THE LOWEST – Polecam przyjąć świat jakim jest…

The Lowest. Dla jednych potęga krajowego hardcore’a, ciężko pracujący band, który ma określone poglądy na życie, dla innych dobrze wykreowany zespół, przybierający wystudiowane pozy. Każdy ma swój punkt widzenia, mamy i my – The Lowest przez lata z mozołem wypracowywał sceniczną manierę, gra doskonałe koncerty i nadal ma coś ciekawego do powiedzenia, także w temacie tzw. autentyczności. Czy sensowna gadka rozbija się o ewentualny brak tej ostatniej? To dylematy snute wobec każdego bandu, który nie rozpadł się po pierwszej demówce. The Lowest się nie rozpadli, ba, zapodają nową, być może i najlepszą w dyskografii płytę o znaczącym tytule „Cult”. Rozmawiamy z wokalistą zespołu, Pawłem Wróblem. Aha, i z premedytacją pomijamy wątek „The Lowest vs BoP” 

Przeczytałem na waszym profilu emocjonalny wpis na temat Rozbratu, zatem od dwóch kwestii z tym wpisem związanych zaczniemy – po pierwsze, kiedy patrzysz na waszą historię, od czau kiedy jako młodziaki „z małą ilością włosów i dziar” graliście pierwsze gigi, po dzisiejszy The Lowest, band doświadczony i „ograny”, co czujesz – dumę, czy raczej myślisz o rzeczach, które można było zrobić lepiej? Szklanka w połowie pusta czy w połowie pełna? 🙂

Czuję tak naprawdę jedno i drugie – z tym, że nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że my mogliśmy coś zrobić lepiej. Pewnie, gdybyśmy rzucili wszystko na szalę i powiedzieli sobie gdzieś w 2014r., że granie w zespole to jest to, co chcemy robić – że ma być naszym głównym zajęciem – bylibyśmy dzisiaj w innym miejscu. Ale to nigdy nie stanowiło opcji. Wszyscy mamy poza zespołem pracę, życie rodzinne – w tej chwili już trzech z nas jest żonatych. Ja nigdy bym nie zamienił relacji, jaką mam z Agatą, na ciągłe życie w trasie. To jej zawdzięczam w życiu najwięcej, nie zespołowi. To tyle – jeśli chodzi o to co my mogliśmy zrobić. Pozostaje jeszcze kwestia tak zwanych czynników zewnętrznych. Dziś, po latach, jak nigdy widzę jak bardzo ważne są czynniki losowe. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja zespołu, który gra w Niemczech czy UK – a zupełnie inny start ma zespół z Polski.

Polecam przyjąć świat jakim jest...

Polecam przyjąć świat jakim jest…

Przyczepię sie tego na chwilę – uważasz, że w Polsce tzw opcja „zawodowego grania” (cokolwiek to znaczy) na scenie czy to metalowej czy HC nie ma sensu? Zastanawiałem się niejednokrotnie czy tzw. zawodowstwo nie stoi w sprzeczności z tzw. ideałami niezależności itp…

Prawie wszystkie fajne zespoły, które przyjeżdżają do Polski – od Angel Dust po Terror – grają mniej lub bardziej zawodowo. Takie rozważania są teraz chyba, delikatnie mówiąc, odklejone od rzeczywistości. A „niezależność”, o której mówisz – jest dzisiaj rozumiana zupełnie inaczej, niż dwadzieścia lat temu. Zespoły hc co roku objeżdżają wielkie europejskie festiwale, ich koncerty są robione przez agencje, mają podpisane kontrakty z każdym z festiwali. Pewnie dla tych zespołów niezależność to robienie tego, co kochają – muzyki, dokładnie w taki sposób, w jaki chcą – i życie z tego. Dla kogoś, kto funkcjonuje w nieco innej przestrzeni mentalnej, niezależność to pewnie stuprocentowe DIY. A granie zawodowe pewnie ma sens, ale pytanie jakim kosztem. W wypadku zespołów hc jest to trudniejsze, bo to jest dużo mniejsza scena, trzeba grać bardzo dużo koncertów. W wypadku zespołów metalowych jest to pewnie ciut prostsze, z racji skali. Ale zawsze taki wybór jest poświęceniem czegoś innego, każdy sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest to tego warte.

Ok, rozumiem punkt widzenia, ale możemy w takim razie słowo „zawodowstwo” zastąpić złowem „autentyczność”, bo nadal – mimo wszystko – dla wielu bardziej autentyczny będzie np. JAD (i nie piszę tego ze względu na jakieś powiązania 🙂 ) który sam sobie wydaje płyty itp niż zespół z kontraktem i agencją (i tu też nie „przywalam” się do konkretnych bandów…).

To są zawsze dywagacje, które są tylko w sferze domniemań. Kto jest autentyczny a kto nie ? Spotykałem się z takimi głosami – niewieloma, ale zawsze – że to my nie jesteśmy autentyczni. Co jest trochę śmieszne, bo niby za co tą autentyczność sprzedaliśmy? Za wywiad w Violence Online? Więc zawsze są tacy, którzy szukają dziury w całym. Powiem może tak – spotkałem ludzi z DIY kapel, którzy byli kutasiarzami, spotkałem wielkie gwiazdy sceny, które były super wyluzowanymi ludźmi – i vice versa. I to jest dla mnie dużo ważniejsze – kto jakim jest człowiekiem i jak to się przejawia w jego muzyce. Dzisiaj mamy też trochę inne czasy i czasem mam wrażenie, że te spory o autentyczność to bardziej domena ludzi po 30-tce. A młodzi, którzy są w scenie, dorastają już w zupełnie innej rzeczywistości i mają inne dylematy.

Z tym brakiem autentyczności The Lowest fakt, spotkałem się z takimi opiniami, dlatego – w dobie ogólnego rozmawiania o hejcie – zapytam, jak przyjmujecie/znosicie/komentujecie takie głosy i opinie?

W kwestii autentyczności – pamiętam jak Pacior z JAD wrócił z jednej z pierwszych tras z Touche Amore – a był to dla niego duży skok, bo wcześniej był na trasie z moim poprzednim zespołem – Nothing Between Us. I w bardzo krótkim czasie super mu wypaliło jeżdżenie z kapelami, chłopaki z TA mu bardo zaufali. I jak był soundcheck, stał na scenie i sprawdzał czy wszystko jest okej. A potem jeden kolega z Warszawy z pretensją – Krzysiek, co ty robisz, to jest przesada, to jest zbyt profesjonalne. Więc to często są takie historie: za bardzo profesjonalne, za mało autentyczne. Myślę, że ludzie lubią się kisić we własnych głowach i wymyślać sobie różne teorie, a mniej ich interesują fakty. W dzisiejszych czasach chyba każdy potrzebuje drobnego obiektu hejciku żeby czuć się lepiej z samym sobą. Zadam ci takie pytanie – jaki jest bardzo ważny album muzyczny, który cię ukształtował? Pierwszy lepszy z brzegu, taki, który uważasz za bliski ideału.

Trudne pytanie. Bardzo. Bo były różne okresy w moim życiu, ale jeśli miałbym wymienić taki sprzed lat, album, który wywrócił moje życie do góry nogami, to będzie ten: The Birthday Party „Mutiny/The Bad Seed” Po nim nic już nie było takie samo.

No to wrzuciłem sobie w youtube właśnie The Birthday Party – „Fears of Gun”. Tysiąc łapek w górę i 12 w dół. Patrzysz na te 12 łapek i myślisz, ludzie – o co wam chodzi ? Kwestia jest taka, że żyjemy w kulturze, w której każdy ma głos. W sieci każdy może wyrazić opinię, nie ważne czy ma rację czy nie. I obojętnie co zrobisz – zawsze będą ludzie, którym to po prostu nie siądzie. Tu nie ma sensu czegokolwiek robić, po prostu trzeba przyjąć że świat jest jaki jest. Przecież nie gramy dla dziesięciu osób, które coś tam sobie opowiadają a i tak potem nawet nie przyjdą na nasz koncert – ale dla tych setek, które będą na gigach, kiedy pojedziemy w trasę i to od nich dostaniemy energię do tego, aby dalej to robić. Nie każdy musi nas lubić, i to jest okej. Przecież nawet tematyka płyty „Cult” – jest dość specyficzna i zakładam, że większość ludzi by się nie zgodziła z takim ujęciem spraw. Ale piszę takie teksty bo tak czuję – tutaj ważniejsza jest uczciwość wobec siebie a nie to, co ktoś pomyśli. Jesteśmy wolni. My robimy, co chcemy, a komuś może się to podobać lub nie. I tyle. Nie ma co tu dywagować, polecam raczej przyjąć świat jakim jest i pogodzić się z tym. No i przede wszystkim – hejtu to akurat dostaliśmy w życiu naprawdę promil. Za to dużo pozytywnej energii i wsparcia. Więc nie ma co się tym przejmować.

CULT ALBUM COVER

THE LOWEST – Cult  Być może narażę się fanatykom, jeśli tacy są, ale The Lowest nie jest zespołem, który przekracza gatunkowe granice i popycha muzyczny świat do przodu. Krótko – oryginalny nie jest, ale za to ma coś, co często jest cenniejsze – wewnętrzny radar, który nie pozwala im wkraczać na terytoria, gdzie mogliby stać się śmieszni. Pozostają zatem w swojej niszy, gdzie smolisty hardcore brata się ze sludge’owym brudem i na tej bazie tworzą świetną, trzymającą się kanonu muzykę. A jeśli już szukać zmian na nowej płycie „Cult”, będzie to, szczególnie w stosunku do „Doomed”, zdecydowane wyczyszczenie muzyki, głównie za sprawą krystalicznej produkcji, która powoduje, że płyty słucha mi się zdecydowanie lepiej niż poprzedniczki. Wszystko cyka jak trzeba, eksponowana jest doskonała i precyzyjna praca sekcji, wokal pięknie „siedzi” w gitarach, słowem, wszystko się zgadza. A same kompozycje? Może zabrzmi to dziwnie, ale The Lowest nie brzmiał dotychczas tak „przebojowo”. „Follower” hipnotyzuje lepiącymi riffami (ok, może ciut nu metalowymi…), podobnie wciągające są gitary w „Seven Seals”. Inna rzecz to bardziej rozbudowane aranżacje, które powodują, że jeszcze nigdy muzyka tego zespołu nie była taka ambitna; jak na stylistykę, dużo tu zwrotów akcji (doskonale wypada balansowanie dynamiką np. w „144 000” czy np. wzniosły, post metalowy finał „Silver City”, choć szczytowanie to 7 minut patetycznego, doskonale trzymającego napięcie finału „Omega”) i choć ciężar nadal jest tu dominujący, pojawiają się ciekawe smaczki, które rozjaśniają smolistą czerń kompozycji; są ambientowe interludia (np. „Revelation”), ale miłośnicy dołującego asfaltu nie muszą się obawiać, w każdym numerze jest go dokładnie tyle, by nie pomylić The Lowest z innym zespołem. Przyznam, że kierunek jest jak najwłaściwszy, ciekawe, czy na następnej płycie zdecydują się na jeszcze odważniejszy krok…

Ok, wrócę jeszcze do kwestii Rozbratu – jak myślisz, dlaczego w innych krajach da się współpracę niezależnych centrów z państwem ogarnąć a u nas cały czas jest to wrzód na dupie tzw. władzy?

Bo mamy państwo z kartonu i polityków, którzy są cymbałami. Najlepiej by było wszędzie postawić centra handlowe, zrobić kostkę brukową, raz na jakiś czas aquapark.

To się raczej odnosi do wszystkich rządów a nie tylko ostatniego, bo w zasadzie tzw. kultura niezależna zawsze była traktowana jak margines, patologia i szczeniactwo. Czasami zastanawiam się, co musiałoby się wydarzyć, żeby nastąpiła jakakolwiek zmiana…

To się odnosi zdecydowanie do wszystkich rządów. Myślę, że powstanie ADA jest jakimś pozytywnym sygnałem, ale to jednostkowa sytuacja. Za to od roku 2005 – od kiedy miałem 21 lat i zaczynałem być „dorosły”, obserwuję wyniszczającą walkę polityczną ludzi, którzy tak naprawdę są do siebie dość podobni. Jedyne, czym to na razie skutkuje, jest dramatyczne obniżenie poziomu debaty publicznej oraz negatywna selekcja do zawodu polityka. Pamiętam taką debatę na temat in vitro. To, co panowie tam wygadywali, było niebywałe. Stąd nie dyskutuje się u nas na przykład o realnych problemach – jak globalne ocieplenie. Klasa polityczna w znakomitej większości nie ogarnia tego intelektualnie.

…bo klasa polityczna w Polsce składa się z ubogich intelektualnie nieudaczników, którzy w polityce wietrzą możliwość zrealizowania opcji „zarobić ale się nie narobić”. W takiej sytuacji jakikolwiek konstruktywny dialog nie wchodzi w grę.

Ale nie zawsze tak było. Akurat postępująca degeneracja klasy politycznej to w dużej mierze skutek postępującej wojny polsko-polskiej. Nawet jak sobie popatrzysz co trzeba było umieć i rozumieć, aby 15 lat temu pracować w rządzie – a jak jest dziś. Krótka ławka kadrowa jest coraz krótsza.

Płyta „Cult” pokazuje nieco zmienione oblicze zespołu. Mniej brudne, dołujące a raczej stawiające na czytelność i hmmm, jaśniejszą stronę waszej propozycji. Dobra interpretacja?

Muzycznie na pewno jest mniej syfu, jest bardziej klarownie – ale jeżeli chodzi o przesłanie, pewien koncept – to nic się nie zmienia. Zawsze nasza muzyka ciążyła w stronę mroku i tak pozostanie.

Skupiam się bardziej właśnie na stronie muzycznej, bo po „Doomed” nowa rzecz to inny kierunek poszukiwań. Tak się zastanawiam, czy pójdziecie tym tropem i będziecie chcieli uczynić waszą muyzkę bardziej, hmmm, przystępniejszą dla słuchacza tzw. niezrzeszonego?

Ten materiał robiliśmy jeszcze w czasie nagrywek „Doomed” – nie chcieliśmy zwlekać zbyt długo z nową płytą. Chcemy wrócić do bardziej regularnego grania, do dłuższych tras, a pięć lat zwłoki pomiędzy „Divided” a „Doomed” to zdecydowanie za dużo i odczuliśmy to. Siłą rzeczy, ta płyta musiała być inna, szukaliśmy nowych rozwiązań – będąc jeszcze w trakcie nagrywek do „Doomed” potrzebowaliśmy trochę więcej przestrzeni, innych inspiracji. Nie mam jednak pojęcia, co będzie dalej jeśli chodzi o muzykę. Pewnie wszystko okaże się, kiedy na dobre zaczniemy pracować nad nowym materiałem – ale to raczej za jakiś czas. Na razie ja mam sam koncept, o czym ta płyta będzie opowiadać – ale to jeszcze nie czas, by o tym mówić.the lowest gig1

Skoro wspomniałeś o tzw. zagęszczeniu ruchów, trzeba zatem zapytać, co będzie się działo – gdzie się pojawicie i jakie trasy przed wami?

Mamy kilka koncertów w wakacje, dwa festiwale w Niemczech – ale z racji tego, że powiększyła mi się rodzina, nie startujemy jakoś bardzo ostro z graniem jeszcze teraz. Jesienią pojedziemy na wschód, tym razem na dłużej, pewnie ponad dwa tygodnie. W międzyczasie planujemy koncert na przyszły rok – pewnie wiosną też się gdzieś wybierzemy, może południe Europy, dawno nas tam nie było.

Czyli, krótko mówiąc, zaczynacie już odczuwać tą „dorosłość”, która jednak weryfikuje kwestie związane z graniem… (i nie jest to z mojej strony przytyk tylko zimna konstatacja…)

Od dawna ją odczuwamy – ja mam 35 lat, jestem najstarszy w zespole, więc w sumie, od kiedy jeździmy, miałem sporo obowiązków. W międzyczasie najmłodsi też dorośli, więc każdy jest dzisiaj w jakiś sposób zajęty. Ale wszystko jest kwestią priorytetów – jeśli chcesz grać i sprawia ci to frajdę, to będziesz tak sobie ustawiał życie, żeby ci się to udało. Jeśli nie masz z tego frajdy, albo po prostu ci się nie chce aż tak bardzo – to motywacja jest na pewno mniejsza. Myślę, że rzeczą, która nam się najbardziej udała jest to, że mamy jakieś swoje grono odbiorców, więc ciągle nam się chce.

Kończąc rozmowę: czym jest dla ciebie The Lowest: zabawą/klapą bezpieczeństwa psychicznego czy trybuną do wygłaszania własnych poglądów?

Chyba żadne z powyższych. Muzyka daje mi przestrzeń, aby wyrazić coś, czego nie da się zbyt dobrze wyrazić po prostu słowami. Bycie w tej scenie jest wspaniałym doświadczeniem, a potrzeba tworzenia jest jakąś nieodłączną częścią mnie. Nie umiem wyobrazić sobie swojego życia bez tego.

I to chyba jest dobre zakończenie. Dziękuję za jak zwykle miłą rozmowę.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu