NAGROBKI – Wyryte w granicie

Nie wiem, jaki chciałbym mieć postument na swoim grobie, ale granit wydaje się być całkiem sensownym materiałem. A przynajmniej solidnym i dlatego tytuł nowej płyty Nagrobków traktuję jako coś w rodzaju deklaracji dotyczącej obecnej postawy zespołu. Czyli tworu twardo stojącego na swoim dotychczasowym stanowisku muzycznym choć jednocześnie całkiem plastycznie zmieniającego i szlifującego swój wizerunek. Jeśli ktoś lubił „Stan Prac”, przy „Granicie” może się troszkę zdziwić, ale po chwili okaże się, że to te same, dobre/nudne/zaskakujące/wkurwiające Nagrobki. Więcej dowiecie się od śpiewającego gitarzysty Maćka Salamona. 

Trzeba przyznać, że jest o Was głośno. W kontekście Nagrobków przed premierą „Granitu” mówią, a może bardziej, piszą, że to wyhajpowane gówno (a GÓWNO już było), muzyczna bieda (przytyk do labelu?) a z drugiej, jedna z najgorętszych nazw polskiej alternatywy i twór żeniący odważny punk zN echami metalu i sporym dystansem do rzeczywistości. Ja wyjdę na przekór jednym i drugim, mówiąc inaczej – ten album będzie zbyt awangardowy dla przeciętnego słuchacza metalowych wyziewów, zbyt trudny dla wielbicieli punkowego łomotu i za grzeczny dla prawdziwych znawców alternatywy. Stoicie na rozdrożu, i to bynajmniej nie jest wada. Nagrobki nie chcą dać się zaszufladkować?

Nagrobkom chodzi o to żeby grać muzykę zgodną z naszymi zainteresowaniami, umiejętnościami i po prostu szczerą. Mniej interesuje nas bycie oryginalnym czy trudnym do zaszufladkowania. W tym składzie zagraliśmy już ponad 60 koncertów, czasami w bardzo dziwnych miejscach jak Muzeum Narodowe w Krakowie (wśród obrazów Fałata, Wyspiańskiego czy Malczewskiego) czy festiwal Opener i zazwyczaj jesteśmy bardzo dobrze przyjmowani. Wydaje mi się, że dzisiaj bardzo mało jest już zatwardziałych metalowców słuchających tylko metalu albo punków tylko punkowych. Gatunki już dawno otworzyły się na inne wpływy, wszystko się wymieszało i poplątało. Nie wiadomo gdzie się kończy jeden gatunek muzyczny i zaczyna drugi. Takie też są Nagrobki.

Skoro o koncertach mowa, zaczynaliście w moim rodzinnym Cieszynie, a dziś można was usłyszeć zarówno na wielkich festiwalach o których wspomniałeś, czy piwnicach małych klubów. Wniosek jest prosty, a którego nie można przypisać np. do metalowców. Nie boicie się wyzwań. Samo to, że koncertujecie we dwójkę dla wielu jest wypaczeniem klasycznie pojmowanego zespołu rockowego. A przecież ilość koncertów świadczy, że nie taki diabeł straszny i przekonujecie w tej formie kolejnych słuchaczy. Najtrudniej jest na dużych scenach gdzie ludzie oglądają was przypadkiem, czy w tych obskurnych małych salach, gdzie kontakt z widzem jest zero jedynkowy – kupi was  od razu, albo wyjdzie?

Duże festiwalowe sceny mają tę zaletę, że zazwyczaj są świetnie przygotowane do grania pod względem technicznym. Pamiętam jak byliśmy pod wrażeniem na Off Festiwalu, że odsłuch Adama grającego na perkusji zajmuje tyle miejsca co on sam. Na Openerze natomiast jak tylko otworzyłem bagażnik to spod ziemi wyrosła ekipa, która wniosła i rozstawiła mi cały sprzęt. Minusem jest odległość od publiczności, te wszystkie barierki, ochroniarze powodują, że czujesz jakbyś trochę grał w akwarium. Małe kluby to bliższy kontakt z publicznością. Czasami nawet bardzo bliski gdy ktoś wpadnie na Ciebie i wybije ci zęba twoim własnym mikrofonem. Po koncertach zazwyczaj jest okazja do rozmów z publicznością co często jest bardzo fajne, ponieważ masz opinię od razu. A gramy w duecie ponieważ tak jest nam wygodniej. Łatwo się umówić na próby, zorganizować, wyjechać, coś postanowić. Wiem o czym mówię, ponieważ w naszym poprzednim zespole było nas pięciu. Demokracja nas wykańczała dlatego teraz w Nagrobkach mamy dyktaturę duetu. Wszystko jest łatwe. Gdy potrzebujemy basisty, np. żeby zagrał na płycie dzwonimy do naszego kolegi Olo Walickiego. Olo nie jest stałym członkiem zespołu, pełni funkcję basisty honorowego. Pojawi się z nami na scenie w dniu premiery naszej nowej płyty i nie jest wykluczone, że będziemy grali razem na większych koncertach w przyszłości.

A dęciaki? „Granit” na tle poprzednich płyt niemal opiera się na ich firmamencie. Nie widziałem was na żywo, ani na festiwalach, a tym bardziej w Częstochowie, gdzie było mi najbliżej. Żałuję, zatem dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, Nagrobki mają dwie twarze – studyjną bogatą, czarująca umiejętnościami dodatkowych muzyków, i koncertową – surową, zimną, bliższą tej punkowej estetyce?

Nagrobki na żywo są inne niż na płycie, ale nie uważam tego za wadę. Z Adamem zagraliśmy setki prób. Mieliśmy wielomiesięczne okresy codziennych, porannych prób o ósmej, dziewiątej rano i mimo, że nie jesteśmy super mistrzami techniki to jesteśmy bardzo dobrze zgrani. Mamy pozawerbalne porozumienie na wysokim poziomie. Po części wynika to pewnie z dopasowania charakterów a po części jest to po prostu  wypracowane. Coraz większą część naszych koncertów zajmują improwizacje. Myślę, że będziemy zmierzać w tą stronę bo granie ciągle tych samych piosenek szybko się nudzi. Improwizacja jest czymś unikatowym zależy od naszych nastrojów, atmosfery na sali a nawet pogody. Dlatego każdy koncert jest inny i dlatego warto oglądać koncerty Nagrobków. Ładne piosenki są na płycie, którą jeśli ktoś spodziewał się tego samego co wcześniej już słyszał, można po koncercie kupić na otarcie łez. Aha i jeszcze jedno: Nie uważam Nagrobków za zespół punkowy. Surowe, oszczędne brzmienie nie oznacza jeszcze punka. Myślę, że ta łatka ciągnie się za nami przez to, że kiedyś graliśmy w zespole Gówno (który też nie był do końca punkowy, ale już bardziej rozumiem te porównania). Teraz jesteśmy na kompletnie innym etapie życia i twórczości. Na nowej płycie jest to nawet jasno napisane: NAGROBKI TO NIE PUNK!

Wyryte w granicie

Wyryte w granicie

Można o was powiedzieć (nie)wiele, ale na pewno nie to, że „sukces” zmienił wasze podejście do projektu. Kochają was zarówno dziennikarze z off-u jak i metalowcy, i nie sposób znaleźć w Nagrobkach widoczne wady. Na fejsie jedyne co wrzucacie to zdjęcia Adama jak rozkłada, w komentarzach jesteście skromni, rzadko ironiczni/uszczypliwi i zwyczajnie robicie swoje. Jak na muzyków co z niejednego pieca chleb jedli, i na niejednej scenie snuli swoje mroczne opowieści, zaskakująco mocno stąpacie po ziemi. Nikt nie odważył się na szkalowanie Nagrobków? Artyści ponoć lubią krytykę.

Hmm, mam bardzo mało do powiedzenia o krytyce swoich poczynań, bo jako osoba zapracowana nie za bardzo mam czas na śledzenie forów i zakamarków facebooka. Jeśli kto chciałby bardzo mi dowalić to musi, niestety, pofatygować się na koncert i mi to powiedzieć w cztery oczy. Mówi się o wszędobylskim hejcie w Internecie i jestem pewien, że nie ominął Nagrobków. Są to jednak moje przypuszczenia bo nie miałem czasu się tym zainteresować. Co do zdjęć Adama rozkładającego perkusję, to rzeczywiście przed każdym koncertem fotografowałem mojego kolegę. Pod koniec zeszłego roku udało mi się złożyć mini gazetkę – zina, zatytułowanego „Adam rozkładający perkusję”. Jego cały nakład czyli 50 egzemplarzy rozszedł się w kilka godzin. Było to podsumowanie i zamknięcie tego cyklu. Od teraz będziemy wrzucali już tylko Stan Prac czyli mapę polski z zaznaczonym miejscami naszych koncertów.

Premiera płyty na dniach, zaczynacie w bytomskich Wolnych Torach. Miejsce słynie głównie z aktywności punków o których mówiliśmy wcześniej. Odnoszę wrażenie, że właśnie takie lokacje, stanowiące kontrapunkt do normalnych klubów są stworzone do promowania waszej twórczości. Smutne historie a do tego obskurny klimat wnętrza „klubu” to dobry miks. Tak dobry jak ten blast na koniec „Mojego Testamentu”.

Z jednej strony gramy w punkowych Wolnych Torach (zresztą już po raz drugi) a z drugiej jest to koncert towarzyszący naszej wystawie w oficjalnej miejskiej instytucji czyli Centrum Sztuki Współczesnej Kronika w Bytomiu. Dyrektor Kroniki Stachu Ruksza  rozumie jak ważną, kulturotwórczą rolę pełnią takie miejsca jak Wolne Tory, dlatego współpracuje z Torami i na ile może wspiera je. Jeśli już jesteśmy przy Kronice to serdecznie zapraszam na wystawę „Gdziekolwiek będę, będzie śmierć”. Prezentujemy tam około nagrobkowe artefakty i dzieła sztuki powstałe przy okazji grania muzyki. Wystawa czynna jest przez cały maj. Takich miejsc jak Wolne Tory jest w naszym kraju trochę. Lubimy tam grać, mamy bardzo miłe wspomnienia z takich koncertów, ale cieszę się, że nie gramy tylko tam. Lubię jak jest różnorodnie.

Różnorodność to jedno, ale odnoszę wrażenie, że chcesz, aby o Nagrobkach mówiło się w szerszym kontekście, w odniesieniu do sztuki, o której nie raz tutaj wspominałeś. Występy w galeriach i muzeach, squatach – generalnie ośrodkach kulturotwórczych to takie szukanie odpowiedniego kanału do przekazania swoich treści. Żeby temat odpowiednio zagęścić, nie boicie się interpretować dzieł innych artystów na potrzeby… spektakli teatralnych. Nie ma dla was granic?

Dla mnie funkcjonowanie w galeriach nie jest żadnym rozszerzeniem kontekstu. Zajmuję się sztuką dłużej niż muzyką. Tak więc jeśli mówimy o rozszerzeniu to właśnie muzyka jest tym czymś co wykracza poza moje przyzwyczajenia i wykształcenie. Jeśli chodzi o teatr to jest trochę podobnie; od dawna współpracowałem z tetrami jako artysta, projektując plakaty czy robiąc wideo do spektakli. Niedawno zrobiliśmy muzykę do spektaklu Słowo o Jakóbie Szeli w teatrze Śląskim i jest to dla mnie zupełnie nowa, fascynująca przygoda. Spodobało nam się to tak bardzo (albo reżyserowi spodobało się to co zrobiliśmy), że teraz pracujemy jeszcze nad dwoma nowymi spektaklami z Michałem Kmiecikiem. Jednym w Poznaniu a drugim do radia.

Co według Ciebie przesądza o tak szerokim zakresie działania tego projektu? Chęć do sprawdzenia się na tak licznych polach, próba udowodnienia czegoś? A może prozaicznie, skoro tak bardzo jesteś związany ze strefą kultury, naturalny rozwój?

Na pewno nie chcę nic nikomu udowadniać. Nie jestem też specjalnie ambitny, więc nie chodzi o sprawdzenie samego siebie. Od zawsze miałem za to specyficzny rodzaj nerwicy twórczej, która powodowała, że najbardziej fascynujące jest dla mnie to czego nie umiem i dopiero odkrywam. Po studiach myślałem, że będę się zajmował animacją. Za moje filmy dostałem nawet jakieś branżowe nagrody na festiwalach filmowych. Jednak to nie przekonało mnie do zajęcia się tylko tym. Potem zajmowałem się malarstwem, video, grafiką, sitodrukiem, muzyką, malowałem murale, robiłem z kolegami gazetę. Dzisiaj korzystam z każdej z tych umiejętności po trochu, zależy na jaki pomysł wpadnę i co w danej chwili mam ochotę zrobić. Do pomysłu dobieram medium i tak powstaje moja sztuka. Po części to wynika też z tego, że lubię mieć nad wszystkim kontrolę i robić rzeczy samemu. Nie jestem fanem pracy w grupie. Zamiast D.I.Y nazwałbym to D.I.M. Do it myself. Jest coś takiego? W muzyce jest trochę inaczej – nie można grać na perkusji, gitarze, basie i śpiewać naraz. Całe szczęście, że tak jest. Myślę, że może dlatego gram w zespole, żeby zachować namiastkę normalności współpracując z innymi. Gdyby nie to już dawno bym zdziczał.Żak Paweł Wyszomirski

Mówiłeś, że gracie we dwójkę, bo nie podobała Ci się demokracja. Głos dzielony na czterech, może nawet pięciu ludzi. Nie jesteś czasem control freakiem? Zajmujesz się tyloma rzeczami, że wcale nie miałbym Ci tego za złe.

Myślę, że jestem takim wybiórczym control freakiem. Jeśli mi na czymś bardzo zależy, interesuje mnie to, to nie odpuszczę dopóki nie będę zadowolony. A jeśli czegoś nie lubię (nawet jeśli dotyczy mojej pracy) to nie jestem. Np. nie lubię miksować, cała cyfrowa obróbka dźwięku, to przecinanie, podgłaśnianie, ściszanie, kompresowanie itd. mnie męczy. Jestem szczęśliwy, że Adam w Nagrobkach to lubi i jest w tym bardzo dobry. Wiem, że zrobi to świetnie i cieszę się, że ja nie muszę tego robić ani nawet umieć robić.

Gdyby „Granit” był ostatnim co razem nagracie, byłbyś zadowolony? Świetnie bawicie się konwencją, kiedy trzeba gracie agresywnie, a jednak jest to mocno klimatyczna muzyka. Zimna, ale przemawia i… No właśnie, pokazuje, że wciąż szukacie, ale nie błądzicie w muzycznej magmie.

Jestem dumny z „Granitu”, ale nie chciałbym żeby to był koniec. „Granit” to najlepsza rzecz jaką możemy nagrać teraz. Mam nadzieję, że za dwa, trzy lata będziemy potrafili zrobić coś jeszcze lepszego. Co do planów to kiedy wrócimy z trasy, czeka nas praca nad dwoma spektaklami teatralnymi. Na jesieni chcemy podsumować nasze zmagania z teatrem i wydać z tego płytę. Marzy mi się trasa koncertowa ze wszystkimi kolegami, którzy grali na „Granicie” (czyli Olo Walicki, Mikołaj Trzaska, Tomek Ziętek i Michał Bunio Skrok).  Kiedyś tam (za dwa lata?) chciałbym żeby ukazała się następna płyta Nagrobków. Chciałbym, żeby była spokojna, taka snująca się i bez napierdalania. A propos wydawnictw muzycznych, to cały czas mamy sesję nagraniową z ostatniego Gówna. To są fajne piosenki, mamy coraz więcej chęci żeby je skończyć. Szczególnie, że niewiele pracy zostało. Jestem pewien, że nie będziemy grać już koncertów, ale fajnie byłoby to wydać. Takie nasze ostatnie pierdnięcie.

Na koniec, biorąc pod uwagę skłonności do improwizacji o której wspominałeś, który materiał gra Ci się lepiej? „Stan Prac” czy „Granit”?

W tym momencie „Granit”. ale co będzie jutro?

Skoro są Nagrobki, to Nekrolog? (śmiech)

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu/Paweł Wyszomirski (live)/Tomek Pawluczuk