SCHRÖTTERSBURG – Akceptujemy świat i życie

Wreszcie się udało – już przy okazji świetnego „Ciała” chcieliśmy przepytać połockich smutasów, ale z niewiadomych przyczyn nie wyszło, dlatego z tym większą przyjemnością zapraszamy na małą pogawędkę z okazji premiery trzeciej płyty „Melancholia”. Czynimy to w idealnym momencie – za oknem pierwsze, lipcowe dni w aurze raczej lodowatej, do której jak ulał pasuje tytułowa melancholia i muzyczna, zimna poświata. Stylowa dodajmy. O filmach, w tym oczywistym w kontekście płyty dziele von Triera, smutkach, gotyku i rodzinnym Płocku rozmawiamy z przedstawicielami Schröttersburg – Michałem (śpiew, bas) i Krzyśkiem (gitara). 

Miasto Płock w zasadzie powinno was ”propsować” za taką nazwę – czy miały miejsce sytuacje współpracy z magistratem odnośnie promocji, czy… nazwa to po prostu nazwa i nigdy do żadnej integracji nie doszło?

Krzysiek: Nigdy do żadnej integracji nie doszło. Nigdy też o to  nie zabiegaliśmy. Od początku chcieliśmy być niezależni pod każdym względem. Sami z własnych środków finansujemy zarówno naszą salę muzyczną, w której gramy próby jak i nagrania naszych płyt. Schröttersburg jest nazwą, pod którą kryją się zarówno nasze „ciemne emocje” (od lęku, smutku i gniewu, aż po strach i poczucie wyobcowania), jak i te pozytywne, które odczuwamy np. podczas wypraw na koncerty. Myślę, że nazwa jest adekwatna do tego, co chcemy wyrazić poprzez nasze wspólne granie.

Michał: Nie mamy potrzeby, żeby współpracować z magistratem. Dajemy sobie radę sami. Właściwie nie interesują nas dotację z miasta. Staramy się być niezależni. W ogóle nazwa Schröttersburg czasami działa w Płocku negatywnie. Kilka razy odbierano nas za faszystów, do miejsca gdzie miał odbyć się nasz koncert ktoś dzwonił i pytał, kto nas sponsoruje.fot. Paweł Ambroziak.. Nie mówiąc o tym, że na forach chciano nas wieszać i zagazować. Słabe akcje.

Nie boicie się, że przez tytuł nowej płyty, wyszukiwarka google będzie kierować wszystkich głównie w stronę „Melancholii” Larsa von Triera? Rozumiem, że jesteście fanami tego filmu…

Krzysiek: Ja osobiście uwielbiam ten film. Podoba mi się przede wszystkim narastanie poczucia izolacji i melancholii u głównej bohaterki. Bardzo dobrze ją rozumiem i wiem z autopsji, co przeżywa w środku. Odchodzenie od świata rzeczywistego i zatapianie się w swoim wnętrzu i swojej wrażliwości przy totalnym niezrozumieniu przez ludzi na zewnątrz. Obok „Wstrętu” Polańskiego jest to film, do którego często wracam w trakcie „dołka”.

Michał: Nie zwróciłem wcześniej na to uwagi. Nie było w sumie takiego założenia. Tytuł płyty nie ma nic wspólnego z filmem. Poza tym bardzo podobał mi się ten obraz von Triera.

Schröttersburg dorobił się już trzeciej płyty i wreszcie można chyba dokonać pewnego, hmmm, podsumowania waszej kariery. Jesteście zadowoleni z jej przebiegu?

Krzysiek: Ciężko tutaj mówić o jakiejś karierze. Po prostu robimy to, co czujemy, a reszta podąża sama swoim torem. Mamy ogromną potrzebę urzeczywistniania naszych wewnętrznych stanów i odczuć, wyrzucania z siebie tego, co siedzi w nas, a często nie mamy siły a może i odwagi tego wyrazić poprzez rozmowę czy słowa. Myślę, że w moim przypadku jest to spowodowane brakiem pewności siebie, lękiem przed światem zewnętrznym, moimi fobiami etc. Poprzez dźwięki łatwiej to zrobić, łatwiej wyrazić to, czego nie potrafię ująć słowami. Nigdy nie mieliśmy w założeniu osiągnąć czegokolwiek, oprócz wyrażenia samych siebie.

Schröttersburg zawsze należał do tej odmiany gotyku/nowej fali, w której najwyraźniej odbija się spuścizna zimnych lat 80. Czujesz sentyment do tamtej epoki, czy to tylko sztuczne dorabianie wam „gęby“?

Michał: Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu jak odbierają nas ludzie, jak o nas piszą i z czym kojarzą. Z drugiej strony, jeżeli tak to odczuwają to mają do tego prawo. Jeżeli chodzi o muzykę to oczywiście, że czuję sentyment do lat 80-tych. Nowa fala, new romantic, synth pop są mi bardzo bliskie.

Zastanawiałem się, jakie są różnice między „Ciałem” a „Melancholią” i doszedłem do wniosku, że w odróżnieniu od mimo wszystko agresywnej i hałaśliwej poprzedniczki, nowa płyta to coś w rodzaju pogodzenia się z losem. I jeszcze głębsze wejście w mroki podświadomości? Czy to wycofanie jest waszą obroną przed rzeczywistością?

Krzysiek: Myślę, że po części odpowiedziałem już na te pytanie wcześniej. Idealnie zinterpretowałeś tę nazwę. O ile poprzednie płyty były krzykiem, rozpaczą, wołaniem o ratunek, o tyle ta płyta jest próbą pogodzenia się z samym sobą. Wykorzystaliśmy wszystkie możliwości, przetestowaliśmy wszelkie sposoby na bycie szczęśliwym we współczesnym świecie. Poddaliśmy się. Doszliśmy do wniosku, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Albo akceptujemy świat i życie takim, jakim ono jest, albo nie mamy co tutaj robić. Wybraliśmy tą pierwszą opcję.

Melancholia to jeden z kluczy do naszej twórczości

Melancholia to jeden z kluczy do naszej twórczości

Schröttersburg pozostaje zespołem, który będąc wiernym klasycznemu brzmieniu potrafi grać bardzo współcześnie, bez niepotrzebnego „archaizowania“ swojego brzmienia – czy to udaje się przypadkowo, czy celowo staracie się dbać o „świeżość“ brzmienia?

Michał: Oczywiście, że rdzeń Schröttersburg osadzony jest w latach osiemdziesiątych, muzyce nowofalowej czy postpunkowej. Jednak jesteśmy otwarci na różne dźwięki. Słuchamy wielu gatunków, staramy się być na bieżąco z różnymi wydawnictwami, jeździmy na koncerty innych zespołów. Jest tyle rozmaitej muzyki, tyle ciekawych dźwięków, że nie ma co zamykać się np. tylko na muzykę gitarową, jazz czy industrial. Siła leży w byciu otwartym na różne brzmienia.

Wasz zespół jest w zasadzie dość mocno utożsamiany ze sceną punkową – czujecie z nią powinowactwo?

Michał: Nie lubię za bardzo tego dzielenia undergroundu na różne sceny. Dla mnie jest to całość. Jako Schröttersburg interesuje nas szeroko pojęta scena niezależna. Nie ma sensu pisać czy to „punk”, „goth”, „industrial”. Chciałbym, żeby to wszystko gdzieś się zazębiało.

Skupmy się na moment na tej melancholii. Przyznam, że teksty z nowej płyty faktycznie zioną zimnem i klimatem braku jakiejkolwiek nadziei. Czy to wasza klapa bezpieczeństwa? Traktujecie je terapeutycznie, czy bardziej abstrakcyjnie?

Michał: Na pewno nie terapeutycznie. Nie mam zamiaru nikomu pokazywać jak ma żyć czy kogoś uzdrawiać. Te słowa są wrzucane bardziej jako abstrakcyjny przekaz. Mają jednak swój sens, logikę, a może pewną metafizykę.
Fot. Z.T.

W zasadzie można przyjąć, że dzisiejszy słuchacz raczej nie przejmuje się tekstami, jednak w przypadku „Melancholii”, nie sposób przejść obojętnie obok tych słów – liczycie na coś w  rodzaju reakcji ze strony słuchacza? Jakich w zasadzie reakcji oczekujecie?

Michał: Też mi się wydawało, że nikt nie zwraca uwagi na teksty, jednak, gdy ukazał się album „Ciało” kilka osób interpretowało słowa z tej płyty na różne sposoby. Także było to miłe zaskoczenie. Zobaczymy jak będzie z tym albumem.

Czym jest w zasadzie ta melancholia?

Michał: Melancholia to jeden z kluczy do naszej twórczości.

Płyta dość zaskakująco zaczyna się od numeru „Joshua Ben Joseph” – takie rozbudowane formy zazwyczaj znajdują się na końcu płyty. Co jest w nim wyjątkowego? Czy to w całości improwizacja?

Krzysiek: Ta piosenka powstała podczas jednej próby, jako improwizacja i w takiej formie, w jakiej ją zagraliśmy na tej próbie już została. Zazwyczaj u nas dzieje się tak, że to, co zostanie zagrane za pierwszym razem zostaje już w takiej formie bez zbędnego grzebania w tym. Za pierwszym razem wszystko jest prawdziwe, szczere. W niesamowity sposób działa nasza intuicja, czujemy interakcje między sobą, a grzebanie przy czymś, co wypłynęło z naszego wnętrza jest sztucznym zabiegiem, który wiemy z naszego doświadczenia niszczy to, co prawdziwe zamiast to wzbogacać.

Zastanawiam się nad znaczeniem tytułu „Joshua Ben Joseph” w kontekście tekstu utworu – możesz to wyjaśnić?

Michał: Nie lubię interpretować swoich tekstów, raczej tego nie robię. Zostawiam analizę słuchaczowi i nie chcę nic nikomu narzucać. Jednak czy tytuł utworu nie jest już mocny? Czy czas nie może być osobą?

„Melancholia” ma intrygującą okładkę – co przedstawia to zdjęcie? Dlaczego zdecydowałeś się wykorzystać właśnie taki obrazek? Co wg ciebie symbolizuje?

fot. xRobakx...Krzysiek: Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy tę propozycję, którą podesłała nam Aneta (autorka zina Among Scratches) od razu wiedzieliśmy, że to jest to. Jest na niej chłód, melancholia, smutek, przemijanie. Poza tym trójkąt jest z nami od początku istnienia zespołu. Nasza pierwsza demówka i nasza debiutancka płyta też miała trójkątne grafiki na okładce. Poza tym zawsze graliśmy w trzy osoby, więc myślę, że ten trójkąt w jakiś sposób symbolizuje nas.

Płyta już jest, zatem czas na jakieś ruchy promocyjne – gdzie będzie można was zobaczyć na żywo?

Michał: „Melancholia” została wydana na cd przez Bat-Cave Productions, za chwilę wyjdzie na winylu (No Pasaran Rec/Zima Rec) oraz kasecie (Estaboy Rec). Wszystkie informacje koncertowe wrzucamy na bieżąco na nasz profil. We wrześniu zagramy na festiwalach Outside w Wojcieszowie, a także na Piotrkoff Art. Festiwal w Piotrkowie Trybunalskim, z potwierdzonych koncertów mamy też Gliwice oraz Łódź.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Paweł Ambroziak/xRobakx/Z.T.