NUKK – Czujemy się bezsilni

Muzycy wrocławskiego Nukk nie wybrali sobie łatwego kawałka chleba. Na swoim debiutanckim wydawnictwie łączą screamo, hardcore i crust, podlewając to wszystko nutką ambientu. Nie brzmi to jak przepis na kasowy sukces, prawda? Ciężko jednak przejść obojętnie obok albumu tak nafaszerowanego emocjami, a przy tym dopracowanego i świetnie brzmiącego. Gitarzysta grupy, Łukasz Zgrzebski, zgodził się opowiedzieć nieco o debiutanckiej płycie – zarówno o uczuciach, jakie towarzyszyły jej powstawaniu, jak i o jej bardziej technicznych aspektach.

Wasz debiut to album będący zarazem niezwykle osobisty i zaangażowany emocjonalnie, jak i intensywny oraz wściekły. Czujecie się bardziej wkurwieni czy smutni? 

Bezsilni.

Bezsilni wobec czego?

Bezsilni wobec sztucznych i fałszywych wartości. Reguł, którymi ludzie się otaczają.

Przeglądając Wasz profil na Facebooku, można odnieść wrażenie, że jesteście raczej gośćmi z dużym dystansem do siebie, natomiast muzyka zdaje się sugerować coś kompletnie innego. Skąd w Was pojawia się aż tyle mroku?

Wydaje mi się, że twórcy niekoniecznie muszą każdym swoim kanałem przekazywać te same emocje. Naszym “kanałem” do przekazywania tych “trudniejszych” emocji i większej ekspresji jest muzyka, co nie oznacza, że musimy na siłę emanować takimi emocjami w innych dziedzinach życia.

Chcesz przez to powiedzieć, że Nukk jest swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa? Ujściem dla negatywnych emocji?

Ujście emocji – ale niekoniecznie zawsze negatywnych. Niekoniecznie negatywnych z tego względu, że tworzenie w takiej stylistyce jest dla nas komfortowe i o tyle pozytywne, gdyż sprawia nam to przyjemność. I mamy po trosze nadzieję, że słuchacz, mimo, że usłyszy dosyć ciężki wydźwięk całości, to będzie to dla niego doświadczeniem właśnie pozytywnym.

Wasza muzyka nie jest wcale aż tak łatwa do zakwalifikowania, łączycie w niej sporo elementów charakterystycznych dla screamo czy crusta z jednej strony, z drugiej zahaczacie o ambient. Sądzicie, że ten swego rodzaju eklektyzm może Was wyróżniać na scenie?

Z Piotrem (basistą) braliśmy udział już w bardzo różnych przedsięwzięciach i Nukk jest chyba tego wypadkową. Bardzo nam jednak miło, że różne osoby bardzo punktują emocje płynące z tej krótkiej opowieści, bo to było naszym punktem wyjścia, a że nie jesteśmy wyskilowanymi muzykami to też chyba głównym atutem. Co do wyróżniania na scenie to staraliśmy się stworzyć w miarę spójny materiał/opowieść, nie zwracając zbytnio uwagi do jakiej szufladki zostaniemy wrzuceni.

O czym jest – jak sam to określasz – Wasza krótka opowieść?

Wstępna koncepcja na zespół i pierwsze ep-ki opierała  się na stworzeniu fikcyjnej opowieści, rozgrywającej się gdzieś na północy. Chodziło o emocje towarzyszące odosobnieniu, życiu w małej społeczności i stawianiu czoła żywiołom. Muzyka powstała najpierw, Przemek dołączając do zespołu, rozwinął tę ideę jeszcze bardziej. Pomimo, że jest to w pewnym sensie fikcja, to myślę, że jednak w tym materiale zawartych jest wiele realnych doświadczeń.

Debiut dla Unquiet, mimo że intensywny i wściekły – jest dość krótki. Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się dłuższego materiału?

Odpowiedź jest chyba trochę smutna, bo zaraz po powstaniu Nukk wyemigrowałem do Skandynawii, więc Nukk powstawał jako comiesięczne kilkudniowe spotkania i tak na razie się toczy, choć niewykluczone, że to się kiedyś zmieni. Przymierzamy się do czegoś nowego, być może trochę w innych rejonach, niekoniecznie tak intensywnego. Kwestia czasu trwania pozostaje otwarta – raczej “mniej, ale lepiej”.

Czujemy się bezsilni

Czujemy się bezsilni

Jak ocenicie kondycję sceny hardcore w Polsce – to raczej muzyka dla garstki maniaków, czy jest, mówiąc krótko, dla kogo grać?

Trudno powiedzieć, ale chyba okej. Jest sporo fajnych kapel w Polsce. Może na koncertach nie zawsze frekwencja dopisuje, zdarzają się kłopoty ze zwrotami chociażby kosztów dojazdu dla zespołów itd., ale ogólnie rzecz biorąc uważam, że muzycznie jest w porządku.  Pytanie zawsze jest dość śliskie, bo nigdy nie mieliśmy dużo „przyjaciół” na scenie, pomimo tego zawsze mieliśmy szczęście do ludzi, których poznawaliśmy na naszej drodze. Wydaje mi się, że lepiej jest chyba grać dla dwudziestu ludzi, którzy potrafią odebrać twój przekaz niż dla stu przypadkowych. Mamy to szczęście, że we Wrocławiu jest to dwadzieścia osób.

Nie sposób nie zapytać o plany koncertowe – tak intensywna muzyka na scenie musi nabierać jeszcze więcej ekspresji.

Koncertowe plany zależą zawsze od wielu czynników, więc ciężko mówić o wielkich planach, ale na pewno pokażemy się w przyszłym miesiącu we Wrocławiu – mam nadzieję, że już z fizycznym wydawnictwem.

Pracując nad „Nukk”, udało Wam się uzyskać brzmienie wręcz stworzone dla tego rodzaju muzyki. Płyta brzmi bardzo surowo, nieco niedbale, ale dzięki temu niezwykle naturalnie. Jak ocenicie współpracę z Piotrem Gruenpeterem, który w Satanic Audio czuwał nad soundem albumu?

Powtarzałem to już wiele razy, że w studio wycisnęli z nas tyle, ile tylko się dało. Jeżeli mamy mieć jakieś zastrzeżenia to wyłącznie do siebie, ale osobiście jestemnukk-live zadowolony z rezultatu, a zawsze jest nad czym pracować przy kolejnym albumie. Jako ciekawostkę dodam, że gitara i bas zostały nagrane na tym samym sprzęcie, jednocześnie na wzmacniaczu gitarowym i basowym obydwie. Duet Haldora (Piotrek) i Jakuba Radomskiego (keiraisyou), który też brał udział w nagraniach był nieoceniony. Profesjonalne podejście, twórcza atmosfera, cenne wskazówki, a zarazem nie ingerowanie w wizję/całokształt, to chyba wszystko czego można chcieć od profesjonalnych realizatorów.

Debiutancka ep-ka ukazała się pod szyldem Unquiet Records. Jak doszło do współpracy z tym wydawcą, kto kogo pierwszy znalazł i czemu wybór padł właśnie na ten label?

Wspominałem już, że mamy zawsze szczęście do ludzi, których spotykamy na swojej drodze; dzięki dobrym duchom nagranie trafiło do Unquiet, spodobało się, nawiązaliśmy współpracę. Personalnie bardzo się cieszę, że akurat tutaj, bo jestem wielkim fanem Fleshworld.

Rozmawiał Michał Fryga

Zdjęcia: archiwum zespołu