THIS OR THE APOCALYPSE – nie lubię artystów, którzy grają dla pieniędzy…

„Dead Years”, nowy album This Or The Apocalypse to jeden z lepszych, metalcore’owych albumów tego roku. A właściwie, to może nawet i metalowych. O tym zadecydujcie sami. Przy okazji premiery krążka, naszemu wywiadowcy udało się porozmawiać z wokalistą grupy. Poniżej wywiad z Rickym Armellino.

 

 

Cześć! Na początek przedstaw się czytelnikom Violence Online!

Hej! Mam na imię Ricky i wydaję różne dziwne odgłosy w kapeli This or The Apocalype. Zwał jak zwał, ale podobno śpiewam (śmiech…).

Według mnie, wasz nowy album jest cięższy i brutalniejszy niż „Haunt What’s Left”. Co więcej, utwory są jakby łatwiejsze w zapamiętaniu. Podzielasz moje zdanie?

(chwila myślenia). Sądzę, że „Dead Years” to mimo wszystko, ambitniejsza rzecz iż „Haunt”. Mimo, że nie czarujemy tak bardzo techniką, to wydaje mi się, że dopiero teraz nasze utwory mają więcej głębi. Warto skupić się i na tym, a nie tylko na popisach gitarzystów.

nie lubię artystów, którzy grają dla pieniędzy...

nie lubię artystów, którzy grają dla pieniędzy…

Jestem co najmniej zaskoczony rozwojem twoich możliwości wokalnych. Jak dużo ćwiczysz, na czym się skupiasz najbardziej, a co stanowi dla ciebie największą trudność?

Ciągle się rozgrzewam. To bardzo istotne. Poza tym, Melissa Cross – to moja nauczycielka.  Niesamowita kobieta. Kocham ją (śmiech). Największą trudność sprawia mi przechodzenie z niskich wokali do wyższych rejestrów. Ale staram się bardziej polegać na Mattcie i Rodzie, tak aby na żywo móc po prostu zabrzmieć dobrze.

A skoro mówimy już o wokalach, Kevin Alexander, producent „Dead Years” udziela się w „You Own No One But You”. Czyj to był pomysł i dlaczego akurat padło na ten utwór?

W czasie prac w studio, wszystko co robiliśmy wychodziło zupełnie naturalnie. Nie pamiętam kto był inicjatorem tego featuringu, ale ważne, że Kevin po prostu zniszczył wszystko (śmiech)

Jaka jest zasadnicza różnica między duetami producentów Wilbur/Adler i Lankfor/Magnusson? Z którą parą pracowało Ci się lepiej i czego się nauczyłeś w trakcie sesji?

Stary, Wilbur jest niesamowity. Gdyby to ode mnie zależało, nie wahałbym się ani chwili i pracował z nim ponownie. Chcieliśmy zrobić coś innego, dlatego zarówno Kevin jak i Andreas mieli możliwość wpływu na nasze kompozycje. Andreas to naprawdę bardzo mocno stąpający po ziemi gość, poza tym grał na bębnach w Scarlet więc wie co robi. Poza tym, jest zajebiście spontaniczny. Za to Kevin to typowy jajogłowy. Masakra. Kiedyś powinien zarabiać na tym miliony.

Mieliście rozmaite problemy z perkusistami. Czy aktualny line-up jest stały?

Zdecydowanie tak. Aaron to nasz przyjaciel, a właściwie teraz już część rodziny. Wszystko jest jak najbardziej ok!

„Kill’em With Guidance” odstaje od reszty utworów na płycie. Poza tym, to chyba protest song, tak?

Dokładnie. To dość głęboki manifest mojej własnej osoby. Kiedyś ktoś bardzo poważnie mnie wykorzystał, co skończyło się tym, że się samo okaleczyłem i wylądowałem w szpitalu. Co ciekawe, Amerykanie wykorzystują innych ludzi w imię sam nie wiem czego, patriotyzmu, czy cholera wie. Nie jestem dumny z moich rodaków, ani tym bardziej, z tego co wtedy się stało.

Co najbardziej wkurwia Cię w całej amerykańskiej scenie? Ogólny przeciętny poziom zespołów, moda?

Nie wiem, co najbardziej. Nie lubię prostych i takich niezobowiązujących filozofii życiowych. Nie lubię tanich chwytów marketingowych i wstrzeliwania się w trendy, ani wykorzystywania religii by odnieść sukces. Nie lubię też artystów, którzy grają tylko dla pieniędzy. A co do tego, kto i jak się ubiera, to mam to kompletnie gdzieś. Jeśli ktoś przykładowo nosi makeup – jego sprawa, jego show. Dopóki nie wpierdala się w moje życie jest ok. Poza tym, ważne by muzycy nie starali się manipulować swoim młodocianym fanbase.

Jesteś zaangażowany w politykę? Jaki jest twój pogląd na zbliżające się wybory?

Na dłuższą metę, Obama nie jest dobrym prezydentem ale Romney jest po prostu straszny. Amerykanie, którzy nie podróżują po kraju i poza nim kompletnie nie widzą jak ważne są stosunki międzynarodowe – jak np. z Polską. Kiedy ostatni raz byłem w Europie ludzie mówili mi, że odkąd Obama jest prezydentem Stany zmieniły się na lepsze. Wiem, że nie lubili Busha  – ale to nawet dobrze (śmiech).  Dla mnie istotną kwestią jest brak prześladowań gdy podróżuję. Zero komplikacji itd. Wyobraź sobie, że Romney to taka bardziej budżetowa wersja Busha. Dodatkowo, Mormoni finansują jego kampanię, co też widać. Amerykanie średnio lubią Obamę, w przeciwieństwie do reszty globu. Ja osobiście wielu rzeczy za jego kadencji nie uznaję za dobre, ale cieszy mnie reforma służby zdrowia, zmiany w kredytach studenckich i koniec wojny w Iraku.

Wielu ludzi wciąż uważa, że granie w zespole w Stanach, to jak spełnienie marzeń. A tutaj pojawia się sprawa pay-to-play, wielkich dystansów między miastami i inne niezwykle palące kwestie.

Dodaj do tego fakt, że wkrótce kapele nie będą w ogóle zarabiać, bo już płacą za trasy, za obsługę sklepu internetowego, płacą webmasterom, płacą firmom robiącym pr, czasem płacą wytwórniom, a niebawem jeszcze, kurwa, dystrybutorom. Chore.

 

Rozmawiał Grzegorz „Chain” Pindor