ODRAZA – Na krawędzi czerni

O tym, że Odraza zdobyła szturmem polskie domy pisać nie muszę, bo każdy, kto usłyszał choć raz plugawe pieśni z Esperalem Tkane zgodzi się bez wahania. O tym, że jest to kolejny projekt zaprzeczający jednowymiarowości krajowej, metalowej sceny, też zainteresowani wiedzą. Okazuje się jednak, że to dla Odrazy za mało; zespół niedawno popisał się płytą Kir, będącą zapisem występu na terenie krakowskiej Fabryki Oskara Schindlera „Emalia”. Eksperyment? Wyzwanie? Próba ubrania zapijaczonego menela w garnitur? Na pewno jest to niejednoznaczne świadectwo dużych aspiracji, pomysłowości i braku kompromisów – Odraza ma wszystkich głęboko gdzieś i po prostu robi swoje. A że robi to bardzo sugestywnie, po raz kolejny zaskakując słuchacza, czas zasięgnąć informacji u źródeł, czyli u samego imć Stawrogina…  

Czy historia Oskara Schindlera dzisiaj, kiedy stoimy w obliczy swego rodzaju najazdu „obcych”, może być czymś w rodzaju wyrzutu sumienia dla narodu, który buntuje się przeciwko przyjmowaniu imigrantów?

Witam. Nie mam pojęcia. Oskar Schindler nie był niepokalany, w obliczu tragedii miał swój epizod znieczulicy. Zamieszanie informacyjne wokół tematu sprawia, że nie wypowiem się ex cathedra. Problem na pewno ma kontekst wielopokoleniowy i jako taki musi być rozwiązywany, tymczasem większość entuzjastów upatruje remedium kryzysu w doraźnych rozwiązaniach. We Francji radykalizacja ludności tego kręgu kulturowego nastąpiła na piętrze trzeciego pokolenia od momentu migracji – biorąc pod uwagę obecne nastroje w Europie, spodziewać należy się tego, że u nas nastąpiłoby to szybciej. Nie mam pojęcia jaka jest wola narodu, jeśli jednak referendum w tej sprawie wykazałoby, że nie życzymy sobie tych ludzi na naszych ulicach, należałoby to uszanować, nawet jeśli pół Europy wlewałoby nam krew ofiar syryjskiej wojny w gardła. Nasze narodowe uprzedzenia, obawy i ostatecznie wolę oceni historia, wychowywanie w tym względzie społeczeństwa, czy też stawianie go przed faktami dokonanymi uznaję za absurd.

Jakie są Twoje osobiste odczucia względem tej historii? Czy przyjmując propozycję zagrania w tym miejscu kierowałeś się – no właśnie, czym? ChęciąDSC_0004 sprostania wyzwaniu? Nadzieją, że dzięki temu Odraza na salony wprost z zaplutego zaułka?

Występ odbył się w Emalii, jednak „Kir” ma tematycznie z budynkiem niewiele wspólnego. Nie opowiadaliśmy dźwiękami perypetii Schindlera, czy też konkretnej grupy osób. Zależało nam na charakterze możliwie uniwersalnym – do dyspozycji oddano nam przede wszystkim ponure i niewyraźne ujęcia wielkiego potwora sprzed niemalże wieku – obozu koncentracyjnego. „Kir” jest o tym stworzeniu, a także o człowieku w jego brzuchu. Klamrą jak w wypadku debiutu jest Kraków, jednak naszym celem nie było tworzenie rekonstrukcji historycznych. Projekt stanowił oczywiście wyzwanie – godziliśmy motywy metalowe z muzyką ilustracyjną, mając w dodatku na względzie, że realizujemy zlecenie – odbiorca nie mający pojęcia o metalu miał odczuwać absolutny brak nadziei, a nie walczyć ze stroną formalną występu.

Przyznam, że zastanawiałem się, jak doszło do tej kolaboracji? Bo przecież organizatorzy musieli widzieć podstawową wersję okładki „Esperalem Tkane”…

Główni organizatorzy prawdopodobnie nie widzieli okładki debiutu, stanowiliśmy grupę wykonującą tzw. muzykę współczesną, nie występowaliśmy jako Odraza. W wydarzenie zaangażował nas kolega, który jest jednocześnie pracownikiem muzeum – miał świadomość, że potraktujemy temat poważnie. Ponadto doskonale rozumie, czym podyktowana jest zarówno treść muzyczna, jak i okładka „Esperalem Tkane”.

„Kir” jest dla mnie doskonałym dowodem na wszechstronność metalowej sceny, pomijam przymiotniki (black, death itp.). Jasne, nie jest to nic nowego – Metallica grała z orkiestrą, Entombed występował w operze. Mimo to, ciągle takie kolaboracje budzą moje zdziwienie – jeśli możesz to zdradź: czy „Kir” to szczyt jeśli chodzi o przesuwanie granic, czy szykujecie jeszcze większe zaskoczenia? Zdzierżymy to?

Nic nie szykujemy, nie planujemy niczego przekraczać ani nigdzie zmierzać.

Odraza miała być jeno projektem – skąd decyzja o wyjściu z cienia sal i piwnic? Jednak odrobina próżności?

Dziwnych czasów dożyliśmy skoro wyjście ze swoim repertuarem na scenę uznawane jest w pierwszej kolejności za wyraz próżności. Oczywiście, nie twierdzę, że jesteśmy w tym względzie nieprzeciętnie cnotliwi, nasze stanowisko w temacie grania koncertów jest jednak niezmienne – proponuję postrzegać ten występ jako… formę rejestracji utworu „Kir”, gdyż tym w rzeczy samej jest. Powiem więcej, właśnie to wyraźnie określa Odrazę jako projekt – nie zamierzamy nadawać jej cyklu życia regularnego zespołu.

Cieszę się, że żyję w czasach, kiedy eklektyzm stał się dominującą cechą na scenie muzycznej, co szczególnie widać w muzyce ekstremalnej. Z drugiej strony – nie masz wrażenia, że poszukiwanie nowości, zaskoczeń i wyzwań zaczyna być coraz bardziej histeryczne, desperackie?

Eklektyzm był obecny zawsze, choć inna była jego dynamika – obecnie w jednej chwili możesz poznać głębokie podziemie zupełnie odległych od siebie gatunków muzycznych, a następnie inkorporować te wpływy do własnej muzyki. Postęp techniczny, który Ci to umożliwia pomaga także dostrzec w jak głębokiej dupie jesteś, jeśli chodzi o innowacyjność własnych pomysłów. Nie zaprząta mi to głowy, na końcu bowiem i tak obroni się muzyka dobra – innowacyjność może, ale nie musi być jej funkcją. Zmęczenie eksperymentem nasila się u mnie z wiekiem, wszystkie formy wydają mi się zupełnie wyeksploatowane – właśnie w takich momentach odpalam „A Blaze in the Northern Sky” z komentarzami Fenriza i liczę, jak często riffy i aranże tej płyty podsumowuje dwoma słowami: Celtic Frost.

Na krawędzi czerni

Na krawędzi czerni

Zatrzymajmy się na moment przy samej kompozycji – jak powstawał ten numer? Improwizacja, intuicja? Czy może dokładne przejście przez każdą, zaaranżowaną minutę? Pytanie o tyle istotne, że w projekcie wzięło udział kilku dodatkowych muzyków – były próby, czy postawiliście na spontan i chęć zaskoczenia samych siebie?

Improwizacja była metodą komponowania we wczesnym stadium – pracowaliśmy wówczas we dwóch – zdarzało się nam odjeżdżać w piwniczny smród, grzebaliśmy w czerni – to wówczas narodziła się większość muzycznych tematów, które stanowiły zadatek „Kir”. Utwór został następnie konkretnie zaaranżowany, co podkreśliliśmy montażem wizualizacji. Adekwatny odbiór całości przez widzów uzależniony był zatem od bezbłędnego odegrania kompozycji w ramach obranego tempa. Oznaczało to konieczność przeprowadzania prób; poza utrwalaniem całości mieliśmy okazję dokonać kilku zmian aranżacyjnych oraz dopracować pracę sekcji rytmicznej. Zależało nam na stworzeniu muzycznego pejzażu przy jednoczesnej dbałości o jakość kompozycji. Planowaliśmy publikację, a ta nie pozwalała nam na niedociągnięcia, które mogłyby pozostać niezauważone podczas występu. Z perspektywy czasu uznaję całe przedsięwzięcie za umiarkowanie udane. Głównym wrogiem był ścigający nas termin i w efekcie konieczność podejmowania wielu decyzji w oparciu o intuicję, zdecydowanie wolę racjonalnie ważyć jakość swojej muzyki.

Jak reagowała publiczność? Był szok? Zniesmaczenie itp.? Jako ciekawostkę wyciągnę z mojej pamięci koncerty Kobong, który to zespół grał jako dodatek do premierowych projekcji film „Trainspotting” i reakcje publiczności, były… co najmniej dziwne… Jak było u Was? Czułeś tremę?

Na koncert przybyły zarówno osoby, którym nieobca była konwencja prezentowanej muzyki, jak i ludzie z nią niezaznajomieni. Ekscesów nie odnotowałem. W moim odczuciu panowała wręcz atmosfera ciszy i skupienia, która udzielała się także po występie, gdy rozchodzono się do domów. Tak, zawsze czuję tremę, gdy ląduję na scenie w roli gitarzysty.

Przyznam uczciwie, że w ostatnich latach coraz częściej metal w swojej tradycyjnej formie raczej mnie męczy i jednie takie zespoły jak Odraza, które potrafią wyjść poza nawias, przed szereg, są inspirujące: czy jest w Waszym działaniu jakaś premedytacja, chęć złamania kanonu? Gdzieś tam, w głębi, bo przecież na zewnątrz dominuje arogancja i powtarzanie, że „mamy wszystkich gdzieś…”.

Ależ my mamy wszystkich gdzieś, pozą byłoby oczywiście traktowanie odbiorców wrogimi spojrzeniami z fotograficznych sesji, czy odgrażanie się w wywiadach. Nie jesteśmy od nikogo wyżej, istotą projektu u jego zarania było znalezienie się zarówno w pozycji twórcy, jak i odbiorcy tej muzyki. W efekcie wspomniane przez Ciebie łamanie kanonu, jeśli w ogóle ma miejsce, nie wynika z wielkich rozważań, a jest po prostu naturalną konsekwencją takiej postawy – dotykamy naszych codziennych bolączek, w gruncie rzeczy to one bowiem stawiają nas na krawędzi czerni. Na pewno jednak nie chcemy być uniwersalni, w tym sensie mamy wszystkich gdzieś – w dupie mamy to, co ich boli. Ostatnio rzesze Polaków wybrały się na cmentarze, rozpalają znicze, panuje względna zaduma – jak wielu dopada namacalna świadomość tego, co dzieje się kilka metrów pod marmurami? My chcemy dotykać właśnie tej świadomości.DSC_0043

Dochodzimy tu do momentu, kiedy paść musi pytanie – zaskoczył Was fakt, że Odraza ma takie dobre przyjęcie? Przecież jesteście wymieniani jako jeden z najciekawszych zespołów, wywodzących się z metalowej sceny? Każdy hipster musi wiedzieć kim jesteście…

Skala pozytywnego przyjęcia była dla mnie zaskakująca. Przyjemnie wiedzieć, że kod, którego używamy, jest zdatny do odczytania nie tylko dla nas.

Czy w związku z sytuacją, zamierzacie na stałe rozszerzyć skład, czy to był jednorazowy „wybryk”?

Nie ma mowy o rozszerzaniu składu, nigdy nie ulegnie on zmianie.

I w tym samym temacie – skoro „Kir” zebrał aplauz, będzie coś w rodzaju kontynuacji takiego kierunku w Waszej muzyce czy raczej wracacie do zaplutego zaułka, gdzie rządzi parszywy alkohol i tanie fajki?

Nie palę od roku – nie zamierzam do tego wracać.

Skoro udało się Wam podnieść brzydotę do rangi sztuki, jaki może być następny krok? W jaką stronę zmierza Odraza i najważniejsze – kiedy możemy się spodziewać tzw. regularnego krążka zespołu?

Brzydotę podniesiono do rangi sztuki na długo zanim Priest zapalił pierwszego papierosa marki Nevada, a ja przybrałem na wadze. Do niedawna przygotowywaliśmy serię okolicznościowych wydawnictw, każde kolejne lepsze od poprzedniego. Na drodze stanęły nam jednak pyły i metale ciężkie – wiadomo już, że smog zjadł tę muzykę, włóczy się jeszcze czasem po ulicach, ale nie ma kto jej tam słuchać – ludzie boją się smogów.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu