieć, że miejsce, w którym znajduje się Trauma, to jest dokładnie to o co Ci chodziło?

Nie wiem, dlaczego większość dziennikarzy ze środowiska metalowego, a nawet sporo fanów próbuje to całe muzykowanie w śmierć metalu sprowadzić do rywalizacji sportowej. Jakbyśmy wszyscy mieli się pozabijać, żeby wyprzedzić jeden drugiego, niczym szczury korporacyjne. Ja patrzę na to w zupełnie innych kategoriach. Dla mnie wciąż najważniejsza jest muzyka, sama w sobie, a nie to jak jest postrzegany ten czy tamten band i jaką ma pozycję na rynku. Nagrywa dobrą płytę lub nie i to jest dla mnie istotne. Może cię zaskoczę, ale nie zazdroszczę nikomu kariery i profitów jakie z tego czerpie. Nie jestem typem zazdrośnika, bardziej dopinguję i podziwiam, że mieli więcej talentu, predyspozycji na wielu płaszczyznach i pewnie determinacji niż ja. Bardzo mnie ciszy każdy sukces rodaka w skali światowej i to nie tylko na polu muzycznym, ale też w innych dziedzinach. Nigdy nie sprecyzowałem miejsca, w jakim chciałbym aby Trauma się znalazła na swojej drodze. Może to źle, ale mnie cieszą małe, codzienne rzeczy, to że gramy nie przerwanie od ponad 30 lat, że znajdujemy na to czas, siły by walczyć z przeciwnościami losu i wszelkimi trudami. Wciąż się bawimy tym co robimy i to jest dla mnie najistotniejsze. Każdy jest kowalem własnego losu i tylko my ponosimy odpowiedzialność za to gdzie teraz jesteśmy i nie staram się szukać kozła ofiarnego.

Chyba najbardziej chodzi o poświęcenie, bo patrząc na kariery tych zespołów, trzeba bardzo mocno przemodelować życie, żeby np 3/4 roku spędzać poza Polską. Może wybory Traumy to też dowód odwagi, że chce się godzić tzw. „normalne” życie z godzinami na sali prób, na koncerty w małych klubach itp?

Dokładnie, życie prywatne musisz zsynchronizować z zawodowym w taki radykalny sposób. Nie jest to łatwe, ale ponieważ nigdy nie musiałem tego robić w skali o jakiej tu rozmawiamy, to nie czuję się kompetentny aby się na ten temat wypowiadać. 20 lat temu pewnie bylibyśmy w stanie rzucić się w wir kariery i mieszkać w autokarze, busie czy nightlinerze, grając non stop, ale z różnych względów nie poszło to w taką stronę, mówi się trudno. Nie zaprzestaliśmy grać i to nie spowodowało w nas miażdżącej frustracji i zniechęcenia. Na szczycie nie ma miejsca dla wszystkich. Nie wiem czy można mówić w kontekście naszego zespołu o odwadze. Ja bym tu raczej wskazał bardziej kierunek prawdziwej pasji do muzykowania jaka niewątpliwie w nas jest i to wszystko.

Nie szukamy kozła ofiarnego

Nie szukamy kozła ofiarnego

Czy pasja do muzykowania pozwala w tzw. trzeźwej ocenie tego co dzieje się wokół? Macie taki ogląd, jakiś kontekst czasów czy raczej nie przejmujecie się tym, jak ewoluuje scena, zawęźmy ją do death metalu?

A czy ta trzeźwa ocena jest w ogóle potrzebna i czy w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie jeśli podążasz własną drogą i w gruncie rzeczy nagrywasz dobre albumy? Może mieć znaczenie, gdy próbujesz dopasować się stylistycznie do obecnie modnych trendów i szukasz w tym szansy dla siebie. W moim odczuciu nawet wówczas nie ma żadnych gwarancji, że ten sukces pokocha Ciebie i przyjdzie, więc ja wybieram własną tożsamość i brak sukcesów bo jestem w zgodzie z sobą samym i nie czuję się jak szmata. Oczywiście, obserwuję to co się dzieje na scenie, część z nowych rzeczy bardzo mi się nawet podoba, ale nie dostaję palmy i z dnia na dzień nie zmieniam stylistycznie zespołu, którego muzyczny charakter i styl buduję od tak wielu lat.

A propos budowania – zastanawia mnie ta duża przerwa między „Karma Obscura” i „Ominous Black”. Siedem lat to przepaść…

Faktycznie, trochę się to wszystko przeciągnęło, ale potrzebowaliśmy tym razem tego czasu aby zrobić to dobrze. Nie odczuwaliśmy parcia w tej kwestii i nie zależało nam aby szybko wygenerować kolejny album. Nie byliśmy też związani żadnym kontraktem, który by nas do tego obligował w konkretnym terminie. Jakoś samo to wszystko się toczyło swoim rytmem, bez poganiania i sztucznego wiru wokół tego tematu. Od lat podczas pisania muzyki kieruję się pewną zasadą, której się konsekwentnie trzymam. Tworzę muzykę, wyłącznie w momentach, kiedy czuję po prostu wenę, prawdziwą i czystą energię, która generuje najwyższą TRAUMAtyczną jakość i jest jej gwarantem. Jeśli tego nie ma, to uważam, że lepiej zająć się czymś innym, nie robić nic na siłę i tak właśnie wówczas uczyniliśmy. Zajęliśmy się koncertowaniem i promocją albumu „Karma Obscura”. Nie interesuje nas ilość nagranych płyt przez Traumę, ale ich muzyczna jakość, dlatego cierpliwie czekałem na odpowiedni czas i pełną gotowość do tworzenia nowych songów. Trochę to trwało, ale ten czas przyszedł samoczynnie i w końcu poszło jak po maśle. Długo kazaliśmy czekać na następcę „Karma Obscura”, ale jestem przekonany, że zawartość nowego albumu zrekompensuje odbiorcom ten długi czas oczekiwania na „Ominous Black”. Owszem, mogliśmy wydać w tym okresie przynajmniej dwie płyty, ale jeśli miałyby być przeciętne, a nawet słabe, to po co to mieliśmy robić? W ten sposób można jedynie zepsuć dobrą markę zespołu, którą zbudowaliśmy na przestrzeni tych wszystkich lat wydając solidne albumy. Jesteśmy na takim etapie, że nie musimy nic nikomu udowadniać i z nikim się ścigać. Pasjonujemy się muzyką i graniem w tym zespole. Bawi nas to i sprawia wszystkim niesłychaną frajdę, dzięki czemu nie odczuwamy przesytu i wypalenia po tylu latach muzykowania pod TRAUMAtyczną banderą. Najważniejsze, że w końcu „Ominous Black” jest ukończone i pachnie dobrym laniem.

„Ominous Black” pojawia się w dość ciekawym momencie. Death metal po latach powiedzmy, nieco chudych, kiedy na tej scenie nie drgało zbyt mocno, znowu zaczyna podnosić łeb i pojawia się sporo ciekawych płyt. Czy to może być dobry grunt dla nowej Traumy? W sensie – czujecie, że możecie „ugrać” ciut więcej tym razem?

Może jestem z innej planety, ale od dawna słyszę bardzo dobre płyty w tym gatunku i nie analizuję, czy to jest dobry, czy zły czas na taką muzykę. Wiem, że to zabrzmi trochę naiwnie, ale uważam, że na dobrą muzykę zawsze jest dobry czas i nie mówię tutaj tego w kontekście „ Ominous Black”. Takie rozważania mają znaczenie dla gwiazd, ale odbiorcy muzyki death metalowej to zazwyczaj ludzie z ugruntowanym światopoglądem i gustem muzycznym, który nie zmienia się tak szybko jak ceny w „Biedronce”. Problem w moim odczuciu jest zupełnie gdzie indziej a mianowicie tkwi w przesycie. Wszystkiego jest po prostu za dużo i ludzie nie są w stanie przemielić całej tej masy dobra jaką codziennie pokazuje nam muzyczny, metalowy świat. Widzę to sam po sobie bo nie dam rady posłuchać wszystkiego czego bym chciał.

Skoro tak, może zdradzisz, czy były jakieś płyty w ostatnich miesiącach/roku, które szczególnie uderzyły cię w serducho?

Jak trzeba to nagle dziura w głowie ha ha… Vltimas, Mayhem, Nile, Deathspell Omega, Cattle Decapitation, Hour Of Penance, z kraju Deivos, Embrional, Straith Hate, Fanthrash i wiele innych…T

Wydaliście płytę… hmmm… dojrzałą. Od pierwszych dźwięków słychać lata poświęcone muzyce. Jest w tym jakaś powaga i głęboko przemyślany dźwięk. A jednocześnie przeglada się w „Ominous Black” tradycja, wyczuwalne w każdej sekundzie korzenie, choć słychać, że to płyta nagrana tu i teraz, bez oczekiwań i schlebiania publiczności. Czyli coś w rodzaju zespołowego status quo. Mówicie: „jesteśmy„. I co dalej?

Dzięki za miłe słowa pod adresem naszego najnowszego wydawnictwa. „Ominous Black” powstawała bardzo długo, z przerwami i nieregularnie. Mimo to nie cedziłem każdego dźwięku jak w laboratorium medycznym. Od początku łapałem te momenty, kiedy wiatr dmuchał w żagle najmocniej i najdalej mnie w tym czasie pchał do przodu, kiedy ustawał, przestawałem wywierać na sobie presję tworzenia i cierpliwie czekałem na kolejne pojawienie się weny. Na pewno doświadczenie bardzo mi pomaga w pracy nad muzyką, ale zawsze mówiłem, że kieruję się intuicją i instynktem. „Ominous Black” to taki zbiór wszystkich, najbardziej kreatywnych momentów jakie miałem w ostatnich latach, może dlatego wyczuwasz w tej płycie to co opisałeś. Ja też ją bardzo lubię, ale trudno mi oceniać w jakikolwiek sposób, gdyż to za świeża mimo wszystko płyta i nie mam odpowiedniego dystansu. Co dalej, pokaże czas, ale wiem, że powstaną w przyszłości równie dobre numery i nie sadzę aby to był szczyt możliwości tego zespołu.

W jakim miejscu znajduje się obecnie Trauma? Czy możesz pokusić sie o takie, nieco socjologiczne spojrzenie. Coś w rodzaju zimnego obiektywizmu…?

Nie mam pojęcia w jakim miejscu znajduje się obecnie Trauma od strony rynkowej. Długo nas nie było z nowym, stricte premierowym wydawnictwem, dlatego trudno to ocenić jeszcze przed premierą płyty. Dla mnie ma znaczenie to jak ta płyta podziałała na nasz team i na każdego z osobna. Wszyscy cieszymy się jak małe dzieci z resoraka, którego starzy sprawili bachorowi na urodziny. Każdy z nas się ożywił, jesteśmy wszyscy bardziej skonsolidowani jako zespół. Mamy więcej energii i ochoty do pracy, częściej faktycznie coś wspólnie robimy na próbach. Bardzo mnie to cieszy bo taka energia zawsze niesie ze sobą coś dobrego.

Właśnie – zespół. Na promo fotach występujecie we trzech. Rozumiem, że ktoś was będzie jeszcze wspierał?

To prawda, ale na koncertach we trzech nie dalibyśmy rady w dobrej jakości odtworzyć muzyki jaką nagrywam w studio. Wspierani jesteśmy przez basistę Bubka, który jest z nami równo 10 lat i drugiego gitarzystę Dziadka, który gra od roku. Ci ludzie to bardzo istotne ogniwa w naszym TRAUMAtycznym łańcuchu, pracują z nami na co dzień i nasze koncertowe brzmienie to w dużej mierze również ich zasługa.

Czym was skusił Selfmadegod?

Dobrą ofertą… po prostu.

No to zadam pytanie trochę pod włos – dzisiaj coraz częściej pojawia sie dysusja czy wytwórnia jest potrzebna. Środek ciężkości przesuwa się w stronę selfrelease’ów i własnej inicjatywy. Także na gruncie metalowych, choć przoduje w tym alternatywa. Co o tym sądzisz?

Możesz dziś zrobić co zechcesz jeśli tylko masz taki plan i koncepcję. Koszt wyprodukowania cd to dziś śmiech na sali, ale przecież to nie wszystko. Trzeba to jeszcze sprzedać rozreklamować etc. Oczywiście, wszystko można zrobić samemu przy sporym nakładzie pracy i środków. Nie ma co bić piany bo jeśli ktoś chce to zrobić sam, ma do tego prawo i robi tak jak uważa i na odwrót.

Na koniec poproszę o krótkie info, co czeka nas z Waszej strony w najbliższych miesiącach?

W najbliższym czasie wszystkie nasze działania będą skoncentrowane na jak najlepszym promowaniu „Ominous Black” Udzielam bardzo dużej ilości wywiadów i wiosną planujemy serię koncertów. Dzięki za miłą pogawędkę i wsparcie!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/WRozalski