NEON LIGHTS – Smutna piosenka z wesołą melodią

Niby nic, a cieszy – tak pokrótce można podsumować najnowszy krążek pochodzącego z hiszpańskiej Murcii zespołu Neon Lights. Post-punk, gdzieniegdzie zimna fala, indie pop, „nuda, panie”, chciałoby się powiedzieć, bo przecież podobnych kapel jest od groma. „A Slice Of Life” to krążek oczywisty, ale czasem zamiast słuchania kolejnych „odkrywców, poszukiwaczy”, dobrze jest sięgnąć po coś bezczelnie relaksującego, co nas w żaden sposób nie zaskoczy. O nowym dziele hiszpańskiej grupy porozmawiałem krótko z basistą Danielem Nieto.

Jak się masz? Zadowolony i dumny z nowego krążka?

Tak, bardzo. Pod względem artystycznym zrobiliśmy duży postęp.

„A Slice Of Life” był inspirowany dwoma słynnymi albumami Davida Bowiego: „Low” i „Heroes”. To już prawie trzy lata od śmierci tego artysty. Pamiętasz ten dzień? Pamiętasz co wtedy robiłeś?

Oczywiście, że pamiętam. Był szary, zimny poniedziałek, z ogromem pracy na horyzoncie – ten dzień sam w sobie już był depresyjny, a kiedy wszedłem do biura, w którym pracuję, dotarły do mnie pierwsze wieści… W pierwszym momencie chciałem wyjść z pracy, miałem łzy w oczach. To może wydawać się dziwne, bo przecież nie znałem go osobiście, ale niewątpliwie był ważną częścią mojego życia i było mi z powodu jego śmierci bardzo smutno.

Rozumiem, że ta inspiracja o której wspomniałem, polega na, powiedzmy „dwóch twarzach” waszej nowej płyty? Jak opisałbyś największe różnice pomiędzy tymi dwoma twarzami?

Dokładnie. Generalnie „A Slice Of Life” nie ma, czysto muzycznie, wiele wspólnego z „Low” czy też „Heroes”, ale pomysł, aby podzielić album na dwie części, z których każda ma inny styl, wziął się właśnie od tych dwóch krążków. Jeśli chodzi o różnice – pierwsza część krążka jest bardziej łagodna, a w kawałkach takich jak „Seasons Of Doubt” czy „The Sun Shines On Our Behalf” wręcz popowa, natomiast druga część ma mroczną atmosferę, a muzyka jest bardziej agresywna i przytłaczająca.

Smutna piosenka z wesołą melodią

Smutna piosenka z wesołą melodią

Wydaje mi się, że słuchanie „A Slice Of Life” ze świadomością konceptu dwóch różnych części pomaga w zrozumieniu krążka. Trochę się można zdziwić przy pierwszym odsłuchu, że wspomniany przez ciebie numer „The Sun Shines On Our Behalf”, znajduje się obok mrocznego „Twirling The Twilight”. To tak postawić obok siebie najweselszą piosenkę The Cure i najbardziej ponury numer Joy Division.

Dlatego wspominamy o tym przy każdej możliwej okazji. Wspomniane przez ciebie utwory są baaaardzo różne, ale – przynajmniej moim zdaniem – koncept „dwóch części” sprawia, że mogą koegzystować wewnątrz jednej płyty. Inna sprawa, że „The Sun Shines On Our Behalf” może być również odczytana jako smutna piosenka z wesołą melodią; wszystko zależy od słuchacza.

Chciałbym jeszcze na chwilę nawiązać do inspiracji. Wyczytałem, że jedną z nich był Peter Saville i futuryści…

Tak, Peter Saville to nasza największa inspiracja jeśli chodzi o okładki płyt, chodzi mi szczególnie o jego upodobanie do minimalizmu; nie jest trudno dostrzec podobieństwo między okładką „A Slice Of Life” i „Movement” New Order. Jeśli chodzi o futurystów, to najbardziej lubimy sztukę futurystyczną z początków XX wieku, co można zauważyć na rysunkach, które robimy na okładki. Warto też dodać, że za naszą oprawę graficzną odpowiada Ruta Paskeviciute, litewska artystka mieszkająca w Londynie, a prywatnie nasza dobra znajoma.

Skoro jesteśmy przy futurystach, to może pogadajmy o przyszłości (śmiech). W jednym z wywiadów wspomnieliście, ze chcielibyście troszkę poeksperymentować z klawiszami i bardziej tanecznymi rytmami.

Parę miesięcy temu mieliśmy taki pomysł. Mamy klawisze i automat perkusyjny, więc bawiliśmy się nimi co nieco, wchodząc w klimaty, po których do tej pory się nie poruszaliśmy, ale trudno mi powiedzieć, czy pójdziemy dalej w tym kierunku. Lubimy eksperymentować, próbować nowych rzeczy, tak więc być może niedługo pojawi się jeszcze inny pomysł.

Zmieniając już nieco temat – wiem, że mieszkałeś przez jakiś czas w Londynie. W jaki sposób to miasto wpłynęło na twoją sztukę?

Mieszkałem tam przez 6 miesięcy w 2014 roku zostawiając bas w rękach naszego przyjaciela Mateo, który zagrał z zespołem kilka wcześniej zaplanowanych koncertów. Fantastycznie wspominam pobyt w Londynie; miałem tam fajną pracę, poznałem masę fantastycznych ludzi, chodziłem na wiele koncertów, dużo czytałem i chodziłem po muzeach. Czy Londyn w jakikolwiek sposób wpłynął na moją sztukę? Cóż, tytuł nowego krążka inspirowany jest jedną z wystaw, które widziałem w Anglii, choć nie w Londynie, a w Brighton. Przywiozłem sobie stamtąd plakat tej wystawy, był na niej umieszczony slogan „A Slice Of Life”. Widziałem go każdego dnia przed wyjściem do pracy i w pewnym momencie pomyślałem, że to brzmi jak dobry tytuł albumu.

Jakie są opinie na temat nowego albumu w Hiszpanii? Kupują go ludzie z całego świata?

Jak na razie wydaje się, że powtarza się sytuacja z naszym poprzednim albumem, „Late”, który jest zasadniczo taki, że album jest kupowany tu i tam na całym świecie. Jednak, chociaż w Hiszpanii sprzedajemy sporo krążków i a mamy wielu słuchaczy, to nie wystarcza abyśmy wybrali się w długą trasę koncertową. Zwyczajnie nie budzimy wystarczającego zainteresowania, aby grać w wielu różnych miastach.

Często w wywiadach wspominacie o szczerości w muzyce. Czy ona dla was jest?

Robić swoje, nie zważając na to czy to co robisz będzie się podobało większej czy mniejszej liczbie osób i nie zważając na to czy masz szansę odnieść sukces. Oczywiście chcemy, aby nasza muzyka trafiła do wielu ludzi, chcemy grać większe koncerty i jeździć w dłuższe trasy, ale nie kosztem naszej tożsamości; to, co robimy musi być w 100 procentachLive „nasze”.

Czy nie odnosisz wrażenia, że ​​muzyka hiszpańska jest nieco niedoceniana poza granicami kraju?

Tak, jest to prawdopodobne, ale uważam też, że w pewien sposób na to zasługujemy. W Hiszpanii jest sporo fantastycznych grup, ale niestety to nie one odnoszą największy sukces.. I nie mam tu na myśli bardziej komercyjnej muzyki, ale także te rzekomo „niezależne” grupy, które triumfują na festiwalach. Dla mnie te grupy (nie będę wymieniać nazwisk…) są jakimś żartem, artystycznie nic nie wnoszą, a aspirują do bycia wizytówką hiszpańskiej alternatywy.

A ogólnie, co sądzisz o muzyce hiszpańskiej? W którym momencie jest, jaka jest przyszłość itp.?

Po części już odpowiedziałem na to pytanie przed chwilą. Mnóstwo osób robi świetną robotę, ale generalnie osoby, które chcą zaprezentować coś więcej niż tylko wszechobecne w Hiszpanii mainstreamowe indie. Często zdarza się, że co ciekawsze grupy po jakimś czasie są już zmęczone brakiem większego odzewu i wszystkim tym, co taki brak odzewu ze sobą niesie, i się rozpadają.

Czy trudno jest promować płytę bez pomocy jakiejkolwiek wytwórni w Hiszpanii?

Bardzo trudne, a szczególnie bardzo niewdzięczne. Wymaga dużego wysiłku, a dobre wyniki są rzadkością.

To na koniec – jakie plany na przyszłość?

Trudno mi powiedzieć. Działalność naszego zespołu to jedna wielka sinusoida. Niekiedy czasy są lepsze, mamy wiele energii i chcielibyśmy grać i wydawać płyty jak najdłużej, a niekiedy jesteśmy na granicy decyzji o rozwiązaniu kapeli. Uwielbiamy wspólnie grać, koncertować, pisać piosenki i ogólnie „żyć zespołem”, ale, jak zapewne wiesz, jako mała, podziemna kapela, co rusz napotykamy na naszej drodze wiele trudności, które, szczególnie gdy się skumulują, odbierają motywację.A Slice of Life

Pięć ulubionych krążków Daniego:

Slowdive „Souvlaki” – duża inspiracja, szczególnie jeśli chodzi o gitary. Lubię wszystkie ich krążki, ale w tym ostatnio zasłuchuję się najwięcej.

The Cure „Disintegration” – co tu dużo gadać, genialny krążek.

Joy Division „Unknown Pleasures” – bardziej typowo już się nie dało, co? Joy Division w naszej muzyce słychać i tego nie sposób ukryć, a ten album to prawdopodobnie jedna z naszych największych inspiracji.

David Bowie „Low” – z powodu swojej atmosfery, pomysłu na dwie różne twarze, podjęcia ryzyka zrobienia czegoś tak zdecydowanie anty-komercyjnego kiedy był na szczycie… Krótko mówiąc, za wszystko.

Siekiera „Nowa Aleksandria” – być może i nie jest to album jakoś wyjątkowo dla nas ważny, ale poznaliśmy go razem z naszym perkusistą Edu parę lat temu i nadal często do niego wracamy; bardzo go lubimy. Jak widzisz, coś tam o Polskiej scenie wiem (śmiech)

Rozmawiał Paweł Drabarek

Zdjęcia: archiwum zespołu