NONE – Idziemy z duchem  czasu

None złapał równowagę –  to w sumie tylko moja opinia, ale faktycznie, nowa płyta „VII” (choć, jak podkreślam, takiej muzyki słucham ostatnio raczej mało) to konkret, bez żadnych, niepotrzebnych prób udziwniania muzyki. Porcja metalu osadzonego na świetnie pracującej sekcji, drobne ukłony w stronę pierwszych trzech płyt, szczypta heavy i doskonałe wykonanie. Tym razem postawiono na agresję i bezkompromisową próbę określenia współczesnej pozycji grupy. Czy próbę udaną? Razem z perkusistą Demolką, od samego początku motorem napędowym None, zaglądamy w przeszłość i grzebiemy też w teraźniejszości zespołu. 

Na  początek może trochę nostalgicznie. Wracasz czasami pamięcią do czasów Piątej Strony Świata, szczególnie dzisiaj, kiedy triumfy święci 3MoonBoys?

Tak!! Ostatnio byłem na koncercie Boysów, rozmawiałem z Piotrem   i chwilę powspominaliśmy… To był bardzo fajny czas, fajne rzeczy, może nie metalowe, ale bardzo przyjemne.

Pytam o to, bo dzisiaj jesteś gościem z dużym doświadczeniem i możesz spojrzeć z jakiejś perspektywy na to co robisz. Żałujesz czegoś co wydarzyło się w twojej muzycznej historii?

Myślę, że na początku, kiedy graliśmy z None, kiedy powstała pierwsza, potem druga i trzecia płyta, tak naprawdęDemolka w akcji byliśmy młodzi, wiele rzeczy robiliśmy nie myśląc o tym czy coś jest złe czy coś jest dobre… Po prostu graliśmy piosenki, które nam wychodziły. Z okresu pierwszych trzech płyt niczego bym nie zmienił, no, może zacząłbym wcześniej grać na dwie stopy to był ku temu dobry czas (śmiech). Każda następna płyta była rozwinięciem muzycznym w danym momencie. Graliśmy tak jak to czuliśmy  muzycznie i na takim poziomie, na jaki pozwalały nasze umiejętności. Koncert akustyczny, który zagraliśmy po śmierci Olassa był dla nas dużym wyzwaniem, przygotowanie trwało miesiąc – było to duże doświadczenie jakby z innej, nie metalowej strony… Wydaje mi się, że nie żałuję niczego co zrobiłem z None; każda płyta jest odzwierciedleniem tego co w danym czasie prezentowaliśmy muzycznie.

Chciałbyś cofnąć się do tej pierwszej odsłony None, do pierwszych trzech płyt z dzisiejszym doświadczeniem i umiejętnościami, czy traktujesz je jako pewien zapis czasu i miejsca, w którym powstały?

Tak, myślę, że to był taki czas i takie a nie inne umiejętności… Tak naprawdę pierwsza płyta nie miała być pierwszą płytą, tylko zadzwonił do nas Tomek Dziubiński, mówiąc, że mamy trzy miesiące i wydajemy płytę, więc niektóre piosenki trzeba było zrobić bardzo szybko i to tak naprawdę nasza druga płyta powinna być tą pierwszą. Fajnie byłoby nagrać pierwszą płytę jeszcze raz z tymi umiejętnościami, które mam teraz; na pewno pozwoliłoby to uzyskać lepsze efekty. Co do drugiej płyty, ostatnio słuchałem ją i jest naprawdę super. „Black Star” – zmieniłbym jedynie brzmienie, które nie do końca wtedy się udało. Z tych trzech płyt „Procreation” brzmi i jest mega fajna.

Nie ma co ukrywać, że swego czasu mieliście pewne, hmmm, uwagi co do współpracy z MMP. Czy czas zabliźnił rany? Pytanie o tyle zasadne, że nową płytę wydaliście sami, stawiając się poniekąd lekko obok biznesu muzycznego…

Jasne. Może były jakieś niesmaki, ale to było dawno temu. Każdy to przechodził, prawie każdy zespół w Polsce, który wydawał MMP. Pamiętam, że na jakiejś Metalmanii, gdzie pracowałem przy backline’u, spotkałem Tomka Dziubińskiego – rozmawiałem z nim bo chcieliśmy wydać jeszcze raz wszystkie trzy płyty, zrobić edycję i Tomek powiedział: spoko, Demolka, macie ode mnie błogosławieństwo, więc wszystko poszło OK. Co do wydania naszej ostatniej płyty… Poszliśmy z duchem czasu i wydaliśmy ją na platformach streamingowych, ponieważ wydaje mi się, że lepiej w naszym przypadku by były dostępne, by każdy mógł sobie posłuchać w telefonie czy na komputerze ponieważ każdy już teraz ma Spotify lub inny odtwarzacz. Łatwiej jest posłuchać sobie w taki sposób niż kupić płytę w sklepie, gdzie nie zawsze była/jest dostępna… Oczywiście, w przypadku wielkich zespołów, które sprzedają więcej płyt jest oczywistym, że najpierw trzeba wydać płytę a dopiero później umieścić ją na Spotify ale w naszym przypadku nie miało to znaczenia. Teraz mamy płyty dostępne fizycznie i sprzedajemy je przez stronę internetową. Każdy kto ma ochotę, może do nas napisać w tej sprawie.

No i wszystko się zmienia… Także fascynacje. Jak to jest z tobą? Kiedy dzisiaj patrzysz na to w jakim miejscu znalazł się np. Machine Head i co dzieje się z tym nowoczesnym metalem z lat 90… Sepą itp… Tęsknisz za czasami, kiedy te zespoły „rozdawały karty”?

Dla mnie te zespoły ciągle „rozdają karty”. Każdy z nich nagrywa dobre płyty, może czasami trafią się jedna czy dwie piosenki słabsze. Tak naprawdę tęsknię jedynie za Sepulturą taką, która wydała „Roots” i chciałbym bardzo, żeby cofnąć się do tamtego czasu. Nie chodzi tu o to, że jestem fanem Sepultury, ale chciałbym posłuchać rozwiązań muzycznych, które ten zespół mógł osiągnąć po „Roots”. Doszło bardzo dużo innych zespołów, które wypełniają lukę po tych co się rozpadły. To, że te grupy w latach 90. były na topie, nie zmienia faktu, że teraz naprawdę jest dużo dobrych wykonawców, grających świetną muzę, które podniosły poprzeczkę muzyczną i techniczną bardzo wysoko.

Idziemy z duchem czasu

Idziemy z duchem czasu

No właśnie – co dzisiaj gra w płytotece Demolki?

Ostatnie kilka lat jest to bardzo duży przekrój muzyczny; metal, który rozwinął się od djentu do ciężkich, powolnych, bardzo melodyjnych zespołów. Od muzyki filmowej do muzyki elektronicznej, powrót do słuchania Depeche Mode, bardzo dobry album Ghost, dużo Rush i słuchanie klasyki metalu, muzyki filmowej czy elektroniki na płytach analogowych, która daje mi naprawdę bardzo dużą satysfakcję. Tak naprawdę nie zamykam się w żadnej w szufladce muzycznej, jestem otwarty na każdą muzykę. A muzyka jest jak kolory – im więcej, tym lepiej. Doszedłem do takiego stanu, że z każdej muzyki staram się wyciągnąć jak najwięcej dobrego, ale po części jestem metalowcem i to w sercu gra mi najlepiej.

Właśnie… metal. W tej całej masie nowoczesności, eklektyzmu i szaleństwa None powraca z płytą w pewnym sensie klasyczną. Chcieliście za sprawą tego krążka zamanifestować wasz tradycjonalizm. Traktuję go w pewnym sensie jako powrót do korzeni. I własnych i metalu jako takiego. I to jest największy atut tego materiału…

Właśnie dlatego, że wychowaliśmy się w latach 90. i późniejszych, spowodowało, że nawet jak gramy nowocześnie to wychodzi nam taki oldschoolowy metal.  Pewnych rzeczy nie da się usunąć z myślenia, z głowy i serca, są to rzeczy, które będą z nami zawsze i ciężko je odrzucić. Poniekąd umiejętności, które z każdą nagraną płytą są lepsze, spowodowały, że piosenki są coraz bardziej atrakcyjniejsze, co daje lepszy komfort słuchania. Wiadomo… miejsce i czas… Emocje w pisaniu piosenek powodują, że są takie a nie inne, smutne, szybkie i rytmiczne. Staram się jeżeli komponuję piosenkę iść przygotowany na salę i określić mniej więcej jak i co bym chciał, żeby brzmiało.

Atutem nowej płyty jest też fakt, że w zasadzie nie można jej przypisać do żadnego nurtu. Jest tu i metalcore, trochę death metalu, thrash i elementy nu metalu. Jednocześnie całość jest spójna i pozbawiona wokalnych mielizn, czyli album niemal idealny, tyle, że pojawia się pytanie – w zasadzie do kogo adresujecie tę płytę?

Masz rację, płyta jest bardzo zróżnicowana. Każda piosenka jest inna, tak naprawdę, kiedy spotykaliśmy się na sali prób i robiliśmy ten materiał, nikt nie zastanawiał się nad tym, że każda piosenka jest inna. O to  chodziło, żeby uzyskać w każdej piosence i inne brzmienie, inne rozwiązania muzyczne. Dlatego jak przychodziłem na próbę, miałem w głowie jakiś pomysł i czasami nie wychodziło, ale później nagle robiliśmy zupełnie inną piosenkę i było super. Wydaje mi się, że  nagraliśmy taki album, bo nie mieliśmy żadnych ograniczeń muzycznych, mogliśmy robić co nam się podoba, zrobić każdą rzecz , ale przez to, że każda piosenka jest inna jest też atutem tego albumu. Tak naprawdę każdy, kto słucha metalu i jest otwarty na muzykę, znajdzie sobie coś co mu się na tym albumie spodoba…

A ja traktuję płytę jako coś w rodzaju „być albo nie być” None. To płyta, która jest bezkompromisowa i jednocześnie nie ma w niej niczego, co mogłoby być uznane jako schlebianie komukolwiek. Liczycie, że dzięki niej o None będzie głośniej niż do tej pory?

Ja zawsze powtarzam, że None od pewnego czasu jest zespołem hobbystycznym, wszystko to co robimy, robimy dla siebie. Nie mamy żadnych kontraktów, żadnego ciśnienia od strony fanów czy od strony wytwórni. Możemy robić co nam się podoba, nasza sytuacja na rynku jest od pewnego czasu ciągle taka sama. Może gdybyśmy wydawali albumy regularnie i grali  jakieś koncerty, udałoby się z tego żyć i grać dla większej publiczności, być zespołem po części zawodowym, utrzymującym się zgrania, ale każdy z nas od dłuższego czasu ma swój pomysł na życie i pracuje, dlatego LIVEgranie dla nas jest hobbystyczne i traktujemy je z dużym luzem. Czy uda nam się osiągnąć sukces tą płytą czy nie, my ciągle pozostaniemy tacy sami. Fajnie byłoby gdyby można było grać więcej koncertów; szczerze, najbardziej zależy mi na tym, żeby ludzie słuchali naszej muzyki bo tak naprawdę piszemy ją i chcemy się dzielić emocjami w niej zawartymi.  Dla mnie to jest najważniejsze.

I tu pojawia się kwestia wydania – dlaczego zdecydowaliście się na taki ryzykowny i na pewno finansowo trudny krok jakim jest selfrelease?

Za każdym razem, kiedy nagrywaliśmy nowy album, płaciliśmy ze swoich pieniędzy, tak było od samego początku, więc w tym przypadku było tak samo – podjęliśmy decyzję, że nagrywamy bębny u Perły, a gity basy i wokale sami u Bartassa w studio (gdzie zamiast płacić, kupiliśmy po prostu sprzęt…). I wrzucamy  ją w streaming, gdzie będzie dostępna dla każdego, więc finansowa strona była jakby taka sama jak przy okazji  poprzednich płyt. Samo wytłoczenie 1000 płyt w obecnym czasie nie jest dużym wydatkiem.

Jak zamierzacie wypromować ten album – czy dzisiejsza rzeczywistość biznesu muzycznego jest w jakikolwiek sposób przyjazna dla takich zespołów jak NONE?

Dla nas od samego początku było najważniejsze by umieścić to na platformach muzycznych typy Spotify. Fajnie byłoby zagrać koncerty bo to jest najlepsza rzecz – granie dla ludzi… na żywo. Facebook, Instagram są to rzeczy, które bardzo dużo pomagają podczas promocji, w taki  czy inny sposób; można być na bieżąco z danym zespołem, który obserwujesz, są różne rzeczy, które znajdziemy  na fejsie –  jak relacja live itp. To daje w obecnych czasach dużą możliwość reklamy wypromowania się i przekazania informacji.

Uważasz się za spełnionego muzyka i człowieka?

Tak…W 95 %

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Marcin Szpak (zdj. czarno-białe)