SAMO – podróż między rzeczywistością a wyobraźnią…

Na tle polskiej sceny ekstremalnej Samo jawi się jako samotny wojownik ninja. Chodzi swoimi drogami, pojawia się znienacka i jednym precyzyjnym ciosem czyni swoją powinność. Koledzy po fachu czują podszytą złością zazdrość, ale i strach, bo nie wiadomo, co strzeli mu do głowy. Jednocześnie jest Samo otoczone murem niezrozumienia, bo trudno lubić dźwięki wręcz absurdalnie pogięte. Samo nadal kroczy drogą wytyczoną przez poprzednie krążki – ujęta w klamrę świetnie zaprogramowanej perkusji, gitarowa kanonada zagranych w niewyobrażalnych podziałach gitar robi z mózgu sałatkę. Tym razem kilka szamańskich nut dodał do muzyki znany tu i ówdzie Stanisław Wolonciej z Newbreed. Jaki jest efekt? Trudny do opisania, skłaniający raczej do refleksji, że Robert Gasperowicz prowadzi dialog z nieskończonością i ma daleko w tyle opinie czy „nie/lubienie” gawiedzi. Zresztą, przekonajcie się sami.

 

„Staram się docenić drobne przyjemności, to one są podstawą wszystkiego co wielkie.”   

                                                                                                                                                                 Robert Gasperowicz

 

Jesteś świadomy faktu, że fanki nigdy nie będą wrzeszczeć na  koncercie nazwy Samo?

Masz rację, mało znam dziewczyn, które akceptują dźwięki Samo. Nie wspominając o pełnym zrozumieniu formy, jaką uprawiamy przez słuchaczy obojga płci. Jednak wciąż interesującym dla kobiety jest możliwość obcowania z twórcami o chyba niecodziennej osobowości. Poważnie rzecz ujmując, to co przyjęte za kanon piękna jest wyborem człowieka dokonanym lata temu, więc między innymi burząc ten ład, jesteśmy w stanie postawić pytanie tak samo kontrowersyjne jak to, które od lat zadaję sobie. Po co uparcie brnąc w to, co już było? Jeśli tylko w celu łatwego przypodobania się szerszemu gronu to gdzie w tym miejsce na kreatywność i istotę tworzenia? Poza tym, ogół nie jest w stanie dostrzec wartości chociażby w śpiewie humbaków.

W poprzednim wywiadzie przedstawiliście trochę Wasz punkt widzenia i historię zespołu. Czy dzisiaj macie inne podejście do SAMO, czy raczej nic się nie zmieniło?

Obie formy przedstawiania świata jakich doświadczam, czy doświadczyłem, na potrzebę tej chwili nazywając, biologiczna i zmutowana to inteligentne, a przynajmniej myślące środki wyrazu, którymi jesteśmy lub w które tchniemy „życie” programując maszyny. Celem jest potrzeba, więc czy w większym gronie czy zminimalizowanym, idea jest niezmiennie ta sama.

Muzyka Samo to nadal matematyka – nie ciągnie Was ani przez chwilę do czegoś prostszego, przystępnego, miłego dla ucha? Do muzyki, którą można by polubić?

Granica między elokwencją, a wulgaryzmami. Człowiek, gdy da się ponieść emocjom używa mniej lub bardziej wyszukanego słownictwa. Czasem, o ile środowisko na to pozwala, celowo i subtelnie podkreśla coś językiem ulicy dodając przyziemnej dramaturgii swojej wyszukanej wypowiedzi. Wyjmując z naszych kompozycji, niektóre linie wokalne lub partie gitar, można usłyszeć niemal dosłownie ładne melodie, coś co jak nazywasz, da się polubić.

Czy jest jakaś idea, organizująca muzykę na „An Alternative Existence”?

Myśl przewodnia jest dość nietypowa. W każdej kompozycji instrumenty strunowe są inaczej nastrojone, efekt wprowadził sporo zamieszania w stosunku do założeń. Te najniżej nastrojone wcale nie zabrzmiały aż tak brutalnie, jak się tego mylnie spodziewałem. Niezmiennie piękny i wciąż nie w pełni dający się ujarzmić jest proces twórczy.

Jak wyglądały prace nad muzyką – pierwsza byłą idea, rytm czy riff? A może improwizacja?

Zawsze improwizacja i wychwycenie z niej jakiegoś fragmentu. Wstępne zarejestrowanie, notatki i wraz z drążeniem dodawanie dźwięków aż nadto, po czym usuwanie zbędnych i konsensus. Kolejny krok to ustalenie tempa, ćwiczenia z metronomem, nagrywka i programowanie perkusji.

Po raz kolejny konstatuję obecność świetnie – tego nie ukrywam – zaprogramowanego, ale jednak automatu perkusyjnego. Nadal nie ma nikogo, kto mógłby udźwignąć ciężar waszych kompozycji, czy też może cenicie sobie komputer jako jedynego bezkonfliktowego członka zespołu?

podróż między rzeczywistością a wyobraźnią...

podróż między rzeczywistością a wyobraźnią...

Dzięki za uznanie, Arek, innego „członka zespołu”. Zawsze dostępnego, dyspozycyjnego, którego umiejętności są ograniczone jedynie moją wyobraźnią. To specyficzne narzędzie. Oczywiście Wojtek by podszedł do tematu na swój sposób i znaleźlibyśmy wspólny mianownik ale to zdecydowanie trudniejsze zadanie pod względem logistycznym.

Czy pan Wołonciej jest stałym członkiem projektu, czy też tylko gościnnym wokalistą?

Jak pewnie zauważyłeś, żaden skład, w którym powstawały nasze płyty nie był zbyt trwały. Nie wykluczam, że i tym razem tak się stanie. Niemniej z chwilą przyjęcia zaproszenia do współtworzenia nowej muzyki, Stanisław stał się partnerem, a nie gościem. To jego pomysły na melodie, wrzaski. Osobiście to zarejestrował we własnym studio, zrobił miks linii wokalnych. Wetknąłem do zgrywek jedynie kilka swoich pomysłów, jakieś 3% ingerencji w jego pracę.

Poproszę Cię teraz o rzecz może nieco karkołomną, ale interesującą – możesz opisać w kilku zdaniach każdą piosenkę z S3? Jakieś konkluzje, skojarzenia, wiążące się z każdym numerem?

Wybacz, nie chcę tego robić słowem. Treść jest zawarta w czasoprzestrzeni każdego z utworów. Pytanie typu, co artysta miał na myśli pozostawiam otwartym do wolnej interpretacji słuchaczy, którzy zechcą sięgnąć po naszą płytę.

Czy traktujesz muzykę jako wrota do innego wymiaru? Udało się za pomocą gitary przekroczyć granicę między życiem i śmiercią?

Wiesz, czasem mam gęsią skórkę gdy gram na gitarze.  Zapominam, że jest coś takiego jak głód, upływ czasu, szum wiatru. Gdy odkładam instrument, wracam, jestem wycieńczony, ale i naspeedowany. Być może to skutek podróży między rzeczywistością, a wyobraźnią.

Za każdym razem jak odpalam S3 czuję się nieswojo, bo w niewiarygodny sposób obnażasz się w tej muzyce. Ta płyta to jedna z najszczerszych wypowiedzi artystycznych, bo nie jest skażona jakimkolwiek koniunkturalnym myśleniem. Czy to Twój dialog z absolutem?

Fajnie, że mi o tym przypominasz. Z biegiem czasu zatraciłem świadomość oryginalności myśląc o tych dźwiękach. Minęło sporo czasu i w moim mniemaniu S3 zintegrowało się ze wszystkim, co już było. Płyta stała się faktem, więc jedynie to co przede mną zastanawia jak postawić kolejne pytanie. Przyjmując absolut, jako określenie na wszystko co prapierwotne, odpowiem tak, to jest mój dialog ze strukturą podstawową.

Wracając na ziemię – co będzie dalej? S4? S5? Powrót Wojtka Szymańskiego? Nowe wyzwania?

Zagrałem z Wojtkiem kilka prób, ale nie wiem, czy coś z tego będzie. Waham się czy podjąć wyzwanie, dzieli nas 50 km i nieco inny światopogląd. Wasyl kilka dni temu też zaskoczył mnie mailem, w którym wykazuje zainteresowanie, informując o chęci i gotowości do stworzenia nowej muzyki. Jak widzisz wciąż jest wybór, może dwóch wokalistów i ja z maszynami, może z Wojtkiem, a może zupełnie nic? Wołałbym nie rzucać słów na wiatr.

Jaka jest życiowa filozofia pana Roberta Gasperowicza?

Staram się docenić drobne przyjemności, to one są podstawą wszystkiego co wielkie.

Na koniec kilka słów o tym, co w ostatnim czasie Cię wkurzyło, zdziwiło i uradowało. Niezależnie, czy będzie to muzyka, film, czy polityka…

Wkurzyłem się na siebie, zdarza mi się obdarzyć zaufaniem osoby, które patrzą na życie zbyt egoistycznie. Zaskoczyło mnie węgierskie kino niszowe, film opatrzony tytułem Texidermia. Niezmiennie cieszy mnie sposób odwzajemniania miłość przez córkę, siedmioletnią Mini. Głośne słuchanie muzy o poranku, fajny sex czy chodzenie w trampkach.

Rozmawiał Arek Lerch