SAINC – Nie naśladujemy nikogo…

Przekleństwem SAINC chyba na zawsze pozostanie cień Yattering, kładący się na wizerunku zespołu. I nie chodzi wcale o muzykę, ale raczej fakt, że Svierszcz, basista, wokalista i lider grupy w żadnym wywiadzie nie uniknie pytań o swoje poprzednie wcielenie. Co może być i trochę krzywdzące, tym bardziej, że SAINC działa całkiem prężnie, ciągle poszukuje, zaskakując nas nowymi pomysłami. Może dlatego w wypowiedziach lidera czuć lekko gorzki ton, ale też i dużą determinację w dążeniu do celu. A tych ma przed sobą SAINC sporo – płyta z kowerami, nowy materiał i ciągle ambitne plany zainteresowania swoimi działaniami tak szerszą publiczność jak i potencjalnych wydawców.  Poniżej wyczerpująca  rozmowa z Marcinem „Svierszczem” Świerczyńskim, niekoniecznie na łatwe tematy…

Jak z perspektywy czasu oceniasz dwa duże materiały SAINC? Czy coś byś w nich zmienił?

S.: Na początku witam serdecznie czytelników. Nagraliśmy dwa albumy i pewnie bym coś pozmieniał, jestem jednak zadowolony z efektów końcowych !!! Wiesz, można   grzebać w tych materiałach do  śmierci, przyśpieszać czy zwalniać, ale w końcu trzeba powiedzieć sobie DOŚĆ – tak zostawiamy, to jest wypracowany konsensus między wszystkimi członkami zespołu. Osobiście w przypadku albumu „Pathogen” przyspieszyłbym te kawałki, może nie radykalnie, z 10%. Obydwa albumy chętnie nagralibyśmy w jakimś dobrym studio. Niestety, na takie nie było nas stać.

Debiutancki album „Pathogen” uważam osobiście za swego rodzaju próbę odreagowania tego wszystkiego, co wiązało się z Yattering – czyli muzyka diametralnie inna, więcej hard core’a, inne tempa i klimat – czy faktycznie tak było?

Nie, absolutnie tak nie jest. Wpływ na nagrany materiał ma przede wszystkim skład zespołu – są to inni ludzie, inne pasje i wpływy muzyczne i to  bardzo słychać w naszej muzyce. Chyba o to chodzi, by materiał był nasz, by każdy wkładał w niego cząstkę siebie, tak właśnie powstają nasze piosenki.

Jeśli miałbyś porównać pracę z SAINC z Yattering – jakie są podstawowe różnice?

Niezależnie od podejścia wytwórni i promotorów, którzy głównie chcieli wykorzystać Yattering, to mimo wszystko jakieś minimalne, ale wsparcie było. Za to „z bani” mieliśmy organizację koncertów, studia nagraniowe, promocję, po prostu zajmowaliśmy się muzyką. Pod tym względem mieliśmy prawie komfort. W Sainc takiego nie mamy. Wszystko jest na mojej głowie, jestem promotorem, organizatorem, księgowym, kierowcą, webmasterem, producentem muzycznym, twórcą klipów, a przecież trzeba jeszcze komponować i pisać teksty…

Muzyka Sainc bardzo często porównywana jest do hardcore. Zgadzasz się z taką szufladką, czy raczej ciążysz w stronę metalu?

To bierze się pewnie z początków działalności. Pierwsze nasze piosenki można było włożyć do tej szuflady. W składzie mieliśmy rapera z Wrocławia i CaCek, nasz gitarzysta, pochodzi z tych klimatów. Ale „Pathogen” i „Schizis”  to dla mnie po prostu metal.

Na dwójce „Schizis” znowu odzywają się ciągoty do szybszego grania – nie masz ochoty po raz kolejny zagrać zblastowanego death metalu?

Obecnie pracujemy nad albumem z kowerami,  gdzie będą blasty, chociażby w utworze Yattering, który miał znaleźć się na „V” – nie wydanym nigdy albumie tej grupy. Nowy materiał autorski, jaki robimy, również eksploatuje taką rytmikę, więc nie jest to dla nas żaden problem. Zresztą, szybciej nie znaczy mocniej. Naturalny proces tworzenia muzyki nie polega przecież na wciskaniu na siłę np. blastów.

Skąd takie różnice między debiutem a drugą płytą z twojego punktu widzenia?

Wiele spraw na to wpłynęło. Zmienił się skład zespołu. Na „Schizis” zadebiutował nowy perkusista z zupełnie odmiennym podejściem do gry. Inne czasy i  to wszystko wpływa na to, co wypływa z naszych głów. Do basu i jego brzmienia podszedłem na każdej płycie inaczej. Na pierwszym albumie wysunąłem go do przodu z brzmieniem a`la Korn a na drugim schowałem, zostawiając same możliwe brzmienia basowe, nie aż  takie ziarniste.

Jak z perspektywy czasu oceniasz miejsce SAINC  na krajowej, ekstremalnej scenie – miałeś nadzieję na coś więcej, czy jesteś zadowolony z obecnego statusu twojego zespołu?

Nie jestem. Zespołów jest tak dużo, że trudno się przebić. Być może muzyka aż tak się nie podoba, że nie mamy wsparcia wytworni, ale tak bywa. Dla nas to hobby, któremu poświęcamy sporo czasu, ale nie jesteśmy w stanie wejść do super studia i działać z wytwórnią. Trudno. Jakoś dajemy radę. Nasza muzyka różni się od masy innych zespołów. Nie naśladujemy nikogo. A jak wiadomo, podobają się piosenki które już kiedyś się słyszało. Z nami tak nie jest. Nie ma zwrotek, refrenów, każda opowiada jakąś historię, która może jest trudna w odbiorze, ale jest nasza.

Ostatnio sporo mówiło się o nowych rzeczach i nagraniach – czego możemy spodziewać się w najbliższym czasie ze strony SAINC?

Robimy wspomniany album z kowerami oraz szykujemy nasze koncerty w Polsce w marcu. Będzie można nas zobaczyć: Metal New Front Festival (23.03)-GGOG klub-Gdansk (24.03), Fonobar Klub, Warszawa ( 25.03), Korba Pub, Katowice
(6.03), Radio Revolta Festival, Opole ( 27.03) Luka Klub – Lodz 01.04 Kontrasty – Szczecin -support dla Virgin Snatch i Unborn Suffer 02.04 Centrala klub – Świnoujście. Album mamy już dawno gotowy i znajdą się na nim kowery Slayer, Rammstein, Sepultura, Kiettie, Strapping Young Lad, Napalm Death, Yattering, Korn, Illusion i Pantera. W międzyczasie robimy nowy materiał, ale o tym za jakiś czas mimo, że większość, około 8 utworów jest już przygotowanych. Najpierw kowery i koncerty, takie są najbliższe plany.

Możesz jednak zdradzić jakieś informacje odnośnie następcy  „Schizis” – w jaką stronę udacie się tym razem?

Patrząc na to, co już zrobiliśmy, można powiedzieć, że idziemy w stronę „Schizis”, ale jeszcze brutalniej, ciężej i agresywniej. Po prostu krew, trupy i noworodki he, he, he…

Pewnym symbolem zmian jest też zapewne pojawienie się nowego logo – skąd pomysł na odświeżenie wizerunku graficznego?

Dotychczasowe logo pochodziło jeszcze z czasów, jak wcześniej mówiłem, bardziej hardcore’owych i naszym zdaniem do obecnej twórczości nie pasuje. Współpracuję z konkretnym grafikiem, jakim jest Krzysztof  Iwin, twórca naszych jak i „yatowskich” okładek i znalazł on dla nas czas, tworząc właśnie taki wizerunek, który nas przybliża do metalu a nie hc wizerunku.

Jesteś postacią znaną w muzycznym światku, wszyscy pamiętają jeszcze Yattering i szum wokół zespołu – jak dzisiaj, z iluś tam letniej perspektywy patrzysz na to piekiełko, w ogniu którego wyzionął ducha Yatta?

Nie jestem znany, ale miło to słyszeć. Żałuję, bo zespół szedł w dobrym kierunku. Zakończyliśmy działalność w maju a w kwietniu następnego roku były brane pod uwagę koncerty z Bolt Trower, festiwal Inferno i SWR, więc tym bardziej żałuję, że nowy perkusista nie sprostał zadaniu a także reszta składu nie miała ochoty na dalsze działanie. Trudno. Co do kwasów z obecnością Yatty, trudno mi coś mówić. Osoby, które miały z tym coś wspólnego odeszły już a mnie nie interesują stare czasy i dywagacje w stylu  „co by było gdyby…”. Jest jak jest, osobiście planów powrotu nie mam. Wiem, że powstaje nowy album Masachist, więc i tam szukajcie ducha yatty….

Czy uważasz, że w sprzyjających okolicznościach Yatta mógłby dalej istnieć , czy też upadek tego zespołu był nieunikniony, niezależnie od okoliczności?

Jeśli znajdzie się kiedyś taki garowy jak Krimh, to daj znać a może coś da radę zrobić. Osobiście mam co robić. Znajomi z MessAge zaprosili mnie to spróbowania gry w nowym składzie, jest Sainc, jest jeszcze inny projekt. Nie mówię nie, ale nie biorę pod uwagę powrotu Yatty.

Kiedy widzisz, jak Decapitated podnosi się z popiołów mimo tak straszliwych strat, jakie zachwiały zespołem po tragicznej śmierci Vitka, nie zastanawiasz się nad reaktywacją Yattering – nawet w zmienionym składzie?

Nie, ale uwielbiam za to muzę chłopaków !!! Wszystkich przy okazji, jeśli mogę sobie na to pozwolić, proszę o wsparcie dla Covana, którym zajmuje się fundacja pani Anny Dymnej. Na sieci na pewno znajdziecie strony, gdzie opisane jest, jak trzeba wpłacać  kasę potrzebną na rehabilitację chłopaka. Ponadto, jak już pytasz, zobacz na jakim etapie działalności jest ten zespół a na jakim my byliśmy. Słabe to porównanie i nie czuję parcia do odtworzenia Yatty. Jak takie będzie, dam znać na pewno…

Jak oceniasz współczesną scenę metalową i ekstremalną w Polsce – co sądzisz o nowych zespołach?

Jest tego dużo i nie ogarniam wszystkiego. Dla mnie muzyka metalowa stoi zespołami Decapitated, Hate, Behemoth,Vader, Armagedon czy Riverside… No i oczywiście jest jeszcze Sainc. Tego się trzymam.

Na koniec kilka słów odnośnie tego, co czeka nas w nowym roku – jakie prognozy usłyszymy z ust Svierszcza?

W marcu koncerty, w międzyczasie kończymy album z kowerami oraz tworzymy kolejny, autorski materiał. To odnośnie zespołu, a ogólnie to nie jestem wróżbitą. Najbliższa kometa ma w nas walnąć po 2030, jak przeżyjemy oczywiście armagedon 2012, ale do tego czasu – mam nadzieję – jeszcze trochę pogramy i pogadamy o różnych sprawach na łamach gazety… Szacun i  pozdrawiam!

Rozmawiał Arek Lerch