MYOPIA – znów latamy w kosmosie!

Lubiłem poprzednie dwie płyty polskich voivod’owców, jednak dopiero najnowsze dzieło zostawiło mnie z głupim uśmiechem na ryjku. „Simultaneous Simulations” przynosi kilkadziesiąt minut muzyki totalnej, przygotowanej z determinacją, znawstwem i pasją. Tu nie ma miejsca na szukanie czy zastanawianie się. Jest maksymalnie matematyczny i mało oczywisty, gitarowy hałas, łączący szaleństwo z precyzją, agresję z wirtuozerią i metal z psychodelią. W poniższym wywiadzie panowie dość pokrętnie wyjaśniają, jakie prochy łykali podczas tworzenia muzyki, ja jednak wiem swoje – to były kosmiczne grzybki halucynogenne. Nie będę Was dalej zanudzał, bo bielszczanie, zadając kłam stereotypowi, który kreśli ambitnych artystów jako małomównych introwertyków, opowiedzieli o nowej płycie bardzo obszernie i wnikliwie, dzięki czemu powstał świetny konspekt do dźwięków. Zapraszamy!!

 

Czym spowodowana jest wasza zawziętość – od lat gracie muzykę, nagrywacie płyty bez spektakularnych sukcesów, bez kontraktów  płytowych a jednak z roku na  rok jesteście w coraz lepszej formie? Co łykacie?

Bogdan: Łykamy od czasu do czasu trochę piwa, ale widać dojrzewamy jak stare wino. Ja od lat deklarowałem, że albo będę grał muzykę podążającą w tym mniej więcej kierunku, albo nie będę jej grał wcale i nie obchodzi mnie granie heavy metalu, klasycznego death czy do kotleta za jakąś kasę. Albo robimy anarchię w thrash metalu, albo dajmy sobie spokój. Jeśli zapragnę kiedyś nagrać blues’ową płytę, to daj mi znać, że już czas odpuścić. Brak sukcesów lub kontraktów nie ma znaczenia, bo od zawsze powtarzam, że najważniejsze jest robienie tego, co sprawia mi przyjemność, a nie tego, czego ktoś oczekuje.

Robert: Cześć! Łykamy to co większość osobników na tej planecie, natomiast często popijamy strawę – jak Bogdan zauważył – dobrym piwem. Wydaje mi się, że nasza konsekwencja wynika ze świadomości, że tworzymy bardzo zgrany zespół, który potrafi tworzyć muzę na najwyższym poziomie (taką poprzeczkę sobie stawiamy). Nie powiem nic nowego, po prostu granie na instrumencie od zawsze było naszą pasją, a gdy pojawiła się parę lat temu możliwość wspólnego komponowania i grania to decyzja mogła być tylko jedna, czyli pełne zaangażowanie się w projekt MYOPIA (dołączyłem do zespołu w 2006 roku). Kwestia kontraktu jest dla mnie czwartorzędna, najważniejszy jest efekt muzyczny, czyli kolejne utwory sygnowane naszym logo. Mam poczucie, że rozwijamy gatunek metalem zwany, że dorzucamy swoją bardzo charakterystyczną cegiełkę i fakt, że nagrywamy coraz lepsze rzeczy dopinguje nas i mobilizuje.

Od razu zakończmy sprawę poprzedniej płyty – dzisiaj, z perspektywy ilu – dwóch? – lat jak oceniacie poprzedni krążek – czy rezultaty nadal Was satysfakcjonują, może coś zmienilibyście? Ten krążek powstał w nowym składzie, więc może z dzisiejszego punktu widzenia był to tylko taki okres przejściowy?

Bogdan: Nie było żadnego okresu przejściowego, zaczęliśmy wszystko od początku, odcinając się poniekąd od przeszłości i był to strzał w dziesiątkę, nastąpiła wręcz najlepsza w naszej historii współpraca wszystkich ludzi w zespole, powstał świetny album ze wspaniałą grafiką i fajną historią. Z perspektywy czasu zawsze coś chciałoby się zmienić, jakieś drobne szczegóły, ale te właśnie ulepszenia  wprowadzamy w czyn przy okazji kolejnego albumu, co przyczynia się pewnie trochę do lepszej jego jakości. Mam nadzieję, że nadal podtrzymamy tę tendencję.

Robert: Bardzo lubię „Biomechatronic Intervention”. To płyta nieprzewidywalna, spontaniczna i chora dźwiękowo. Nie nazwałbym jej przejściową, raczej był to okres koniecznego kształtowania się stylu, który zabrzmiał na kolejnym krążku. Oczywiście, że z perspektywy ponad 3 lat można doczepić się do wielu rzeczy na płycie, niemniej jednak mam cały czas poczucie, że tak w Polsce jeszcze nikt nie grał, ze nadal jest to płyta która czeka na swoje odkrycie. Naturalnie obecnie uwaga skupiona jest na „Simultaneous…”, lecz myślę ze wiele osób sięgnie po poprzedni album, jeśli spodoba mu się taka wizja muzyki.

Jak wyglądały sprawy  koncertowo – promocyjne – co udało się zrealizować w ostatnich latach, jakie koncerty wspominacie najlepiej i kto się Wami zainteresował?

Robert: Mieliśmy propozycje grania m.in. przy okazji organizowania koncertów w Bielsku-Białej, jednak MYOPIA nadal jest projektem studyjnym. Muzyka to nasze hobby i tworzymy ją „po godzinach”, czyli komponowanie, próby, potem organizacja studia i nagranie płyty jest  dla nas najważniejsze. Mieszkamy  w różnych miastach, stąd nie jesteśmy w stanie być czynni koncertowo w każdym momencie. Skomplikowana muza wymaga by wciąż ogrywać wspólnie numery, a na to na razie nie możemy sobie z racji innych zajęć pozwolić. Dlatego odpuściliśmy tę kwestię i nie mobilizujemy się, by grać koncerty.

Wiem, że w związku z nową płytą szukaliście wydawcy – jakie były główne powody, że nie udało się go znaleźć. Zastanawiam się nad tym, bo często spotykam – powiedzmy to uczciwie – mierne zespoły, które bez problemu podpisują kontrakty, tymczasem Wy nie. Macie jakieś wygórowane żądania, wymagania??

Bogdan: Mierne zespoły grają miernie i pospolicie, ale pospolitość oznacza łatwiejszą przyswajalność, a więc większą popularność a co za tym idzie lepszy zysk ze sprzedaży  dla wydającego. Gdyby nawet nas puszczano w jednej ze znanych rozgłośni, to nie sądzę żebyśmy stali się popularni. Jesteśmy raczej narodem, który lubi proste aranże i nieskomplikowane, a nawet skoczne rytmy. W metalu również. Nie stawialiśmy nigdy jakichkolwiek wymagań czy żądań którejkolwiek z wytwórni, bo do jakichkolwiek negocjacji nigdy nie dochodziło.

Robert: Naprawdę bardzo często zadawałem sobie to pytanie. Szeroką akcję propagandową mającą na celu pozyskanie wydawcy przerobiliśmy sobie przy okazji „Biomechatronic…” – kompletnie bez efektu. Obecnie zawęziliśmy się do największych krajowych wytwórni, skutek był identyczny: kompletny brak zainteresowania by wydać „Simultaneous…”. Normą było totalne ignorowanie (brak odpowiedzi na mejle i telefony), w końcu pisałem w formie „Napiszcie, do nas, że NIE”, abyśmy wiedzieli na czym stoimy. Przez moment Mystic Production dawał cień szansy na wydanie, jednak po około miesiącu otrzymaliśmy odmowną decyzję. Suma summarum: płytę po raz kolejny wydaliśmy sami. Warunki? Nie stawialiśmy żadnych , po prostu chcieliśmy mieć wedle naszego pomysłu wydaną płytę oraz wsparcie promocyjne.

Kiedy podjęliście decyzje o nagrywaniu kolejnej płyty?

Bogdan: Jeszcze w studiu podczas poprzedniego nagrania. Wychodząc ze studia, żegnaliśmy się z Szymonem do następnego razu. Teraz jest identycznie, nie zaczęliśmy jeszcze komponowania nowego materiału, ale w bliżej niesprecyzowanej przyszłości znów chcemy spotkać się z Szymonem i zarejestrować kolejny materiał

Robert: W zasadzie postrzegam ostatnie 6 lat jako ciągłość w komponowaniu. Już podczas olsztyńskiej sesji „Biomechatronic…” miałem w głowie motywy, które później rozwinąłem na „Simultaneous…” .Wiedziałem, że pomimo iż jest to pewna kontynuacja dźwiękowa, będzie to inna płyta. Omówiliśmy z Bogdanem jesienią 2008 r. koncepcję nowej muzy i wspólnie tworzyliśmy kolejne numery. Początkowo kiełkował nam w głowach pomysł swoistego „mega-utworu”, rodzaj 40 – minutowej, metalowej jazdy, ale później zmodyfikowaliśmy ten projekt. Co ciekawe: w warstwie muzycznej odbija się to, co Bogdan stworzył w tekstach, niektóre motywy powtarzają się zmodyfikowane w kolejnych utworach (w innej harmonii czy rytmice). To ciekawy zabieg, nie wiem tylko czy do wychwycenia przez słuchaczy. Mam nadzieję, że tak.

znów latamy w kosmosie!

znów latamy w kosmosie!

Muszę uczciwie przyznać, że nowa płyta jest dla mnie najlepszym dziełem Myopia, jakie powstało. Wszystko – od produkcji przez kompozycje, skończywszy na zajebistych aranżach jest genialne – jak się wam to udało?

Bogdan: Po prostu robimy ciągle swoje. Uczymy się na własnych błędach, potknięciach, które się nam wcześniej przydarzały i staramy się je eliminować. Robert Słonka jest już z zespołem najdłużej spośród wszystkich gitarzystów, którzy się w Myopii pojawili. To na pewno przyczynia się do coraz większego zgrania i zrozumienia. Szymon Czech jest od zawsze naszym realizatorem, więc zna nas jak mało kto, a poza tym on sam wciąż podnosi swój warsztat. Był też plan, żeby nagrywać tą płytę już rok wcześniej, jednak wspólnie zdecydowaliśmy się to opóźnić. Dzięki temu mogliśmy nagrać pilota dla Roberta Koconia, a on miał więcej czasu na lepsze aranże basu, a poza tym zgraliśmy cały materiał na maximum, co przy zaledwie tygodniowej sesji nagraniowej bardzo nam pomogło.

Robert: Trudno jednoznacznie wskazać na jedną wiodącą przyczynę. Na pewno na „Simulteneous..” składają się naprawdę porządne utwory, komponowane długo i na maksymalnym napięciu. Jestem pewien każdego motywu, który się tam znalazł, że jest najlepszy na jaki mnie było stać. Starałem się by każdy utwór miał określony klimat, a jednocześnie pasował do całości – by był mocny, niebanalny rytmicznie i by harmonia pochodziła nie z tego świata. Riffy dopełnił Bogdan swoją specyficzną rytmiką (bardzo pogiętą a jednocześnie pędzącą do przodu jak nigdy) a Robert chorym basem i doskonałym wokalem. No i ukłon dla Szymona, który w sobie tylko znany sposób stworzył brzmienie, które po prostu nas powaliło. Powiem szczerze, przy pierwszych odsłuchach nie poznawałem własnych utworów , potęga jaka wylewała się z głośników po prostu miażdżyła.

Słuchając płyty odniosłem wrażenie, że jej w sumie dość poszarpana, nerwowa struktura, która raczej fanów wam nie przysporzy, wynika z faktu, że odpuściliście, na zasadzie „ i tak nie mamy nic do stracenia” i stworzyliście agresywne, post metalowe, skomplikowane i wymagające w sumie dużego osłuchania dzieło. Mam rację, że czy było zupełnie inaczej?

Bogdan: Oczywistą sprawą jest, że nie mamy nic do stracenia, i z takim nastawieniem podchodzimy do każdego, nowego utworu. Chcemy wręcz eksplorować coraz to nowe, bardziej zawiłe rejony muzyczne. Na początku chodzi o to, żeby nowe motywy muzyczne były skomplikowane i trudne do zagrania dla nas samych, co podnosi ich i naszą wartość, a końcowe ich zgranie przynosi niebywałą satysfakcję. Nie chcemy tym samym zniechęcić potencjalnych słuchaczy, ale też nikomu się nie podlizujemy. Robimy swoje bez względu na to, czy nas wydadzą, czy nie i co o nas napiszą.

Robert: Naszym założeniem zawsze było grać to, co chcemy usłyszeć, nie mając tak naprawdę pojęcia w jakim kierunku rozwija się świat muzyczny. Gramy siłą rzeczy pod prąd, nie przejmując się kompletnie modami i trendami. Chcemy grac muzę zaawansowaną technicznie, w określonym cyber/pschycho klimacie a inspirowaną naszymi ulubionymi zespołami z lat młodości. My nie mamy nic do stracenia, gdyż idziemy torem który sami sobie wyznaczyliśmy, za to mamy do zyskania poczucie tworzenia muzy dla wymagającego i myślącego muzycznie odbiorcy. Ponad wszystko przekładam moment, gdy odpalam płytę MYOPIA w odtwarzaczu i słyszę dźwięki które przenoszą mnie w inny wymiar. Bezcenne.

W jaki sposób pracowaliście nad płytą – powstawały  głowach gotowe tematy czy wszystko jest wynikiem zabawy na sali prób?

Bogdan: Sposób tworzenia jest u nas właściwie niezmienny. Raczej nie improwizujemy, Robert przynosi gotowe gitarowe motywy lub nawet całe kawałki. Zanim zacznę robić do nich bębny muszę się z nimi osłuchać  i uwierz mi, czasami może to trochę potrwać aż muzyka zacznie hulać w mojej głowie i zacznę cokolwiek z niej pamiętać. Nigdy nie ma parcia czasowego, więc raz robimy więcej, raz mniej, a czasami nic, innymi słowy tak długo aż efekt końcowy nas zadowala i wszystko ładnie się zgrywa. Są momenty, że za cholerę nie możemy się przez niektóre partie razem przebić, i wtedy trzeba zwolnić i rozłożyć to na proste dźwięki, a od czasu do czasu trzeba się nawet poddać i coś „wyprostować”. Po zgraniu gitary z bębnami, basista dostaje ten materiał i zaczyna szaleństwa na swoim instrumencie. Przy tej płycie zrobiliśmy w studiu jedno istotne usprawnienie, po nagraniu perkusji i gitar, Robert Kocoń nagrywał na przemian trochę basu i trochę wokalu, dzięki czemu, mimo bardzo krótkiego i intensywnego okresu nagrywania, jego wokal odpoczywał i miał ciągle moc, a efekt końcowy jest bardziej zadowalający niż kiedykolwiek wcześniej.

Robert: Mamy bardzo dobrze przerobiony proces tworzenia utworów, niezmienny od paru lat. Najpierw powstają gitarowe riffy czyli poszczególne utwory w wersji gitarowej. Potem na warsztat bierze je Bogdan i układa ścieżkę bębnów. Wreszcie wspólnie z Robertem gramy na dwie gitary, on układa bas a na końcu powstają linie melodyczno/ryczące i robotyczno/skandujące. Tak przygotowani przemieszczamy się do Szymona by utrwalić nasze pomysły. Oto przepis na utwór Myopia. Na sali prób ogrywamy utwory – nigdy tam ich spontanicznie nie tworzymy.

Co sprawiło Wam najwięcej problemów podczas tworzenia muzyki, jakieś szczególne momenty w czasie pracy?

Bogdan: Dla mnie najtrudniejsze było ułożenie partii bębnów do gitar Roberta, czyli wszystko (śmiech…)! Zaczęliśmy od utworu „Simulation I”, za cholerę nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, ale sam słyszysz, jak ten gość gra, nie wiadomo, o co chodzi! Jest to żmudna praca, czasami dosłownie po długich analizach i przymiarkach uda nam się ledwo zrobić dziesięć sekund numeru, ale bywają też takie próby, że nie ma żadnego progresu.

Robert: Dla mnie nie było jakiś mega-trudności przy tworzeniu muzy, raczej koncentracja i nakierowanie na nagranie jak najlepszej płyty. Lubię etap komponowania utworów, gdy powoli rodzi się muza. Tworzę początkowe motywy długo i mozolnie, ale bez czasowej presji. Na pewno ciężką pracą jest zrytmizowanie ich, ale to już Bogdan w niepojęty dla mnie sposób daje radę , choć zdarza się, że musimy dany riff rozpisać na czynniki pierwsze by ogarnąć jego metrum. Chyba jednak wskazałbym na presję czasu w studiu – bardzo chcieliśmy nagrać wszystkie ścieżki instrumentów i wokale Roberta. Udało się perfekcyjnie, wyjeżdżaliśmy ze studia z nagranym całym materiałem, który później był szlifowany przez Szymona.

Od początku słychać, że muzyka jest dużo bardziej agresywna niż na poprzednich produkcjach, bardziej intensywna, wściekła i brutalna – takie czasy czy wewnętrzne wkurzenie, które pchnęło  Was do takiego agresywnego wyzwania rzuconego ludzkości?

myopia odkrywa obce formy życia!!

myopia odkrywa obce formy życia!!

Bogdan: Ja zawsze chciałem, żeby nasza muzyka dawała agresją, w końcu poruszamy się w rejonach thrash metalu, a nie disco. Jeśli tym razem sprawia ona poczucie większej agresji, to pięknie! Ja zagrałem kilka szybszych momentów na bębnach, ale statystycznie pewnie nie więcej, niż zwykle, może nastąpił ich lepszy dobór do partii gitar. Natomiast, o czym wspominałem już wcześniej, świeży, mocny jak nigdy dotąd wokal, dostarczył tutaj sporo agresji w numerach takich jak „Simulation II”, „Regime of Simulacrum” czy w „Hyperreality”. Efekt końcowy zaskoczył mnie samego.

Robert: To fakt. Kompozycje są bardziej motoryczne i galopujące. A przy tym, jak zauważyłeś, mocno połamane i powyginane we wszystkie możliwe strony. To właśnie charakterystyczne dla „Simultaneous..”, że przy całym złożoności kompozycji ta płyta ma zarąbiście metalowy pazur, nie jest art-rockowo przekombinowana, lecz leje po mordzie aż miło. Robert stwierdził, że po jej wysłuchaniu czuł się jak „po przesłuchaniu na gestapo”. Skąd taki charakter płyty? Chyba znaleźliśmy sposób i dotarliśmy do sedna wypowiedzi muzycznej w naszych kompozycjach – ta dziwna, połamana forma jest na wskroś metalowa.

Chciałbym, żebyście wyjaśnili  koncept, jaki tym razem oplata muzykę – jaka to historia i skąd bierzecie te wszystkie fantastyczne pomysły??

Bogdan: Za pomocą wehikułu czasu, który ma dysfunkcję i zamiast przemieszczać się w czasie, przemieszcza się w przestrzeni, i do tego tylko w jedno konkretne miejsce, docieramy na planetę Aerth w Układzie Abneveroth aby stawić czoła symulowanej rzeczywistości. Symulowanej, gdyż rzeczywistość nie istnieje – znikła różnica między tym, co rzeczywiste, a tym, co wyobrażone, istnieją jedynie hiperrzeczywiste znaki podające się za rzeczywistość. Polega to między innymi na tym, że jesteśmy na przykład bombardowani milionami newsów z nieskończonej ilości źródeł, co tylko wprowadza dezinformację,  tak, że gubimy się w tym, co jest prawdziwe, a co nie. Tworzymy kopie czy repliki znanych i nie tylko obiektów, miejsc, dzieł i budynków po to, żeby oryginały mogły ocaleć, ale z czasem kolejne pokolenia nie rozpoznają oryginału albo jest im to kompletnie obojętne, z którą z form obcują. Staramy się przywrócić na łono natury sklonowane gatunki, które już wyginęły lub prymitywne plemiona, które zostały już zainfekowane naszą cywilizacją. W ten sposób symulujemy coś, czego już nie ma. Ponadto sami nie jesteśmy pewni, czy ciągle panujemy nad nowoczesnymi technologiami, czy to raczej one na co dzień sterują naszym życiem( uzależniając  nas na przykład coraz bardziej od siebie) które jeszcze kilkanaście lat wcześniej byłoby całkowicie inne. Takie to między innymi symulacje trzymają nas w swoim reżimie a my, biorąc to za oczywiste, żyjemy sobie w hiperrzeczywistości otoczeni swoją hiperprzestrzenią nie mając pojęcia co jest prawdą, a co fałszem, co jest oryginałem, a co tylko repliką. Tak więc, nie rozróżniając powyższych, towarzyszy nam uczucie déjà mort, czyli złudzenie tego, co już martwe, minione czy nieistniejące. W konsekwencji jeśli nasze życie zaczyna być przepełnione coraz większą ilością kopii, replik, symulacji, to świat staje się repliką samą w sobie, więc my zdajemy się żyć w okresie posthistorii, czyli czasu po historii,  przynajmniej na razie, dopóki nie otrząśniemy się z tego letargu. Tak pokrótce wygląda koncept tekstowy. Oczywiście nie muszę dodawać, że jest tutaj podwójne dno, wystarczy spojrzeć na angielskie nazewnictwo obu pojawiających się tutaj planet: Earth i Aerth. Dawno temu przeczytałem książkę „Symulakry i Symulacja” Jeana Baudrillarda, główną inspirację tego konceptu, przez wiele lat zbierałem się do tego projektu (miał on się nawet pojawić na poprzedniej płycie), aż w końcu dojrzałem do tego i nadszedł jego czas. Znów latamy w kosmosie, ponownie jest to opowieść science-fiction, ale tym razem o wiele bardziej zawiła. Generalnie pomysły dostarcza samo życie: socjologiczno-filozoficzna książka w tym wypadku, artykuł w codziennej prasie w innym itp.

Kolejna sprawa to oprawa graficzna, która zanim jeszcze posłuchałem muzyki, okrutnie mnie zaskoczyła. Po pierwszym oporze, jaki wywołała, zacząłem ją akceptować ,ale nadal uważam, że grafika także symbolizuje w waszym przypadku jakąś zmianę, jaka nastąpiła w zespole… Skąd taki pomysł, skąd komiksowa forma i jak pracowaliście nad tymi obrazkami.

Bogdan: Pierwsze założenie było takie, żeby kontynuować grafiki w klimacie poprzedniej płyty, niestety odpadła nam autorka tamtych projektów i kontynuacja stała się niemożliwa. Potem wpadłem na pomysł, by zaangażować w projekt Kamila Smale, naszego byłego gitarzystę i plastyka zarazem. Pierwsze rozmowy wypadły obiecująco, ale zaraz potem przekonałem się, że Kamil przebywa w zupełnie innym wymiarze a nasz wehikuł czasu jeszcze tam nie dociera. Inna znajoma Roberta Słonki wykonała jeden próbny rys komputerowy do nowej płyty, ale mnie wydało się to kiczowate, chociaż reszta zespołu była za. Sugerowałem Robertowi, żeby trochę nakierował swoją znajomą na nasze klimaty. Po jakichś dwóch tygodniach przyszły kolejne rysunki, pomyślałem wtedy „To jest to! Zajarzyła, o co chodzi!” Zaraz potem dowiedziałem się, że to Robert ujawnił swój talent! Do całości Robert Kocoń też dorzucił jeden rysunek. Koniec końców, z awaryjnego wydawałoby się wyjścia, nastąpił strzał w dziesiątkę. Co do zmiany, o której wspomniałeś, to tak, stajemy się coraz bardziej samowystarczalni. Co będzie następnym krokiem, może własna wytwórnia płytowa?

Robert: Z grafiką mieliśmy spory problem przy okazji wydania ostatniej płyty. Różne rzeczy chodziły nam po głowie, początkowo mieliśmy pomysł graficzny pewnej znajomej, ale nie odpowiadał w 100% naszym wyobrażeniom o wkładce. W końcu stwierdziliśmy, że płyta ta będzie w pełni autorska czyli obok muzy skomponowanej przez nas wspólnie, tekstów napisanych przez Bogdana znajdą się rysunki także uskutecznione naszą ręką. I tak powstał cykl rysunków obydwu Robertów, zmodyfikowanych w kompie, które wszyscy zaakceptowaliśmy. Powiem tak, że wywołują one skrajne reakcje: od pewnej konsternacji po zachwyt. I kto ma rację?

Kolejny raz nagrywaliście płytę razem z Szymonem Czechem, jednak tym razem, jak już gdzieś podkreśliłem, efekt jest miażdżący. Co zmienił się w sposobie pracy, że wyszło takie zajebiste i co tu dużo mówić – bezpośrednie brzmienie?

Robert: To już sekret wiedzy tajemnej i doświadczenia samego Szymona. Jeśli chodzi o brzmienie gitary powstało ono za pomocą multiprocesora  Fractal Audio System AXE-FX Ultra. Urządzenie to pozwala na generowanie nieprawdopodobnych brzmień oraz pełnych symulacji wzmacniaczy i kolumn. I to słychać, efekt jest bardzo mocny. Bębny nagrywaliśmy w studiu X w Olsztynie, co jest gwarancją najlepszego brzmienia, a całą resztę (gitarę, bas, wokal) w Studiu Elephant. Natomiast wydaje mi się, że decydujące znaczenie ma tu fachowość w mieszaniu dźwiękowych składników przez Szymona, co kolejny raz podkreślam.

Moje ulubione kawałki z płyty to numery „Simulation II”, „Regime of Simulation” i „Deja Mort”.  Te utwory zmiażdżyły mnie totalnie. Te aranże nie mają słabych punktów. Tyle się w nich dzieje – jak one powstały?  Niszczą mnie riffy, które trzeba przetrawiać wiele razy, by zrozumieć ich strukturę. To muzyka bardzo ponadczasowa i wielowymiarowa. Macie jakieś swoje ulubione kawałki ?

Robert: Generalnie podoba mi się cała płyta, natomiast jeśli chodzi o utwory, które wymieniłeś to faktycznie są one niesamowite. „Simulations II” powstał jako kontynuacja pomysłów z utworu „Simulations I”. W efekcie powstał bardzo poszarpany, ale ładnie zharmonizowany utwór (powtarzający się główny motyw) a przy tym ciężki jak diabli. Podobnie rzecz się ma przy „Regime of Symulacrum” , tutaj po matematycznym, industrialnym nieco wstępie na koniec pojawia się niezła galopka w punk/deathowym  stylu. „Deja Mort” jest chyba najbardziej skomplikowanym utworem. Bardzo długo go ćwiczyliśmy, gdyż motywy, z których się składa mają bardzo różne metra i tempa. Jako ciekawostkę dodam, że „motyw refrenu” został zrobiony niejako od tyłu: najpierw powstały bębny, potem ja dorobiłem do nich partie gitary. Całość daje niezłego kopa. Bardzo lubię grac ostatni utwór na płycie czyli „Posthistory” , utwór pędzi do przodu jak szalony, a końcowych fragmentach po instrumentalnym zamieszaniu wyłania się bardzo ładne zwolnienie z deklamacją Roberta.

Nowa muzyka jest niemal idealna na koncerty  – bardzo dobrze zrytmizowana i mimo pewnych, formalnych trudności, może nieźle zakręcić publiką. Macie nadzieję, żeby teraz uderzyć  intensywnymi koncertami?

pierwszy kontakt nawiązany

pierwszy kontakt nawiązany

Robert: Mam podobne wrażenie, że płyta sprawdziła by się idealnie przed żywa publiką. Jej dynamika i siła na pewno działa. Jednak już odpowiedziałem częściowo na to pytanie. Nie mamy na razie konkretnych planów koncertowych, skupiamy się obecnie na promocji płyty w sieci oraz w magazynach drukowanych. mamy nadzieję, że ukażą się wkrótce kolejne recenzje oraz wywiady, w których przybliżymy wyprawę Myopia do rzeczywistości równoległych.

Nawiązując do tego pytania – jakie macie plany promocyjne? Mam straszną nadzieję, że taka płyta nie pozostanie bez wsparcia….

Robert:  Chcielibyśmy nakręcić teledysk do utworu „Hyperreality” na bazie materiałów nakręconych w studiu oraz podczas próby. Zbliża się okres wakacyjny, więc pewnie każdy a z nas odetchnie od grania, a po wakacjach zaczniemy pewnie dłubać przy nowych pomysłach, które powoli powstają

Może to będzie bardzo słabe pytanie, ale kiedy patrzę na jakość wydania płyty – ile taki proces (nagrywanie, wydawanie, drukowanie itp  itd…) pochłania kasy? Jakie to są sumy i czy nie myśleliście o jakiejś dotacji na kulturę? Teraz jest trochę takich możliwości. A może niezależność totalna jest dla was najważniejsza?

Bogdan: Jesteśmy triem, więc wydatki są u nas nieporównywalnie większe niż w większych zespołach. Na świeży sprzęt potrzebny do studia, nagranie i wydanie płyty ja sam wydałem ładnych kilka tysięcy złotych. Taka przyjemność sporo kosztuje i zaciskanie pasa jest niezbędne. Nie myśleliśmy o dotacjach szczerze mówiąc, ale wydaje mi się, że trochę czasu trzeba czekać na rozpatrzenie takiego wniosku, a my jak już jesteśmy z materiałem gotowi, to chcemy to od razu wypuścić, żeby się nie starzał w szufladzie. Pomyślimy może o tym z dużym wyprzedzeniem przy następnej płycie. Totalna niezależność nie jest dla nas najważniejsza, ale życie samo wpędza nas w ten mało komfortowy stan.

Robert: Trudno do końca to wycenić. Biorąc pod uwagę trzy lata prób, bieżące utrzymywanie sprzętu, wreszcie samo nagranie i wydanie płyty to suma okaże się dosyć spora. Nie chcę strzelać w konkretną kwotę, ale na pewno jest to parę tysięcy złotych na każdego z nas.

 Czy nadal możecie razem zawołać „Bielsko-Biała uber alles”?!

Bogdan: A czy już kiedyś tak wołaliśmy (śmiech…)? Ja pochodzę z tego miasta i aktualnie mieszkam w Bielsku-Białej, i powiem Ci, że na chwilę obecną dobrze mi się tutaj żyje. Wielkość miasta jest w sam raz – nie za duże, bo w wielkich miastach czy nawet metropoliach, już się na razie namieszkałem, nie jest też to wioska – na wiejskie życie jeszcze nie jestem gotów. Jest tu piękna okolica, wychodzę z bloku i w godzinę jestem już w górach (samochodem w pięć minut), w których to ostatnimi laty spędzam sporo czasu, niedaleko jest na Słowację lub do Czech, infrastruktura drogowa ciągle się buduje i niedługo wszędzie będzie jeszcze bliżej. Tak, pod tym względem dla mnie B-B rządzi. Muzycznie natomiast, nie dzieje się tutaj chyba nic spektakularnego, jeśli w tym kierunku podążały Twoje myśli, pod tym względem jest to miasto, jakich wiele.

Robert: Ha! Rodzimym miastem Bogdana i Roberta jest Bielsko-Biała, natomiast ja jestem Żywczaninem z czego jestem dumny, wiec okrzyk – cytując klasyka Hegemona – powinien zabrzmieć: „Niech co Bielsko-Żywiec-Biała ?  Niech żyje !!!”

Na koniec – wyliczcie trzy najlepsze/najważniejsze i trzy najgorsze wydarzenia z życia Myopia z ostatnich dwóch lat.

Bogdan: W ciągu minionych dwóch lat nie wydarzyło się aż tyle. Najważniejsze, że po raz kolejny, mimo zabiegania, zapracowania, odległości nas dzielących udało się wejść do studia, nagrać fajny materiał i wydać go jak zwykle pod prąd. Szkoda, że nie znalazł się chętny do wypuszczenia tej płyty. Jedna wytwórnia myślała nad nami kilka tygodni, ale nic nie wymyślili. Jeszcze będą żałować !

Robert: Trzy najlepsze: zakończenie pracy i wydanie płyty „Simultaneous Simulations”, wspólne wyjście na birofilia w Żywcu i pewna noc spędzona pod gołym niebem w Pieniężnie – pełna metafizyka i dotknięcie tajemnicy Wszechświata. Trzy najgorsze: brak czasu na częstsze wypady w góry, ogólna gonitwa życiowa (ale to tyczy się nie tylko działki zespołu)  i chyba brak realizacji projektu na bazie dokonań Myopia w innym nieco klimacie (rozmawialiśmy wstępnie  o tym, na razie tego nie zrealizowaliśmy). Ale czy to są najgorsze wydarzenia? Chyba nie, –  nie było takich tak naprawdę, z Myopia mam tylko pozytywne skojarzenia.

Ostatnie  słowo należy do was…

Bogdan: Dzięki Arku za niepowtarzalną analizę naszej płyty w Twojej recenzji oraz za ten wielowątkowy i wielowymiarowy wywiad, zwłaszcza, że coraz trudniej jest dziś konstruktywnie z kimś porozmawiać. Pozdrawiam wszystkich nas wspierających, nadchodzi anarchia thrash metalu – nie przegapcie jej!

Robert: Dla mnie najważniejsze jest, że „Simultaneous Simulations” jest faktem i że jest to płyta (jak napisałem we wkładce) ponadczasowa. Wiem, że muza na niej zagrana będzie zawsze dobrze brzmiała, gdyż chyba wykracza poza to co obecnie dzieje się w metalowym światku. Chciałbym , aby jak najwięcej sympatyków mocnych, kosmicznych dźwięków mogło się o tym przekonać, więc zachęcam do wejścia w świat Myopii, pozdrawiam czytelników Violence-Online, Arkowi dzięki za mocne wejście w płytę – to przyjemność obcować z ludźmi dla których napisanie recki i pytań do wywiadu  to nie zwykłe odwalenie kolejnego tematu. Szacunek !!!

Rozmawiał Arek Lerch

UWAGA KONKURS!!! JEŚLI ODPOWIECIE NA PROSTE PYTANIE, DOTYCZĄCE NOWEJ PŁYTY MYOPIA, W NAGRODĘ OTRZYMACIE NAJNOWSZE DZIEŁO ZESPOŁU!!!

PYTANIE BRZMI: „NA JAKĄ PLANETĘ DOCIERAJĄ MUZYCY WEHIKUŁEM CZASU? PROSIMY PODAĆ NAZWĘ PLANETY

Pierwsza osoba, która na adres arek@violence-online.pl przyśle prawidłową odpowiedź, otrzyma płytę!!!