PLANKS – początek lat 80 – tych…

Niemiecki Planks na razie nie zawojował polskich maniaków, jednak ich najnowsze dzieło, o którym jakiś czas temu pozwoliłem sobie kilka słów napisać, to udana mikstura mroku, black metalu, sludge i niemal gotyckiej atmosfery. Wszystko dokładnie wymieszane, tworzące solidną a momentami zaskakująco świeżą mieszankę. Słychać tu wpływy wczesnych lat 90 – tych, jest trochę noise i choć nie do końca zgadzam się z moim rozmówcą Ralphem, co do dekady, w której tkwią korzenie Planks, to i tak całkiem często wracam do płyty „The Darkest Of Grays”. Zapraszam, bo to kawał solidnego łojenia, dość mocno odstającego od standardów sceny punkowej, z której Planks się wywodzi.

Nie jesteście zbyt znanym zespołem w naszym kraju, dlatego na początek kilka słów odnośnie waszej historii?

Nasz zespół wystartował na początku 2007 roku, kiedy nasze poprzednie grupy się rozpadły. Chcieliśmy odejść trochę od stylistyki crusto’owej, jaka dominowała w naszych dotychczasowych poczynaniach. Chcieliśmy być bardziej elastyczni… Nagraliśmy razem demo, które bardzo spodobało się ludziom z wytwórni Narshardaa Records, którzy zgodzili się wydać materiał oficjalnie na LP. Nagraliśmy też materiał, który znalazł się na splicie z nowojorczykami z zespołu Tombs, z którymi się kumplujemy. Ten materiał ujrzał światło dzienne wkrótce po płycie i dzięki niemu pograliśmy z tym zespołem trochę koncertów. Mamy na koncie jeszcze jedną 7” a w październiku ubiegłego roku nagraliśmy materiał na drugą płytę „The Darkest Of Grays”, którą na świat wypuściła niemiecka wytwórnia Per Koro.

Nowa płyta pokazuje nieco inne, dopracowane i bardziej klarowne oblicze zespołu. Jakie są różnice między debiutem a „The Darkest Of Grays”?

Zależy nam na tym, by nie co odejść od zwyczajnej brualności i bardziej zręcznie operować dźwiękami. Wszyscy wyrastaliśmy na klasycznym sludge metalu, który w sumie trochę nas już zmęczył. Jesteśmy za to wielkimi fanami dobrego popu i chcemy pisać prawdziwe piosenki. Bardzo ważny stał się dla nas melodyczny aspekt kompozycji. Słuchamy np. sporo mrocznego black metalu i bardzo podobają nam się takie ciemne, melodyjne klimaty. I wszystkie te fascynacje, odkrycia staramy się wprowadzać do naszej muzyki. Nowe piosenki brzmią inaczej a jednak ciągle jak Planks…

Bardzo podoba mi się obrazek zdobiący nową płytę – bardzo dobrze odzwierciedla muzykę. Kto przygotował te malunki?

Chcieliśmy mieć obrazek dopasowany do konceptu płyty. Miałem okazję zrobić zdjęcia w Alcatraz i nasz kumpel Hassan Haider (jest też wokalistą w fajnym zespole hc – Pasty O’Hara) stworzył ten obraz. Sprawdźcie gościa na jego stronie canthaid.org…

Powiedz coś na temat tekstowej strony nowej płyty – jak podchodzicie do tej formy ekspresji – jakie miejsce zajmują kwestie ideologiczne w waszym zespole?

Jako, że jesteśmy zespołem trzyosobowym, głos, partie wokalne mają niebagatelne znaczenie w tworzeniu całości przekazu. W pewnym sensie taki skład jest ograniczeniem, dlatego musimy wykorzystywać wszystkie jego możliwości. Stąd też teksty są tak samo ważne jak muzyka. Jestem odpowiedzialny za teksty i mają one wszystkie autobiograficzny wydźwięk. Jeśli ktokolwiek ma jakieś pytania na ten temat, może słać je do mnie na adres walkingonplanks@gmail.com

Nowe piosenki mają prostsze konstrukcje i zdecydowanie bardziej surową atmosferę. Chcecie zbliżyć się za sprawą tego albumu do początków lat 90 – tych?

Ha, całkiem sporo ludzi twierdzi podobnie, ale ja chcę nas raczej widzieć w początkach lat 80 – tych… Słucham sporo rzeczy w stylu post punkowym, wczesnych, gotyckich klimatów w stylu Joy Division, Bauhaus, The Cure, Asylum Party czy Sisters Of Mercy. To są moje klimaty, emocje i ta zimna melodyka, która pojawia się w moich nagraniach z tego okresu pochodzi. Oczywiście, nie zapominamy o black metalu z jego najważniejszymi atrybutami – surowością, zimnem, mrokiem, zmiksowanym z prostotą, czy nawet prymitywizmem.

Może teraz kilka słów o waszej aktywności koncertowej. Jakie miejsca i koncerty wspominacie najlepiej, a gdzie raczej wracać nie chcecie?

Wszyscy w zespole mamy miejsca i koncerty, które lubimy i takie, o których wolelibyśmy zapomnieć. Mogę powiedzieć, że zagraliśmy chyba ze dwa koncerty, które były naprawdę gówniane, ale nie ma co mówić, gdzie miały miejsce. Z tych fajnych na pewno zawsze będziemy pamiętać o koncertach w Freiburgu. Graliśmy tam dwa razy i obydwa występy były niewiarygodne. Ludzie wrzeszczeli, żebyśmy zagrali bisy, prosili o konkretne piosenki! To było za każdym razem totalne szaleństwo…

Kilka słów na temat planów – czego możemy spodziewać siew najbliższym czasie z Waszej strony?

Przygotowujemy nowe wydawnictwo – to będzie jednostronicowa 12”, którą w lutym wyda niemiecki label Institut Fur Mentale Hygiene. Promować płytkę będziemy na corocznym spędzie Frostpunx Picknick. Potem czeka nas kilka weekendowych koncertów, no i letnie festiwale. Pracujemy ciągle nad rozkładem zajęć, na razie jednak nie ma my przygotowanej żadnej dłuższej trasy.

Czym zajmujecie się poza zespołem – praca, rodzina – jak wygląda typowy dzień muzyków z zespołu Planks?

Typówka – wstajemy robimy, co mamy do zrobienia i kładziemy się znowu do łóżek (śmiech…). No więc tak – Benny studiuje i oprócz Planks gra w fantastycznym zespole crust’owym Gunmob. Frank pracuje na pełny etat a ja jestem nauczycielem w gimnazjum. Wszyscy staramy się studiować, ale aktualnie pochłania nas praca, a kiedy nie jesteśmy zajęci, staramy się wykorzystywać jak tylko można każdą chwilę, by pojechać na koncerty czy w trasy.

Kilka słów na koniec do polskich maniaków ekstremalnych dźwięków…

Kiedy graliśmy w Polsce w 2009, nikt nas nie znał, oprócz może kilku osób. Mamy nadzieję, że to się zmieni, jeśli wrócimy do was ponownie. Będziemy grać w tym roku na festiwalu „Nagel Mit Kopfen” w Zittau. To bardzo blisko granicy z Polską. Przyjdźcie posłuchać i przybić piątkę. Dzięki za wywiad i jeśli ktoś ma jakieś pytania, może spokojnie zwrócić się do nas drogą mailową. Trzymajcie się!

Rozmawiał Arek Lerch