THAW – Ciężka podróż

Thaw znowu zaskoczył. Najpierw długo trzymał w niepewności, coś tam mieszał w temacie perkusistów, a kiedy już pokazał nowe dzieło, wprawił publikę w lekką konsternację. Która zresztą szybko ustąpiła miejsca zaintrygowaniu. Bo muzyka na „Grains”, z pewnością niełatwa, jednak wciąga, tłamsi mózg i choć początkowo są opory, wracamy do tej płyty, by wreszcie odkryć sedno sprawy, czyli nowe spojrzenie na szarą, zadymioną, psycho – post metalową krainę, gdzie rządzi hipnoza, mrok i niepokój. Kiedy już płyta nas wciągnie, uwolnić się od niej nie można i choć to szorstka przyjaźń, jestem pewien, że album długo nie zostanie zapomniany. Po zespołowym świecie oprowadza nas Artur Rumiński. 

Może zabrzmi to banalnie ale: czy THAW to najważniejsza podróż twojego życia?

Ciężkie pytanie bo w ostatnich latach powstało parę nowych projektów, które też są dla mnie bardzo ważne. Myślę, że jednak Thaw to główny zapalnik wszystkiego co się później działo lub cały czas dzieje…

Myśląc o Thaw rezonuje mi w głowie zwrot „niekończąca się ewolucja” Czy to dobre określenie tego zespołu?

Tak, cały czas staramy się podnosić sobie poprzeczkę. Jesteśmy trochę maniakami muzycznymi, słuchamy bardzo dużo różnej muzyki, którą się wymieniamy, rozmawiamy na ten temat itd. Na pewno każda kolejna płyta będzie dla nas  krokiem do przodu i nowym odkryciem.

W sumie najnowsze dzieło już jest cholernym zaskoczeniem. Niektórzy ochrzcili was mianem „polskiego Sunn O )))”. Trafnie?

Fajnie, że zaskoczyło, nie chcieliśmy już robić tego samego co na poprzednich płytach. Sunn O))) od początku jest jedną z naszych głównych inspiracji, ale staramy się mieć do nich dystans i czerpiemy tak samo z innych źródeł.

Ciężka podróż

Ciężka podróż

Teraz muszę zadać pytanie, które męczy mnie już od jakiegoś czasu: kwestia zamieszania z pałkerami. Grał B. Lichołap. Potem nagle pojawił się Macio Moretti – przyznam, że z całym szacunkiem dla Was i dla niego, pasujący do Thaw raczej słabo – potem wrócił Bartosz, który… w końcu znowu odszedł. Coś pominąłem? (Śmiech).

Od samego początku mieliśmy zawirowania z perkusistami. „Decay” nagraliśmy z fruit loops. S/t z Grzegorzem Zawadzkim. „Earth Ground” z Lichym i „Grains” głównie z Maciem. Teraz gra z nami perkusista Arrm – Michał Leks z którym mam nadzieję, że zostaniemy jak najdłużej bo jest genialnym perkusistą. Macio akurat super się wpasował w nowy materiał. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy muzycznie i personalnie. Niestety, ciężko było nam pogodzić to wszystko czasowo, wiadomo, że Macio jest bardzo zajętym gościem. Nieuniknione jest to, że na pewno coś jeszcze razem zrobimy muzycznie, choć niekoniecznie pod szyldem Thaw.

To może rozwikłaj jeszcze tajemnicze zniknięcie Lichołapa bo już o tym legendy krążą…

Lichy miał osobiste problemy, o których raczej nie chcę mówić. Wrócił ostatnio do grania i gra dalej z nami w projekcie Mentor. Jak na razie wszystko układa się bardzo dobrze, mam nadzieję, że tak zostanie.

Ok. Niech tak zostanie. Wracamy do meritum. Zapytam tak: co siejecie, panowie?

Spokój (śmiech).

Spokój?! No to nieźle… Moim zdaniem nowa płyta wybitnie niepokoi, wytrąca z równowagi. Zadaje pytania i nie do końca, dość przekornie, nie dostarcza odpowiedzi. Chcecie bawić się ze słuchaczami w ciuciubabkę?

Nie, chodzi o nasz wewnętrzny spokój. Tak przynajmniej ja to odbieram.

Unikasz odpowiedzi na temat zawartości „Grains”, która jest sporym zaskoczeniem w kontekście sceny metalowej, alternatywnej i jakiej tam jeszcze chcemy. Trudno byłoby dzisiaj jednoznacznie odpowiedzieć, co Thaw gra. Co to jest?

Ciężko odpowiedzieć na takie pytanie. Nie zastanawiamy się nad tym jaki gatunek muzyki wykonujemy lub w jakim kierunku pójdziemy. Tak jak mówiłem wcześniej, wszystko  cały czas się zmienia, głównie przez to, że szukamy i się uczymy. Na siłę możesz to nazwać doom, black metal, noise, drone albo po prostu metal…

Dla mnie ta muzyka jest szara, bo w szarości mieści się wszystko. No i „Grains” ma też niesamowity, upiorny klimat. Co trzeba zrobić w studiu, żeby wykreować coś takiego? Tu nie chodzi tylko o dobrze nastrojone instrumenty…

Nad płytą pracowaliśmy ponad dwa lata.W tym czasie u każdego z nas wydarzyło się dużo rzeczy. Były ciężkie momenty w zespole, które prawie doprowadziły do zawieszenia działalności. Może dlatego płyta ma taki ciężki i duszny klimat. Zamknięcie całości umocniło zespół i chyba nigdy nie było tak dobrze.Live Janek Fronczak

Na chwilę opuszczamy zespół, bo chciałem się dowiedzieć, jak żyje się najbardziej zapracowanemu człowiekowi w branży. Nie masz czasami dość?

Od jakiegoś czasu nie pracuję i dołożyłem sobie jeszcze kilka nowych projektów, na które i tak na razie nie mam czasu. Myślę, że wrócę do nich w pierwszej połowie 2018r. Czasami zmęczenie podróżami i dźwiganie gratów na trzecie piętro daje po dupie, ale jednak sam tego chciałem i strasznie się tym jaram.

Czy Polska gwarantuje możliwość życia na poziomie komuś takiemu jak ty? Pytam w kontekście całej, podziemno/alternatywnej sceny, gdzie w zasadzie dominuje granie za zwroty i benzynę. No i ciągłe narzekanie…

Myślę, że jeżeli poświęcasz na to praktycznie cały swój wolny czas i ciężko nad tym pracujesz to zawsze zadziała. Tak jest ze wszystkim.Też często marudzę, śpię w busie, na podłodze lub gram za zwroty na benzynę.

Czy w tym działaniu jest coś takiego jak cel? Dążysz ciągle do jakiegoś wyznaczonego punktu, który sobie obierasz, czy raczej starasz się myśleć o tym co tu i teraz?

To wszystko jest mocną zajawką bez konkretnego celu. Wkurzam się sam na siebie jeżeli siedzę i nic nie robię, chociaż jestem totalnym leniem. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez robienia muzyki, grania prób czy koncertów. To wszystko dzieje się tu i teraz.

Myślisz, że „Grains” jest dobrym materiałem do promowania? Przyznam szczerze, że czasami takie płyty spotykają się z dezorientacją ze strony wydawcy, szczególnie, kiedy nie można materiału wrzucić do jakiejś szufladki. A was na pewno zaszufladkować nie można…

Z tego co na razie widzę, płyta rzeczywiście spotyka się z dezorientacją, ale chyba też za wcześnie o tym mówić bo jesteśmy chwilę po premierze.

Skąd pomysł na współpracę z Agonia Records?

Rozmawialiśmy z kilkoma wydawnictwami. Agonia zaproponowała dobre warunki, które nam odpowiadały.

Muszę przyznać, że Thaw na płycie to jedno, ale Thaw koncertowy to zupełnie inny, potężny zespół, który nie pozostawia złudzeń, że na deskach czuje się doskonale. Chociaż… na warszawskim koncercie (z Furią) brakowało mi… firmowego dymu – zatem, czy w związku z nowa płytą zmieniacie trochę swój sceniczny image i cały performance?

Rzeczywiście, w Progresji mało dymiliśmy, ale to z braku sprzętu. Image raczej się specjalnie nie zmieni. Bardzo dobrze się czujemy w takim układzie. Dojdą na pewno światła, nad którymi pracujemy.

Wasza nowa muzyka to dla mnie przede wszystkim tworzenie zawiesistego, drone’ującego brzmienia, które rezonuje długo po wysłuchaniu płyty. To w zasadzie forma mojego ulubionego transu – na ile ta muzyka jest takim otwartym polem do eksperymentu, zaproszeniem do podróży (mentalnej)?

Właśnie o to w tym chodzi, żeby ten trans jeszcze jednak utrzymywał się  po przesłuchaniu. To jest ciężka podroż, któraLive 2 Janek Fronczak potrzebuje czasu.

Właśnie – podoba mi się to, że ta płyta kiełkuje (!) w głowie długo, ale potem nie da się jej wyrwać… Ciężko będzie ten materiał przebić, nieprawdaż?

Dzięki. Cieszę się, że tak to odbierasz. Tak naprawdę teoretycznie mamy już dużo pomysłów na następny materiał, nawet zostało nam parę rzeczy, które nie zmieściły się na „Grains”. Praca przy tej płycie bardzo otworzyła nam głowy i myślę, że raczej zrobimy jeszcze dużo dobrego przy obecnym składzie.

Nie boisz się, że niedługo – idąc w takim kierunku – trudno będzie o was mówić w kategoriach metalu?

Kompletnie mi to nie przeszkadza. Nie chcemy się zamykać w kategorii „metal”.

Ok, to na koniec, zdradź jaka jest twoja największa nadzieja, jeśli chodzi o THAW w 2018 roku… i jaka płyta była dla Artura Rumińskiego objawieniem w 2017…

Strasznie się cieszę, że gramy w końcu na Roadburn Festival. W planie mamy jeszcze trasę po Europie i Polsce. Mam nadzieję, że wszystko wypali. Co do płyty – może nie było to objawienie, ale najczęściej słuchaną przeze mnie płytą w tym roku był album „Don’t Get Lost” Brian Jonestown Massacre.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Janek Fronczak Photography (live)