PYŁ – Widzimy kwiat, słyszymy pył

W przyrodzie nic nie ginie, i skoro Ampacity legł w grobie, wiadomo było, że prędzej czy później powstanie nowy zespół, gdzie pojawią się znani już muzykanci. I tak się stało. Debiutancki materiał Pyłu sygnują panowie Wojtek Lacki i Piotr Paciorkowski z wymienionego zespołu, za perkusyjną podporę mając Przemka Głowackiego z nieistniejącego Marksmana. Ale to wszyscy wiedzą, bo płyta już jakiś czas krąży po orbicie. Czy wiedzą, że jest to dobry materiał, który zapowiada dużo więcej w przyszłości? Być może tak, ale o tym dowiemy się za czas jakiś, na razie razem z panem Piotrem próbujemy zgłębić meandry zespołowej historii i nie tylko…

Ostatnio często spotykam sie z zespołami, które mają „brudne” nazwy. Próchno np. A teraz Pył. Skąd ten pył? Kosmiczny?

Prawdę mówiąc, nie stoi za tym jakaś głęboka refleksja ani plan. Chcieliśmy nazwy, która będzie charakterystyczna ale nie będzie nas ograniczać stylistycznie już na starcie. Choć brzmienie ma trochę blackmetalowe.

No tak, moglibyście wpisać się w te Furie, Gorycze, Popioły i inne. Choć ta nazwa ma także pewien psychodeliczny posmak, a to już bliżej…

No właśnie – jak widzisz, jest pojemna. A psychodela to faktycznie dobry trop.

Przyznam, że trochę mnie Pył zaskoczył. Bo śledząc wasze perypetie gdzieś od Broken Betty zauważam wyraźne zatoczenie koła. Czuję w tym chęć powrotu go grania bardziej, hmmm, rockowego. Jednym słowem – zamiast patrzeć w kosmos, znowu wolicie spoglądać na ziemię…

Pisząc ten materiał nie mieliśmy specjalnych założeń, ale nie da się ukryć, że wyszedł on mniej kosmiczny niż to, co robiliśmy z Wojtkiem w ramach Ampacity. Sporą rolę odegrał tu Przemek, którego perkusja ma zupełnie inny charakter. Sądzę, że Pył będzie się rozwijał w zupełnie innym kierunku niż wszystko to, co robiliśmy do tej pory. Choć nie wiem, czy będzie to kierunek ziemi

Ktoś napisał, że płyta pokazuje jak zmieniałaby się muzyka Ampacity, gdybyście zostali przy tej nazwie. Zgodzisz się z taką opinią?

Faktycznie, na płycie jest trochę materiału, który był pisany z myślą o Ampacity, ale nie mogę zgodzić się z tym, że jest to po prostu kontynuacja. Gdyby tak było – pozostalibyśmy pewnie przy dawnej nazwie. Jednak już od pierwszych prób z Przemkiem było jasne, że będzie to coś innego. Mamy wstępne demówki tamtej płyty Ampacity, która nigdy nie powstała, i różnice są bardzo duże.

Widzimy kwiat, słyszymy pył

Widzimy kwiat, słyszymy pył

Myślisz, że takie zmiany, z zespołu na zespół, są konieczne? Czasami odnoszę wrażenie, że współczesne czasy generują taki ruch „w interesie”. W XXI wieku długowieczne zespoły są anachronizmem?

Wiesz co, nie wydaje mi się, żeby to była dziś jakaś reguła. W przypadku Ampacity pozostała część składu zrezygnowała, ale dała nam wolną rękę by kontynuować – jednak nie zrobiliśmy tego. Mieliśmy zbyt duży szacunek do ich wkładu w brzmienie zespołu, uznaliśmy, że nie byłoby to uczciwe w stosunku do fanów. Na pewno nie był to z naszej strony ruch koniunkturalny – wręcz przeciwnie, musimy zaczynać od zera i powoli docierać do słuchaczy. Bardzo chętnie widziałbym Pył jako zespół długowieczny.

…zaczynać od zera, ok, ale od razu zwracacie uwagę zaskakującym ficzuringiem w postaci udziału w sesji nagraniowej muzyków Lao Che. Jak doszło do współpracy i czy będzie z tego coś w przyszłości?

Powód jest dość prozaiczny, Przemek – nasz perkusista – jest od wielu lat technicznym i częścią ekipy Lao Che. On wyszedł z inicjatywą zlecenia produkcji i miksu płyty Filipowi „Wieży” Różańskiemu. On też zaprosił do nagrań Karola Golę i Mariusza Densta. To wszystko są bardzo zdolni i kreatywni ludzie, więc skwapliwie skorzystaliśmy z ich wkładu, ale był to jednak wkład czysto sesyjny. Mamy pewne pomysły dotyczące poszerzenia instrumentarium, ale z kim i kiedy – za wcześnie, by o tym mówić.

Rozpoczynanie nowego rozdziału to zawsze nowe nadzieje i pomysły. Czy dzisisj, kiedy jest już płyta, macie jakiś pomysł na to, by rozkręcić zespół na poziomie wyższym niż chociażby Ampacity?

Nie układaliśmy sobie w głowie żadnego planu, oprócz tego by grać w miarę regularne koncerty z ciekawymi kapelami, i przygotowywać kolejny materiał. W przypadku Ampacity największa popularność przyszła bardzo szybko i dość dla nas niespodziewanie – nie mieliśmy nawet czasu pomyśleć nad promocją, bo prasa i promotorzy sami się do nas odzywali. Nie udało się nam tego kontynuować na tym poziomie zbyt długo, właśnie z uwagi na brak regularnego koncertowania. Tak więc wiemy, że tego błędu z PYŁem nie chcemy już popełnić.

No właśnie, ciekawe koncerty. Ostatni z Fertile Hump zalicza się do te kategorii?

Zdecydowanie tak. Jest nieoczywisty wybór składów, który przyciąga otwartą publikę. Jest dobry organizator, który ogarnia akustykę, sprzęt, i miejsce – w tym wypadku nad jeziorem o zachodzie słońca. Dla mnie nie ma lepiej. Jest w takiej formule coś atawistycznego, pierwotnego… A wiadomo, że atawistyczne rzeczy są często najprzyjemniejsze. Dlatego tak dobrze nam się tam grało.

Wracając do płyty, zaskakuje fakt, że hawkwindowe odjazdy zostały zastąpione przez noise, bo taki klimat w niektórych numerach się pojawia. To było celowe działanie?

Nie ukrywam, że zawsze po drodze było mi z kapelami pokroju The Jesus Lizard czy gitarowymi hałasami Page Hamiltona. Chciałem, aby w PYLE to się pojawiło, trochę jako kontrapunkt do bardziej tradycyjnej formy utworów. Nie mając nic przeciwko hawkwindowym odjazdom oczywiście…

Miły kierunek poszukiwań. Stary dobry The Jesus Lizard spotyka u was elementy improwizowane, z czego robi się w sumie nowa jakość. Ale z kolei „Niedźwiednik 2” to ponowne wejście w kosmiczny trip, zatem cały czas się was taka idea trzyma…

To prawda, chociaż ten numer akurat w znacznej części był napisany z myślą jeszcze o Ampacity – może to dlatego. Teraz wydaje mi się, że od bliskich spotkań trzeciego stopnia w kosmosie wolę The Jesus Lizard spotykające kraut rocka w ciemnej uliczce.

Ta ciemna uliczka z kraut rockiem brzmi bardzo fajnie i moze stanowić dobry punkt marketingowy. Jednocześnie pokazuje jak wygląda współczesność, czyli fakt, że głównie opieramy się na repetycjach z przeszłości. Kwestia, jak są one wykorzystane. Czujecie, że tą płytą udało się wam otrzeć o coś co można nazwać oryginalnością?

Może to zabrzmi nieskromnie, ale chyba tak trochę jest. Bardzo ciężko jest nas zaszufladkować, wystarczy wspomnieć, że opisywano nas już jako progresywny rock z naleciałościami jazzowymi, albo post-stoner rock. Dość duży rozstrzał. Natomiast muszę dodać, że dla mnie sama oryginalność lub jej brak nie świadczy o niczym szczególnym. Za tym musi iść jakość samej muzyki. Nie mam najmniejszego problemu z zespołami „szablonowymi”, bardzo jednoznacznymi gatunkowo – jeżeli ich kawałki są dobre, to słucham tego z przyjemnością. Zresztą, dobrzy wykonawcy przekazują jakąś unikatową część swojego stylu nawet do najbardziej wtórnej muzyki. Wyjątek dla mnie stanowią tylko kapele pokroju Grety Van Fleet, której po prostu nie mogę słuchać, bo zrzyna jest już zbyt ordynarna.

_PAW8062

Ale świadczy o tym, że wciąż kochamy to co znamy. Idąc tym tropem – denerwuje cię, kiedy Pył jest opisywany jako mutacja albo kontynuacja Ampacity?

Myślę, że to jest dosyć naturalne. Sami nie uciekamy od tych odniesień, bo chcieliśmy też dotrzeć do fanów Ampacity z naszym nowym projektem. Ja czuję się dumny z wielu rzeczy, które udało się osiągnąć w Ampacity, pozostajemy też z chłopakami ze starego składu w bardzo dobrych relacjach. Wiadomo, że może to być odbierane trochę inaczej przez naszego perkusistę Przemka, który z Ampacity nie miał nigdy nic wspólnego. Myślę, że w miarę budowania rozpoznawalności Pyłu te porównania równie naturalnie wygasną.

Naturalne wydaje się też pytanie, czy na koncertach sięgniecie po jakiś kawałek Ampacity, czy tamten rozdział jest zamknięty i nie do ruszenia?

Nie, do tego nie zamierzamy wracać. Gdyby tak miało być, pewnie pozostalibyśmy przy graniu jako Ampacity. Pewnie pod wieloma względami byłoby nam teraz łatwiej, ale nie tędy droga – rozdział zamknięty,w tym składzie chcemy robić coś nowego.

Płytę wydaliscie w zasadzie własnym sumptem, dlatego pytanie cokolwiek filozoficzne – są jeszcze komuś potrzebne srebrne krążki?

Na pewno są potrzebne kapelom, żeby miały co sprzedawać na koncertach i jakoś odzyskiwać te pieniądze utopione na nagrania. Wydaje mi się, że CD to już jest przeżytek, i tak naprawdę kupno płyty od takiej kapeli jak nasza jest najczęściej wyrazem wsparcia od fana, ewentualnie wynika z zacięcia kolekcjonerskiego. Przed wyprodukowaniem CD byliśmy już na wszystkich możliwych streamingach, z których jak wiadomo pieniędzy nie ma – ale które są najwygodniejsze dla słuchaczy. Niestety – czy to streaming czy CD czy winyl – odpowiednia produkcja, miks i master kosztują tyle samo.

I na koniec, zamiast tradycyjnych bajań o przyszłości, zdradź skąd koncept na okładkę płyty – pył + kwiaty to ciekawe, dość schizofreniczne zestawienie…

Chcieliśmy, aby na okładce znalazło się jakieś intrygujące zdjęcie. Poprosiliśmy znajomego, znakomitego fotografa Pawła Jóźwiaka o posłuchanie naszych demówek i zaproponowanie czegoś. Dostaliśmy kilkanaście zdjęć, i to spodobało się nam najbardziej. Może właśnie przez to kontrastowe zestawienie. Widzimy jeszcze kwiat, ale słyszymy już pył – coś w tym stylu.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Archiwum zespołu