THE DOG – Celtic Frost vs Shakira

Jeżeli w głowie gdzieś świta Ci Dog Eat Dog, to lepiej o wszystkim zapomnij. Jeśli w ogóle nie masz żadnych skojarzeń, w niedługim czasie i tak sam się zapewne przekonasz co jest grane, bo coś czuję, że ci goście namieszają trochę tu i ówdzie. Wywiad z bardzo fajnymi chłopakami, czyli Igorem i Maćkiem, przypomni co poniektórym co jeszcze znaczy punk rock w naszych czasach, a ich ciepły, niczym psia kupa na trawniku materiał może doprowadzić do tego, że w parę minut zdemolujesz w amoku swoje, wyposażone w meble pewnej szwedzkiej firmy mieszkanie, wtedy z czystym sumieniem zwal winę na Psa!

Kiedy dokładnie wymyśliliście sobie, że zaczniecie razem grać? Skąd i od kogo wyszła potrzeba takiego właśnie stylu?

Maciek: Dokładnie to było tak, że jakoś w 2004 chcieliśmy zrobić z Łukaszem zespół, który by grał raczej szybkiego hardcore/punka, ale coś tam po drodze nie wyszło. Zagraliśmy kilka prób i na tym się skończyło, może to i dobrze, dziś myślę, że lepiej zrobiliśmy wracając do tego dopiero teraz, po prawie 10 latach. Lepiej dla całej ludzkości. Wtedy to nie miało prawa zadziałać, w zasadzie nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć dlaczego, bo mieliśmy wszyscy już jakieś doświadczenie w naszych poprzednich zespołach, ale po prostu z perspektywy czasu tak to właśnie widzę, że wówczas by to było po prostu do dupy. Wtedy z tamtego składu co nie wypalił wyewoluowało po trochu We Are Idols i Ass To Mouth, i z tymi zespołami graliśmy i gramy od tamtej pory do dziś i pewnie dlatego, że prawie 10 lat w jednym zespole to zdecydowanie bardzo dużo czasu, stwierdziliśmy z Łukaszem w zeszłym roku jakoś, że warto by może wrócić do pomysłu tamtego grania – tak na zasadzie zrobienia czegoś innego i złapania drugiego oddechu.

Mieliście już wcześniej pomysł na skład dla The Dog? Czy może wyszło zwyczajnie towarzysko przy wódce, na zasadzie „gramy kurwa!”?

Maciek: W sumie można powiedzieć, że tak było. Chyba nie przy wódce, ale praktycznie od początku był cały obecny skład. Moja potrzeba grania z Łukaszem zbiegła się z potrzebą grania Igora z Dawidem i w ten oto sposób nastąpiła unia he, he.

Igor: To, że ja znalazłem się w tym zespole wynikało też po części z tego, że w We Are Idols rozluźnił nam się grafik. Piotrek (gitarzysta) wyjechał na rok do Warszawy, rzadziej graliśmy próby i pojawiło się sporo zapału do zagospodarowania. Inna sprawa, że wszyscy prywatnie znamy się bardzo długo i pomysły wspólnych projektów pojawiały się już nie raz (z Maćkiem Mastodon-wannabe, z Łukaszem Samiam-wannabe), ale dopiero na gruncie The Dog mogło to wypalić. Nie wiem czemu. Myślę, że szybki hardcore to najbardziej stały punkt naszych wspólnych muzycznych zainteresowań. Niewykluczone, że zgadaliśmy się właśnie przy wódce, choć Łukasz i Maciek byli pierwsi. Nie mam pojęcia, gdzie tkwi tego przyczyna, ale zazwyczaj, gdy w jakimś miejscu spotykamy się towarzyszko, to jest tam też wódka.The Dog Grafika 1

Jakie macie plany związane z tym projektem? Chcielibyście, żeby był to pracujący na pełny etat zespół? Czy może to trochę odskocznia, od dotychczasowego muzykowania? Znajdziecie na to czas?

Maciek: To jest pełnoetatowy zespół, a nie projekt, czy odskocznia. Póki co czas znajdujemy, choć np. nie na wszystkie koncerty, które byśmy chcieli, albo mogli zagrać. Ale to raczej standard przy normalnych pracach, które wykonujemy. Koncertowanie z The Dog i naszymi pozostałymi zespołami to może być niezłe wyjebanie się z urlopu, jeśli różne tam plany się poukładają i wypalą. Oby nasze dziewczyny/żony nam to wybaczyły he, he.

Igor: Jeśli zespół nagra pełny materiał, to mam wrażenie, że z przyzwoitości należy traktować go poważnie. Szkoda by było całego tego czasu, który spędziło się na próbach. Nie wiem, czy inni mają szybszy tryb działania, ale nam zrobienie tej kapeli zajęło niemal rok. Nie uważam zatem The Dog za żadną odskocznię, a funkcjonować będziemy pewnie tak jak większość innych podobnych nam grup. Wyjazdy weekendowe, niekiedy mini/mikro trasa i mnóstwo koncertów w mieście, z którego pochodzimy. Na tyle jeszcze możemy sobie pozwolić.

O co chodzi z tą nazwą? Nie ukrywam, że jest trochę tajemnicza. Wiem, że niektórzy z Was mają po kilka kotów. Dlaczego nie np. The Cat?

Maciek: Żeby nasze koty nie czuły się zbyt rozpuszczone to musi istnieć jakaś przeciwwaga (śmiech…).

Igor: Moi rodzice, u których często bywam, mają obecnie 3 psy, a w tym owczarka niemieckiego, sznaucera – olbrzyma i kundla. Zresztą cała familia uwielbia sierściuchy, a w naszych domostwach odkąd pamiętam odgrywają one pierwszoplanowe role i sam się dziwię, że jeszcze chodzę na dwóch nogach i nie żrę z michy. To a propos przeciwwagi do kotów, które z kolei okupują mieszkania Łukasza i Maćka… Natomiast autorem samej nazwy jest Piotrek z We Are Idols, który kiedyś wspomniał, że swój nowy potencjalny zespół mógłby nazwać The Dogs. Trochę bez pomyślunku zajebaliśmy mu ten pomysł, ale przysięgam, że nie mieliśmy złych intencji. Po prostu jesteśmy niezbyt kreatywnymi debilami, choć The Dog to zlepek liter, który akurat idealnie pasuje do naszej muzyki.

Nie jesteście pierwszymi-lepszymi muzykami, swoje już odegraliście, mimo wszystko jak grało Wam się pierwszy koncert? Była trema, czy wjechaliście na „pełnej kurwie”?

Maciek: Ja się czułem trochę niepewnie przed, na takiej zasadzie, że jakieś ostatnie 100-kiladziesiąt koncertów, które zagrałem w przeciągu ostatnich lat, grałem z zupełnie innym zespołem i innymi ludźmi i jak z kimś grasz już w chuj czasu i zagrałeś w chuj koncertów razem to wiesz czego się spodziewać i nie ma sytuacji, albo potknięcia, z którego nie da się wyjść niezauważenie obronną ręką. A tutaj musimy się jeszcze razem ze sobą lepiej „poznać” scenicznie, dograć, dotrzeć, to jest wciąż dla mnie trochę dziwne grać w tym składzie koncert. To w sumie jedyna rzecz, która mi siedziała gdzieś z tyłu głowy przed tym koncertem. Ale raczej bez tremy, a czy na pełnej kurwie to już nie mi oceniać he, he.

Igor: Ja tremuję się przed każdym koncertem. To jasne, że człowiek przyzwyczaja się do pewnych sytuacji i o ile przed debiutem WAI w 2007 żałowałem, że nie mam diazepamu, o tyle przed The Dog towarzyszyły mi trochę przyjemne a trochę nieprzyjemne motyle w brzuchu, ale wiem, że profesjonalistą nigdy nie będę. Poza tym wjechaliśmy chyba trochę za bardzo na „pełnej kurwie”, bo już w pierwszym kawałku mieliśmy spory rozjazd, ale nie po to zostaliśmy punkami, żeby się przejmować takimi rzeczami. Granie koncertów i granie prób to dwie różne sfery, które trzeba osobno opanować, żeby wiedzieć, jak się połapać. Myślę, że nasz debiut live z każdą minutą był lepszy, choć miliard rzeczy musimy poprawić, żeby następnym razem nie wyszła bieda.

Celtic Frost vs Shakira

Celtic Frost vs Shakira

Macie więcej materiału? Czy wchodzicie na 10 minut na scenę? Może chociaż jakieś kowery?

Maciek: Mamy coś tam już więcej, ale przed wychodzeniem na scenę na dłużej niż max 15 minut będziemy się bronić. Kowery na pewno jakieś się pojawią, a z tym jakie to będą, to poczekajmy do koncertów, na których będą grane.

Igor: 10 minut to dla mnie optymalna długość koncertu kapeli z przewagą szybkich kawałków, 15-20 minut stanowi pułap odpowiedni dla każdego standardowego zespołu hardcore/hardcore, a granie dłużej niż 25 minut to zbrodnia. Zatem bez względu na to, jak dużo będziemy mieć materiału, to pozostanę orędownikiem maksymalnego skracania występów aż w końcu dojdziemy do 0:00, a następnie do wartości minusowych, dzięki czemu możliwe staną się wędrówki w czasie w przeszłość .

Słyszałem ostatnio, że hardcore stał apolityczny. Warto się angażować w takie akcje? Na kogoś to w ogóle jeszcze działa? Każdy tak naprawdę chyba ma swój rozum i widzi co się dzieje dookoła. Co wy o tym myślicie? Wyobrażacie sobie napisać kawałek np. o sytuacji na Ukrainie?

Maciek: Dla mnie hardcore i punk nie jest czarno-biały, choć oczywiście są pewne rzeczy i poglądy, które absolutnie mi się nie mieszczą w głowie, jeśli chodzi o postrzeganie tej sceny. Niemniej jednak jestem chyba stosunkowo liberalny w tym wszystkim i nie próbuję nikomu narzucać co ma myśleć, co ma robić, jaką ma mieć opinię na dany temat. Wolę już, żeby jej nie miał w ogóle, skoro sam nie potrafi do niej dojść. Nic mnie bardziej nie wkurwia jak osoby, które na siłę próbują mnie, albo kogokolwiek innego, przekonywać do, w ich mniemaniu, jedynych słusznych scenowych prawd i poglądów. Niech wypierdalają po stokroć. Napisania kawałka o Ukrainie sobie nie wyobrażam, bo dla mnie ta sytuacja nie jest również do końca oczywista i czarno-biała. Owszem, mam tam sporo znajomych, byłem tam, grałem koncerty, wiem, że żyje się tam raczej chujowo i biednie i moim znajomym stamtąd życzę jak najlepiej, ale nie podoba mi się w tych wszystkich wydarzeniach tak znaczący i duży udział frakcji skrajnie nacjonalistycznych. To jest śmierdzące zawsze i wszędzie i nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Dzisiejszej Ukrainie życzę przede wszystkim normalności i spokoju.

Igor: A ja mam wrażenie, że dywagacje o tym, czy hardcore jest polityczny czy apolityczny wynikają jedynie z różnych definicji pojęć. Bo gdzie zaczyna się polityka? Czy Black Flag w „Rise Above” to już była polityka, a w „Clocked In” nie? Sądzę, że są ludzie, dla których podobne rozkminy mogą stanowić istotną zagwozdkę. Dla mnie nie. Dlatego niejednokrotnie, gdy ktoś podnosi lament, że hardcore nie jest polityczny, to mam wrażenie, że w gruncie rzeczy chodzi o sytuację, w której dany zespół nie śpiewa na jeden z tematów, które zwyczajowo na scenie uznaje się za polityczne. Funkcjonuje jakiś taki dziwny twór, który przypomina zamknięty zbiór wątków, które wypada poruszyć w przekazie, ale nikt się jeszcze nie poważył na określenie, gdzie on się zaczyna, a gdzie kończy, co nie znaczy, że nie ma miliarda uzurpatorów, którzy odwołują się do niego jak do ostatecznej wyroczni. Ale to tak na marginesie… A odpowiadając na pytanie, czy warto angażować się w polityczne akcje, to twierdzę, że oczywiście, że tak, o ile płyną one z naszych autentycznych przekonań. Są przykłady kapel, które robią to w sposób inspirujący, jak chociażby Trial, ale nie brakuje też tych drugich, które są wtórne, tandetne i nieprzekonujące. Jeśli ktoś zaczyna polityczny mesjanizm, bo wydaje mu się, że jest to istotą hardcore’a, a nie potrafi niczego poza powtarzaniem zasłyszanych sloganów, to uważam, że ktoś taki jest nieciekawy. W ogóle nie interesuje mnie to, czy teraz punk rock jest mniej polityczny niż kiedyś. Ta scena jest zwierciadłem świata, bo przecież stanowi idealne pole do wyrażania przeróżnych dyskomfortów przez poszczególne osoby z krwi i kości i jeśli ludzie przestają śpiewać o polityce, to wierzę, że męczą ich inne problemy i to one w danym momencie są ważne.

No właśnie, Igor, Twoje teksty, już nie od dziś, mogłyby niejednego wpędzić do grobu. Skąd takie nastawienie? Jesteś pasjonatem życia karaluchów? A może jest to po prostu Twoja ocena rzeczywistości/ codzienności w takiej formie? Oddaję głos.

Igor: Z natury jestem raczej pochmurnym typem. Nie wynika to z tego, że miałem jakieś wyjątkowo ciężkie i smutne życie – wręcz przeciwnie! – ale chyba z tego, że sam lubię się przygnębiać. Cierpienie, ból, strach (niekoniecznie wywiedzione z autopsji, ale z książek, filmów, historii) to sfery, które po prostu mnie interesują. Jeśli miałbym zdecydować o tym, czy na bezludną wyspę zabrać DVD z „Chłopaki nie płaczą” czy ze „Złym Porucznikiem”, to raczej długo bym się nie wahał. I dlatego teksty są takie, a nie inne. A poza tym moje prywatne przekonanie o tym, jakie siły stoją za rzeczywistością i codziennością, o czym też zdarza mi się śpiewać, z punktu ideowego również nie należy do poglądów z cyklu „w górę serca”.

Nie ukrywam, że chętnie nabyłbym drogą kupna Wasze nagrania na winylowej „siódemce”, ktoś już nad tym pracuje? Jak to jest? Biją się już o Was? Czy trzeba będzie jeszcze poczekać. Zdradźcie coś.

Maciek: Nikt się raczej nie bije, powiedziałbym że się ludzie obwąchują z tym materiałem he, he. Jakieś tam propozycje współpracy padają i to na pewno wyjdzie na siódemce, ale dokładnie kiedy i dokładnie w jakiej kooperacji to jeszcze sami nie wiemy.Deklaracja

Jakie są Wasze ostatnimi czasy ulubione płyty/ kawałki poza scena hc/punk/metal. Wszystko – disko, pop, guilty pleasures. Nie wstydźcie się!

Maciek: Nic mi nie przychodzi do głowy. Nie mam TV, nie słucham radia, kompletnie nie wiem co się dzieje obecnie na scenie guilty pleasure he, he, he.

Igor: Ostatni singiel Shakiry z Rihanną przyprawia mnie o gęsią skórkę, a teledysk mogę oglądać 30 razy dziennie. W sumie mam mnóstwo guilty pleasures. Za dużo, żeby wymieniać. Lubię pop z MTV, bo przypomina mi, że gdzieś jest świat, w którym ludzie mają góry hajsu i robią przyjemne rzeczy, a po domu chodzi się w Air Maxach.

Dobra, jeślibyście mogli wybrać po jednym zespole, z którym chcielibyście pojechać na trasę po świecie, kto by to mógł być i dlaczego?

Maciek: Hellhammer/Celtic Frost – bo nie ma nic lepszego!

Igor: Shakira w zespole z Rihanną.

Jakieś ostatnie słówko?

Igor: Louis, to chyba początek pięknej przyjaźni.

Wielkie dzięki Panowie!

Rozmawiał Sam Tromsa

Zdjęcia i grafiki: archiwum zespołu