SANITY CONTROL – Bez ciśnienia

Już od jakiegoś czasu obijają się po lokalnych scenach. Nie ma sensu szukać korzeni i zespołów, w których terminowali/terminują muzykanci; liczy się to co dzieje się teraz w Sanity Control. Marcin (gitara)/Rafał (głos)/Grzesiek (bas) i Arek (bębny) w swojej twórczości docierają do sedna… metalu. Wciągają archetypiczny, pamiętający bardzo wczesną Sepulturę thrash, obdzierają go z niepotrzebnych ozdobników, łączą z precyzją crossovera sprzed paru lat, a wszystko zanurzają w punkowej zwięzłości, dzięki czemu otrzymana hybryda brzmi jak jedna wielka oczywistość, łapie za gardło i zmusza do dobrej zabawy. Nawet jeśli słychać tu wpływy, to tajemnicą zespołu jest, w jaki sposób zmiksowali to we własny, łatwo rozpoznawalny styl. Na razie mają na koncie dwuutworowe demo, ale już czeka gotowa płyta, która za jakiś czas ujrzy światło dzienne. Jaka będzie? Zobaczymy. Na razie rozmawiamy z basistą Grześkiem i wokalistą Rafałem. 

Zacznę od prozaicznej kwestii – czym jest dla was Sanity Control? Sentymentalną wycieczką w lata osiemdziesiąte, czymś, co chcieliście zrobić od dawna, czy raczej spontanicznym projektem?

Rafał: Myślę, że przede wszystkim projektem, który od jakiegoś czasu siedział w mojej głowie. Muzyki thrash metalowej czy crossover w jakimś tam stopniu słuchałem zawsze – zaczynając od tuzów, czyli Slayera i Sepultury po jakieś nowsze rzeczy typu Municipal Waste, Iron Reagan czy Power Trip. Bardzo się cieszę, że udało się to zrobić z ludźmi, których znam od dawna i z którymi grałem w różnych projektach. Fajnie, że jest to coś innego niż rzeczy, które robiłem do tej pory ponieważ mogę spróbować sił w nowej dla mnie stylistyce, której do tej pory tylko słuchałem a teraz mam również okazję tworzyć. Jaką formę będzie miał ten projekt to się pewnie okaże z czasem…póki co, nagraliśmy demo a ostatnio trochę dłuższy materiał, mamy ludzi zaintersowanych wydaniem no i przede wszystkim gramy dość regularnie próby, co mi daje dużo frajdy.

Grzesiek: Dla mnie chyba wszystkim po trochu… Wychowywałem się na muzyce lat 80-tych, 90-tych i płyty, które wtedy wychodziły w największym stopniu ukształtowały mój muzyczny gust, więc w pewnym sensie jest to również sentymentalna wycieczka. W tym składzie personalnym spotykamy się nieprzerwanie od wielu lat w różnych zespołach, więc kolejny wspólny projekt nie był chyba dla nikogo z nas żadną nowością, raczej spontan, który zażarł.

Świadomość tego, że niektórzy przypną do takiego grania łatkę „retro”, a w estetyce, w której się poruszacie, raczej wszystko zostało już wymyślone, ogranicza czy wręcz przeciwnie?

R: Mnie właściwie nie obchodzą takie rzeczy jak przypinanie łatek. Uważam, że muzyka jest dobra wtedy, kiedy jest dobra, niekoniecznie musi być czymś czego jeszcze nie było. Zupełnie nie myślę o tym czy to ogranicza czy nie. Myślę, że nigdy nie staraliśmy się stworzyć czegoś czego jeszcze nie było, a raczej zagrać dobrze coś co nam się podoba i co nam daje przyjemność. To co mnie może ograniczać to brak czasu na próbę, niemożność zagrania wszystkich koncertów, które chcielibyśmy zagrać a nie czy to co gramy jest super oryginalne czy nie. Tak jak powiedziałem wcześniej, dla mnie Sanity Control jest czymś nowym, to jest coś innego niż muzyka, którą robiłem do tej pory, więc ośmielę się stwierdzić, że granie w tym zespole jest dla mnie odkrywaniem czegoś nowego.

G: Wymyśliliśmy sobie taki zespół, więc w takiej estetyce się poruszamy i raczej nie ma tu zbyt wiele miejsca na wymyślanie czegoś nowego, ale może to i lepiej, bo w sumie po co. Jeśli kogoś z nas poniesie fantazja do eksperymentowania, to wszelkie ograniczenia można obejść zakładając kolejny zespół w trochę innej stylistyce, bo w tej kwestii akurat nic nas nie ogranicza. No, może tylko wolny czas…

Bez ciśnienia

Bez ciśnienia

Wydaniem demo na kasecie zajął się amerykański label Seeing Red. Czy planujecie kolejne kroki na tamtejszym rynku? I czy takie zainteresowanie z ich strony może wskazywać na to, że to właśnie na zachodzie muza Sanity Control może narobić większego zamieszania, niż w kraju, czy na razie nie ma sensu wyciągać takich wniosków?

R: Thomas z Seeing Red Records był jedną z pierwszych osób, które bardzo pozytywnie zareagowały na nasze demo i sam zaproponował nam wydanie tego w USA. Okazał się być bardzo dobrym wydawcą. Krótko po tym jak ukazała się taśma pojawiło się masę recenzji głównie z USA, Niemiec i Francji. W jednej z francuskich rozgłośni nasza kaseta była wybrana jako demo tygodnia. To całe pozytywne zamieszanie wokół zespołu pozwala myśleć, że to co robimy jest ok. Czy ta muzyka będzie bardziej popularna na zachodzie niż w Polsce? Nie wiem…Myślę, że ciężko na ten temat mówić mając tylko kasetę demo w dorobku. Póki co, nie kończymy współpracy z Seeing Red, mamy jakieś nowe pomysły. Za jakiś czas zobaczymy w jakim kierunku to pójdzie.

G: To prawda, że dociera do nas sporo recenzji itp. spoza kraju, ale generalnie nie zamierzamy w tym temacie wyciągać żadnych wniosków. Nagrywając demo niczego nie oczekiwaliśmy, wydaliśmy własnym sumptem 70 kaset, Wechter (Rafał Wechterowicz – przyp. red.) narysował nam okładkę, a resztę zrobił Internet. Po jakimś czasie odezwał się do nas Thomas z Seeing Red z propozycją wydania demo w USA i to już było dla nas duże zaskoczenie, oczywiście bardzo pozytywne. Dzięki temu na pewno usłyszało o nas parę osób za wielką wodą.

Na razie mieliśmy okazję usłyszeć wyłącznie dwa utwory z demo, a mówicie, że macie tego materiału zdecydowanie więcej – czy są już jakieś konkretne plany, kiedy i w jakiej formie pojawi się nowa muzyka od Sanity Control?

R: Właśnie nagraliśmy dłuższy materiał. Pracowaliśmy nad nim dość intensywnie i udało się zrobić osiem kawałków, które moim zdaniem są fajnym i ciekawym rozwinięciem kasety demo, zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Zobaczymy co z tego będzie. Mamy różne pomysły, ale z pewnością uda się niedługo wypuścić coś materialnego, zapewne jakiś LP/CD.

G: Pod koniec sierpnia nagraliśmy materiał na płytę, więc zapewne za jakiś czas pojawi się nowe wydawnictwo. Co do formy wydania, zdania w zespole są mocno podzielone. Niektórzy z nas, nie wskazując palcem na Rafała i Marcina, chcieliby wydać 4 kasety po dwa utwory na każdej, ale myślę, że ostatecznie skończy się to na LP i CD.

W rubryce w „Noise Magazine” mówicie, że znacie się wszyscy bardzo dobrze i wiecie, czego się po sobie spodziewać. Podchodziliście do pierwszych prób w tym składzie z przekonaniem, że chcecie zrobić projekt zakorzeniony w latach 80., czy jednak musiało się to trochę wyklarować z czasem?

R: Znamy się dobrze i wiemy czego się po sobie spodziewać bo gramy, nagrywamy i spędzamy razem czas od lat. Kiedy dołączyłem do SC, chłopaki mieli już zrobione jeden czy dwa kawałki i mimo tego, że nie słyszałem ich wcześniej wiedziałem czego się spodziewać i wiedziałem, że będzie mi się to podobało. Myślę, że to czego możemy się po sobie spodziewać, to to, że każdy będzie zaangażowany w tworzenie tego zespołu, a to jest chyba najważniejsze. Gdybym ich nie znał od tej strony, pewnie nie wkręcałbym się w robienie nowej kapeli i granie prób po nocach bo mam dużo na głowie i raczej nie cierpię na brak zajęć. Nie potrzebuję organizować sobie dodatkowych atrakcji takich jak siedzenie w sali prób z ludźmi, którzy tego nie czują. Tu jednak jest inaczej – znamy się dobrze i wiem, że jak coś robimy to po prostu to robimy.Band

Macie jakieś konkretne oczekiwania związane z tą kapelą, czy to zwyczajnie „kolejny projekt” robiony z zajawki, w którym dajecie upust swojej fascynacji tym brzmieniem?

R: Ja staram się nie mieć żadnych oczekiwań. Jakoś tak jest z tym graniem, że im bardziej chcesz żeby coś się stało tym mniejsza szansa, że to się stanie. Mało tego, takie oczekiwania wobec zespołu to tylko niepotrzebne ciśnienie, presja i finalnie frustracja. Jaram się graniem koncertów, nagrywaniem kawałków i to jest to co mnie napędza – traktuję to bardziej doraźnie i raczej nie wybiegam w przyszłość. Będzie co ma być – a najważniejsze jest to, że granie daje mi satysfakcję i to jest właściwie moje jedyne oczekiwanie wobec zespołu.

G: Myślę, że najgorsze co można mieć to oczekiwania… Dla mnie jest to w 100% zajawka, wszystko toczy się w swoim rytmie, bez żadnych ciśnień, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Po prostu spotykamy się na próbach, robimy nowe kawałki. Jaramy się tym wszyscy chyba w równym stopniu.

Mamy już siedem kolejnych kawałków i całe mnóstwo pomysłów na następne”. Skąd tak wielka produktywność – poświęcacie temu zespołowi tak wiele czasu, jest waszym priorytetem, czy po prostu w tej formule brzmieniowej piosenki powstają bardzo szybko i naturalnie?

R: Przede wszystkim, spotykamy się i gramy w miarę regularnie. Jak jest zajawka to kawałki same się tworzą. Czasem zajmuje to trochę czasu, ale nikomu się nigdzie nie spieszy. Ogrywamy różne pomysły, słuchamy tego w domu no i jakoś Bandtak idzie. Każdy z nas bierze czynny udział w robieniu tych numerów, a że inspirujemy się różnymi rzeczami, każdy zawsze podrzuci coś ciekawego. Poświęcamy temu zespołowi tyle czasu ile możemy no i staramy się wykorzystać ten czas jak najlepiej.

G: Chyba jakoś tak samo idzie. Ciężko powiedzieć… Przynosimy na próby jakieś riffy, robimy selekcję, składamy do kupy, aranżujemy i tyle… Oczywiście, starannie badamy rynek, żeby wiedzieć co jest cool, rozsyłamy nagrania z prób do opiniotwórczych recenzentów i przerabiamy wszystko zgodnie z zapotrzebowaniem na rynku. Na koniec jeszcze tylko Jacek Cygan poprawia nam teksty i siup… gotowe.

Jakie są najbliższe plany Sanity Control? Będzie można was gdzieś zobaczyć na żywo?

R: Nagraliśmy nowy materiał, gramy koncerty, gdzie będzie można usłyszeć nowe kawałki, za jakiś czas wyjdzie płyta, potem wracamy do sali prób, gramy próby i może robimy nowe kawałki, a potem pewnie więcej koncertów… Jak w zespole… Peace.

Rozmawiał Adam Gościniak

Zdjęcia: archiwum zespołu/Champagne Photography