NVC – W procesie twórczym

Non Violent Communication swoimi „Obserwacjami” przynoszą muzykę, jakiej – mam wrażenie – jeszcze na naszym rodzimym poletku nie słyszeliśmy. Rozimprowizowaną, formalnie niemal zupełnie wolną, do tego podszytą uczuciem tajemnicy, które nie daje spokoju i powoduje, że to raczej nie jest płyta dla ludzi o słabych nerwach. Rozmawiamy – o początkach, podejściu do pisania, improwizacji oraz przełożeniu tego transu z nagrania na koncert (pierwsza okazja do usłyszenia NVC na żywo 17 kwietnia w warszawskim klubie Pogłos).

Może tytułem wstępu: skąd pomysł na ten zespół i kiedy się narodził?

Arek: Idea założenia takiego zespołu kiełkowała w mojej głowie już dawno temu, a realne kształty zaczęła przybierać w ubiegłym roku. W pewnym sensie wykorzystałem fakt, że w So Slow było trochę luźniej, i zaprosiłem Rafała do wspólnego grania. Pierwotnie myślałem o duecie, ale okazało się, że lepiej mieć jeszcze paru kolegów pod ręką. Rozpoczęliśmy próby bodajże w maju czy czerwcu, potem w wakacje nagraliśmy materiał, wszystko było robione na gorąco, z zachowaniem maksymalnej świeżości. Nie ukrywam, że byłem podekscytowany, bo wyszedłem z mojej strefy komfortu w stronę muzyki jeszcze bardziej nieoczywistej i improwizowanej. Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować kolegom, że chcą ze mną się w to bawić (śmiech).

W wywiadzie dla Noise Magazine pojawia się taki motyw spotkania naturszczyka i muzyka wykształconego; jakoś odczuliście tę różnicę, musieliście się szczególnie długo docierać, a może wręcz przeciwnie – to był swego rodzaju atut?

Rafał: To nie jest wątek wart omawiania. Niezależnie od naszego wykształcenia, czas i doświadczenie zespołowe na tyle nas ukształtowały, że „pochodzenie muzyczne” nie ma już znaczenia.

Arek: Nie ma, fakt. Być może ja trochę zbyt histerycznie podkreślałem taki wątek, bo w zasadzie wszystko bardzo ładnie się nam ułożyło i nie było jakiegoś strasznego docierania. Poza tym, z Rafałem znamy się już długo, bo współpracował z So Slow, nagrywał partie saksofonu i występował z nami na żywo. Zatem – pełna symbioza.

W procesie twórczym

W procesie twórczym

W jakim stopniu to, co robicie w NVC, jest dla was odkrywaniem nowego – w kontekście używanych środków, sposobu grania, rejonów, w których dźwiękowo się poruszacie – a w jakim jednak budowaniem na tym, co już znacie, tyle, że w nowych okolicznościach?

Rafał: Przede wszystkim, pierwsza opcja nie wyklucza drugiej i na odwrót. Z mojej perspektywy jest to budowanie czegoś dla mnie nowego na bazie znanych mi środków wyrazu.

Michał: NVC uważam za poligon doświadczalny. Sprawdzam, gdzie są moje granice. Przyjąłem jako wyznacznik swojej bytności w tym zespole to, jak daleko mogę się posunąć; w oszczędności środków wyrazu, i pewnej radykalności rozumianej jako odwaga w nieprzesadzaniu. Dla mnie granie dronów i ambientów to wciąż nowe terytorium. Uwielbiam szukać po omacku.

Łukasz: Najistotniejszy w tworzeniu tej płyty był brak powtarzalności. Za każdym razem graliśmy te kawałki kompletnie na nowo, bez sztywnego ustalania, jaką mają mieć ostatecznie formę. Zabawne, ale też najfajniejsze jest to, że to, co zostało zarejestrowane w studio, nie było wcześniej w żaden sposób przećwiczone. Jedyne, co testowaliśmy na próbach, to przepływ energii między nami.

W jednym z wywiadów wspomnieliście, że pragnęliście uniknąć poukładania i drobiazgowych aranżacji kryjącego się za pozornym transem, chcieliście prawdziwego spontanu. Jak do tego dążyliście?

Arek: Chcę podkreślić, że to nie było jakoś szczególnie wykoncypowane, nie zakładaliśmy sytuacji w stylu – gramy cztery próby i ani jednej więcej. Po prostu cały czas staraliśmy się zachować świeżość. Wiesz, im dłużej się gra, tym szybciej pojawiają się tzw. koleiny aranżacyjne, w które wpadają muzycy. Zaczyna się powtarzać pewne układy, zagrywki, zaczyna się niemal odruchowo tworzyć aranżację utworu, jakiś szkielet. Weszliśmy do studia, zanim ów szkielet zaczął być widoczny. Mieliśmy zarys rytmiki, zarys tematów, reszta to był spontan i improwizacja, do końca nie wiedzieliśmy, jak to zabrzmi finalnie. Gadaliśmy, że jeśli wyjdzie kiepsko, po prostu będziemy mieć w archiwum efekt naszego spotkania. Wyszło jednak lepiej, niż się spodziewaliśmy, choć nadal chcemy zachować ten spontan i trudno powiedzieć, w jaką stronę wszystko pójdzie podczas koncertów…

Na ile ten materiał jest przemyślany, muzycznie i konceptualnie, a na ile to czysta improwizacja? Gdzie przebiega w kontekście tego projektu granica między zdrowym przemyśleniem konceptu płyty a przesadnym wykoncypowaniem, miejscem, w którym zanika spontaniczność?

Rafał: Jedyne, co założyliśmy, to tonacja utworu oraz bazowe bicie bębnów. Tak że w zdecydowanej większości jest to improwizacja. Trudno w kontekście materiału z „Obserwacji” mówić o realnym koncepcie, czy kompozycjach.

Michał: Powiem więcej, z mojej strony to wyglądało tak, że nim przybyłem na pierwszą próbę, przygotowałem sobie zestaw różnych plam dźwiękowych, sampli i brzmień. Bez planu i bez kalkulacji. Siły kosmiczne zadziałały w tym przypadku tak, że wszystko zgrało się bardziej, niż dobrze. Wyszło tak, że zbudowaliśmy dom, a ja swoje ściany wzniosłem częściowo w samotności, z zawiązanymi oczami i w chaotycznym procesie losowego doboru cegieł. Przy nagrywaniu materiału ta spontaniczność również zaistniała, bo pojawiły się nowe elementy, których na próbach nie było.

Łukasz: Dla mnie to było sprawdzanie, na ile sposobów można zagrać luźno narzucone formy. Chyba nigdy nie udało się zagrać tych kawałków w takiej samej formie dwa razy. Tym samym mam wrażenie, że cały czas jesteśmy w procesie twórczym. Tym samym materiał z płyty jest tylko punktem odniesienia, a nie czymś docelowym.

Czy „Obserwacje” to już jazz?

Rafał: Zależy od definicji, ale wg mnie nie.

Arek: No więc tutaj zawsze iskrzy, bo ja gdzieś tam słyszę idee jazzowe, a Rafał upiera się, że nie, zatem stosujemy kompromisowe rozwiązania, określając naszą muzykę mianem improwizacji bądź właśnie takiej ścieżki w nieznane. I niech tak zostanie.NVC

Enigmatyczne tytuły numerów mają wprowadzać dodatkową tajemnicę, stanowić rozszerzenie narracji warstwy muzycznej, czy nie przywiązujecie do nich większej wagi?

Rafał: Każdy z nas nazwał jeden utwór wedle własnego kryterium, także nie szukałbym tutaj ukrytej narracji.

Arek: Właśnie, to też było spontaniczne, jeszcze podczas sesji każdy wymyślił swój tytuł. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że „mój” tytuł to „Lubaczówka”. Geneza jest prosta – to nazwa zajebistego gospodarstwa agroturystycznego na Mazurach, gdzie bywam razem z żoną tak często, jak to możliwe. Zaprzyjaźniliśmy się z właścicielami tego miejsca, czujemy się tam jak w domu, a ten kawałek skojarzył mi się w jakiś sposób z mazurskimi wieczorami, kiedy jak nigdzie indziej udaje mi się na moment zrelaksować i poczuć coś w rodzaju wolności…

Arku, czy poszerzając skład Non Violent Communication o muzyków So Slow nie odczuwałeś obaw, że nowy projekt zbytnio zbliży się brzmieniem do wspomnianego, że zamiast czegoś nowego będzie (może podświadomym) korzystaniem z wypracowanych już wcześniej rozwiązań/ schematów?

Arek: Raczej nie miałem takich obaw, poza tym, fajnie gra się ze sprawdzonymi ludźmi, a formuła była na tyle świeża i otwarta, opierająca się głównie na partiach saksofonu, że takich obaw nie miałem. Wydaje mi się, że udało się zachować taki status „nowego otwarcia”; za krótko razem graliśmy, żeby w jakiś sposób pojawiły się wypracowane w innych zespołach schematy. Myślałem o innych muzykach, ale obawiałem się, że zanim z nowymi osobami się zgramy, to już stworzą się schematy muzyczne, a w przypadku Łukasza i Michała nie musieliśmy się docierać, tylko grać. Inna sprawa, że to muzycy bardzo otwarci, intuicyjnie czujący drugiego człowieka i wiedziałem, że z nimi uda się na luzie, bez spiny odjechać w nieznane, zatem – żadnych obaw nie miałem.

W jaką stronę to pójdzie dalej? Dużo mówicie o eksperymentach i twórczej wolności, czy może to oznaczać, że jeszcze wcale nie znaleźliście brzmieniowego klimaksu, mam na myśli np. dodanie kolejnych instrumentów, czy mimo wszystko czujecie, że fundament wykuty na „Obserwacjach” jest czymś, na czym chcecie budować?

Rafał: Na ten moment to chcemy pograć koncerty i zobaczyć, jak obecna formuła się na nich sprawdzi. A co będzie potem? Zobaczymy, ja jestem nastawiony raczej na zmiany i zabawę ze środkami wyrazu, po to właśnie ten projekt powstał.

Obserwacje

Obserwacje

Arek: Dokładnie, wszystko wyjdzie w praniu. Z mojej strony jest coś w rodzaju potrzeby zminimalizowania środków wyrazu, pójścia w stronę sonorystyki, a nie typowo solowego grania, mamy dużą ochotę na powyginanie tych numerów, zagranie ich inaczej, wyeksponowanie innych wątków, ale to będzie wychodzić w praniu. W każdym razie, zależy nam na jak najdłuższym zachowaniu maksymalnej radości z grania i wolności wykonawczej. Przychodźcie na koncerty, tam wszystko się okaże.

Jak wyobrażacie sobie koncerty NVC? Muzycy często powtarzają, że granie na żywo to dobry pretekst do wprowadzenia w kompozycje więcej przestrzeni i improwizacji. W waszym przypadku ciężko wyobrazić sobie „więcej”…

Rafał: Przede wszystkim sobie poimprowizujemy, a reszta wyjdzie w praniu.

Michał: Dokładnie tak, jak powiedział Rafał, poimprowizujemy. Owo „więcej”, o które pytasz, zaistnieje na styku twórca – odbiorca. Energia widowni nie idzie w próżnię, a w przypadku tak delikatnej i podatnej na zmiany tkanki muzycznej, jaką jest swobodna improwizacja, bardzo dużo zależy właśnie od tego sprzężenia zwrotnego.

Rozmawiał Adam Gościniak

Zdjęcia: Janek Fronczak

                         KONCERT: 17 KWIETNIA KLUB POGŁOS UL. BURAKOWSKA 12 GODZ. 19.230

Koncert