TERRIFIC SUNDAY – dobrze się ustawiamy

W zasadzie taki zespół jak Terrific Sunday powinien trafić do działu Shark Atttack, jednak jakość ich drugiej ep-ki Tonight i talent do komponowania piekielnie nośnych, lekkich, rockowych przebojów, zmuszają mnie do zweryfikowania poglądu na temat stosunku wieku do jakości wykonywanej muzyki. W przypadku kwartetu z Poznania, już dzisiaj widać, że zespół wyrasta ponad przeciętność polskiego rocka, zerka bez kompleksów w stronę Wysp, jest zauważany (stąd występy w studiu im. A. Osieckiej i na Openerze…) i wszystko wskazuje na to, że niedługo będzie rozdawał karty w tym biznesie, może nawet poza granicami, kto wie. Dotychczas udawało się to głównie metalowcom, zatem chyba czas na młody i lekko arogancki band indie rockowy! Tego jeszcze nie było i choć pomnym na fiasko zagranicznej kariery w wydaniu chociażby Myslovitz, trzymam kciuki za Terrific Sunday. Może jestem bezkrytyczny i niepotrzebnie się podniecam; cóż, czas moje zachwyty zweryfikuje. Póki co, zapraszam na pogawędkę – tuż przed wielką karierą – z perkusistą formacji, Arturem Chołoniewskim.

W recenzji napisałem, że fenomenem jest fakt Waszego spotkania akurat w takiej konfiguracji personalnej, gdzie dokładnie wszystko do siebie pasuje. Jak doszło do założenia zespołu? Jakieś ciekawostki z mrocznej przeszłości?

Przeszłość może nie jest zbyt mroczna, ale na pewno zespół nie powstał jak każdy inny – poświęciliśmy wszystkie swoje projekty na rzecz Terrific Sunday w jednym momencie – każdy przed założeniem tego zespołu grał w innych zespołach totalnie różną od siebie muzykę. Można powiedzieć, że była między nami pewnego rodzaju chemia jeszcze przed wspólnym graniem, wynikała ona z tego, że maniakalnie chodziliśmy na swoje koncerty i podziwialiśmy z perspektywy widza.

Słychać, że na Waszych półkach nie gościły płyty Metalliki i Iron Maiden. Jesteście dziećmi post rewolucji? Takimi ludźmi, co to nie chcieli się buntować i nie słuchali punka i metalu?

Sam nie wiem jak to zdefiniować…  Niektórzy mówią, że do metalu się dorasta a inni, że się z niego wyrasta. Ja akurat 7 lat nosiłem dready, byłem psychofanem Soulfly, Sepultury, ale też wymienionej wyżej Metalliki. Cześć z nas do dziś się buntuje przy dźwiękach Peral Jam, Sex Pistols i wczesnych płytach The Offspring, aczkolwiek nasza twórcza droga nie poszła w kierunku tych klimatów.

Nie wierzę! Nie można słuchać Soulfly i grać tak jak Wy! Nie zgadzam się. Zdradź zatem jak to się stało, że Wasza muzyka wylądowała na mglistych Wyspach?

Gusta muzyczne nieustannie ewoluują i chyba naszej czwórki spotkały się właśnie w punkcie jaką jest nasza twórczość. Ponadto Piotrek Kołodyński, nasz wokalista, gitarzysta oraz główny kompozytor muzyki i słów, przez prawie 5 lat mieszkał w Londynie, studiując reżyserię dźwięku w towarzystwie brytyjskich muzyków i specjalistów, co dodało naszym dźwiękom lekkości w „zachodnich aranżacjach” – nasze utwory powstają nie dłużej niż w pół godziny (serio, wszystkie).

A to ciekawe… I wyjaśnia to i owo. Wrzuca się Was do pojemnego worka z napisem „indie”. Co dla Was znaczy takie określenie? Identyfikujecie się z nim, czy raczej unikacie jak ognia?

Ani nie unikamy, ani się nie identyfikujemy; nie ma takich sytuacji typu ” teraz zrobimy kawałek indie”, bo na dobrą sprawę indie to było Fugazi, a dziś indie tudzież alternatywą można nazwać całą muzykę, więc jeśli ktoś twierdzi, że gramy indie to nie zaprzeczamy, ale też nie potwierdzamy.

Ale coś z arogancji w Was jest. Takie stwierdzenie – „piosenki powstają w pół godziny”, niejednego, starego wyjadacza doprowadzi do furii. Oczywiście, można to nazwać talentem, ale ja wolę arogancję. Zespoły aroganckie mają większe szanse na sukces. Zgadzasz się?

Jak najbardziej, chodź jest parę zespołów, artystów którym udaje się dotrzeć wysoko będąc skromnym i grzecznym, wszystko jest kwestią pomysłu na siebie.

dobrze się ustawiamy...

dobrze się ustawiamy…

Może… Mówisz: „pół godziny na kawałek”, a nagrywacie TYLKO ep – kę! Dlaczego? Chcecie podkręcić atmosferę przed pełnym debiutem, czy był inny powód takiej skromnej (ilościowo) prezentacji?

Oficjalna ep-ka w wersji fizycznej i mocno promowanej to nasza druga ep-ka, dla tych bacznie obserwujących nas od samego początku znana jest też pierwsza ep-ka pt. „Terrific Sunday EP”, na której są 3 utwory z pierwszych miesięcy naszego wspólnego grania. Co do podkręcania atmosfery przed pełnym debiutem – coś w tym jest!

Właśnie- zaproszenie na Open’er itp. sprawy pokazują, że interesują się wami możni tego biznesu. Nie boicie się, że będą próbowali Was, jako młodą kapelę, „ustawiać”? Historia zna takie przypadki…

No, interesują, ale lepiej, że się interesują, niż żeby nic się nie działo – z takiego założenia wychodzimy. Nie boimy się „ustawienia”, sami wystarczająco dobrze się ustawiamy i myślę, że właśnie dlatego się nami interesują (mam taką nadzieję…).

W takim razie, jaki macie plan działania? Planujecie kolejne posunięcia, jest jakiś sprytny harmonogram, który realizujecie?

Jak najbardziej jest, ale więcej będziemy mogli powiedzieć w dniu, kiedy będzie on oficjalnie potwierdzony. Na razie odpoczywamy po koncercie na Openerze, nawet dwóch koncertach, szykujemy się na Scenę Hortexu na Jarocinie oraz tworzymy nowy materiał.

Zostanę jeszcze chwilę przy Openerze – jak oceniacie ten występ, przyjęcie itp.? Zapisze się w Waszej historii jako ważny punkt, czy po prostu kolejny koncert?

Dotychczas chyba najważniejszy, obok koncertu w studiu im. Agnieszki Osieckiej. To było niesamowite – zagraliśmy na największym festiwalu w Polsce dla kompletu publiczności. W AlterStage zostaliśmy przyjęci w taki sposób w jaki nam się nie śniło – ludzie śpiewali teksty naszych piosenek, skakali i tańczyli, lepiej być nie mogło.

Czujecie to ciśnienie, które wokół Was narasta? Wielu artystów zbytnia popularność wykończyła. Co Wam pozwala zachować równowagę w sytuacji, kiedy jako startujący niemal wykonawcy zaliczacie miejsca, o których niejedna załoga, grająca dłużej od Was, może jedynie pomarzyć…

Wiesz co, czujemy ciśnienie, ale jest to ciśnienie ze strony właśnie tych, którzy grają dłużej i o tym marzą. Nam pomaga zachować równowagę to, że robimy swoje i nie patrzymy na sukcesy czy porażki innych – każdemu to polecamy, bo w momencie, kiedy zaczniesz patrzeć na innych, sam staniesz w miejscu.TS live

Drążmy – spotykacie się z różnymi reakcjami kolegów z branży – zdradź, kto jest miły a kto Wam zalazł za skórę? Nie od dzisiaj wiadomo, że muzyczna branża to nie seminarium. Bez podtekstów…

Myślę, że to jeszcze nie etap na jakieś otwarte konflikty, których, mamy nadzieję, uda się uniknąć i tak jak mówiłem – nie interesują nas problemy innych z nami.

Mój kumpel dziennikarz, z którym rozmawiałem o Waszym zespole, stwierdził, że problem polega na tym, iż w Polsce ze względu na to, że śpiewacie po angielsku, będziecie dla „decydentów” podejrzani, a za granicą, np. w Anglii takich zespołów jest i tak za dużo. Gdzie widzicie swoje miejsce? Zakładacie możliwość wyjścia poza Polskę? Na razie udaje się to głównie kapelom metalowym…

Myślę, że wszystko zweryfikuje czas. „Nasz” angielski jest dobry i nie różni się zbyt od tych zachodnich zespołów, zresztą tych zespołów anglojęzycznych z Polski jest coraz więcej; obstawiam, że niebawem będą już tylko takie i pytanie – co wtedy? Liczymy na to, że będziemy pierwszym zespołem z Polski śpiewającym po angielsku, któremu tak na prawdę się uda.

Ha, czyli jednak arogancja! Super. Wspomniałeś, że komponujecie nowe numery – uchyl rąbka tajemnicy – co usłyszymy, w jaką stronę zmierzacie, w stosunku do kawałków z ostatniej ep – ki?

Będzie podobnie energetycznie co na poprzednich kompozycjach, będą dodatkowe instrumenty, których nie było do tej pory i będą to – a w sumie w dużej części już są – numery robione z naszym nowym basistą i zarazem klawiszowcem, który wprowadził niesamowitą świeżość do zespołu.

Wokół takiego zespołu jak wasz muszą kręcić się head hunterzy. Macie jakieś propozycje? A co za tym idzie – czy dzisiaj można pobawić się w proroków i zdradzić, kiedy możemy spodziewać się płyty?

MAMY, płyta, mam nadzieję, na początku przyszłego roku, singiel i teledysk jeszcze w tym roku, nic więcej nie mogę powiedzieć.

Jasne. Jasne – milczymy jak grób. To teraz między nami, perkusistami, opowiedz coś o swoim warsztacie. Jakie bębny najlepiej chodzą pod łapami i dlaczego stare, kto jest dla Ciebie inspiracją?

No i tu Cię zaskoczę, nie stare, a jak najnowsze, gram na modern zestawie firmy DrumCraft w wersji akrylowej. Warsztat jest taki, że uczę się sam a największą inspiracją są Steve Forrest z Placebo oraz Jack Bevan z Foals; nie to, że ich naśladuję, ale często ludzie po koncertach podchodzą i sami z siebie mnie do tej dwójki porównują.

Na koniec proszę, zdradź jeszcze, czego można życzyć zespołowi, któremu wszystko się spełnia?

Chyba tego, żeby się nie zepsuł pod wpływem sukcesu…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu