MORD’A’STIGMATA – Rozszerzanie zasięgu

Konsekwencja. Upór. Tajemnica. Poszukiwanie. Niezadowolenie. Kreacja i idea. Mord’A’Stigmata cały czas zaskakuje. To zespół dążący do celu, który w zasadzie jest nieokreślony. Nazywanie ich w 2019 roku black metalem jest zbyt banalne, bo M’A’S już dawno odeszła w nieznane, tworząc własny świat, który w dodatku cały czas modyfikuje. I dzięki temu, że zespół ciągle jest niezadowolony z miejsca, w którym się znajduje, możemy cieszyć się kolejnymi mutacjami ich muzycznego wizerunku. Chciałbym napisać, że najnowsza płyta „Dreams of Quiet Places” to finał tej podróży, ale wiem, że jest inaczej. Że za rok M’A’S będzie w innym miejscu. I to jest właśnie fascynujące. Chcecie wiedzieć coś jeszcze? Wątpliwości rozwiewa mózg zespołu, gitarzysta Static. 

Na początek trochę przewrotnie, choć z sympatią – czy warto było czekać tyle lat na rok 2019, kiedy chyba („chyba” jest złośliwe…) wreszcie, M’A’S została zauważona nie tylko przez kilkunastu otwartych dziennikarzy w IV RP?

Na nic nigdy nie czekałem w kontekście M’A’S. Tworzenie muzyki wynika z mojej wewnętrznej potrzeby i pewnie będę to robił jeszcze bardzo długo, w ten czy inny sposób. Ale bez oczekiwania na oklaski i tzw. wielki przełom. Nasza droga to stopniowe rozszerzanie zasięgu, to się dzieje niezależnie od opinii dziennikarzy w kraju czy zagranicą. Od „Ansia” każdy kolejny krążek to krok naprzód jeśli chodzi zasięg i to co możemy zrobić jako zespół. To nie są spektakularne przeskoki, ale raczej liniowy i stabilny rozwój. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w naszej sytuacji życiowej, na spektakularne skoki wzwyż nie możemy sobie pozwolić.

Ok, to bardzo dobrze brzmi, ale… sam musisz przyznać, że w tym roku i najnowszej płycie rozmach działań M’A’S jest największy, piszą o was w bardzo różnych mediach i bardzo dobrze, gracie większe trasy, no dzieje się. Nie wmówisz mi, że na taki stan rzeczy nie czekałeś (śmiech)

Nie mam zamiaru. Fakty są takie, że poprzednie albumy lądowały wysoko w różnych badziewnych podsumowaniach w Terrorizer czy Zero Tolerance. Jedyną znaczącą różnicą jest pierwsza trasa europejska. Biorąc pod uwagę, że z każdym kolejnym krążkiem nasz zasięg, sprzedaż, nazywaj to jak chcesz, wzrasta, to bardziej spodziewałem się że to kiedyś nastąpi.

Żelazna konsekwencja – kłaniam się przed nią nisko. Twierdzisz, że taka praca u podstaw, która systematycznie podnosi zespół na wyższy poziom, jest konieczna. Ale – będę drążył – czy obecny, mimo wszystko większy skok jakościowy spowoduje, że znikną myśli o tym, że cały ten hałaśliwy kram nieMAS ma sensu? Bo nie wierzę, że od czasu do czasu takie myśli się nie pojawiały…

O człowieku, pogrążanie się w beznadziei i myśli o końcu wszystkiego, to zdecydowanie moja rzecz, ha, ha, ha. Oczywiście, że myślałem pewnie już kilkaset razy, żeby zespół pogrzebać. Ale nie miało to nic wspólnego z pozycjonowaniem zespołu na rynku, raczej z moją własną wewnętrzną walką. Natomiast to co powiedziałeś o skoku jakościowym, to akurat w moim przekonaniu jest bardzo łatwo dostrzegalne, jeśli o samą muzykę chodzi. Ta płyta powstała napędzana doskonałą chemią, którą mamy obecnie w zespole. Sam doskonale wiesz, że czynnik ludzki jest kluczowy jeśli chodzi o składanie muzyki w zespole. Do tego doszła produkcja, bo zmiana studia na Nebula i osoby realizatora na Maćka Karbowskiego okazała się strzałem w środek tarczy.

Niewątpliwie czynnik ludzki ma znaczenie. Jak wyglądało filtrowanie tego składu? Wiesz, Titus z Acid’s zawsze opowiada, że nowy członek w ekipie musi przejść tzw. test jabola. Jaki rytual „wejścia” jest w M’A’S?

Nasz rytuał wejścia to pierwsza wspólna trasa, w takich okolicznościach stajesz się prawdziwym członkiem tego kolektywu. Tak naprawdę trzon składu jest stabilny od ok. 2011-2012, od kiedy zaczęliśmy pracować nad „Ansia”. Ion, Golem i ja to trudny do rozbicia kolektyw, dobrze się rozumiemy muzycznie i na płaszczyźnie międzyludzkiej. Przed rozpoczęciem prac nad „Dreams…” zmuszeni byliśmy do zmiany perkusisty. Ta chemia, o której wspominałem wcześniej na pewnym etapie przestała grać naszych żyłach tak jak powinna, kiedy w składzie był DQ. Nowego bębniarza wytypowałem intuicyjnie. Tak naprawdę z nikim nie rozmawiałem konkretnie, po prostu siedziałem w domu i słuchałem nagrań różnych zespołów podziemnych szukając kogoś, kogo feeling perkusyjny by mnie zainteresował. Dodam, że nie były to raczej zespoły metalowe. Tak trafiłem na nagranie z koncertu zespołu Dementria. Coś było w grze Ygg’a, że od razu mnie zainteresował. Już nawet nie pamiętam jak się skontaktowaliśmy, ale umówiliśmy się z nim na próbę. Gość, który mógłby być moim synem, przyszedł, siadł za garami, zagrał dwa kilkunastominutowe kawałki bez zająknięcia. Nawet nie było się nad czym zastanawiać.

Skoro wywołałeś trasę to zanim przejdziemy do płyty, słowo o tym tegorocznym wydarzeniu bo to chyba ważny przełomowy moment. Spełniła twoje oczekiwania?

Tak, jak najbardziej. Zwłaszcza, że były tam festiwalowe highlighty pokroju Roadburn czy Dark Easter.

Taka trasa pokazuje prawdziwe sytuacje w zespole. Czy po tym wydarzeniu M’A’S to monolit muzyczno – mentalny?

Tak, zgadza się, dwa tygodnie razem prawie non stop i tysiące kilometrów w jednym busie dają się we znaki. Jeśli to przetrwaliśmy, to teraz złamać mogłaby nas tylko dłuższa trasa, ha, ha, ha…

Trasa to moc wydarzeń, moc przygód itp. Nie unikniesz pytania o to, co tam się wydarzyło za kulisami, najlepiej to, czego nikomu nie chciałbyś powiedzieć (śmiech). Było grubo?

Ależ skąd. Jesteśmy nudni do bólu. Mam wrażenie, że największe przygody każdy z nas przeżywał na scenie oraz podczas wewnętrznego after party. Po koncercie raczej preferujemy wewnętrzne podróże niż szukanie przygód wśród obcych ludzi. Jeśli wiesz co chcę powiedzieć.

A zdarzyły się jakieś akcje, które ws np. przestraszyły? Nie mówię o kategorii Decapitated+USA, ale coś, gdzieś…

Niespodziewane naprawy busa gdzieś na pustkowiu to były najbardziej przerażające epizody. No i może słuchanie co dzień koncertu Imperial Triumphant. Przeraża mnie jak można tak grać będąc istotą ludzką.

Rozszerzanie zasięgu

Rozszerzanie zasięgu

Czy takie doświadczenie (trasa, obserwacja innych bandów) powoduje, że zmieniacie się jako muzycy? Ewoluujecie?

Na pewno cały czas ewoluujemy jako muzycy. Mają na to wpływ bardzo różne czynniki. Mogę mówić w tym wypadku głównie za siebie i akurat mnie trasa czy obserwacja innych bandów w żaden sposób nie inspiruje do zmian. Dzwięki i inspiracje przychodzą do mnie w ciszy, z dala od zgiełku i ludzi. Co innego jeśli chodzi o techniczny aspekt grania na instrumencie. Trasy są z pewnością tym, co bardzo podnosi walory wykonawcze i swobodę grania.

Kończąc temat wojaży – planujecie już kolejne tury? Możesz coś zdradzić?

Planujemy nie grać przez dłuższy czas. Z powodów osobistych odpuszczamy sobie koncertowanie.

No nie ukrywam, że to bardzo mocne oświadczenie… Możesz uchylić rąbka tajemnicy, bo przyznam, że mając taką płytę, odpuszczanie koncertów brzmi, hmmm, sensacyjnie…

Wszyscy dookoła mi to mówią. Cóż, mam bardzo jasną hierarchię wartości i granie muzyki na żywo na pewno stoi na jej szczycie. Są jednak rzeczy ważniejsze, którym mam zamiar poświęcić się przez najbliższy rok. Poza tym nie jesteśmy zespołem zawodowym, możemy grać, kiedy mamy na to ochotę a nie kiedy musimy.

To zdecydowane słowa, stojące w pewnym sensie w sprzeczności do tradycyjnych form promocji. Ale ok, przyjmuję do wiadomości. Tomek K. nie jest zawiedziony tym faktem?

Zapewne jest. Z drugiej strony, nie narzeka na sprzedaż naszych płyt. Wiem, że gdy wrócimy na deski, nadrobimy ten czas z nawiązką.

Ok, trzymam za słowo. Skoro tak, to wróćmy do samej muzyki  Nowa płyta pokazuje, że albo metal jest najbardziej otwartą formą muzyczną, albo… dawno nie gracie metalu. Jak myślisz?

Być może prawda tkwi w obu stwierdzeniach. Black metal jest bardzo plastyczną formą, tego jestem pewien. A w moim odczuciu ten black metal od dłuższego czasu trzymamy gdzieś po drugiej stronie kurtyny, w ten sposób, że jesteś w stanie go usłyszeć, ale niekoniecznie wskazać konkretnie, w którym momencie. Zawsze byliśmy otwarci na wiele gatunków muzycznych i ciężko nam się pozbyć tych wpływów komponując własne utwory. Nazwij to muzyczną niekonsekwencją, ale muzyka powinna w pierwszej kolejności sprawiać przyjemność twórcom. Więc robimy to, na co aktualnie mamy ochotę i co sprawia nam frajdę.

Nowa płyta jest, chciałbym, żeby dobrze to zabrzmiało, bardziej jasna, przyjazna słuchaczowi. Odwrotnie niż „Hope” – czy wynika to z waszej kondycji psychicznej podczas nagrywania czy powód był inny?

Bardzo różne opinie słyszałem jeśli chodzi o przystępność tych dwóch płyt. Część słuchaczy twierdzi, że właśnie „Hope” jest tym albumem, który jest dużo łatwiejszy w odbiorze. Mi oczywiście ciężko zająć stanowisko, z oczywistych względów mam bardzo emocjonalny stosunek do obu. Wydaje mi się, że konstrukcja utworów pozwala na łatwiejsze przyswojenie „Dreams…”, czyli powiedzmy, że popieram Twoje stwierdzenie. Zdecydowanie jest to płyta bardziej witalna, agresywna i na pewno świeża. Mieliśmy absolutnie wspaniałą atmosferę w zespole podczas jej tworzenia, niezwykle płodny okres. Ja sam otrząsnąłem się z traumy, który zabrała mi kawałek życia, więc podchodziłem do tworzenia nowego krążka pełen pozytywnej energii. Myślę, że to wszystko słychać w nowych piosenkach.

Jako dziennikarz, wybacz, ale muszę docielkiwie przyjrzeć się słowom „Ja sam otrząsnąłem się z traumy, który zabrała mi kawałek życia„…

Wylałem potok okrągłych i nic nie wyjaśniających słów w wywiadach udzielonych na potrzeby „Hope”. Nic więcej nie powiem, historii nie da się zmienić.

Czy jest jakiś klucz do zrozumienia płyty, jakiś filtr? Awangarda? Psychodelia?

Absolutnie nie ma. To jest prosty krążek. Wszystkie rzeczy które tam słyszysz, są tym czym wydają się być. Jeśli słyszysz zimnofalowy rytm to nie jest to nic innego. Jeśli słyszysz industrialny puls, to jest to właśnie to. Przenieśliśmy bardzo bezpośrednio nasze inspiracje do własnych utworów, dodając swoją własną wrażliwość muzyczną.

MAS1

Dużo rzeczy słyszę, często zaskakujących. W zasadzie M’A’S nigdy nie brzmiała tak eklektycznie. Nasuwa się pytanie, czy to idealna nisza dla was, czy raczej podstawą jest ciągłe poszukiwanie?

Oczywiście, następna płyta będzie szukaniem nowych dróg. Zanudziłbym się próbując odtworzyć schematy z poprzednich albumów.

Wywiad z M’A’S w NOISE magazine został zatytułowany „metal małomiasteczkowy”. Kojarzy mi się to z twoimi odpowiedziami, w sensie dużego dystansu i potrzeby zachowania własnej strefy komfortu. Nie lubicie/nie lubisz się zbytnio obnażać?

Na rany Chrystusa, cieśli z Nazaretu, przecież obanażałem się tyle razy na płytach Mord’A’Stigmata, że w wywiadach już naprawdę nie wypada! Poza tym, wydaje mi się, że wszystko ma swój czas i miejsce. To co mogę powiedzieć pisząc tekst, nie przeszłoby mi przez gardło nawet podczas rozmowy w cztery oczy a co dopiero w wywiadzie. Tak, mam swoją strefę komfortu, intymny krąg, do którego nie wpuszczam przypadkowych osób. Wiesz ile ludzkich śmieci przeczyta ten wywiad? Ja na przykład nie wiem, ale patrząc na współczesny internet, jestem pewien, że trochę się znajdzie. Nie mam zamiaru dzielić się wszystkim co dla mnie ważne, ponieważ ktoś interesuje się zespołem. To określenie „małomiasteczkowy black metal” wymyśliliśmy z kolegami z zespołu niedawno i idealnie oddaje moje podejście do sceny.

…czyli trzymanie się z boku. W sumie wszystko to zaczyna się układać w całość. Całkiem konsekwentną zresztą.

Hmm, no cóż, taki jestem i siłą rzeczy z takimi ludźmi najlepiej mi się pracuje. Spokojnymi, konsekwentnymi i wiedzącymi co jest naprawdę ważne w tej całej zabawie. Tym samym M’A’S jest zespołem, który gdzieś tam się usadowił i ani myśli na siłę zmieniać porządek rzeczy.

Zdarza ci się wracać czasami do pierwszej płyty?

Nie, ta płyta to totalna porażka. Wrogowi bym jej nie polecił.

Ostro. Zdradź zatem do którego krążka – pomijając najnowszą – wracasz bez zgrzytania zębów?

Do każdej, poczynając od „Antimatter”. Na tej płycie tak naprawdę zaczął się dla mnie ten zespół.

Myślę, że możemy podsumować wywiad pytaniem o… przyszłość. Czy w kontekście informacji o przerwie koncertowej, możesz zapodać, mimo wszystko, jakieś zespołowe newsy?

Na pewno pojawimy się na najbliższej edycji Castle Party. To ostatni z koncertów jakie mamy zaplanowane. Na ten moment szczególnych planów muzycznych na najbliższe miesiące nie mamy. Jeśli nasza planowana przerwa koncertowa miałaby stać się nieaktualna, musielibyśmy dostać naprawdę wyjątkową propozycję. Tak więc spodziewajcie się albo objawienia albo niczego. AMSG.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Woda i pustka