NAZWY KOMPONOWANE – Otwarty eksperyment

Czasami coś dzieje się bez rozgłosu. Potrzebuje intymnej atmosfery, by dojrzeć. Tak jest z enigmatyczną formacją Nazwy Komponowane, której materiał Rdzeń tu i ówdzie spotkał się z dużym uznaniem. Sam zespół stara się zachować maksymalny dystans, stąd nie ma żadnych zdjęć, fejsbuk raczej skromnie informuje o ich działaniach. I tak – w/g samych muzyków  – jest dobrze. Zatem, nie zdradzamy skąd są i gdzie wcześniej się z nimi spotkaliśmy. Pozostaje instrumentalna, klimatyczna muzyka i nadzieja na coś więcej. O tym „więcej” będzie w krótkiej rozmowie z Bartkiem i Tomkiem, którzy kolektywnie a czasami osobno i oszczędnie wprowadzają nas w swój świat. 

Zespół. Inwestycja? Przygoda? Praca? Czym dla was jest granie? Tak po ludzku, w 2015, zagonionym roku…

To, że gramy razem to akurat przypadek, widocznie tak miało być, ostatnio zapadła decyzja, że będziemy się dalej razem bawić. Do końca nie wiemy co nas do tego pcha, na pewno nie mamy żadnych oczekiwań. Prawdę mówiąc, my nawet tej płyty nie wydaliśmy lub raczej wydaliśmy ją niechcący. Bartek: Tomek dowiedział się o tym, że jest ona w necie, trafiając na jej recenzje, śmieszne nie ?

Czyli było zawahanie? Pytania w stylu: „Czy to ma sens”? Jeśli tak – co spowodowało wątpliwości? Bo takie „działanie mimochodem” świadczy o wątpliwościach. W pewnym sensie…

Pytanie nie brzmiało raczej „czy grać razem” tylko „czy w ogóle grać” i tyczyło kwestii wyborów życiowych jednego z nas. Zdecydowaliśmy, że będziemy kontynuować tą zabawę i nagramy jeszcze jakiś materiał.

Polski niezal to, niestety, zabawa w jazdę pod górkę. Ok, to raz a dobrze: co było tym kamykiem, który przeważył szalę?

Bartek: Ja i moja siła perswazji. Tomek: Po prostu dałem się namówić…

Następny, kontrowersyjny temat: NAZWA. Ostatnio mam wrażenie, że spotkam na drodze same „ciekawe”. Niedawno Artykuły Rolne, teraz Wy. Jaka jest geneza waszej?

To jest pojęcie z językoznawstwa i fajnie brzmi, a zależało nam na polskiej nazwie, więc wyszła komponowana. Poza tym, ładnie się zlewa z resztą koncepcji, nazwami numerów i tytułem płyty.

Nie obawiacie się, że w ten sposób zamykacie sobie drogę na szczyt? No i źle się będzie skandować na koncertach. Poza tym – mam wrażenie, że wszystko co robicie nie jest zespołem, ale raczej swego rodzaju projektem. Mam rację?

Jak już pewnie się zorientowałeś, raczej stawiamy na radość z grania a nie celujemy w szczyt,  w dodatku bardzo fajnie jest jak okazuje się, że to się komuś podoba. Obaj nie mamy jednak smykałki do marketingu. Jeśli mamy się samookreślić to raczej widzimy się jako „zespół”.

A jeśli zespół to dążenie do… Jaki jest wasz cel, oczywiście, pomijając radość…

Właśnie w tym rzecz, że konkretów nie ma, lub raczej nie są sprecyzowane, wtedy łatwiej się cieszyć tym co samo przychodzi.

Niesprecyzowanie dotyczy też spraw ogólnych – mało o Was wiadomo, np. skąd pochodzicie, czy znaleźliście już basistę itp.

Początkowo byliśmy totalnie incognito i to nas trochę bawiło, teraz nie przywiązujemy do tego zbyt wielkiej wagi. Obaj mieszkamy w Sopocie,  z powodu tymczasowych zawirowań z salą prób, nie mieliśmy jeszcze okazji pograć z basistami którzy się do nas zgłosili, wygląda jednak na to, że wkrótce będzie taka opcja.

Czy problemy logistyczno-personalne zdecydowały o tym, że NK to formacja instrumentalna? Mam takie zdanie, że dzisiaj zespoły instrumentalne są w pewnym sensie wyrazem sprzeciwu wobec zalewającej nas fali informacji werbalnej…

To wyszło naturalnie, robimy tak od lat (gramy instrumentalnie), jednak tej koncepcji też nie trzymamy się kurczowo.Nazwy Kontrolowane

NAZWY KOMPONOWANE – Rdzeń Muzyka instrumentalna zawsze była dla mnie dość ryzykowanym polem działania, bo wymaga dużo większego wysiłku, by przykuć uwagę słuchacza. Brak frontmana, formalnego przekazu to schody, które pokonują jedynie mistrzowie. Mamy kilku takich w kraju, że tylko o Tides From Nebula wspomnę. Z innej strony, trzeba niezwykle silnej woli, by oprzeć się pokusie zapełnienia luk w aranżacji popisami instrumentalnymi, które męczą bardziej niż wyjący frontman. Nazwy Komponowane, pilnie dbający o swoją anonimowość zespół znikąd, idzie w przeciwnym kierunku i to pewnym krokiem. Zamiast pakowania w swoje utwory nie wiadomo jakich substytutów wokalisty, minimalizuje środki, wyrzuca cały balast, zostawiając podstawowy, zredukowany do szkicu szkielet. Zamiast zróżnicowanych utworów, stawia na spokojny, lekko improwizowany, klimatyczny post – lot. Spójność materiału podkreśla dodatkowo układ piosenek, których tytuły tworzą hasło „Początek jest tam gdzie koniec”, daruję sobie zatem analizę poszczególnych utworów. Prostota jest tu zaletą, delikatne, gitarowe tkaniny napędzane podskórnym nerwem przywodzą na myśl Slint, puls zerżnięty z Tortoise, tuż po wykastrowaniu z wszystkich, możliwych i niemożliwych wibrafonów i innych przeszkadzajek. Medytacja, monotonia, trans. Nie ma przypadku, jest powolne smakowanie dźwięku. Nic więcej. Przestrzeń i hipnoza. Nawet, jeśli gdzieś robi się duszno, to delikatne dotknięcie shoegaze’owej przestrzeni jest subtelne, niczym dalekie odbicie późnego Slowdive. Tajemniczy zespół, tajemnicza muzyka. Bacznie się im przyglądajcie i wypatrujcie pierwszych koncertów, już w najbliższych miesiącach, miejmy nadzieję…

Czyli jeśli pojawi się ktoś utalentowany i chętny by nieść to brzemię, NK przestaną grać instrumentala?

B: Dokładnie. T: Z drugiej strony lubimy przekaz pozawerbalny.

A co z tytułem płytki i tytułami kawałków, całkiem pomysłowa rzecz. Co to ma oznaczać, co się kryje za tym układem? Tylko gra słów, czy coś więcej?

To nie tylko gra słów, najprościej można to opisać jako cykliczność doświadczania zdarzeń. Trochę trudne do wytłumaczenia i niech takie może pozostanie.

Cykliczność = trans. Trans jest w muzyce. A muzyka jest dla Was… czym? Przepustką do wolności?

B: To jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi. T: Ja czasami odpoczywam od muzyki, potem jednak zawsze do tego powracam. Czyli jest to jakaś potrzeba, często zastanawiam się czy nie egoistyczna. A może warto jednak robić coś co się lubi i tyle.

A same dźwięki? Czuję tu wpływy starych kapel typu Slint czy nawet Don Caballero, jest trochę współczesnego post rocka, choć miejscami kłania się też lekko shoegaze’owy klimat…

Widzisz, my to widzimy zupełnie inaczej (lub chcemy widzieć). Lubimy o sobie myśleć, że robimy coś odkrywczego, ale wiemy, że to tylko iluzja.

No to jak zdefiniujemy muzykę NK? Najbardziej upierdliwe pytanie… Ale my to  lubimy…

Otwarty eksperyment. Bo jak inaczej ?

Jak ten otwarty eksperyment sprawdza się na żywo? Czy może nie lubicie grać koncertów?

Ha, i to jest najzabawniejsze – jeszcze nie zagraliśmy ani jednego koncertu, ale grać lubimy.

No to w nowym roku szykuje się premiera na żywo. Jak wyobrażacie sobie ten pierwszy raz (ale to brzmi…)?

Myślimy, że jak będziemy gotowi, to się stanie, a wtedy postaramy się oddać klimat naszej muzyki.

Zatem na koniec – żeby rozluźnić atmosferę – jakie płyty były dla was zaskoczeniem, co pobudziło wyobraźnię w tym roku?

B: Ja ostatnio jaram się „Cztery i pół” Łony. T: Dla mnie najbardziej „core” są niektóre płyty kapel takich jak: Horseback, Sonance, Sumac, Zu, Mgła, ostatnia płyta Puscifer też fajna. Lubię też Goat dla odmiany.

Rozmawiał Arek Lerch