MICHAŁ JELONEK – radosny mrok i agresywny romantyzm

Nie bójcie się, drodzy czytelnicy. Po klimatycznym Closterkellerze znowu powoli zmierzamy w stronę mocniejszego grania. Już jest rogaty Michał, co dzierży skrzypki i daje nie złego czadu. A potem już z górki.  A przybierając bardziej poważny ton – nie sposób przejść obojętnie obok takiego muzyka, który grał chyba z wszystkimi a jeszcze znajduje czas, by nagrać własne płyty. Połączenie mocnego rocka i metalu z klasycznymi brzmieniami to może nie pierwsza nowość, ale żywioł, na jaki stawia Michał nie pozwala traktować go z przymrużeniem oka. Całkiem niedawno ukazała się druga solowa płyta artysty – „Revenge”. Trzeba przyznać, że faktycznie jest to sroga zemsta. Na niedowiarkach, poddających pod wątpliwość metalowe ciągoty naszego bohatera. I choć zabrzmi to strasznie dziwnie, w stosunku do Michałowej muzyki jak ulał pasuje stwierdzenie – rozkaz: „słuchać i machać łbem…”


Masz klasyczne wykształcenie, które jest na pewno bagażem, kwestia jakim? Często słyszy się, że takie wykształcenie nie pomaga w przypadku muzyków rockowych. Jak jest w Twoim przypadku?

To kwestia indywidualna i oczywiście warsztat i wykształcenie może pomóc i ułatwić muzykowi życie ale i tak najważniejsza jest wrażliwość i charyzma  oraz emocje i wiarygodność przekazu i to obojętnie czy to muzyk metalowy, rockowy czy muzyk klasyczny. Rock, Punk, Metal to esencja wolności i buntu przeciw schematom i regułom jakie do tej pory rządziły w muzyce ( np. zabronione w klasycznej harmonii równoległe kwinty i oktawy itp) ale takie same przełamania i bunty były też udziałem muzyki klasycznej w XVII i XVIII i później. Oczywiście dobrze jest znać nuty ale trzeba też słuchać i grać to co pomiędzy nutami.  Mnie osobiście bardzo się przydaje wykształcenie muzyczne i w pracy w studio i na koncertach, chociaż na tych ostatnich ważniejsze są emocje i chemia między wykonawcą a publicznością.

Być może to banalne pytanie, ale dlaczego akurat skrzypce? Skąd taki pomysł i na ile był to świadomy wybór?

Nie był to mój wybór. Miałem 6 lat gdy moja Mama Halinka zaprowadziła mnie do szkoły muzycznej w Kielcach i wraz z profesorem Józefem Mazurem po przesłuchaniu i przetestowaniu mnie na wszelkie sposoby, zdecydowali,  że będę grał na skrzypcach. Byłem na tyle zrezygnowanym i pogodzonym z losem sześciolatkiem,  że wszedłem w ten układ w ciemno. Potem  oczywiście miałem chwile  zwątpienia i buntu ale moja Mama jest trenerką siatkówki kobiet, więc szybko załatwiała moje fochy serwem z wyskoku. Satysfakcję z gry na skrzypcach zacząłem odczuwać dopiero jakieś 4-5 lat  później, bo na początku wydawałem z instrumentu dźwięki jak stare, nienaoliwione drzwi albo zarzynany prosiaczek. Mam wrażenie że te tragiczne popiskiwanie i drażniące fałszywe zgrzytanie dopomogły  zniszczeniu systemu i rozpadu PZPR !!! Wszak zacząłem tę nierówną walkę w 1977 roku a pierwszy, solowy występ publiczny miałem w 1978 i podobno został ocenzurowany z powodu niebezpiecznego wpływu dźwięku moich popiskujących skrzypeczek na otoczenie oraz buntowniczy przekaz (grałem przedwojenne „Pojedziemy na łów” oraz burżuazyjne „Kurki trzy”). Koncert odbył się na imprezie plenerowej w Kielcach. Pamiętam, że moja pierwsza gaża to był banan i wata cukrowa. Prawdopodobnie wystraszona władza chciała mnie w ten sposób przekupić i namówić na współpracę. Nie udało im się, bo ktoś ze związków przebił ich dwoma balonówami z Kaczorem Donaldem i figurką Apacza ! Potem w wieku nastu lat zacząłem równoległą naukę na pianinie i gitarze ale już do końca skrzypce zostały moim głównym i najbliższym instrumentem

Wiem, że w początkach kariery grałeś w orkiestrze symfonicznej, czy te doświadczenia miały wpływ na Twoje późniejsze dokonania?

  radosny mrok i agresywny romantyzm
radosny mrok i agresywny romantyzm

Oczywiście! Do tej pory muzyka klasyczna siedzi mi na barach, drapie w kark i podszeptuje z tyłu głowy ! Na początku lat 90tych często miałem próby tego samego dnia rano z Filharmonią a wieczorem z ANKH i zacząłem przenosić muzykę z jednej na drugą. W ANKH to się sprawdziło ale w Filharmonii rockowy pazur nie spotkał się ze zrozumieniem i parę razy dostałem opierdziel za mało dystyngowane i niepoważne zachowanie.

Zapewne trudno o takie porównanie, ale czym różni się praca z orkiestrą i zespołem, pomijam oczywiście różne rodzaje emocji?

Tak naprawdę emocję są te same bo i tu i tu mamy w muzyce rozpacz, mrok, radość, tęsknotę, miłość, żałobę itd… Przecież Beethoven to pierwszy metal, Mozart to pierwszy punk, Wagner to got, Chopin – emo, Strauss – dance, Musorgski i Dworak – folkowcy, Strawiński i Bartok – progresi a Bach…. Bach to kosmita !! W Orkiestrze Symfonicznej (zazwyczaj) jest dużo więcej muzyków niż w standardowym zespole rockowym czy metalowym ale jak się siedzi w pierwszym pulpicie to też jest stres i poczucie grupowej odpowiedzialności nie daje aż tak dużego komfortu. No i oczywiście bardzo dużo zależy od dyrygenta, jeśli ma „jaja” to pociągnie do ataku nawet najbardziej zgrzybiałą orkiestrę, a jak nie ma charyzmy to może „zdołować” nawet bardzo zgraną ze sobą najlepszą orkiestrę! Ale, według mnie, największa różnica jest w tym że w muzyce klasycznej masz dość wąskie pole do pokazania samego siebie, bo możesz to robić jedynie na polu interpretacyjnym, nie możesz zmieniać nut i aranżacji natomiast w rocku, metalu itd jest dużo więcej wolności i swobody. Ale i tak polecam wszystkim rockmenom i metalom wybranie się na V Symfonię Beethovena w wykonaniu dobrej Orkiestry i pod dobrą batutą . Gwarantuję emocjonalne „wbicie” w fotel !

Twoim najbardziej znanym zespołem (ok., może już nie w tymmomencie…) był ANKH. Z nim stawiałeś pierwsze kroki na rockowej scenie. Jak wspominasz te lata i którą płytę oceniasz perspektywy czasu najlepiej?

To były wspaniałe czasy punk rockowej przygody muzycznej, buntu, eksperymentów muzycznych na scenie i w studio oraz na własnym organizmie :). Po Jarocinie 93 wszystko się zmieniło w naszym życiu i nabrało zupełnie innych kolorów. Oczywiście najlepiej wspominam  pierwszą płytę ANKH i mimo jej dużych niedoskonałości technicznych mam do tych utworów największy sentyment i słabość, świadczy o tym chociażby to, że do tej pory na jelonkowatych koncertach wykonuję dwa covery z tej płyty, Paganiniego i Vivaldiego.

Czy jest jakakolwiek szansa, że ANKH jeszcze kiedykolwiek powróci?

ANKH cały czas istnieje i gra, chociaż w innym składzie ale cały czas spotykam się z chłopakami i knujemy jakieś nagrania i plany a także raz na jakiś czas zagramy razem koncert. Mam nadzieję, że nagramy razem płytę :)

W swojej karierze grałeś z wieloma wykonawcami, w sumie można powiedzieć, że miałeś styczność z przekrojem naszego muzycznego, metalowo/rockowego światka. Czy ktoś szczególnie przypadł Ci do gustu, pomijam oczywiście zespoły, z którymi jesteś związany na dłużej…

Ciężko wymienić  wykonawcę lub zespół z którym najlepiej mi się współpracowało bo każde nagrania i koncerty dawały mi dużo satysfakcji, radości i nauki! Dość często były to lekcje pokory, dzięki którym uświadamiałem sobie swoje braki warsztatowe a czasami otwierały mi się nowe  strefy świadomości i wrażliwości muzycznej. Z bardzo dużym sentymentem wspominam współpracę z Dziubkiem z DePress i z Closterkellerem, wiele zawdzięczam współpracy z Andrzejem Karpem oraz z  Markiem Terczem i jeszcze wielu wspaniałym artystom i innym życzliwym jestem wdzięczny za wsparcie i wskazówki.

Promujesz swoją drugą, solową płytę. Wnioskuję zatem, że mimo owocnej współpracy z różnymi artystami ciągle brakuje Ci takiej osobistej, „własnej” muzyki i wypowiedzi. Czy to główny impuls do pracy nad tymi kompozycjami?

W każdym z nas drzemie niepokój twórczy a ja po prostu nie do końca potrafię sobie z nim poradzić, dlatego mam taki bałagan z muzyką i młyn we łbie i w ogóle… „kocioł” i Niemcy we wsi …. Zbierają mi się w głowie i na komputerze tematy, utwory, które „nie pasują” do innych projektów i zespołów, utwory które  mają mocno smyczkowy charakter i dla nich jest mój projekt solowy.

W przypadku „Revenge” zwraca uwagę mocny tytuł i świetna, ale także w jakimś sensie agresywna okładka. Czy chciałeś w ten sposób już przy pierwszym kontakcie z krążkiem podkreślić zmiany i bardziej agresywny charakter muzyki?

Chciałem muzycznie i estetycznie zamienić drewniane, klasyczne skrzypce w ciężką, metalową maszynę. Mam słabość do kontrastów, kontrapunktów i zderzeń przeciwności. Z jednej strony to walka ale z drugiej dwie przeciwne energie, dwa przeciwne światy muzyczne uzupełniają się jak Yin i Yang. Delikatne, psychodeliczne skrzypce konkurujące i jednocześnie współzależne z drapieżnymi i ciężkimi gitarami  oraz gęstymi i mocnymi bębnami. W tej postpunkowej maszynie na okładce jest zakodowany pierwiastek romantyczny, chociażby w jej kształcie skrzypiec…. Bo kto o zdrowych zmysłach zbudowałby pojazd bojowy o kształcie skrzypiec?? Oczywiście wielki pokłon za przekazanie tych emocji w grafice Michałowi „Xaay” Lorancowi, który świetnie wyczuł klimat, miał doskonałe pomysły i zrobił kawał dobrej, graficznej roboty !

Jak wyglądało komponowanie muzyki – dopuściłeś do tego procesu kogoś „z zewnątrz” czy kwestie czysto kompozycyjne skupiłeś tylko w swoich rękach?

Oprócz „Tańca z szablami” Chaczaturiana, to ja „popełniłem” wszystkie kompozycje.

Na płycie udziela się dwóch perkusistów, w tym znany tu i ówdzie Daray. Czy to miało jakiś swój cel praktyczny, czy chodziło o zwykłe zaproszenie kolegi do zabawy?

Zapraszam do nagrań muzyków, których znam i podziwiam styl gry, warsztat muzyczny oraz wrażliwość i wiem, że w konkretnych utworach odnajdą się, wzbogacą kompozycję i nadadzą „błysku”. I tak właśnie było w przypadku „Daraya” jak i „Samby” , Roberta Fijałkowskiego, Mariusza Andraszka, Wojtka Gumińskiego oraz Andrzeja Karpa. Dzięki ich pracy, wrażliwości i umiejętności, utwory nabrały  pełnego  brzmienia  i charakteru. Wdzięczny jestem wszystkim , którzy byli zaangażowani w pracy nad płytą  a zwłaszcza dziękuję im za wyrozumiałość dla mnie i moich enigmatycznych „pilotów” demo. Dzięki chłopaki !!!

Większość kawałków z „Revenge” opiera się o metalowy, thrash’owy rdzeń. Słychać tu Twój głęboki ukłon w stronę takiej muzyki. Co Twoim zdaniem w metalu jest najbardziej pociągające?

Radosny mrok i agresywny romantyzm ! To co opisywałem wcześniej – zderzenia kontrastów i nieustająca walka a zarazem współzależność skrajnych emocji.

Może to żadne odkrycie, ale mam wrażenie, że skrzypce na tej płycie całkowicie przejmują rolę wokalisty. Słuchając tych kawałków, nawet w kilku miejscach złapałem się na tym, że tak właśnie zacząłem odbierać Twoje solówki. Czy jako „frontman” ten instrument się sprawdza?

Nie mnie to oceniać czy się sprawdzają ale … teoretycznie skrzypce pasmowo są bardzo bliskie ludzkiemu głosowi , zwłaszcza sopranowi, altowi i tenorowi a brak progów stwarza możliwość grania tzw glisami, która to technika jest też charakterystyczna dla śpiewu, zwłaszcza blisko i daleko wschodniej muzyki.

Często słyszy się o pokrewieństwie muzyki metalowej i klasycznej. Czy faktycznie są jakieś punkty wspólne, które spinają te dwa, pozornie różniące się od siebie światy?

Emocje w muzyce są wszędzie te same , gatunki i style różnią się techniką, instrumentami, aranżacją i „otoczką” ale w ostatecznym rozrachunku chodzi zawsze o to samo: twórca i wykonawca  chce przekazać odbiorcy swoje odczucia, przeżycia lub jakąś historie. To jak z językami, przecież chiński , polski,  francuski, klikany KhoeKhoegowab na pierwszy rzut ucha i oka nie mają ze sobą nic wspólnego ale w każdym z tych języków ludzie wyznają sobie miłość i wykrzykują nienawiść, rozpaczają i wyrażają radość….tak samo jest z muzyką, tylko że ona jest uniwersalnym językiem duszy i te same „ciary” mam gdy słyszę modlitwę tybetańskiego mnicha, zawodzącego pieśniarza japońskiego, tęsknotę ukraińskiego muzyka czy  „bomby emocjonalne” takie jak Nirvana, Rage Against The Machine, nokturny Chopina, symfonie Beethovena, Requiem Mozarta…… i wielu innych.

Czy starałeś się zachować równowagę między metalem a solowymi partiami na tej płycie, czy grałeś dokładnie to co chciałeś, dodając niejako do tego metalowe riffy?

Tworzę i nagrywam raczej spontanicznie, na chwilę zastanowienia nad formą przychodzi czas dopiero przy miksie. Jak pewnie zauważyłeś cała płyta jest uroczo niespójna i pełna skrajnie różnych kompozycji więc kwestia zachowania równowagi jest tu dyskusyjna.

Idąc dalej tym tropem – jak wyglądało komponowanie i późniejsze „ogrywanie” materiału przed wejściem do studia?

Najpierw nagrywam demo w swoim domowym studio. Tworzę tematy smyczkowe, riffy gitarowe, beaty perkusyjne i ogólny obraz i aranżację kompozycji. Potem zastanawiam się jakich muzyków zaprosić do konkretnych utworów, organizuję nagrania i całą logistykę a potem przekazuję piloty do „ogarnięcia” muzykom, którzy będą nagrywać a czasami niektórzy dowiadują się co będą grać dopiero w studio. Bo są muzycy, którzy nagrywają lepiej na tzw „świeżaka”, gdy nie mają zakodowanych form, łatwiej wychodzi coś zaskakującego a lekka nieznajomość utworu wymusza większą koncentrację i pobudza proces twórczy. Tak więc nie ma żadnych prób przed nagraniami.

Jak będzie wyglądać promocja tej płyty, masz jakieś plany, przygotowujesz teledysk i trasę?

Oczywiście koncerty, próby przebicia się do mediów, produkcja klipu i zaangażowanie muzyki do filmu itp. Czyli standardowo. Ale głównie będzie to promocja koncertowa, z bezpośrednim kontaktem z odbiorcą.

Plany, plany, plany… Co dalej, jakie jeszcze stawiasz przed sobą wyzwania?

Tworzyć, grać, nagrywać….. Teraz wychodzi nowa płyta ODN na 20 lecie zespołu, za chwilę bierzemy się do roboty nad nową płytą Huntera…. itd.

Ostatnie słowo dla czytelników Violence…

Pozdrawiam wszystkich czytelników Viol(in) ence…

Rozmawiał Arek Lerch