SCHIZMA – dobry koncert hardcore’owy to wydarzenie szczególne…

Schizma to naszej scenie marka o niepodważalnej pozycji. Lecz ta pozycja nie wzięła się znikąd tylko jest wynikiem wielu lat ciężkiej pracy, dzięki czemu zespół ten zasługuje na szczery szacunek. Całkiem niedawno ukazały się reedycje dwóch klasycznych albumów Schizmy. Poniżej macie okazję przeczytać, co w temacie historii zespołu, sceny i nie tylko miał ochotę powiedzieć pewien zabiegany gość. Panie i Panowie – przed Wami wywiad z Pestką, gardłowym Schizmy!

Witaj Pestka!! Na początku pytanie z tych, które pewnie słyszałeś już wiele razy – czujesz się częścią kultowego zespołu hc? Wśród wielu osób SCHIZMA ma właśnie taki status…

Hmmm… problem jest, kiedy kultowa kapela zaczyna jechać na tym statusie nie rozwijając się i odcina kupony, obrastając kurzem w między czasie i obnosząc się ze swoją pozycją. Uważam natomiast, że Schizma zapracowała sobie na taki status, wydając mniejwięcej regularne płyty, koncertując i rozwijając się stylistycznie. Nie było łatwo nie odpuszczać, tym bardziej jestem z tego dumny.

Pamiętasz jeszcze jak wyglądały Twoje początki w zespole? Jak to właściwie wyszło, że dołączyłeś do chłopaków? Czy przed Schizmą miałeś inne kapele?

dobry koncert hardcore'owy to wydarzenie szczególne...
dobry koncert hardcorowy to wydarzenie szczególne…

Tak, kiedy zacząłem studiować w Bydgoszczy, poznałem chłopaków bliżej i uczestniczyłem w nagrywaniu chórków do „Miejskich Depresji”. Jako że kapela była już wtedy od pewnego czasu bez frontmana i zdawała się go potrzebować , spróbowałem swoich sił. Tak przed Schizmą w swoim rodzinnym miasteczku miałem dwie kapele, w których grałem na perkusji. Pierwszą założyłem w ósmej klasie podstawówki – graliśmy niby crossover he, he.

Całkiem niedawno sumptem Spook Rec ukazały się reedycje Waszych płyt w tym „Pod naciskiem” pierwszej płyty z Twoim wokalem. Jak dziś z perspektywy czasu oceniasz ten album? Uważasz, że muzyka zawarta na „Pod naciskiem” broni się również dziś?

Muzyka i teksty tak, wokal nie. Nie mogę tego słuchać… To była ważna płyta. Rasowa, hardkorowa i surowa. Taki pierwszy singiel Madballa na polskie warunki, oczywiście.

Dlaczego wspomniana płyta była ostatnią zaśpiewaną w języku polskim? Język angielski pomaga w tym, by zespół zaistniał za granicą?

Hardcore to ruch globalny i raczej wolę słuchać kapeli np. francuskiej czy szwedzkiej nawijającej po angielsku niż po francusku czy szwedzku. Dla mnie to proste jak drut. Nie gramy hiphopu czy poezji śpiewanej, gdzie zawiłość tekstu czy środków literackich  mogłyby być barierą dla polskiego odbiorcy (chyba, że jest w wieku naszych rodziców lub przygłupem, który w europie 21-szego wieku nie zna angielskiego na poziomie przekazu hc…) więc utyskiwanie na język angielski w tekstach polskiej kapeli hardkorowej to dla mnie zwała i nie chce mi się nad tym rozwodzić . Wielkiego szału za granicą nie zrobiliśmy, ale wydaje się, że angielskie teksty pomogły czy były pewnym atutem przy zaproszeniu nas na niektóre koncerty.

Powiedz dwa słowa w temacie samej reedycji, bowiem plotki głoszą, że wznowienie prezentuje się więcej niż dobrze… Jesteś zadowolony z ponownego masteringu, któremu został poddany ten album?

Nie słuchałem, szczerze mówiąc… Natomiast cieszymy się, że Pasażer i Spook zrobili te reedycje i dziękuję im za to. To dla nas wyróżnienie, szczególnie że nie widzę w tym zbytniego  profitu dla nich…

Jakie różnice widzisz między sceną hc z roku 1996 a tym jak całe to muzyczne zamieszanie wygląda dzisiaj?

Wiele się to nie różni. Jest może barwniejsza ekipa, bardziej sprecyzowana stylistycznie co jest i dobre i nie. Frekwencyjnie jak zwykle są dobre i słabsze okresy. Natomiast jest znacznie więcej koncertów i dostępność muzyki jest nieporównywalnie większa.

Kolejnym materiałem, który doczekał się w ostatnich miesiącach wznowienia jest „State Of Mind”. Czy głównym powodem ponownego wydania płyty był fakt, że jest to materiał prawie niedostępny? Jak układała się Wam współpraca ze Shing Rec, wydawcą tego albumu?

Powodem było chyba to, że to dobra płyta i była jeszcze garść ludzi, która była skora ją kupić i tyle. Shing zrobił na naszym ‚rynku’ dużo dobrej roboty – wtedy to była mała rewolucja. Wiele mu zawdzięczamy. Szkoda, że zejście miał jakotakie…

Kto był pomysłodawcą reedycji – zespół czy firma za pośrednictwem której płyty ukazały się na rynku czyli Spook? Jesteście zadowoleni z zainteresowania fanów jakim cieszą się oba wydawnictwa?

Pomysłodawcą był Spook. Sądząc po tym jak te płyty schodzą – myślę, że jest zainteresowanie. Część osób miała to jeszcze na kasetach (!), część płyt się ztyrała lub posiała. Młodzież też łyka… jest ok.

W niedługim czasie zapowiadacie również wydanie na winylu Waszej ostatniej płyty czyli „Whatever it Takes…”. Wzmożony ruch wydawniczy w obozie Schizma jest znakiem dobrej, zdrowej współpracy na linii zespół – wytwórnia?

Bardziej znakiem energii w zespole.

Pytałem Cię już o to jak widzisz zmiany na scenie hc a tak z zupełnie innej beczki…jak zmieniło się na przestrzeni lat Twoje osobiste podejście do muzyki?

Nie zmieniło się. Nadal interesuję się, obserwuję i zgłębiam muzykę w wielu gatunkach. Kolekcjonuję płyty, mam różne projekty i zaszczyt znania i współpracowania z muzykami różnych sortów. Jest to źródłem inspiracji, obserwacji, doświadczeń i doskonalenia swoich umiejętności i postrzegania muzyki.

Schizma to również a może przede wszystkim koncerty. Jest jakiś koncert, którego nigdy nie zapomnisz, jeśli tak to z jakich względów?

Dla mnie każdy koncert jest wyjątkowy i gram go przede wszystkim dla siebie i swojej satysfakcji. Spośród kilkuset koncertów trudno mi znaleźć jakiś konkretny. Naprawdę było ich wiele bo w sumie każdy, dobry koncert hardcorowy to wydarzenie szczególne, nieporównywalne z czymkolwiek innym.

W 2002 roku zagraliście na metalowym festiwalu w… Korei; powiedz proszę jak doszło do tego wydarzenia? Czy to jedyna egzotyczna podróż Schizmy?

Zostaliśmy wybrani przez organizatorów festiwalu jako jedna z kapel z krajów, które grały w grupie z Koreą na tamtych mistrzostwach świata. Kontakt przyszedł mailowo – myślałem że to żart, ale okazało się że nie. Tak, to jedyna taka podróż poza nasz kontynent.

Jak wygląda obecnie promocja ostatniego albumu, jak często gracie w tej chwili na żywo? Czy po premierze „Whatever…” udało się Wam dotrzeć z koncertowym setem Schizmy poza granice naszego kraju?

Przez 2011 graliśmy sporo koncertów – praktycznie w co drugi łikend tak jak sobie założyliśmy. Graliśmy 2 sety – jeden z nowej płyty, drugi z pozostałych. Byliśmy w szkopach, poza tym było tutaj dość koncertów. W tym roku planujemy parę wypadów za granicę.

Czy w Waszych głowach powstaje już powoli muzyka na kolejny album? Jakie plany ma Schizma na najbliższe miesiące?

Idziemy za ciosem.  Grudzień, styczeń robimy nowe kawałki. Mamy już gotową praktycznie EP -kę. nagramy lada miesiąc, wyjdzie pewnie na lato lub jesień. Od lutego wracamy do koncertów z odświeżonym setem.

Dzięki za poświęcony czas!! Ostatnie zdanie tradycyjnie zostawiam Tobie…

Również dziękuję i zapraszam na nasze koncerty – dla nich i na nich schizma działa najlepiej!

Rozmawiał Wiesław Czajkowski