TORN SHORE – Redukcja ego

Zmiany są dobre, jeśli pociągają za sobą progres, wynoszą zespół na wyższy poziom lub zmieniają jego sytuację w nieprzewidywalnym biznesie rozrywkowym. Torn Shore, przez parę lat kroczący równo po tym niełatwym gruncie, także postanowił zaryzykować – efekty pojawiły się wraz z nową płytą „Reduced”. Obok zmian w zespole i burz życiowych, TS zrezygnował z usług Instant Classic a także… delikatnie przebudował – w  stosunku do tego co słyszeliśmy na „Lifeburner” – własną koncepcję muzyczną. Sludge’owe smoły odeszły w cień a  Torn Shore zbliżył się do sceny hardcore, co w sumie traktuję jako mały powrót do korzeni. Czy przyniesie sukces? Czas pokaże, dzisiaj udajemy się na krótką pogawędkę z nowym wokalistą Przemkiem, który wyjaśnia kilka zespołowych kwestii.   

Torn Shore ostatni raz widziałem na Instancie w 2016 i był to zespół kompletny. I… no właśnie, potem jakoś zniknęliście z mojego radara.  Co się z wami działo?

Właściwie niedługo potem zaczęliśmy pracę nad „Reduced”. Trwało to przez trzy miesiące, później szlifowanie materiału i w końcu wyjazd do studia. Nie decydowaliśmy się na granie koncertów, ponieważ wszyscy już trochę rzygali starym materiałem.

Właśnie to zniknięcie mnie intryguje bo czuję, że stało za tym… coś więcej.

Chciałbym, żeby stała za tym jakaś wielka tajemnica, której nie mogę wyjawić. Niestety, muszę Cię rozczarować. Stwierdziliśmy, że chcemy zrobić materiał w zupełnie inny sposób niż dotychczas Torn Shore miał okazję to robić. Zmienił się skład, zmieniło się podejście. Ta płyta była czymś nowym dla nas wszystkich, stąd też brak aktywności z naszej strony – poświęciliśmy się pracy nad „Reduced”.

Coś nowego w przypadku tak dobrze wypracowanej formuły to duuuże wyzwanie. Jak wyglądała ta, hmmm, dekonstrukcja?

Rozbiorę to na części pierwsze. Myślę, że sporo zmieniło to, że doszedłem do zespołu, wprowadziło w pewien sposób inne rozłożenie sił. Wcześniej wszystko w Torn Shore było pod dużym wpływem Dawida i Łukasza, którzy tworzyli konstrukt numeru, gdzie potem reszta znajdowała swoje miejsce. Kiedy ja doszedłem do składu zaczęły się dyskusje odnośnie tego co chcemy robić. Piotrek i Ja graliśmy już wcześniej razem w Dead Dingo i teraz w Battle Royale, co wpłynęło na to, że często zgadzając się ze sobą, stawaliśmy w pewien sposób naturalny opór pomysłom chłopaków. Mieliśmy starcia, często wychodziliśmy z próby kręcąc na siebie głowami. Jednak w tym wszystkim odnaleźliśmy nową metodę. Każdy z nas musiał z czegoś zrezygnować, przyjąć punkt widzenia drugiej strony, stąd też nazwa płyty „Reduced” ponieważ musieliśmy ucinać riffy, rezygnować z patentów, zamiast czterech barokowych pętli „Lifeburnera” zagrać dwie, jedną lub nawet pół. Nowy punkt widzenia, redukcja ego, redukcja materiału, skupienie się na konkrecie i tym co chcemy przekazać.

Redukcja ego

Redukcja ego

To uproszczenie powoduje, że dzisiaj – co mnie samego zaskoczyło – bliżej Torn Shore do sceny hardcore niż kiedykolwiek wcześniej, nie uważasz?

Nie dla mnie. Ja zawsze postrzegałem Torn Shore jako przede wszystkim zespół hardcore. Zawsze identyfikowaliśmy się z tą sceną. Może chłopacy odstawali od niej stylistycznie czerpiąc z metalu i innych gatunków, jednak moim zdaniem zespół grający tylko w jeden sposób byłby zwyczajnie nudny. Myślę, że zawsze będziemy identyfikowali się z hardcorem. Teraz i w przyszłości.

I teraz kwestia, która mnie nurtuje – dlaczego zrezygnowaliście z usług Instant Classic – gdzie zazgrzytało?

Ha ha, wiedziałem, że to pytanie w końcu padnie z Twojej strony. Zmieniliśmy wszystko od podstaw. Nasz sposób myślenia o numerach, sposób ich pisania doprowadził nas do tego, że chcieliśmy spróbować wszystkiego na nowo. Pamiętam, że rozmawialiśmy z IC i ostatecznie zdecydowaliśmy się na samodzielne wydanie materiału, ponieważ co może być bardziej PUNK niż wydanie się samemu? Jeżeli chodzi o nasze stosunki z IC to nie ma tam złej krwi. Rozstaliśmy się w dobrych warunkach. W związku z czym też mogę swobodnie pozdrowić Maćka i Arka, którzy pomogli Torn Shore przy poprzednich wydawnictwach.

No i teraz oprócz muzyki musieliście sami zabawić się w wydawców i managerów. To trudne zadanie; nie baliście się tej niezależności, bo to przecież dość kosztowne hobby… Co nie zmienia faktu, że takie podejście, takie wyjście z własnej strefy komfortu jest godne podziwu.

Nie. To nic trudnego. Każdy z nas jest już dorosły, sam wiąże buty i robi sobie śniadanie. To tylko kilka nowych obowiązków. Wiadomo, że sprawy finansowe mogą być przerażające jednak rozważnie podchodzimy do każdej kwestii i udaje nam się utrzymać na powierzchni. Myślę, że posiadanie wydawcy jest z pewnością wielkim ułatwieniem, jednak jest mnóstwo kapel, które radzą sobie bez tego.tornshore_bandphoto1

Nowa płyta ma wiele zalet, ale rozpocznę od czegoś, co chyba postrzegam jednak jako wadę, mianowicie okładki – jesteś w stanie obronić ten kolaż, ew. wyjaśnić jego znaczenie?

Kolaż nie jest okładką. To tylko grafika dodana do wydania internetowego. Sama płyta nie ma okładki. Co do kolażu: sztuki wizualne działają na zasadzie wywoływania u odbiorcy jakiś emocji. Wybraliśmy zdjęcia Dawida, które według nas pasowały do ogólnego brzmienia albumu i tego co towarzyszyło nam podczas jego tworzenia. To jakie emocje ta „okładka” wzbudziła w odbiorcy, negatywne czy pozytywne, nie jest już moją sprawą. Fajnie, jeżeli w ogóle wzbudziła w kimś coś więcej niż tylko ruch kciukiem w górę przy przeglądaniu instagrama na kiblu.

A co w takim razie jest „waszą sprawą”? Te zmiany, nowy skład, self release itp. to na tyle duży wysiłek, że jednak nie da się powiedzieć „nie obchodzi nas jak będą odbierać płytę”. Jakie są wasze oczekiwania??

I nikt z nas tak nie mówi. Zależy nam na tej płycie i jej dobrym odbiorze. Włożyliśmy w nią sporo czasu i pracy. I dalej będziemy nad nią pracować bo samo wydanie to jest dopiero 1/3 drogi do przebycia. Jest punkt, do którego chciałbym dotrzeć z tym zespołem, z tą płytą. Jednak nauczyłem się w życiu nie mieć oczekiwań i przyjmować rzeczy takimi jakie są jeżeli chodzi o muzykę. Mamy cele, nie oczekiwania. Będziemy walczyć o ich realizację, czas pokaże…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu