TESTER GIER – Chodzi o to, żeby cieszyć ryja

Wszystko się mienia, a życie toczy się dalej. Także dla śląskiego Testera. Zespół, który parę lat temu powstał w mniej lub bardziej wesołych okolicznościach, dzisiaj okrzepł, wyszedł cało ze znaczących zmian (odejście frontmana) i serwuje solidną porcję cossovera na atomowych resorach. Pozostaje przy tym sobą, w luzacki, proletariacki wręcz sposób zadając kilka niegłupich a może nawet ważnych przemyśleń, kpinę zastępując zjadliwością a żart sarkazmem. W dodatku ten ich trasz/krosołwer ma taką energię i przebojowość, że porównania z wczesnym, łobuzerskim okresem Acid Drinkers nasuwają się niemal od razu. Oryginalności nie ma tu za grosz, wysilonego szukania nowości tym bardziej, jest za to szczerość bo w swojej konwencji – nawet jeśli ktoś traktuje ich z przymrużeniem oka – są dzisiaj bardziej autentyczni niż cały tabun spiętodupowych metalowców. Przed wami szarpiący 666 strun – zarówno gitarowych jak i gardłowych – Piotr, zwany też Stafarem.

Zaczynamy poważnie i bez dowcipu, dowcipy będą na koniec. Lepiej było z Owcem czy lepiej jest bez Owca?

Trudno powiedzieć czy teraz jest lepiej czy gorzej. Jest na pewno inaczej. Zmienił się trochę wizerunek Testera, jednak nie jest to zmiana tak duża jak mogłoby się wydawać. Nadal jest ta sama energia i zapał do działania. Myślę, że czas nas wszystkich rozliczy.

Owiec w wywiadzie w związku z jego nowym zespołem sugeruje, że po prostu chciał grać bardziej prosto, punkowo i core’owo. Nie macie takiego poczucia, że odchodząc, zabrał ze sobą ten pierwiastek z Testera?

Zdecydowanie pewien rozdział w Testerze się zakończył, i na pewno będzie to słyszalne w naszej twórczości. Szczególnie w tekstach piosenek, oraz na koncertach. Jednak w kwestii instrumentalnej wiele się nie zmienia, wszystko idzie nadal w tym samym kierunku; jest dużo punka i core’owych elementów, ale zdecydowanie nasza muzyka jako całokształt brzmi trochę inaczej.

Wymyśliłem sobie teorię, że to co w muzyce zaczyna się jako żart, ma szansę przetrwać całkiem długo, np. The Red Hot Chili Peppers. ZTG Wami też tak trochę jest, Tester powstał jako kapela w sumie dla zgrywy a dzisiaj można was uznać za całkiem solidny filar śląskiego thrash/crossovera. Gdzie kończy się dowcip a zaczyna poważna sytuacja?

Wiesz co, może to tak na zewnątrz wyglądało, że Tester powstał jako kapela „dla zgrywy”, ale nigdy tak do sprawy nie podchodziliśmy. Jeśli ktoś w ten sposób nas odebrał to oczywiście miał do tego prawo, i patrząc na niektóre teksty wcale mu się nie dziwię (śmiech). Naszym celem nigdy nie było jednak „śmieszkowanie”. Poważna sytuacja zaczyna się w momencie gdy pojawiają się poważne pieniądze, a grając taką muzykę w tym kraju jest to raczej niemożliwe. Tester Gier to przede wszystkim energia. Nie zamierzamy zbawiać świata i poruszać nie wiadomo jak poważnych tematów bo raczej tego robić nie potrafimy, chociaż wydaje mi się, że z każdą płytą tematów poważniejszych jest więcej.

Jest poważnie, ale nadal dużo w tym przekory, chociażby ten wątek z „nie byciem muzykiem” (śmiech). Serio nie uważacie się za muzyków? Czemu to w waszym mniemaniu oznacza obciach? W sumie profesjonalizm w polskim wydaniu powoli przestaje się kojarzyć z „januszem”…

Hasło „Nie jesteśmy muzykami” odnosi się raczej do naszej „twórczości”. Nie jest to nic ambitnego, i stawiać to w jednym szeregu z zespołami, które naprawdę robią sztukę jest po prostu ujmą dla tych zespołów. Wielokrotnie ktoś na nas wyjeżdżał za to, że gramy mało ambitny syf i jeździmy po całym kraju, a inni się męczą i nie są wstanie wyjechać poza swoje województwo. Wtedy zawsze kwituję to w ten sposób, że skoro to takie proste, to zacznijcie grać ten prosty syf i róbcie kariery a nie płaczcie. My robimy nasz syf, który składa się w 90% z energii, a reszta to, powiedzmy, muzyka. Tak to przynajmniej odbieram. Sami „prywatnie” jakiś tam warsztat instrumentalny mamy, jednak w Testerze nie jest to zbytnio eksponowane. No a odnośnie obciachu… Bycie muzykiem wcale nie jest obciachem, to hasło nie tyczy się w ogóle tego tematu. Ogólnie, jak kiedyś zachce nam się nagrać ambitny album z wyszukanymi kompozycjami to po prostu to zrobimy. Na ten moment jednak wydaje mi się, że określenie „muzyka” w stosunku do naszej twórczości jest czymś zbyt wielkim. Muzykę robi Iron Maiden. Muzykę robi Behemoth. My robimy chlew.

Czy ten chlew – twoim zdaniem – jest bliżej crossover czy czystego thrashu?

Crossover. Nasz były perkusista to co robimy nazywał technicznym punkiem, bardzo to określenie mi się podobało. Paweł, jeśli to czytasz pozdrawiam Cię ciepło!

Pomijając poważne sytuacje, Tester Gier to jednak przede wszystkim balanga. Generowanie takowej macie pewnie we krwi – możesz wskazać najlepszą, jaka stała się udziałem Testera; mówię tu i scenie i o tym co się działo poza nią…

Wiesz co… w tym temacie działy się i dzieją naprawdę tak chore akcje, że nie chcę o tym rozmawiać „publicznie”. Ogólnie, każdy koncert Testera jest zajebistą balangą. Pod sceną, na scenie. Ostatni koncert we Wrocławiu był mega hardcore’owy. Przy trzecim chyba kawałku publika dosłownie rozszarpała barierki, które potem latały, aż ktoś mądry je położył gdzieś na bok. Na każdym koncercie prawie publika wbija się na scenę, i wspólnie z nami tańczą i śpiewają.

Cóż, w narodzie jest duża potrzeba balangi. Jakie było najdziwniejsze miejsce, w jakim przyszło wam grać?

Koncert w Poczdamie (Niemcy), jakieś dwa lata temu. Graliśmy w garażu dla kilku osób. Doskonała zabawa! Graliśmy też kiedyś na dniach Bielska Podlaskiego, chyba tak to się nazywało. Ale to już historia sprzed kilku lat. Pamiętam, że wyjątkowo nie pasowaliśmy do klimatu imprezy, i ludzie patrzyli na nas jak na małpy w zoo. Jednak my bawiliśmy się przednio, a później rozdawaliśmy autografy dzieciom.

(Jako żywotnie zainteresowany), pytam się was – co macie do garkotłuków, że tak się z ich ciężkiej, fizycznej pracy śmiejecie…

O garkotłukach to można by bardzo wiele napisać. Perkusiści to przeważnie bardzo specyficzni ludzie, często przesadnie ambitni. Jednak kawałek „Żywot perkusisty” to po prostu przedstawienie tego jak wygląda życiówka perkusisty w undergroundowej kapeli. Najwięcej sprzętu do noszenia, najwięcej roboty przy rozkładaniu, musi trzymać formę, często zauważony jest dopiero wtedy gdy się pomyli. Po koncertach często okazuje się że fotograf pominął całkowicie garowego, a każdy inny członek kapeli ma milion zdjęć z pięciu różnych ujęć. Los perkusisty jest często tragicznie komiczny (śmiech).

Chodzi o to, żeby cieszyć ryja

Chodzi o to, żeby cieszyć ryja

Tester to przede wszystkim zespół koncertowy – jak udaje się tę wspomnianą balangę przenieść do studia??

Nie ma z tym żadnego problemu. Dopóki mordy się nam cieszą jakoś to wszystko wychodzi naturalnie. Jednak w studiu zawsze spinamy dupska, nie ma żadnych, patologicznych akcji. Temat ogarniamy zawsze… no, może prawie zawsze całkowicie na trzeźwo. Nagrywając najnowszą płytę powiedziałbym nawet, że byliśmy dobrze przygotowani.

…ale zawsze jakieś spięcie jest, przecież trzeba zrobić coś lepszego niż poprzednio, nieprawdaż? Teraz było to o tyle ciekawe, że zmienił się frontman a to jest poważnym wyzwaniem. Czy „Nie jesteśmy…” to krok do przodu, czy raczej okopanie się na zdobytych już pozycjach?

Jak już wspominałem wcześniej, czas nas rozliczy. Jednak ja sądzę, że jest to ogólnie duży krok do przodu. Po raz pierwszy sami ogarnęliśmy sobie trasę po kraju, co już jest bardzo dużym progresem. Grywamy ciągle w nowych miejscach, masę nowych ludzi przychodzi do nas na koncerty. Wypuściliśmy do sieci dwa klipy, wprawdzie D.I.Y, ale jesteśmy z nich zadowoleni, odbiór też jest dobry. Klipów będzie zresztą więcej. Cały czas idziemy do przodu. Dopóki czuję, że nie stoimy w miejscu, mam cholerny zapał by to wszystko robić. Musi być ciągły progres. „Stanie w miejscu tylko na pozór nie psuje formy” – jak nawinął Peja w jednym z jego nowszych kawałków.

Czy czujecie się związani ze Śląskiem i czy ma to wpływ na muzykę, czy wasze życie?

Nie będę odpowiadał w imieniu całej kapeli, jednak ja czuję się ze Śląskiem bardzo mocno związany. Pomimo wielu niedogodności naprawdę lubię to miejsce na ziemi, tutaj się urodziłem, wychowałem. Na co dzień posługuję się w większości śląską gwarą/językiem. Myślę, że wielokrotnie w naszych tekstach pojawiły się motywy nawiązujące do życia na Śląsku, chociażby otwierający naszą najnowszą płytę „Thrash Metal Klasy Robotniczej”. Nasza twórczość ogólnie jest chamska, właśnie taka jakim czasem bywa nasz ukochany Śląsk. Część z nas pracuje fizycznie, ja sam pracuję na kopalni, więc, chcąc nie chcąc, Śląsk ma cholerny wpływ na moje życie codzienne, co naturalnie musi odbić się na naszej twórczości.

Śpiewacie po polsku, obracacie się w kontekście naszej sceny i kraju – co jeszcze możecie dla siebie zgarnąć – jakie wyzwania stoją przed wami w Polsce, da się jeszcze coś ugrać?

Hmm… Kiedyś miałem trzy „marzenia muzyczne”. Pierwsze – zagrać z D.R.I, dwukrotnie mi się to udało z Testerem. Drugie to nagrać kawałek z Dohtorem Miodem – także i to się udało. Trzecie to zagrać w USA, jednak to wydaje się nieosiągalne. Nie wiem, czy coś da się jeszcze ugrać. My robimy swoje, celów mamy naprawdę sporo, a co z tego wyjdzie, zobaczymy… Ale w zrobienie „kariery muzycznej” czy coś w tym stylu po prostu nie wierzę. Nie celujemy w coś takiego.TG1

A czy np. to co dzieje się wokół Nocnego Kochanka nie jest jakimś obiecującym kontekstem? Kontekstem, którego do końca faktycznie nie rozumiem… Ale cóż – też jest zabawa, też jest metal, ale jest też szaleństwo ludzi. Duże. Czy nie chciałbyś, żeby na koncerty Testera ludzie kupowali bilety z dwumiesięcznym wyprzedzeniem i potrafili się o nie zabijać?

Jasne, że bym chciał. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że to zupełnie dwie różne bajki. Muzyka Nocnego Kochanka jest muzyką raczej „dla każdego”, łatwa w odbiorze i chwytliwa. My natomiast łatwi w odbiorze nie jesteśmy, i na pewno nie jest to granie „dla każdego”. Poza tym, zrobienie czegoś takiego jak oni wiąże się z poświęceniem bardzo wielu rzeczy dla grania. Panowie z NK to tak naprawdę starzy wyjadacze, którzy grają już lata, i wiedzą co robią. Ogólnie Tester Gier to po prostu całkiem inna bajka. Myślę, że priorytetem NK było zrobienie kariery. Nasze priorytety nigdy takie nie były.

…gdzie zatem kończy się wasze poświęcenie? Gdzie jest granica?

Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Każdy z nas pracuje zawodowo, każdy musi z czegoś żyć. Urlop się kiedyś kończy. Gramy tyle ile w danym momencie jesteśmy w stanie. Z doświadczenia też już wiem, że pewne rzeczy lepiej odpuścić i po prostu się dobrze bawić niż walczyć z zaciśniętymi zębami. Bo ogólnie o to chyba chodzi, żeby cieszyć ryja.

Ok, to na koniec jeszcze coś o planach Testera na nadchodzące miesiące…

Trasa aż do czerwca. W wakacje jakieś festiwale. No a potem trzeba by było coś nagrać, żeby się w dupach nie poprzewracało od samej koncertowej energii…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Jadwiga Janowska