POPSYSZE – muzyka chwilowa

Dobrego rock’n’rolla nigdy za wiele, a jeśli dodatkowo potrafi wyjść poza ciasne ramy gatunku, puścić w kierunku słuchacza oczko improwizacji i zamknąć w muzyce powiew morskiej bryzy, trzeba koniecznie o nim wspomnieć na naszych łamach. Do powyższego opisu idealnie pasuje trójmiejski zespół Popsysze, który chwali się właśnie wydaną, drugą płytą, będącą w małej części westchnieniem za czasami aptekarskimi i wczesnym Pogodno, przede wszystkim jednak „Popsute” to kawał autorskiego grania i całkiem udana próba ciekawego rozwinięcia stoner rockowej konwencji. W imieniu zespołu na temat rock’n’rolla, improwizacji i kilku innych tematów związanych z Popsysze, wypowiadał się śpiewający gitarzysta Jarek Marciszewski.

Najpierw, jako, że przy poprzedniej płycie nie pogadaliśmy – wyjaśnij kwestię nazwy zespołu, bo jakoś nie mogę skumać o co chodzi? Pewnie słabo się taka nazwę skanduje na koncertach…

Z zespołem Remont Pomp byliśmy na wyjeździe mój kolega, który ma cięty język, naraził się lokalsowi i ten powiedział mu – ty lubisz ludziom po psysze pojeździć. Na początku nie wiedzieliśmy, czy chcemy grać rock’n’rolla czy muzykę np. improwizowaną, zatem nazwa popsysze była idealna. Dzisiaj nie zawsze nam pomaga, ale i tak bardzo ją lubimy i też nieco improwizujemy…

W recenzji Waszej pierwszej płyty wspomniałem, że grupy z 3M mają w sobie coś wyjątkowego, iskrę, klimat, którego nie można spotkać u zespołów z innych rejonów Polski. Uważasz, że 3M generuje jakiś specyficzny, rockowy flow? Czy to dziennikarska bzdura?

Na pewno nie bzdura. Tu nie chodzi tylko o rocka czy rock’n’rolla, pierwszy rockowy koncert był w Gdańsku, festiwal jazzowy w Sopocie, yass powstał też min. w Gdańsku, środowisko alternatywne (Apteka, Ścianka) to wszystko się tutaj działo i promieniuje do dziś. Nie wiem, może to jest kwestia morza, marynarzy, którzy za komuny przywozili muzykę, albo morza jako otwartości na nowe. Myślę też, że 3M jest stosunkowo nieduże i to sprzyja współpracy i obserwacji. Jak brzmi sam tytuł historii Yassu „Chłepcąc ciekły hel”, coś musi być w powietrzu.

Czujecie się w pewnym sensie spadkobiercami Apteki i Pogodno?

Nie zastanawiałem się nad tym. Na pewno w latach 90-tych bardzo dużo słuchaliśmy Apteki, teraz już nie wszytko mi tak pasuje. Pogodno na pewno było dla nas inspiracją i jest do tej pory, bardzo lubię wszystkie wcielenia Budynia, jestem pod wrażeniem jego tekstów i energii podczas grania. Byłoby pogodnie gdyby popsysze było spadkobiercą działalności Pogodno ale myślę, że jeszcze trochę musimy nad tym popracować. Zresztą, jest to jedna z wielu inspiracji i każdy z nas ma trochę inne.Fot. Piotr Połoczanski  www.photolife.pl  www.facebook.com/poloczanski

No to wywołałeś wilka z lasu – jak to jest z tymi inspiracjami – jak daleko sięgają i na ile są pomocne przy tworzeniu własnej muzyki? Ponoć najlepsze rzeczy tworzą ci, co niczego nie słuchają…

Tak, słyszałem, że Czesław Niemen kiedy tworzył nowe utwory niczego nie słuchał. Ja nie jestem jeszcze na tym poziomie, chociaż czasami muzyka mnie już denerwuje i mam jej przesyt, ale nie wiem czy to dobrze wpływa na tworzenie. W Popsysze bardzo ważna jest praca zespołowa – przynoszę pomysły, ale wspólnie decydujemy czy chcemy to robić i wspólnie nad nimi pracujemy. Każdy dodaje swoją specyficzną dla siebie „nutę”. Z mojej strony mogę tyko powiedzieć, że słucham prawie wszystkiego i często nie inspirują mnie rzeczy związane z rock’n’rollem. Chociaż oczywiście jest to podstawa. Ostatnio słuchałem Boba Dylana, czy Neila Younga, ale czy to słychać na „Popsutej”? Raczej wątpię… Oczywiście, słucham też wszystkich, post rockowych zespołów np. tego co robi Jack White itd., ale staram się nie kopiować pomysłów innych muzyków. Jest to bardzo trudne, mam jednak nadzieję, że Popsysze ma już swój rozpoznawalny „sound”.

Nowa płyta to dla mnie zdecydowanie większy konkret w stosunku do debiutu, ale też rzecz niesamowicie zróżnicowana. W zasadzie nie wiem, jak ją zdefiniować… Może mi pomożesz?

Już chyba w poprzednim pytaniu trochę o to zahaczyliśmy. Przy tworzeniu „Popsutej” mieliśmy założenie, żeby trzymać się początków hard rocka, stoner rocka i wszystkich współczesnych odwołań do tej muzyki. Na „Popstory” nie było też w ogóle przesteru – tutaj jest cały czas. Ale jak i w przypadku debiutu, długo nie wytrzymaliśmy w tej konwencji. Po jakimiś czasie musieliśmy zacząć trochę poszukiwać, wróciliśmy do bardziej rock’n’rollowo tanecznych form. Pojawiają się też kompozycje zupełnie nie związane ze stoner rockiem czy rock’n’rollem, ale podobały się nam te piosenki i chcieliśmy je nagrać. Niektóre utwory znalazły się na płycie, ponieważ rok temu zostaliśmy zaproszeni przez portal Nowe idzie od morza na festiwal Metropolia Jest Okey. Założenie było takie, że gramy z gośćmi. Zaprosiliśmy min. Guzika (Homosapiens, Flapjack) i Tomka Ziętka (Loco Star, Dick4Dick) i wyciągnęliśmy z repertuaru utwory, które najbardziej do nich pasowały. Mamy nadzieję, że zróżnicowanie na „Popsutej” bardziej pomaga niż przeszkadza.

Jak najbardziej. Podoba mi się, że obok mocnego rocka, są hendrixowskie odjazdy czy psychodeliczne mgiełki, jak w przypadku „Come On”, który skręca wręcz w stronę jazzu. Co Was pociąga bardziej – mocny, stonerowy riff czy właśnie te improwizowane tematy?

Bardzo ciężko jest to określić. Myślę, że każdy z nas czuje trochę inaczej, ja potrzebuję jednego i drugiego. Mocne riffy dają poczucie satysfakcji i jakiegoś „bezpieczeństwa”, ale nie ukrywam, że podczas grania największą przyjemność sprawia mi improwizacja. Przez to nasze koncerty są trochę inne. Dowodem na to był min. koncert z Damo Suzuki na SpaceFest 2012, który był od początku do końca wyimprowizowany, bez żadnej próby. Ale w Popsysze potrzebujemy jednego i drugiego.

Dochodzi wręcz do tego, że na nowej płycie są utwory, które brzmią jak zrobione w porywie chwili, na świeżo – np. „Oddycham” pewnie zrobiliście już w studiu – mam rację?

Nie, ale to dobrze, że takie masz wrażenie bo o to chodziło. Przed wejściem do studia nagraliśmy demo z 16 utworami, z których wybraliśmy 13. Tak się złożyło, że te bardziej „stoner” „hard” odpadły na rzecz min. „Oddycham”. Tak więc wszytko było zaplanowane. Muzyka na płytę została nagrana w 2 dni na tak zwaną setkę i może stąd poczucie takiej „chwilowości”, ale takie było założenie. Nie chcemy grac muzyki wygłaskanej, przesadnie dopracowanej, chcemy żeby była brudna i jak to dobrze ująłeś „chwilowa”.

Ale przy tym „nieugłaskaniu” udało się Wam także zrobić przebój – chodzi o kawałek „Rita”. To radiowy powerplayer jak nic. Liczycie na to, że gdzieś tam Popsysze uda się zaistnieć w eterze?

Mieliśmy też takie nadzieje przy debiucie, co się nie udało, więc nie mam już takiego nastawienia. Ale nie jest to dla nas najważniejsze – „Rita” to po prostu dobra piosenka i to wystarczy.

Popsysze - Popsute - cover

POPSYSZE Popsute (Nasiono Records) W zasadzie tu wcale nic nie jest popsute! Wręcz przeciwnie, następca Popstory to album jeszcze konkretniejszy, mocniejszy i ciekawszy od debiutu. Przede wszystkim chodzi o całość – „Popsute” to dzieło zamknięte i skończone, o bardzo określonej jakościowo muzyce, bazującej na konkretnym riffie, ale zerkającej również na inne poletka. Jeśli lubicie Aptekę czy Pogodno, Popsysze ma szansę pojawić się u Was w dobrym momencie. Z płyty emanuje luz, dobra zabawa, a kiedy trzeba, konkretne przyłożenie. Grupa montuje swoją muzykę na zasadzie „gramy rock’n’rolla, lubimy stoner, ale zerkamy też na poletko zwane improwizacją”. I w tym ostatnim elemencie upatrywałbym niezwykłości tej muzyki. Grupa często wychodzi od bardzo konkretnej, rockowej jazdy, by skończyć na improwizowanych rozjazdach („Biały Szum”, „Notatka” czy „Letko”), są też mocne, piaszczyste, choć raczej skłaniające się w stronę muzyki środka riffy, ale kiedy trzeba, zespół potrafi wykonać skok w bok. Np. kiedy zapodaje totalnie przebojowy temat „Rita”, który przy dobrych wiatrach mógłby nieźle pozamiatać w stacjach radiowych. Decyduje się na mocny flirt z psychodelią w „Come On”, „Łasi się” do Hendrixa, by wreszcie w zamykającym płytę „Oddycham”, wykazać się dużym luzem, na który stać chyba tylko kapele z 3M. Im dłużej słucham tej płyty, tym więcej kolorów wyłapuję. Poza tym, podoba mi się jej „zwyczajność”, fakt, że nikt tu nie sili się na wymyślanie prochu a jeśli już mamy do czynienia z zabawami, to najwyżej w polskojęzycznej warstwie lirycznej. Swego czasu na łamach Violence zachwycałem się płytami Superhalo i G.Wolf. Popsysze plasuje się tuż obok tych produkcji, choć jest jednak bardziej piosenkowy i tradycyjnie rock’n’rollowy w swojej naturze. Może dlatego ma większe szanse powodzenia wśród młodzieży, kto wie…

No dobra – jakie zatem macie oczekiwania wobec płyty? Często słyszę – „wystarczy nam jak zagramy parę koncertów„, albo „gramy dla siebie„. Co Wy odpowiecie?

Na pewno nie gramy tylko dla siebie i zrobimy to co możemy, żeby wypromować naszą muzykę. Już byliśmy na kilku koncertach premierowych, marcu i kwietniu jedziemy w następną małą trasę, wrócimy do tego po wakacjach. Pojawiły się też jakieś propozycje. Tak więc jest to dla nas ważne, żeby dotrzeć z naszą muzyką gdzie się tylko da. Oczywiście, nie utrzymujemy się z muzyki i to też rodzi pewne konsekwencje. Wracając do twojego poprzedniego pytania, bardzo bym się cieszył gdyby np „Rita” wypłynęła w rozgłośniach radiowych, ale nie myślimy w kategoriach „przebojów”, ale płyty, muzyki jako całości.

Skoro muzyka jest „po godzinach” to co , Panowie, robicie za dnia? Zdradźcie, co macie w „papierach”?

Każdy z nas robi co innego, Kuba tatuuje w Gdańskim studio Pandemonium, Sławek pracuje w Sopockiej Wyższej Szkole Psychologii Społecznej, ja pracuję w Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Gdańsku i min. prowadzę tam zespół Remont Pomp. Z tym zespołem razem z Mikołajem Trzaską i Mikiem Majkowskim wydaliśmy płytę pt: „Złota Platyna” i aktualnie pracujemy nad drugą płytą. Tak więc muzyka jest też częścią mojej pracy zawodowej.

Czyli nici z etosu rock’n’rollowca…

Niestety, żaden z nas nie potwierdza go w 100 %…

Wracając do płyty – elementem, który często jest ignorowany, a w Waszym przypadku ma – takie mam wrażenie – znaczenie są teksty. Nieco sojologizujące, momentami przyjemnie abstrakcyjne. To tylko dodatek do muzyki, czy staracie się nadać im znaczenie?

Co do tekstów, na początku zawsze jest muzyka, potem piszę tekst. Staram się, żeby miały jakąś treść i wagę, ale to też zależy od muzyki. Jak już zauważyłeś, muzyka jest bardzo zróżnicowana, teksty też i ciężko jest nadać im jakąś jedną, spójną myśl.

Podoba mi się okładka, bo sprawia wrażenie namalowanej a nie wygenerowanej na komputerze. Trafiłem czy wręcz przeciwnie?

Co do okładki trafiłeś – Kuba ją najpierw narysował, potem obrobił w komputerze a w zasadzie pomogła mu w tym Gosia Bielawska.

Powoli skończymy, co by czytelnika, nawykłego do smsów, nie zamęczyć. Na koniec odpowiedz na proste i banalne pytanie: jaka jest przyszłość muzyki?

To nie jest proste i banalne pytanie, ciężko jest mi to przewidzieć. Myślę, że z tak zwaną muzyką komercyjną będzie coraz gorzej. Nowe możliwości stwarza też Internet i ułatwienia związane z nagraniem i wydaniem płyty. Jest coraz więcej zespołów i będzie im bardzo ciężko się przebić. Wspomniany Internet to też możliwość eklektyzmu i mieszania gatunków i to też będzie się działo. Bardzo dużo fajnych rzeczy dzieje się w muzyce eksperymentalnej i improwizowanej i mam nadzieję, że ta ścieżka będzie się rozwijać. Reasumując – nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała muzyka w przyszłości…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Piotr Połoczański