THE SPOUDS – Wyluzowani

Dobry, gitarowy hałas zawsze w cenie, a jeśli jest jeszcze podszyty emocjami i pomysłem zespołu na siebie, trzeba szybciutko zapoznawać się z takim produktem. W myśl tych słów, z całego serca polecam nową, trzecią płytę warszawskiego kwintetu The Spouds. Już poprzedni, opisywany u nas krążek Fear Is The New Self-Awareness był zdecydowanie godny polecenia, jednak dopiero na nowej produkcji oblicze zespołu nabrało czegoś w rodzaju dojrzałości, jakiejś głębi. Spoudsi znaleźli idealną równowagę między hałasem, piosenką i emocjonalnym krzykiem, dzięki temu „Now or Whenever” pozostawia trwały ślad w mózgu. Jeśli ślad zostanie do końca roku, niewątpliwie krążek zasłuży na miejsce w podsumowaniu. Po więcej odsyłam do recenzji, zapraszając jednocześnie do lektury wywiadu. Odpowiadał kolektywnie cały zespół.  

Kiedy kończyliśmy poprzedni wywiad w 2015 roku, pytałem, czy w zwiazku z konfliktem na Ukrainie nie macie zamiaru uciec z Polski przed ewentualnym poborem. W 2018 roku pytam inaczej: czy nie macie chęci uciekać przed patriotyzmem, niepodległością i KK?

Mateusz Romanowski: Nacjonalizm i część działalności KK dotyka nas w ten czy inny sposób nie od dziś, ale ja nie myślę o emigracji. Mam tu pracę, ludzi i zajawki, chociaż nie jestem obojętny i smuci mnie, jak pewne tendencje się intensyfikują.

Paweł Gie: Myślę, że w całej Europie zrobiło się nie za ciekawie. U nas zdecydowanie po bandzie. Ciężki klimat. Wolałbym się jednak nie dać się tak zmaltretować i zgnoić. Próbuję żyć godnie, chociaż często ręce mi opadają.

Kuba Walenda: W 2015 roku kwestia wyjazdu z Polski była dla mnie sferą hipotetycznych rozważań, natomiast od tego czasu, przy okazji słuchania relacji medialnych z poczynań naszego rządu, wiele razy już mi konkretnie szczęka opadła. Ale jeszcze większym hardkorem jest dla mnie to jak zaczyna się zmieniać najbliższe otoczenie. Przykład: w drodze do pracy codziennie mijam wystawkę plakatów edukujących społeczeństwo. Pierwszy zestaw plakatów był o tym kim dokładnie byli żołnierze wyklęci, następna wystawka miała chyba za zadanie pomóc odpowiednio ukształtować relacje polsko-ukraińskie poprzez przytoczenie zdjęć i relacji z rzezi wołyńskiej. Czekam z niecierpliwością na następne. Kolejna niewiarygodna opcja to to, że na poczcie można kupić kolorowanki dla dzieci ze wspomnianymi żołnierzami wyklętymi. Także te rzeczy powodują, że wyjazd z Polski, przynajmniej na jakiś czas, nie jest dla mnie tak zupełnie daleki i już nawet zaczynam się bardziej konkretnie rozglądać za jakimś kierunkiem.s

Skoro zaczęliśmy od polityki, to jeszcze podrążmy: w przemówieniach kandydata na prezydenta Warszawy (wiadomej opcji…), pojawił się postulat, że w każdej dzielnicy powinny powstać sale prób i studia nagrań. Taki ukłon w stronę, nie wiem, młodszego elektoratu… Pomijam fakt, że w niektórych dzielnicach już jest po kilka sal prób i studiów nagraniowych. Chcielibyście nagrywać w narodowym studiu nagrań na Woli (śmiech)?

Jacek „Lodi” Piątkowski: Jeśli byłoby to przyległe z domami kultury, nie widzę w tym złej rzeczy. Dołożenie do niej możliwości uczenia się z nauczycielem dałoby świetne miejsce na rozwój techniczny gry na instrumencie. Uważam, że nie trzeba tworzyć, wystarczy spróbować popracować nad gminnymi domami kultury, które i tak przechodzą mały renesans.

Mateusz: Nie znam tej wypowiedzi i modelu, który proponowałby Patryk Jaki. Jeśli o mnie chodzi, jestem za włączaniem się państwa we wspieranie działań z dziedziny sztuki, chociaż raczej nie w stylu, który uprawia PiS. Dostęp do sal prób, instrumentów, wzmaków czy dotacje na mniejsze trasy są ekstra pomysłem i tutaj jest duże „ALE” – kiedy nie idzie za tym konieczność propagowania paździerzowej wersji historii czy nawijki o Żołnierzach Wyklętych, bo tak koncertowo przepierdolonej kasy jak w przypadku dotowania grania dla pustych sal tych śmiesznych nu-metalowców to ze świecą szukać.  Są też różne, fajne inicjatywy zachęcające dzieciaki do muzykowania jak np. Studio Skit.

Grzegorz Zieliński: My akurat od kilku już lat pracujemy w bardzo fajnym miejscu, które dzielimy z kilkoma fajnymi składami. Nie sądzę, że brakuje miejsc, ale fajnych projektów i ludzi w domach kultury. Sam zaczynałem w salce przy domu kultury na Bemowie, ale tam obowiązywały nas totalnie rynkowe składki i nikt specjalnie się nami nie interesował. Zupełnie inna kwestia to dyskusja o tym czy kilku ciekawych młodych artystów miasto nie mogłoby objąć swoim patronatem, po to żeby pomóc im płacić za stałą salę prób czy dotować paliwo lub koncertowego busa. Moim zdaniem taka pomoc miałaby dużo większy sens niż tworzenie osiemdziesiątej sali w piwnicy.

Mateusz: Mówię to już w którymś wywiadzie, ale zdarzało mi się robić koncerty kapel z dużo bogatszych od nas państw, które mogły sobie pozwolić na bardziej intensywne granie dzięki jakimś dotacjom czy grantom różnych podmiotów zajmujących się kulturą. Nie wiązało się to z żadnym świeceniem logotypami. Jeśli nie idzie za takim wsparciem wpływanie na treść to jest to OK. Mam jednak intuicję, że wkład Jakiego w polską kulturę skończy się na jednym rapowym teledysku. Oczywiście, mogę się mylić.

Kuba: Z jednej strony opcja, którą przytoczyłeś jest rzeczywiście zabawna, z drugiej zaskakujące jest to, że ktoś w swoim programie uwzględnił potrzeby zespołów muzycznych. Zastanawiam się czy to jest desperackie szukanie elektoratu w każdym możliwym miejscu, czy też ominęło mnie to, że muzycy w zespołach są już tak liczną grupą w społeczeństwie? Bardzo interesujące, muszę to sprawdzić (śmiech).

Kończąc tematy polityczne – zmierzam w zasadzie do tego, by zapytać, w jakim miejscu znajduje sie zespół The Spouds – bo jest w waszych wypowiedziach wyczuwalna gorycz związana z sytuacją w jakiej znajdują się ogólnie zespoły niezależne, które nie śpiewają o zielonych oczach. Tym bardziej, że dzisiaj dotacje mogą chyba dostać jedynie artyści o dość, hmmm, określonych poglądach…

Grzegorz: Myślę, że z roku na rok ta kondycja zespołów niezależnych się poprawia. Coraz częściej coś z tego niezalu jest w stanie wypłynąć na bardziej komercyjne wody, a ci którzy wolą pozostać bliżej sceny też mają więcej miejsc do grania. Problemem jest jednak rzeczywiście to, że wszystkie kapele do grania, niestety, dokładają. My kolektywnie w kilka kapel płacimy czynsz za salę jak za małe mieszkanie, a i tak mamy farta, że posiadamy takie własne miejsce, a nie tułamy się od piwnicy do przerobionego magazynu. My chyba dobrze czujemy się w swoim małym środowisku, gdzie czujemy wsparcie innych muzyków oraz paru osób, które się jarają taką muzyką.

Paweł: Całą swoją muzyczną wrażliwość zbudowałem na poczuciu bycia outsiderem i nie za bardzo interesuje mnie to co potem się dzieje z moją muzyką w takim ujęciu pragmatycznym.

Mateusz: Może Cię to zdziwić, ale myślę, że nikt nie narzeka na miejsce, w którym się znajdujemy. Jesteśmy grupą kolegów, wiemy jak wyglądają realia i czerpiemy radość z tego, co jest. Super jest to, że możemy się nie widzieć przez jakiś czas, potem wpaść na próbę, zacząć grać i mieć szkielet jakiegoś nowego numeru. Trochę się napociłem, żeby zabookować koncerty, które zagramy po tej płycie, ale nie jest tak, że kompletnie nie mamy gdzie grać. Zdajemy sobie sprawę, że robimy muzykę dla garstki osób, które się tym jarają, więc nie oczekujemy od świata nie wiadomo czego. Gramy już tyle czasu, że możemy liczyć na pewne osoby z innych składów nie tylko promotorsko, ale i zwyczajnie koleżeńsko. Te ograniczenia mają swoje dobre strony, bo wymuszają kreatywność, a koniec końców grają tylko osoby, dla których to po prostu istotna część życia. Metaforycznie rzecz ujmując, dorosłość wymusza permanentne ściskanie pośladów i czerpania jak najwięcej satysfakcji z tych nielicznych momentów, kiedy możesz je rozluźnić.

Jacek: Granie cały czas sprawia mi radość i jasne, że dokładamy, ale czy nie jest tak, że do właściwie każdej zajawki trzeba dokładać? Jaram się, że przez tyle lat cały czas uczę się czegoś nowego na bębnach i mogę to prezentować chłopakom na próbach. Zamiast pojechać na all-inclusive wyjazd do ciepłych krajów, czasem wolimy nagrać płytę i pojechać zagrać parę koncertów.

Wyluzowani

Wyluzowani

Skoro już ponarzekaliśmy, to czas na małą spowiedź – co działo sie z The Spouds przez ostatnie lata po wydaniu świetnej płyty „Fear Is The New Self-Awareness”?

Mateusz: Po ostatniej płycie zagraliśmy trochę koncertów, dorobiliśmy trochę nowych numerów, potem je ogrywaliśmy, potem je nagraliśmy, a potem wyszło tak, że mieliśmy jakiśtam sprecyzowany pomysł na to, jak to wszystko ma zabrzmieć i okazało się, że od nagrania do momentu znalezienia osoby, która tak to wszystko zmiksuje minął prawie rok. Potem szczęśliwie Krzysiek z Trzech Szóstek okazał się zainteresowany naszym materiałem, ale też miał jakiś kalendarz wydawniczy, nie dało się tego wydać „od razu” i oto jesteśmy! Każdy z nas w tej „przerwie” był też zaangażowany w swoje składy. Jacek w The Freuders i daysdaysdays, Grzesiek w Spirits Of The Air, ja w Hanako, Paweł w Evvolves i swoją solową twórczość. Nie chcieliśmy robić nowego materiału przed „zamknięciem” tego, żeby się nie frustrować czekaniem na następne nagrania.

Grzegorz: Dla mnie to zawsze jest dość duże zaskoczenie, kiedy utworów od poprzedniej płyty robi się tyle, że ktoś proponuje, że musimy już coś nagrać i klepiemy studio. Chyba fajnie, że na razie przystopowaliśmy z produkcją nowych rzeczy, żeby kolejny materiał zrobić w trochę mniej chaotyczny sposób. Jestem pewny, że nowe numery, kiedy się pojawią, to będzie to coś znów troszeczkę lepszego, bo poboczne projekty, o których wspomniał Mateusz, są naprawdę dobre i mam wrażenie, że fajnie się przez te 10 lat rozwinęliśmy muzycznie.

Wywołaliście wilka z lasu, czyli TrzySzóstki. To się ładnie zazębia z rozkminianiem sytuacji na rynku kompaktów i fizycznych wydań z poprzedniego wywiadu. Fajnie, że płyty są, ale… wydajecie się w labelu netowym. Choć kompakt ponoć ma być. Jak to w końcu jest – potrzebne te fizyki czy jednak nie…?

Mateusz: Potrzebne dla tych, którzy chcą je nabyć i jakoś dodatkowo wspomóc zespół. To też nie będzie pierwsze fizyczne wydawnictwo Trzech Szóstek. Label wyszedł od publikowania tylko w necie, ale już kilka rzeczy stamtąd ukazało się na kasetach czy płytach. Kompakt u nas oczywiście będzie.

Grzegorz: Przez te kilka lat od naszego wywiadu pozycja neta tylko się umocniła. Przede wszystkim, jeszcze kilka lat temu prawie nikt nie chciał recenzować stricte netowych wydań. Teraz niektórzy nie lepią już wcale albumów, ale tylko single lub ewentualnie jakieś ep-ki. CD działa rzeczywiście coraz bardziej jako cegiełka na działalność zespołu.

Paweł: Jednym potrzebne, innym nie. Ja jakoś bardziej jestem przywiązany do formatu albumu, niż faktu czy jest fizyczny czy nie. Nie czuję już takiej potrzeby wojowania o fizyczność muzyki.

Ale wy wydaliście konkretny, pełnowymiarowy CD. I tu lizusowska uwaga. Myślałem, że „Fear Is The New Self-Awareness” to wasze najlepsze dokonanie, a tu proszę – nówka jest jeszcze lepsza. Zażywacie jakieś narkotyki, co wam umysły otwierają??

Mateusz: Cieszę się, że nowa płyta bardziej Ci się podoba. Nie mamy żadnej złotej zasady. Pierwszy raz przed wejściem do studia nagraliśmy sobie demówkę i pozastanawialiśmy się czy to, co już jest dałoby się jakoś dodatkowo ulepszyć i czy mamy jakieś sugestie dotyczące poszczególnych elementów utworów. To była chyba jedyna znacząca zmiana w temacie pracy nad materiałem.

Grzegorz: Chyba im jesteśmy starsi tym trudniej wyrwać nam z życia te 2-3 godziny na próbę. Próby (w naszym przypadku) kilku składów to jest spore obciążenie dla tak zwanego wolnego czasu. W związku z tym muzyka, o dziwo, staje się coraz ważniejsza i chyba trochę więcej trzeba o niej myśleć. Chyba też przy pracy nad którąś z kolei płytą jest coś takiego, że część patentów już jakby troszkę się wyeksploatuje i trzeba trochę pokombinować, żeby móc jeszcze  siebie jakoś zaskoczyć.

Jacek: Może to zwyczajne doświadczenie i wzajemna znajomość? Przy przygotowaniach do nagrań tej płyty miałem poczucie, że jesteśmy jakimiś prosami. Wydaje mi się, że przy poprzednim albumie wytworzyliśmy sobie brzmienie, z którym się utożsamialiśmy, więc przy tym albumie mieliśmy łatwiejszą robotę. Mogliśmy się skupić na melodiach i na tekstach.

Paweł: Pewnie nie chcemy zanudzić samych siebie, więc się podpuszczamy do coraz nowszych dla nas, nonszalanckich patentów. Wydaje mi się jednak, że te zmiany, które dokonały się między jedną płytą a drugą są dość subtelne. Ktoś kto polubił nas na poprzednim albumie, słuchając tego nowego nie będzie czuł się zagubiony.

Paweł dobrze to ujął. Słychać nadal hałaśliwy The Spouds, ale jakby bardziej ogarnięty, bardziej piosenkowy i wyrazisty stylistycznie. Choć nadal – a to mnie bawi – mogę wychwycić kilka smakowitych wpływów.

Mateusz: Chętnie posłuchamy.

To ja tutaj słucham (śmiech). I zadaję pytania. A to brzmi: co było największym wyzwaniem podczas komponowania tego materiału?

Mateusz: Ciężkie pytanie, bo poza wyzwaniami natury mobilizacyjnej i organizacyjnej nie przypominam sobie większych wyzwań.

Kuba: Największym wyzwaniem jest to, że jesteśmy coraz starsi i przez coraz większą liczbę obowiązków pozamuzycznych ciężko czasem nawet ustawić próbę. Poza tym, po tak długim czasie wspólnego grania i kilku już krążkach, trzeba postarać się o to, żeby słuchacz był czymś zaskakiwany. No i z tym jest pewnie po latach trudniej, ponieważ mamy już jakieś swoje nawyki. Z drugiej strony, sami potrzebujemy się też trochę „pobudzić” twórczo, żeby tworzenie i granie tego materiału sprawiało nam jak najwięcej przyjemności, co oczywiśie przekłada się na jakość płyty.

Nie wierzę, że taka pakieta indywidualności zgodnie przeszła przez cały proces nagrań. Nikt nikomu nie dał po gębie?

Mateusz: Myślę, że wszystkie konflikty natury personalnej i ambicjonalnej rozwiązaliśmy przy poprzedniej płycie. Ta naprawdę powstawała w wyluzowanej, twórczej atmosferze.

Grzegorz: Tak, jesteśmy zgodni co do tego jakim jesteśmy zespołem i przede wszystkim – jakim na pewno nie jesteśmy.

Paweł: Ograniczenie prób „ciągnięcia w swoją stronę” i trochę w zdaniu się na intuicję. Każdy pewnie miał jakąś wizję tego albumu i nie zawsze te wizje były spójne. Innymi słowy, uświadomienie sobie, że siedzimy w tym dla zabawy i nie żeby się wkurzać na siebie. Tarcia czasem też są fajne, jeśli się to przekłada na jakiś ciekawy efekt. Byleby w rozsądnym balansie.

Kuba: I tutaj też działa kwestia tego, że ze sobą już długo gramy. Jak sięgam pamięcią do pierwszych nagrań, to rzeczywiście zdarzały się nerwowe momenty. Teraz mam wrażenie, że znamy się dość dobrze od strony muzycznej, potrafimy się też dostroić jeśli chodzi o tempo pracy i wiemy czego każdy z nas potrzebuje, żeby czuć się komfortowo w czasie nagrań.

Kluczowym pytaniem pozostaje to, czy nie będzie zbyt dużo zarzutów o eksploatację przeszłości, bo na tej płycie ponownie – co dla mnie jest tylko i wyłącznie zaletą – kłaniacie się gitarowej alternatywnie lat 80. i w szczególności 90.

Mateusz: Mamy trochę osób, które bardzo lubią to co robimy i trochę osób, które lubią to, co robimy, ale w kontekście raczej „muzyki do samochodu”, co absolutnie nas nie obraża. Jeśli chodzi o zarzuty, o których wspomniałeś, zazwyczaj coś, co się dzieje w muzyce bazuje na tym, co już wcześniej się działo. Nirvana swego czasu uchodziła za brzydszego kuzyna Dinosaur Jr. Gwarantuję, że gdyby powstało coś totalnie oryginalnego to nikt by tego nie był w stanie słuchać w momencie pojawienia, tylko dopiero po paru latach, po oswojeniu się z czymś takim. Jasne, że czerpiemy z muzyki, którą sami się jaramy czy jaraliśmy, ale jednocześnie nie sądzę, żeby było dużo kapel, „jak my” w Polsce. Myślę, że w całym tym zżynactwie już mamy jakąś tam swoją tożsamość.

Grzegorz: Chyba nie do końca umiemy w nowoczesne brzmienia. Wydaje mi się, że sporo muzyki z tych lat pasuje nam po prostu z punktu widzenia filozofii czy podejścia do grania. Najprawdopodobniej to, że taką a nie inną filozofię przejęliśmy właśnie od tych kapel, skłania nas ku takim a nie innym brzmieniom. Nie lubimy przeprodukowanych gitar, masturbacji solówkowej i triggerowanych bębnów.

Paweł: Wydaje mi się, że mimo jakiś tam wyraźnych inspiracji, lecimy czasem na konkretnej wyjebce bawiąc się takimi mikro muzycznymi „cytatami”. Robimy to raczej nieświadomie. To nie jest tak, że przyświeca nam cel pisania jakiejś muzycznej laurki. To już jest subiektywna rzecz dla tego kto tego słucha.

Osobiście, na nowej płycie najbardziej podoba mi się swego rodzaju relatywizm stylistyczny – mamy w zasadzie piosenki i tak można traktować nowe numery, ale jak ktoś chce usłyszeć sonikowy zgrzyt, to usłyszy. Kiedy ktoś usłyszy subpopową psychodelię, też będzie pasować. Albo nowojorski garaż. Dużo się tu mieści a jednak słucha się nowej płyty bezproblemowo, powiedziałbym wręcz, że bardzo przyjemnie wchodzi ta muzyka w głowę. Może czas do radiów uderzyć (śmiech)?

Mateusz: Doświadczenie nauczyło nas, że w radiu puszczały nas zazwyczaj osoby, które same uprzednio do nas dotarły, ale jak masz jakieś sugestie do kogo uderzyć to chętnie z nich skorzystamy. Jeśli chodzi o przyjemność słuchania, cieszy nas to. Nie mamy problemu z tym, że niektórzy słuchają nas z dużą wczutą, a inni jako muzykę tła.

Odnoszę wrażenie, że na nowej płycie jest trochę walki – chęci pohałasowania z chęcią pisania „prawie piosenek”. W niektórych momentach muzyka staje się wręcz zaskakujaco poukładana, gdzie indziej eksploduje niezłym zgrzytem. Co na dzień dzisiejszy jest wam bliższe? Brud i dysonans czy ładne i ułożone aranże?

Mateusz: Myślę, że nasze korzenie to po prostu szeroko pojęte piosenki z miejscem na hałas. Te hałasy, o których mówisz, też mieszczą się „w strukturach”. Jest tak, że kiedy część kapeli hałasuje, dalej ktoś inny robi za kręgosłup.

Grzegorz: Chyba zawsze byliśmy trochę okrakiem. Paweł, ale reszta chłopaków też, często lubi coś „popsuć” i zagrać na bakier.

Jacek: Myślę, że można to wyczuć po tym jak kto gra na instrumencie (śmiech). Sam jest bliski fajnym, grooviastym bębnom i ładnym melodiom, jednak dokładając do tego hałas jest (prywatnie) to metoda przedstawienia emocji.

Kuba: Ten rozdźwięk wynika z tego, że w Spoudsach grają ludzie z różnym temperamentem, upodobaniami8 muzycznymi, stylem gry itd. To jest moim zdaniem nasza wielka zaleta i dodaje dużo wyjątkowości naszej muzyce. Myślę, że nie można powiedzieć, że w którymś momencie uderzaliśmy bardziej w hałas niż piosenki albo na odwrót. Przez te dziesięć lat nikt z nas się jakoś bardzo nie zmienił jeśli chodzi o te aspekty, o których wspomniałem wcześniej. I to jest super (śmiech).

Ciekawym sapektem nowego wydawnictwa jest okładka – nie jest zbyt ekologiczna, jednak wprowadza lekki znak zapytania, o co tu chodzi?

Paweł: Jeśli chodzi o to zdjęcie to jest na nim kolega mojego brata. Po prostu fajnie dogrywa wyluzowany nastrój tej płyty. Taka tęsknota trochę za byciem edgy nastolatkiem, trochę za uchwyceniem jakiegoś radosnego momentu. Nie ma nad tym wielkiej kminy. Zdjęcie zrobiłem starym ruskim aparatem, który odziedziczyłem po dziadku. Zawsze chciałem być takim trochę Ed’em Templetonem, trochę Gusem Van Santem, czy Larry Clarkiem.

Zatem, straszne pytanie – suchar: czy nowa płyta ma coś w rodzaju motywu przewodniego, jakiejś idei spajającej przekaz?

Jacek: Dla mnie ma trochę poczucia zastoju (poczucie zastoju… czy coś takiego w ogóle istnieje?). Trochę zwolniło życie w momencie rozpoczęcia stałych prac i płac za życie. Na pewno można poczuć też tęsknotę za młodzieńczymi czasami i ich problemami.

Ok, myślę, że na zakończenie trzeba skupić się ciutkę na tzw kwestiach promocji – czy szykujecie jakiś zmasowany atak, jakieś szaleńcze próby zwrócenia na siebie uwagi?

Mateusz: Zupełnie nie. Raz, że kiedy rzeczywiście nam na tym zależało to nigdy nie odnosiło to specjalnego skutku. Dwa, ta nisza, co ma o nas usłyszeć to i tak o nas usłyszy. Trzy, jesteśmy zajętymi ludźmi i z trudem ogarniamy podstawy prowadzenia Facebooka, a jak mamy jeszcze umówić się na próby, koncerty i jeszcze mieć trochę czasu na swoje własne życie to tego czasu naprawdę nie ma. Z naszego doświadczenia tak to właśnie jest. Wysyłamy to ludziom, którzy zainteresowali się już tematem wcześniej. Dla nas już samo to, że wydały nas Trzy Szóstki, które wszyscy cenimy jako słuchacze, jest dużą zmianą na plus, bo z automatu posłucha nas trochę osób, które śledzą label, a do tego znajdziemy się na paru nowych dla nas platformach. Jeśli zainteresuje się ktoś nowy to super, jeśli nie to dalej będziemy rzeźbić swoje dopóki nam to się nie znudzi.

Paweł: Liczymy na to, że samo się zrobi, albo ludzie, którym się spodoba ten album powiedzą innym ludziom, którym może się spodobać. Tak to czasem działało w muzyce. Mam nadzieję, że to wyjdzie naturalnie. Wiem, że to naiwne, ale jestem idealistą. Poza tym album będzie na spotify, więc powinno być łatwiej.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Filip Holka