SLUG ABUSE – Tęsknota za światem, który nie istniał

Toruński Slug Abuse wbił się w scenę muzyką, w której z miejsca się zakochałem. Melodyjne punk/grunge’owe piosenki na przesterach i paliwie z „najntisowej” nostalgii – niby retro, ale podszyte cudownie naiwną melancholią, która się nigdy nie zestarzeje. Z Igorem Prusakowskim rozśrubkowaliśmy tło zespołu, ale i ważkie sprawy scenowe.

Kiedy i gdzie po raz pierwszy usłyszałeś muzykę, którą gracie w Slug Abuse?

Myślę, że jeśli chodzi o wpływy bardziej grunge’owe to była to wczesna podstawówka i cover Bowiego w wykonaniu Nirvany. Klimaty bardziej punkowe w stylu Hüsker Dü, Title Fight czy Seaweed to z kolei początki liceum – mieszkam w małym mieście pod Toruniem i totalnie łapałem ten klimat smutnych dzieciaków z przedmieść. Z tej strony wielkie pięć dla Igora z The Dog, bo dzięki jego blogowi Człowiek Kontra Napalm poznałem masę takiej muzyki w klimacie „90’s USA”.

W jaki sposób „komercha” z MTV skleiła ci się z punkowym etosem? 

Przede wszystkim odkąd pamiętam uaktywniał się u mnie muzyczny autyzm – już pod koniec podstawówki czytałem biografie Nirvany czy Red Hot Chili Peppers, sięgałem dalej po Bad Brains, Black Flag i inne kapele, którymi wyżej wymienieni się inspirowali. Zresztą nadal utrzymuję, że „Bleach” to jedna z najlepszych punkowych płyt ever. Wiadomo, nie będę się wypowiadał z pozycji eksperta z racji tego, że z wiadomych powodów nie mogę pamiętać lat 90. itp., ale wydaje mi się jednak, że były to trochę inne czasy i punkowy etos nieco bardziej wgryzał się w mainstream niż obecnie.

Tęsknota za światem, który nie istniał

Tęsknota za światem, który nie istniał

Wspomniałeś o smutnych dzieciakach z amerykańskich suburbii – co dzieciak z mieściny w północnej Polsce odnalazł w anglojęzycznym przekazie, czego nie znalazł w przekazie ziomków z bloku obok?

To nie tak – oczywiście przekaz ziomków z bloku obok również był grany, do teraz z chęcią sięgam po rapowe nowości, jak i odświeżam „Skandal” Molesty czy „Muzykę Poważną” Pezeta i Noona w podróży (swoją drogą, ten drugi album to wiele więcej „emo” niż w połowie kapel z Midwest!). Szczerze mówiąc, nie wiem z czego mi się to wzięło, ale zawsze lubiłem klimat wszelakiego „teen dramas”, który idealnie odnajdywałem w tekstach zarówno Hüsker Dü, jak i Blink-182. Nawet gdy oglądałem ostatnio „Stranger Things” to wiele bardziej mnie interesował wątek miłosny Jonathana i Nancy, niż główny motyw serialu.

O sukcesie „Stranger Things” decyduje m.in. to, ze opowiada on o świecie bez grzechu, w którym ludzie są dobrzy a przyjaźń zwycięża. Czy Slug Abuse jest również takim swoistym powrotem do naiwności i dziecięcej melancholii? Jakiej krainy szukacie i za czym ta tęsknota?

Nie powiedziałbym – szczerze mówiąc wiele bardziej wolę bycie dorosłym. Własny hajs, słodycze na obiad i popielniczka w pokoju na legalu to jest to. (śmiech) Jeśli tęsknimy za czymś, to za światem, który nigdy nie istniał – widać to choćby w tekście do „Sick Generation”. Nienawidzę rasizmu, homofobii i przede wszystkim seksizmu, tak widocznego w naszym społeczeństwie. Szkoda, że w naszym pokoleniu takie poglądy nadal mają posłuch.

Widzicie dookoła jakieś zespoły bratnie w sensie „artystycznym”? Ja nieśmiało wskazałbym na Turnip Farm

Przede wszystkim Stay Nowhere, choć oni zdaje się czerpią z nieco późniejszych grunge’owych/emo wpływów, ale zdecydowanie warto zapoznać się z tą kapelą, ich debiutanckie LP jest naprawdę niezłe. Poza tym dość ciężko wskazać mi jakieś inne piosenkowo-punkowe kapele z Polski – rok temu Guiding Lights pograło parę gigów, ale teraz jakoś nic o nich nie słyszę. Za to na europejskiej scenie, zwłaszcza skandynawskiej super to wygląda – żeby wspomnieć chociaż szwedzkie Rotten Mind, które szturmem wdarło się do mojego top 5 kapel.

„Slug Abuse” dostępny jest winylowo i cyfrowo. Czy rzeczywiście nie ma sensu tłoczyć CD przy dzisiejszym popycie?

Zrobiliśmy jeszcze własnym sumptem 50 kaset. Zgadzam się – na scenie DIY nie ma sensu tłoczyć płyt CD, obawiam się, że zalegałyby nam jeszcze długo. W sumie nie mam chyba żadnego znajomego, który kolekcjonowałby nałogowo nowe płyty CD – „vinyl junkies” znam za to całkiem sporo. Poza tym, choć obecnie to już truizm, to winylowe wydania często są wiele ciekawsze i przyjemniejsze dla oka – spora książeczka, wkładka czy plakat, do tego płyty w różnych kolorach czy limitowane okładki jednak wiele lepiej się prezentują niż zwyklacki digipack.

SA okładka

SLUG ABUSE – Slug Abuse (Long Walk Records) Dość długo odbijałem się od Slug Abuse, mimo ciepłych rekomendacji na ścianach kolegów. Zrzucam to na karb myślenia okiem, bo okładka i nazwa zespołu sugerowały n-tą, niespecjalnie mi potrzebną kopię Converge/Full of Hell. Tymczasem toruńskie trio dowiozło mi muzykę, na jaką zawsze mam zapotrzebowanie, czyli melodyjny punk/grunge bez przedrostka „pop”. Jest krótko, konkretnie i chwytliwie, w duchu wypożyczonym od Nirvany, Hüsker Dü i Mission of Burma. Sami twierdzą, że gdyby urodzili się w latach 90. i za wielką wodą, grano by ich w MTV. Kto wie, może byliby dziś jak Weezer, ale są jak Weezer z kujawsko-pomorskiego i w niczym im to nie urąga, bo grają jak gwiazdy. Their band could be your life.

Przyszło nam doczekać reaktywacji prawie każdego zespołu, którego członkowie żyją, a nawet jak nie żyją, to za chwilę pojawią się ich hologramy. Kręcą cię te powroty? Wypatrujesz jeszcze jakiegoś?

Na maksa zobaczyłbym Thin Lizzy w line-upie z „Thunder and Lightning”, ale to chyba niemożliwe. Poza tym nie mam zbytnio marzeń o zobaczeniu jakiejś kapeli na żywo, nawet z nagrań po reunionach mało co mnie robi – choć nowe Turbonegro bardzo mi się spodobało. Niestety, ale całkowicie straciłem nadzieję na reaktywację Hüsker Dü po śmierci Harta. Fajnie byłoby zobaczyć jeszcze raz kilka kapel z rodzimej sceny – Thug x Life, Concrete Dog czy Sick Shit.

„Scenowość” Slug Abuse widzisz jako przynależność muzyczną i korzenie, czy może jako identyfikację z wartościami i konstruktywne przesłanie tekstów tu i teraz?

To, co dzieje się obecnie na scenie DIY pod względem muzycznym jest czymś świetnym – tak naprawdę jest to połączenie tych dwóch rzeczy o których wspomniałeś – korzeni punkowych, ale też identyfikacji z wartościami. Nie każda kapela gra stricte punkową muzykę, mamy sporo odłamów, kapele rockowe, raperów czy składy elektroniczne, ale wszystko się to wiąże właśnie dzięki DIY. To dla mnie w tym wszystkim najlepsze – możemy sami nagrać płytę, ogarnąć sobie trasę czy zrobić merch i nie potrzebujemy do tego wielkich koncernów czy nazw. Do tego, mając świadomość, że zawsze może przesłuchać mnie ktoś spoza sceny punkowej nie wyobrażam sobie nie przemycić w tekstach paru pozytywnych wartości, jak choćby wspomniany właśnie sprzeciw wobec rasizmu czy seksizmu. Warto łapać się za takie tematy – nie dla wszystkich jest to takie oczywiste.

Przemawia do ciebie forma, w jakiej ten sam sprzeciw wyraża Siksa?

Ciężko zachować mi odpowiedni dystans do Siksy, bo przecież z Burim przez kilka lat graliśmy w SUICIDEBYCOP iZespół. Oczekiwanie obserwowałem Siksę prawie od początku i już wtedy bardzo do mnie to wszystko przemawiało. Obserwując jednak znajomych, którzy wcześniej Siksę krytykowali, a po zobaczeniu na żywo zmienili zdanie, wydaje mi się, że nie jest to muzyka dla każdego – trzeba zobaczyć ich będąc w odpowiednim, nieco bardziej refleksyjnym nastroju. Choć bardzo podoba mi się, jak grają na festach punkowych i pijanym jabol-punkom wbijają szpilę swoimi tekstami. (śmiech)

Czy przyglądasz się z zainteresowaniem temu specyficznemu punktowi styku punka i metalu, gdzie pasjonaci wyszukują tzw. „umoczenia”? W ostatnich miesiącach związki z neonazizmem wydają się roznosić drogą kropelkową…

Z zainteresowaniem, ale i z nieukrywaną żenadą. Tak naprawdę od dzieciaka słuchałem również dużo metalu i cały czas w tym troszkę siedzę i patrząc na choćby ostatnią aferę z zespołem Dom Zły – jest to szukanie nazizmu wśród ludzi, którzy tymi nazistami zdecydowanie nie są. To trochę temat zastępczy na scenie punk. Są wiele większe problemy – choćby wspomniane przeze mnie rasizm czy seksizm, które to odczucia towarzyszą również wielu scenowiczom – dlatego właśnie projekty takie jak Siksa są nadal potrzebne. Tropienie nazioli na zasadzie polowania na wiedźmy jest po prostu śmieszne – niedługo będziemy „umaczać” ludzi, bo ktoś pomógł wnieść sąsiadowi pralkę na czwarte piętro, a ten sąsiad to kolega wujka Mścisława, czy kogoś w ten deseń. Jasnym jest, że na takiej scenie nie ma miejsca dla niektórych zachowań. Ale chyba zbyt często skupiamy się na fikcyjnych problemach.

Niech te mądre słowa będą najlepszym podsumowaniem.

Rozmawiał Bartosz Cieślak

Zdjęcia: archiwum zespołu