TORN SHORE – uśmiechnięte mordy pod sceną

Torn Shore to nowa twarz na mapie polskiego i hałaśliwego undergroundu, jednak zdecydowanie z jakim kwartet wbija się w sam środek niezależnej sceny od razu pokazuje, że nie z debiutantami mamy do czynienia. Pomijając przeszłość, promowana właśnie płyta Savage to kawał nieźle zagranej i miejscami mocno pogiętej muzyki, powstającej na skrzyżowaniu hardcore’a, noise’u i czegoś z przedrostkiem „post”. Podstawą jest tu szczera, soczysta energia, niebanalne pomysły i szczypta zgrzytliwości, jaką znaliśmy z dokonań tuzów minionej epoki. Jako, że krążek dopiero rozchodzi się po naszym, niezależnym obiegu, postanowiłem pociągnąć za język sprawców zamieszania. Kolektywnie wypowiedzieli się panowie Dawid Schindler, Piotrek Czajka i Łukasz Hajduk. Zabrakło wokalisty Aleksandra, który odbywał w tym czasie spacer z psem.

Czym jest dla was „hałas”?

Stary, trudne pierwsze pytanie. Halas to nasz środek wyrazu gdyż jesteśmy za mało utalentowani manualnie i instrumentalnie by tworzyć poprawnie brzmiące dźwięki. Paradoksem jest ze w życiu codziennym hałas wyprowadza nas z równowagi, w muzyce natomiast im jest go więcej tym bardziej ona do nas trafia może nie wprost proporcjonalnie, ale coś w tym jest.

Ha, dlaczego muzycy, co tworzą rzeczy ponadprzeciętne zawsze mówią, że są mało utalentowani?? Przekora? Pokora? Samoświadomość?

Samoświadomość. Jestem pewien, że żaden z nas nie czuje się wyjątkowo uzdolniony muzycznie , ale nic nie stoi nam na drodze by z „arsenałem” umiejętności jakie posiadamy po prostu dobrze się bawić na próbach.

Nie jesteście debiutantami, macie swoją historię, może tradycyjnie i nudno – jakie ścieżki doprowadziły Was do Torn Shore?

Stale poszukujemy ludzi, z którymi można stworzyć ciekawy projekt i efektem takiego nastawienia było to, że znalazłem się na radarze chłopaków z Objects. Spotkaliśmy się by robić coś zupełnie innego a wyszedł nam z tego Torn Shore.

W zasadzie nie do końca potrafię nazwać muzyki, jaka znalazła się na debiucie. Jest tu i hc, ale także trochę matematyki, gdzieś z klimatów Psyopus, Converge i wielu innych łamaczy. Jak określacie swoją muzykę?

Dla nas to po prostu hardcore. Hardcore przefiltrowany przez naszą wrażliwość…

uśmiechnięte mordy pod sceną

uśmiechnięte mordy pod sceną

Skoro pojawia się świadome użycie słowa hardcore, musi być mowa o scenie – czujecie się jej częścią? Identyfikujecie się z ideologią czy bardziej z muzyczną stroną tej sceny?

Nie czujemy się rasowymi scenowcami, ale nadal kultywujemy pewien etos, działamy DIY, chodzimy na koncerty, wydajemy płyty własnym sumptem, kumplujemy się z brygadą i p… policję (śmiech)…

Przepraszam za upierdliwość, ale sformułowanie „pewien etos” domaga się rozszerzenia. W jaki sposób godzicie „muzykę” z ideami? Nie boicie się, że ze swoją muzyką możecie mieć problem z dotarciem do ludzi, dla których szczytem jest np. Cro-Mags…

Chodzi raczej o nastawienie do życia a nie o to, że niesiemy w naszej muzyce jakiś scenowy przekaz . Marginalną sprawą dla nas jest to, czego kto słucha. Po ostatnich 3 gigach zauważyliśmy ze nie przyciągamy wyłącznie ludzi ze sceny a i my się do niej nie ograniczamy.

Gdzie na ten moment było najgoręcej, jeśli chodzi o koncerty?

Frekwencyjnie Wrocław nas zmiażdżył a jeśli chodzi o nasz performance to wszystkie koncerty zagraliśmy na 110%. Jest to zapewne spowodowane tym, że tak długo zwlekaliśmy z koncertami i gdy w końcu dajemy temu upust to z gigu na gig gramy coraz wścieklej.

Wściekłość jest celem? A jeśli nie, to jakie cele stawia przed sobą TS? Czy chodzi o chwilę dobrej zabawy przy rozkręconym wzmacniaczu, czy o coś więcej? A jeśli tak – to czym jest to „coś więcej”?

Wściekłość zdecydowanie jest naszym wyznacznikiem, jeśli chodzi o koncerty. Nie jest ona zamierzona a ujawnia się z pierwszymi dźwiękami seta. Jeśli chodzi o cele TS, to po prostu chcemy grać ciekawą dla nas muzykę. Lubujemy się w prostych rozwiązaniach zagranych w interesujący sposób.

O nagranym materiale krążą pogłoski i plotki, że powstał w hiper szybkim tempie. To „chłyt” marketingowy, czy faktycznie wszystko poszło raz – dwa? Jak wyglądało przygotowanie tego materiału, z Waszego punktu widzenia?

W momencie, kiedy stwierdziliśmy, że formujemy nowy zespół, materiał udało nam się zebrać w 2-3 miesiące. W trakcie tego dołączył do nas Piotrek (bas) i sprawy nabrały prędkości. Był plan, żeby nagrać album już w październiku, ale nie było opcji zabookowania studia w tym czasie, musieliśmy się więc wstrzymać do grudnia. Następnie byliśmy zmuszeni czekać do maja by wydać album, więc gdyby nie te wszystkie przestoje to całość byłaby w necie już od stycznia. Mamy to do siebie, że specjalnie nie pieścimy się z kompozycjami, dużo rzeczy powstaje na spontanie i w ekspresowym tempie. Obecnie mamy już materiał na kolejne wydawnictwo, który powoli przemycamy na koncertach – to jest dopiero „chłyt” marketingowy.

Pomógł Wam Instant Classic – kto kogo znalazł? Jakie są kulisy tego dealu?

Śmieszna, kumoterska historia. Piotr Gruenpeter, który nas nagrywał, puścił jeden kawałek Maćkowi i podkablował nam, że reakcja była pozytywna. Poszliśmy więc za ciosem i po kilku mailach udało nam się „urobić” Maćka – w ten sposób wyrwaliśmy ten lukratywny deal. Nasze mamy są dumne. Dzięki współpracy z Instant Classic i 8merch udało nam się wydać nasz debiut w sposób nie ograniczony przez koszta.Szczęście

W dzisiejszych czasach dużo mówi się o kryzysie tzw. biznesu muzycznego. Schyłek kompaktów, dominacja Internetu, nagminne ściąganie płyt itp. Każdy może być wydawcą, muzykiem, organizatorem. Myślicie, że biznes w takim tradycyjnym wymiarze ma jeszcze szanse powodzenia, czy stoimy przed jakąś wielką zmianą?

Moim zdaniem „dupa pali się” dużym koncernom rozrywkowym, korporacjom lub firmom przedstawiającym podobny model biznesowy. Firmom, które zatrudniają managerów i PR-owców, zarabiających krocie, podczas gdy do artysty często trafiają ochłapy. Małe labele, zarządzane z sypialni, tworzone dla „zajawki”, zawsze miały pod górkę, za to nigdy specjalnie nie narzekały z tego powodu (wyjątek stanowi Michał Biedota, którego serdecznie pozdrawiamy!), tylko robiły swoje, dla mniejszej liczby, za to jakże oddanych odbiorców. Dlatego moim zdaniem biznes muzyczny być może jest zagrożony, ale tylko dlatego, że w jego przypadku dobrem nadrzędnym jest zysk.

Dochodzimy w tym miejscu do dość drażliwego tematu: „muzyka alternatywna – kasa”. Bo z jednej strony wszyscy górnolotnie deklarują, że robią to dla siebie i nie myślą o zarabianiu a z drugiej pewnie chcieliby dostawać za swoje szaleństwo jakieś gratyfikacje… Jest szansa na pogodzenie tych zdawałoby się przeciwstawnych wątków?

Robimy to, nawet gdy nie wychodzimy na swoje na koncertach czy merchu. Jak już coś wpadnie, przeznaczamy to na kolejne tankowanie, produkcję merchu czy instrumenty. Ostatni wypad nad morze utwierdził nas w przekonaniu, że do szczęścia nie potrzeba nam więcej niż kilka uśmiechniętych mord pod sceną i czasu spędzonego z nowymi i starymi ziomkami pijąc piwo nad ranem na krawężniku.

Wracając do płyty – widziałem, że nagrywaliście w całkiem wypasionym miejscu – jak doszło do sesji, jak ją wspominacie? Co zaskoczyło i jakie wnioski pojawiły się po nagraniach?

W pierwszej kolejności zależało nam na tym, żeby nagrywać z Piotrkiem z Satanic Audio; gdy się dogadaliśmy, okazało się, że jest opcja nagrywania właśnie w Maq Records, czym byliśmy bardzo mile zaskoczeni. Sesja odbyła się na początku grudnia w czasie, kiedy nad Polską przechodził huragan Xavier, więc bezpieczny dojazd stanął nagle pod znakiem zapytania. Udało nam się dojechać w jednym kawałku. Izolacja, na jaką zostaliśmy skazani przez szalejące siły natury, pozwoliła nam się skupić do tego stopnia, że nagraliśmy całość w drugim „tejku”. W dodatku Piotrek uchwycił nasz żywy sound i ukręcił go idealnie z naszymi oczekiwaniami. Mieliśmy zatem dużo czasu na piwo i youtube party. Jeśli chodzi o wnioski, to musimy jak najszybciej zgrać się z Piotrkiem, wrócić do Maq Studio i nagrać kolejny materiał, również na setkę, co z resztą w niedalekiej przyszłości planujemy.

...z gigu na gig gramy coraz wścieklej

…z gigu na gig gramy coraz wścieklej

Słyszę w tej muzyce wiele różnych wpływów, jednak chciałbym się dowiedzieć przede wszystkim, czym Wy się inspirowaliście? Są jacyś wykonawcy/płyty, które możemy uznać za rodziców „Savage”?

W tamtym czasie zasłuchiwaliśmy się w Oathbreaker, Baptists, Metz, Royal Headache, Code Orange Kids, Shai Hulud, Loma Prieta, Deafheaven, Tera Melos, ale również w lżejszym graniu takim jak Beach House, Beach Fossils, Shabazz Palacess i Mitch & Mitch. Ponadto dwóch z nas można śmiało nazwać psychofanami Converge. Czy słychać nasze inspiracje na „Savage”?  Nie nam to oceniać, ale jeśli tak, to chyba tylko dobrze.

Chciałem zatrzymać się przy kawałku „Clouds”. W odróżnieniu od reszty jest, hmmm… rozbudowany (25 min). Czy to studyjny eksperyment, te długie fragmenty ciszy, czy też może wydawca chciał mieć dłuższą płytę?

Sam utwór „Clouds” nie jest rozbudowany. Składa się z 2 riffów, po których następuje cisza z niespodziankami. Chcieliśmy z przekory ukryć tytułowy kawałek i stanęło na magicznej liczbie 39. Bo tyle dokładnie minut ma „Savage” i jest to przy okazji część adresu naszej salki. To cała filozofia.

Polska jest krajem nieprzewidywalnym, zawsze powtarzam, że często płyty, które są słabe niespodziewanie zyskują rzesze zwolenników, a albumy bardzo dobre przechodzą bez echa. Wiążecie z tym materiałem jakieś nadzieje?

usmiechnięte mordy na wycieczce

uśmiechnięte mordy na wycieczce

Nie. Już skupiamy się na następnym wydawnictwie.

OK, to na koniec tej miłej pogawędki, zamiast rozmawiać o przyszłości, bo wiadomo, co będzie (nowy materiał!!), zdradźcie, kiedy pojawi się winylowa wersja „Savage”. A już tak zupełnie na koniec wyjaśnijcie mi, co jest na okładce płyty?  

No to po kolei: „Savage” na winylu – to byłoby coś! Rozsyłaliśmy ten materiał po całym świecie, ale póki co bez odzewu. Być może sytuacja się zmieni gdy zaczniemy więcej koncertować. Okładka przedstawia brzeg Odry w okolicach naszej salki podczas poszerzania koryta rzeki. Stąd wzięła się też nazwa kapeli i symboliczny logotyp.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu