OUTRE – Jesteśmy zwierzętami przeklętymi przez samoświadomość

Wydany niespełna tydzień temu debiut OUTREGhost Chants zdążył już sporo namieszać w muzycznym światku. Zamieszanie to przyczyniło się do opóźnień w planach wywiadowczych. Jednak po długim czasie oczekiwania wreszcie jest. Rozmowa z założycielem, kompozytorem i „mózgiem” całego przedsięwzięcia – Damianem Igielskim. O wrażeniach, zmianach, planach i … śmiertelności.

Cześć Damianie. Premiera debiutanckiego albumu Outre za nami. Pojawiło się już sporo recenzji. Czy poza tym dotarły już do Ciebie jakieś opinie? Ciekawa też jestem, czy Ty sam jesteś w pełni zadowolony z tego co stworzyłeś wraz z kompanami z Outre?

Damian: Bardzo ciężko odpowiedzieć na to pytanie; z jednej strony wiem, że nagraliśmy album najlepszy jaki mogliśmy w tamtym okresie, z drugiej strony po czasie zaczynam dostrzegać miejsca, które mogliśmy zrobić trochę inaczej, niekoniecznie lepiej, po prostu inaczej… mowa tutaj raczej o aranżach i motywach niż o produkcji. Taki już jestem, że po czasie mam ochotę wyrzucić wszystkie utwory i zacząć od nowa. A co do opinii to na razie naprawdę mało osób spoza branży miało okazję usłyszeć cały album – opinie recenzentów są raczej pozytywne, ale wiadomo, że płyt nie nagrywa się ku uciesze redaktorów i bdb kolegów. Poczekamy i zobaczymy.2 (1)

W Outre sporo zmian personalnych. Rok temu wasze szeregi opuścił Wiktor, były basista, niedawno pożegnaliście Andrzeja, byłego już wokalistę. O powody pytać nie będę, bo skoro dotychczas nie obwieszczaliście światu o co poszło, zapewne ma tak pozostać (chyba, że chciałbyś coś na ten temat powiedzieć). Zastanawiam się jednak jak Ty, jako jeden z założycieli i osób posiadających od początku jakiś konkretny zamysł i cel istnienia zespołu, oceniasz te zmiany?

D: Wiktor odszedł z zespołu ponieważ nie mógł pogodzić grania w kapeli, koncertowania, regularnych prób itd. z bardzo poważnymi zobowiązaniami „pozamuzycznymi”. Spotkaliśmy się jakiś czas temu na koncercie, pogadaliśmy i w ogóle mu się nie dziwię – to jest bardzo poukładana osoba, koleś ma konkretny plan na życie i skrupulatnie go realizuje. Chapeau bas. Co do Andrzeja to naprawdę nie trzeba być Sherlockiem, żeby wpaść na to dlaczego został wyrzucony. Przemilczę ten temat, bo coraz fajniej mi się czyta niektóre wypowiedzi w sieci. W ostatecznym rachunku zmiany wyszły chyba zespołowi na dobre – Marcin, który zastąpił Wiktora, jest świetnym basistą i bardzo mi pomaga w sprawach organizacyjnych a Stawrogin wokalnie rozłożył nas na łopatki. Same plusy.

Po wspomnianym ostatnim rozstaniu z charyzmatycznym wokalistą zapewne sporo z Waszych fanów (w tym przyznaję z ręką na piersi, także ja) obawiało się co to teraz będzie, czy uda się zachować Outrowskiego ducha bez jednego z założycieli. Ci co słyszeli płytę wiedzą już, że obawy te były bezpodstawne, Ci co dopiero usłyszą, niebawem się dowiedzą. O wokalach z tej płyty można by napisać co najmniej kolejnych 7 pieśni, z tym, że pochwalnych. Zwerbowaliście Stawrogina, wybór jak się okazuje doskonały, choć wiem, że nie była to pierwsza osoba poproszona o współpracę. Mógłbyś przybliżyć kilka faktów, jak do tego doszło?

D: Nie za bardzo rozumiałem te obawy, ponieważ muzykę w Outre pisałem i piszę od początku do końca ja. Jasne – wokalista to bardzo ważna pozycja w zespole, ale nikt chyba nie spodziewał się, że w tej roli pojawi się jakaś nieodpowiednia osoba? Gdybyśmy nie znaleźli kogoś na odpowiednim poziomie to szukalibyśmy dalej, przesuwając oczywiście premierę płyty. Ze Stawroginem spotkaliśmy się na koncercie Celtic Frost/Bolzer/Massemord, Marcin zamienił z nim kilka zdań, dał mu płytę z nowymi utworami i jakoś poszło – efekt już znasz i możesz ocenić sama. Współpraca była niewiarygodnie bezproblemowa… na każdej płaszczyźnie; nawet technicznej. W dalszym ciągu jestem pod wrażeniem linii wokalnych, które – śmiało można powiedzieć, przeniosły cały album na wyższy poziom.

Jeszcze słów kilka o popisach wokalnych, ponieważ to właśnie one były dla mnie największym „szokiem” (w jak najbardziej pozytywnym aspekcie tego słowa) przy pierwszym kontakcie z Waszym debiutem. Zdajesz sobie za pewne sprawę, że to, co Sz.P. Stawrogin zaprezentował na płycie, jak wspomniałeś, wynosi Outre na wyższy poziom. Jednak z tego co mi wiadomo, współpraca ta nie jest ustalona „na stałe”. Ponoć Stawrogin zasilił Wasze szeregi doraźnie. Czy prowadziliście już jakieś rozmowy dotyczące dalszej współpracy? Czy może niebawem Outre znów stanie przed trudem szukania jego zastępcy? A domyślam się, że nie byłoby to łatwe zadanie, bo przeskoczyć poprzeczkę, którą postawił będzie niezwykle trudno.

D: Deal był tylko na nagranie płyty – Stawrogin ma co robić, jest stałym członkiem kilku większych kapel i od początku zakładaliśmy, że może nie mieć czasu występować z nami na żywo. Wyjątek stanowić będzie najbliższy koncert w Katowicach ze Svartidaudi, Emptiness i Antediluvian, na który oczywiście zapraszam. Czy będziemy szukać zastępcy? Wątpliwe. Czas pokaże, ale już teraz wiem, że raczej nie będziemy szukać nikogo na zewnątrz – robię się coraz starszy i mam coraz mniej cierpliwości dla brylujących w towarzystwie gwiazdorów. Być może poprzeczki postawionej przez Stawrogina w ogóle nie trzeba będzie przeskakiwać, czas pokaże.

Pieśni duchów – bo tak można tłumaczyć tytuł najnowszego krążka to siedem utworów, niezwykle gęstych, dusznych, mrocznych, wręcz obłąkanych. Jeśli słychać tam duchy, to te z dziewiątego kręgu piekieł, do czego niewątpliwie przyczynił się wspomniany już kilkukrotnie wokalista. Wasz debiut wydaje się odcinać przypiętą dotychczas do zespołu łatkę post-black metalu, bo bardziej ociera się (dzięki obłąkanym wokalizom) o awangardę, muzycznie natomiast to ucieczka od długich „postowych” kompozycji w stronę nietuzinkowego, urozmaiconego, ale nadal klarownego i siarczystego blacku. A mimo to jest to chyba najbardziej Outrowski materiał. Ciężko jednoznacznie sklasyfikować dźwięki na „Ghost Chants”. Może pomożesz i powiesz, jak Ty określiłbyś wasze poczynania? Lub też jaki był pierwotny zamysł w tej kwestii?

D: Black metal. Takie „Ordo ad Chao” jest we „współczesnym” rozumieniu awangardą, ale chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie nazywał Mayhem zespołem avantgarde/ritual/black metalowym? Przyznam szczerze, że tag post-black metal był dla Outre krzywdzący. O ile w przypadku naszego splitu z THAW trochę rozumiałem wrzucanie nas do tej kategorii (Kether/Water) o tyle jeśli chodzi o „Tranquility”, zupełnie nie miałem pojęcia skąd się to wzięło. Tag przylgnął do nas na tyle skutecznie, że nawet po wrzuceniu do sieci numerów z nowej płyty, niektóre serwisy pisały o nas jako o „post-black metalowcach” z Krakowa. Nie muszę chyba mówić, że na „Ghost Chants” tego post metalu po prostu nie ma… Tak nawiasem mówiąc to z Krakowa też za bardzo nie jesteśmy – jedyną osobą stricte z Krakowa jest Mateusz.

Jako główny kompozytor przybliż proszę, jak tworzy się tak dobre kawałki? Mozolna praca, szlifowanie riffów, a może wena, chwila i gotowe? Czy muzycznie Outre to nadal głównie twoja wizja, a reszta kapeli jedynie ją doskonale realizuje, czy może mieli udział w tworzeniu kompozycji, które słyszymy na krążku?

D: Jeśli chodzi o kompozycję utworów to od czasów „Tranquility” właściwie nic się nie zmieniło – w dalszym ciągu to ja jestem odpowiedzialny za pisanie całości muzyki. Z tą jedną zmianą, że nie nagrywam już wszystkiego sam. Co do samego procesu, raczej staram się nie robić niczego na siłę; jeśli danego dnia pisanie mi nie idzie, po prostu odpuszczam. Nie mamy i nie będziemy mieć wielkiego kontraktu na plecach, który zobowiązuje nas do wypuszczania nowego albumu co 2 lata, więc do pewnych kwestii podchodzimy na luzie.

Za brzmienie debiutu odpowiedzialny jest M. z No Solace. Trzeba przyznać, doskonałe brzmienie, gęste ale i selektywne, dzięki czemu muzyka zyskuje odpowiednio dużą przestrzeń nie tracąc na ciężarze. Czy był to dla Ciebie wybór oczywisty, czy może tylko jedna z opcji?

D: To był tzw. „plan maximum”. Nie za bardzo wiem, komu jeszcze bez żadnych obaw moglibyśmy powierzyć produkcję płyty; M. doskonale wie o co w tej muzyce chodzi, sam nagrał i wyprodukował bardzo dużo świetnych albumów i na dodatek w dalszym ciągu podchodzi do tematu ze sporym zaangażowaniem. Współpraca była wzorcowa, z efektu jesteśmy bardzo zadowoleni – wszystko odbywało się bardzo profesjonalnie, ale bez przesadnej pompy.

Jesteśmy zwierzętami przeklętymi przez samoświadomość

Jesteśmy zwierzętami przeklętymi przez samoświadomość

Skoro wspomnieliśmy wcześniej o muzycznym aspekcie „Ghost Chants” – jak znajdujesz częste porównania do chociażby Behemoth, czy Deathspell Omega (osobiście dziwię się temu pierwszemu, drugiemu znacznie mniej)? Czy rzeczywiście te kapele są dla Ciebie wyznacznikami jakości, inspiracjami?

D: Porównanie do Behemotha było chyba trochę konieczne z punktu widzenia promocji na zachodzie, bo pojawia się ono jak na razie tylko w prasie zagranicznej – faktem jest, że np. w USA szerzej znane są tylko dwie polskie kapele: Behemoth i Vader. Łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie, do której z nich bliżej jest Outre. Osobiście lubię Behemoth do „Zos Kia Cultus” włącznie, ale nie byli oni żadną inspiracją przy pisaniu „Ghost Chants” i moim zdaniem nic w tej muzyce z Behemotha nie ma. Jeśli chodzi o DsO to ludzie chyba ostatnio odkrywają ten zespół na nowo, bo coraz chętniej porównuje się różne zespoły do rzeczonych Francuzów. Czasem zupełnie bez sensu. Czy w przypadku „Ghost Chants” to jest porównanie trafne? Chyba tak. Jest parę momentów, które brzmią jak DsO, ale jest też parę momentów, które brzmią jak Marduk i kilka brzmiących jak Cult of Luna. Jeśli ludzie znajdują w tej muzyce punkty styczne z dokonaniami DsO to w zasadzie powinno mnie to cieszyć, nie?

Skoro o inspiracjach mowa – czego na co dzień słuchasz? Czy są to głównie dźwięki z nurtu tych ekstremalnych, a może należysz do „otwartych muzycznie umysłów”? Co byś odpowiedział komuś, kto zada pytanie: Damian, no ale konkrety, co Cię rozłożyło na łopatki, zespół, płyta, która była bodźcem, prawdziwym objawieniem?

D: Słucham bardzo różnej muzyki, ale niekoniecznie epatuje tym na FB. Uwielbiam klasyczny rock progresywny, ambitniejszą elektronikę, fusion itd. Z nowszych albumów; na łopatki rozłożyli mnie panowie z Artificial Brain – grają takie połączenie Gorguts i Demilich. Przypomniałem sobie niedawno płytę „666” zespołu Aphrodites Child i wygląda na to, że Vangelis i Demis Roussos czcili szatana. Bardzo często wracam do Pata Methenyego i Isengard.

Poza-dźwiękowy aspekt płyty – a więc okładka, również prezentuje się wyśmienicie. Jej autorem jest znany w środowisku Robert A.von Ritter, z którym współpracowaliście już w przypadku grafiki na koszulki. Czy jego artystyczna wizja muzyki Outre w pełni Ci odpowiada? Czy można pokusić się o stwierdzenie, że znaleźliście „swojego” ilustratora, z którym chcielibyście współpracować w przyszłości?

D: Nie wiem czy znaleźliśmy ilustratora na pełny etat, ale faktem jest, że prace Roberta bardzo nam się podobają i idealnie pasują do muzyki, którą gramy. Artystycznie to jest najwyższa półka. W ogóle współpraca z Robertem wygląda bardzo fajnie; nigdy nie ma problemów z terminami, wszystko jest dogadane wcześniej, efekty jakie są każdy widzi. Bardzo lubię działać z takimi konkretnymi ludźmi.

Wróćmy na chwilę do ep-ki „Tranquility”, a więc tej, której echa słyszymy na „Ghost Chants”. Wydana w ilości zaledwie stu sztuk, na dziś dzień jest nieosiągalna. Sporo osób zapewne pluje sobie w brodę, że przegapiło kupno tego „rarytasu”. Nie myślałeś o ponownym wydaniu tegoż ku uciesze spóźnialskich?

D: Myślałem wielokrotnie, ale wszystko zawsze rozbijało się o politykę. Dwa fakty blokują teraz ponowne wydanie „Tranquility” – pozwolę je sobie przemilczeć, bo nie są to miłe tematy. W każdym razie nie zapowiada się abyśmy wznowili ep-kę mimo tego, że w dalszym ciągu dostaję pytania o możliwość kupna fizycznej wersji. „Tranquility” jest dostępne w wersji elektronicznej z naszego bandcampa, kto chce może sobie ściągnąć za darmo. Koniec pieśni.

Nie byłabym sobą, gdybym nie podpytała o teksty. Pisane „od nowa” przez (o ile dobrze mi wiadomo) LTH. Trzeba przyznać, że czasu chyba nie miał zbyt dużo, a mimo to idealnie oddał werbalny, metafizycznie-obłąkańczy klimat „pieśni”. Czy jako założyciel i główny trzon zespołu ingerujesz w ten aspekt? Mówisz: to ma być o tym i o tym, to tak, a to inaczej? Czy warstwa tekstowa ma dla Ciebie jakieś znaczenie, czy to jedynie „uzupełnienie” muzycznej wizji?

D: Nigdy nie ingerowałem w warstwę tekstualną, nie inaczej było i tym razem. Marcin od początku miał wizję przewodnią tekstów i naprawdę nierozsądnie byłoby bawić się w dzikiego edytora. Nie było zresztą takiego powodu – bardzo podoba mi się to co napisał a fakt, że zrobił to w dość ekspresowym tempie sprawia, że jestem pod tym większym wrażeniem. Teksty są dla mnie uzupełnieniem wizji muzycznej, może podchodzę do tego tematu trochę po macoszemu, ale dla mnie zawsze najważniejsza będzie muzyka.

Liryki ukazują świat z perspektywy tytułowych (żywych) duchów. Ziemia zdaje się być w nich miejscem gdzie umowne „piekło styka się z niebem”, areną błądzenia tych „dusz”, szukających zbawienia bez pomocy bogów. Czy dobrze rozumiem, że mowa tu jednak nie tyle o bytach astralnych, co o człowieku, jego metafizycznej samotności i świadomości nieistnienia sił wyższych?

D: Dokładnie tak. „Ghost Chants” jest wyrazem tej strasznej pewności, że tym co nas niechybnie czeka jest dół w ziemi.

Skoro tematyka śmierci, skoro pieśni duchów, zastanawia mnie, czy wierzysz w duchy? W jakieś niematerialne byty współistniejące z tym co rzeczywiste? A może istnieje jedynie „tu i teraz”?

D: Wierzę, że istnieje tylko świat materialny. Jesteśmy zwierzętami przeklętymi przez samoświadomość i jako zwierzęta podlegamy sprawiedliwym prawom natury. Jednym z nich jest śmierć. Bardzo ciężko jest nam się pogodzić z tym prawem, żyjemy tak jakbyśmy nigdy nie mieli umrzeć, ale wystarczy przez chwilę się zastanowić nad śmiercią, spróbować zrozumieć jej istotę żeby poczuć trwogę. Trwoga jest ośrodkiem motywacji naszego życia, trwogą jest świadomość nieuniknionej śmierci. Trwoga popycha nas do działania.

Na maj planujecie koncert w doborowym towarzystwie. To potwierdzony gig, na którym Outre ma wystąpić ze Stawroginem. A co dalej? Macie jakieś bardziej sprecyzowane plany dotyczące występów na żywo? Czy nowy wokalista zasili wasze szeregi również w reszcie planowanych sztuk?

D: Po majowym koncercie pasujemy na chwilę. Opóźnienie płyty, niestety, zamknęło nam drogę na kilka większych festiwali, więc lato przesiedzimy w salce prób ogrywając nowe numery. Jesienią ruszymy w trasę, ale na tym etapie jest za wcześnie by zdradzać szczegóły. Powiem tylko, że zestaw kapel może być długo dyskutowany na masturbatorskich forach i śmiesznych zamkniętych, fejsbukowych grupach.2 (2)

Skoro jesteśmy przy temacie grania na żywo. Udzielasz się także w Arkonie. Niby zarówno Outre, jak i Arkona grają black metal, jednak są to zupełnie różne rewiry tej muzycznej przestrzeni. Ciekawa jestem, czy w ogóle i jeśli tak, to jakie główne różnice dostrzegasz w odbiorze koncertów we wspomnianych zespołach?

D: Didaskalia: pamiętam jak dawno temu pierwszy raz usłyszałem płytę „Bogowie Zapomnienia” Arkony – mózg mi eksplodował. Wracając: różnica w odbiorze jest zasadnicza; na naszych koncertach ludzie stoją z założonymi rękami, na koncertach Arkony się po prostu dobrze bawią. Muszę przyznać, że dużo lepiej gra się koncert jeśli widać jakieś zaangażowanie ze strony publiki; dużo zależy też od zestawu kapel, które grają danego wieczoru. Jeśli wśród publiczności większość stanowią chłopcy z modnymi fryzurami to wiadomo, że pod sceną raczej niewiele się będzie działo.

Chyba trochę za wcześnie pytać o następców „pieśni duchów”, bo płyta dopiero co miała swoją premierę, tak więc może powiesz, co chciałbyś osiągnąć razem z zespołem? Jakieś bardziej konkretne cele, lub abstrakcyjne marzenia dotyczące działalności zespołu?

D: Chciałbym jeździć Audi A5 kupionym za „zespołowe”. Mam tylko jedno marzenie; żeby to co robię teraz, nigdy mi się nie znudziło. Chciałbym za 20 lat dalej pisać muzykę i grać koncerty. Nie mówię oczywiście o „wielkim powrocie”, który nikogo nie będzie interesował.

Ok. Dziękuję pięknie za poświęcony czas i odpowiedzi na moje przydługawe pytania. Ostatnie słowo należy do Ciebie…

D: Dzięki za wywiad.

Rozmawiała Justyna Bochenek

Zdjęcia: archiwum zespołu