NEUROSIS – swoje miejsce w życiu

Komentowanie statusu Neurosis jest bez sensu. Po co? Przecież oczywistą oczywistością jest potęga formacji, jej bezsprzeczny wpływ na milion innych zespołów, aura tajemnicy i muzyka. Nie – MUZYKA. Potężna, katedralna, awangardowa i … (tu dopiszcie, co chcecie…). Wiadomo też, że Scott Kelly, songwriter, gitarowa podpora Neuro, jest raczej trudnym i mrukliwym rozmówcą. Telefonując do niego nie miałem zbytniej nadziei na wesołą i obfitą pogawędkę, jednak i tak uznaję tych kilka minut za całkiem miły czas. Wprawdzie długie pauzy między poszczególnymi zdaniami i ogólne wycofanie może drażnić, jednak nie sposób odmówić Kelly’emu kultowego statusu. Swoje przeszedł, wie o życiu więcej niż niejeden z nas i nazwanie go artystą nie jest żadną przesadą. Przed Wami rozmowa, która może nie zmienia wizerunku  i naszej wiedzy o „Honor Found in Decay”, najnowszej, dziesiątej płycie Neurosis, ale świadczy raczej o tym, że Scott znalazł   we współczesnym świecie miejsce dla siebie…

Ta rozmowa znajdzie się na stronie magazynu internetowego, dlatego na wstępie chciałem się dowiedzieć, jaka jest Twoja opinia na temat takiej formy prasy muzycznej?

Scott Kelly

Scott Kelly

Scott: Nie mam nic przeciwko, w dzisiejszych czasach – nawet gdybym miał – to przecież normalna rzecz, często szybsza niż drukowane magazyny, choć te nadal są preferowane, szczególnie przez biznes muzyczny. Nie jestem już młody, ale doceniam rolę Internetu, zarówno pozytywną jak i negatywną w biznesie muzycznym, prowadzę zresztą swojego bloga…

Negatywną… czyli?

Nie, nie mam na myśli piractwa, bo z tym albo się godzisz albo giniesz. Zresztą, w tym biznesie jest tyle pułapek, że Internet to tylko mała cząstka tego szamba, w którym trzeba ostro walczyć. Chodzi mi raczej o rozmywanie wszystkiego i ilość muzyki, jaka przewala się przez sieć. Trzeba mieć dużo asertywności, żeby wyłapywać to co dobre. Akurat w tej kwestii czuję się trochę źle, bo zwyczajnie męczy mnie grzebanie w sieci.

Poprzedni album Neurosis „Given To The Rising” ukazał się pięć lat temu – to kupa czasu, która na pewno weryfikuje spojrzenie na muzykę. Jak odnosisz się do tej płyty dzisiaj?

Nie odnoszę się. To zapis tamtego czasu, inna przestrzeń, zamknięta na płycie. Nie wiem, czy ma sens rozpatrywanie nagranej muzyki w kategoriach „co bym w niej zmienił”, bo zapewne o to Ci chodzi? Jeśli chcesz mojej opinii, to brzmi ona: to dobra płyta Neurosis…

Muzyka z „Honor Found In Decay” kojarzy mi się z przełomowym okresem Neurosis, z płytami „Souls At Zero” czy nawet „Enemy of the Sun”. Podobne jest emocjonalne natężenie i większa niż na wspomnianym już, przedostatnim krążku doza agresji. Czuć w niej ten rytuał zamiast melancholii, zgodzisz się?

Nie wiem, czy faktycznie tak jest. Komponując nie staramy się odwoływać do jakiejś konkretnej przestrzeni z przeszłości. Nie szukamy rozwiązań w tym co już było, raczej staramy się grać muzykę, która w nas siedzi. Jeśli pojawiają się jakieś wspomniane przez Ciebie elementy, jest to raczej związane z tym, że jako muzycy mamy pewien własny styl gry, którego przecież nie chcemy za każdym razem niszczyć. Dlatego podobieństwa zawsze będą i myślę, że każdy znajdzie inne. Jeśli miałbym już odnieść się do pytania, to możliwe, że dynamika nawiązuje do tych płyt. „Souls…” – od niej zaczęła się prawdziwa droga Neurosis i jako taka jest pewnym drogowskazem…

Pozostanę przy porównaniach – zaskakujące jest dla mnie to, że w utworach „At the Well” czy „Bleeding the Pigs” doszukałem się wyraźnego powinowactwa ze współczesnym obliczem Swans Michaela Giry. Czy takie podobieństwa Twoim zdaniem występują, czy to tylko moja wyobraźnia prowadzi mnie na manowce?

Jak już mówiłem, każdy znajduje coś swojego i na tym chyba polega fenomen dobrej muzyki, że wywołuje tak skrajne emocje, odczucia i porównania. To mnie cieszy, czasami zastanawia, kiedy słyszę o porównaniach, na które bym nie wpadł. Ale nie mam z tym problemu. Staramy się robić muzykę, nie zastanawiać nad tym, co ktoś powie, skupiać się nad oddaniem tego co w nas tkwi. Traktujemy to, co robimy bardzo poważnie, wszystko jest przemyślane, dlatego nie sądzę, by można było porównać naszą muzykę bezpośrednio do jakiego innego wykonawcy. Swans – bardzo cenię ten zespół i nie ukrywam, że mieli na nas duży wpływ, szczególnie podczas prac nad „Souls At zero”. Wtedy ich sposób ekspresji, kumulowania dźwięku i nasączania go pewnym rodzajem patosu bardzo nam odpowiadał. Słuchałem już nowej płyty Swans „The Seer” i nadal jest to muzyka pełna emocji a także – co ważne – korzeniami tkwi w podobnym miejscu co Neurosis. Może stąd te porównania…

Swoje miejsce w życiu...

Swoje miejsce w życiu…

Z  kolei w „All is Found… In Time” pojawiają się nerwowe elementy hard core’a – czy to nie wyraźny ukłon w stronę  wręcz Neurosis przed – „soulsatzero’wego”??

Na pewno nie szukaliśmy jakiejś ścieżki, która doprowadzi nas znowu do tej pierwotnej, punkowej energii. To jest już poza nami. Wiemy kim jesteśmy, mamy swoje oczekiwania względem muzyki. Jednocześnie musisz pamiętać, że jest to sztuka, działanie artystyczne a to jako takie, często nas zaskakuje. Gdyby tak nie było, bylibyśmy pewnie straszliwymi nudziarzami, ba, bylibyśmy znudzeni sami sobą. A tak, zawsze coś ciekawego się wydarzy. Może są to właśnie te nerwowe, mocniejsze, punkowe nuty. Ale najważniejsze, że to nie jest złe, bo akurat tak czuliśmy. Choć nie odważyłbym się nazwać fragmentów „All is Found…” hardcore’owymi (śmiech…)

Możesz wyjaśnić, co kryje się za tytułem nowej płyty – jest to dość przewrotne sformułowanie?

To idea bardzo mi bliska – znalezienie swojego miejsca w życiu. Patrzę wokół siebie i widzę cały syf, wszystkie te złe rzeczy, które nas zaprzątają. Sztuką jest umiejętność znalezienia w tym swojego miejsca, pozostanie sobą, niezależnie przez co musiałeś przejść. Czasami jest to bardzo trudne; zobacz ile wokół jest osób, które nie mają swojego miejsca, nie wiedzą co chcą robić; oni nie znaleźli jeszcze tej właściwej drogi i może nigdy na nią nie trafią. Ja przeszedłem przez wiele złych sytuacji w życiu, by dojść do miejsca, w którym jestem teraz – to świadomość obranej drogi i wewnętrzny spokój. To właśnie wyraża ten tytuł… Co do samych tekstów, uprzedzę Twoje pytanie – głównie chodzi o grę słów i wywołanie pewnych emocji, mocno związanych z klimatem samej muzyki, na pewno nie chcemy nikogo nauczać i nie mamy żadnego, sprecyzowanego przekazu…

Scott Akustycznie - Poznań

Scott Akustycznie – Poznań

W czym najbardziej objawia się ten wewnętrzny spokój – równowaga?

W prostocie. Prowadzę spokojne życie, które jest całkiem poukładane, w porównaniu z wieloma wcześniejszymi okresami. Jestem ojcem, mam już dwoje dorosłych dzieci, nauczyłem się doceniać takie zwykłe, codzienne chwile, zrozumiałem, że to w nich jest sens. Nie chcę o tym za dużo mówić, bo nie ma to w sumie nic wspólnego z Neurosis…

„Honor…” to dziesiąty album Neurosis. Wydaje mi się, że z każdą płytą musi być coraz trudniej wymyślać siebie na nowo – czy macie jakiś swój sposób na to, by ciągle być dla siebie inspirującymi osobami i tworzyć świeżą muzykę?

O co chodzi? O szczerość. Jesteśmy ze sobą właśnie dlatego, że w swoim gronie potrafimy się dogadać, dobrze nam się pracuje i mamy na siebie wpływ. Zawsze idea była najważniejsza. To punkowe DIY  – jasność i świadomość. No i wolność, polegająca na tym, że mamy normalne prace i granie pozostaje czyste, bo nie traktuję go jako formy zarobkowania. Owszem, wszystko się kręci, ale gdybyśmy chcieli się z Neurosis utrzymywać, na pewno pojawiłyby się kłopoty, tarcia i potrzeba kompromisów. A tak, tworzymy sobie powoli, płyty wydajemy dokładnie wtedy, kiedy czujemy, że jesteśmy gotowi i mamy coś do powiedzenia naszą muzyką. Najważniejszym bodźcem do nagrywania i potem wydania płyty jest POWÓD. Jeśli on się pojawia, jest też nowa płyta Neurosis…

Piszesz zarówno dla Neurosis, jak i na swoje solowe płyty. Jak udaje Ci się godzić te dwie płaszczyzny – czy istnieje sztywny podział?

Nie wiem, jak mi się to udaje, może jestem już odpowiednio poukładany? Poważnie mówiąc, całe moje życie to tworzenie muzyki, to moja pasja i naturalne działanie. W Neurosis mamy swoje utarte szlaki, pisanie muzyki wygląda inaczej, zaś komponowanie akustycznych pieśni na solowy album to  zupełnie inna sprawa. Nie odczuwam tego jako obciążenia, bo proces twórczy trwa długo. To nie tak, że siadam i stwierdzam – ok., teraz przez miesiąc piszę na swoją solową płytę, a potem dla Neurosis. Te utwory zbierają się przez długi czas, dojrzewają i ewoluują. Świat słyszy je wtedy, kiedy uznam, że są gotowe…

Bardzo dziękuję za Twój czas, ostatnie słowo należy do Ciebie…

Dzięki  i pozdrawiam wszystkich w Polsce, zawsze chętnie do Was wracamy…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcie koncertowe: Michał Antoniewicz (boxofshots.com)