MGŁA – nie wierzę w żadne granice rozwoju…

Mgła to formacja, która nie potrzebuje rekomendacji. Krakowscy black metalowcy wydali niedawno doskonały album, dlatego też na łamach Violence nie mogło zabraknąć wywiadu z Mgła, która niezbyt często gości w naszych mediach (co dla mnie jest sprawą nie do końca zrozumiałą). Panie i Panowie zapraszam na wywiad z M. czyli połową formacji Mgła!

 

Witaj M.! Nowy materiał Mgła jest już dostępny na rynku od jakiegoś czasu, czy z perspektywy tych kilku miesięcy oraz patrząc oczami twórcy jesteś w stanie powiedzieć, że „With Hearts Towards None” w pełni Cię zadowala? Byłbyś w stanie wypuścić na świat materiał co do, którego miałbyś jakieś zastrzeżenia?

Nie zdarzyło mi się jeszcze nie mieć zastrzeżeń czy uwag do materiału w ogóle. Idzie o to, żeby było ich możliwie mało. W przypadku gdy zastrzeżeń jest dużo, materiał nie wychodzi do ludzi. Tak było z pierwszą wersją drugiego albumu – nagraliśmy bębny w 2009 roku i uznaliśmy, że jednak nie wszystkie utwory trzymają poziom, więc materiał poszedł do szuflady; 3 przearanżowane i nagrane ponownie utwory trafiły na WHTN. Z „With Hearts Toward None” jestem ogólnie bardzo zadowolony.

W przypadku Mgła znamienne jest, że każdy materiał ma silny, autorski charakter, ale też za każdym razem zauważalny jest wyraźny progres. Uważasz, że istnieje gdzieś granica rozwoju, po przekroczeniu której tworzenie zwyczajnie przestaje być wyzwaniem i traci większy sens?

W sytuacji produkcji muzyki na zamówienie to może być nawet pożądane. Natomiast jeżeli mówimy o szeroko pojętej sztuce, to w wariancie idealnym twórca winien przekraczać siebie. W tym wariancie nie wierzę w żadne granice rozwoju i jestem gorącym zwolennikiem tłuczenia w zastany porządek ile tylko fabryka dała.

Podoba mi się to, że „With Hearts…” to album bardzo dopracowany od strony brzmienia, jakości realizacji nagrań… pokazujecie światu, że black może (i powinien) brzmieć mocno i być dopracowany pod względem realizacyjnym. Jaki był Twój priorytet podczas prac nad tą płytą?

Dziękuję za dobre słowo, szczególnie, że nagrywamy i miksujemy się sami. BM jest specyficzny pod kątem realizacji, bo z założenia często szuka się brzmienia „złego” w sensie brudnego, szorstkiego, a część uroku klasycznych albumów wynika z zastosowania podłej jakości sprzętu i ograniczeń brzmieniowych, które ten sprzęt był nałożył, ewentualnie braku pojęcia realizatora, jak zabrać się za taką muzykę. Ja akurat lubię robić sobie trochę pod górkę, i zamiast podpiąć SM57 do czteroślada, staram się nagrywać możliwie czysto, neutralnie i „pro”, ale za to albo przybrudzić samo źródło dźwięku, albo je później nadpsuć w miksie. Albo jedno i drugie i jeszcze więcej. Ustalonego priorytetu brzmieniowego ws. „With Hearts Toward None” nie mieliśmy, pracowaliśmy raczej intuicyjnie; z podstawowych założeń były żywe, głośne, punktowe bębny, raczej czytelne gitary – z racji nagrywania w mocno obniżonym stroju, i brzydkie wokale. Brzmienie bębnów mogłem zrobić lepiej, z reszty jestem bardzo zadowolony.

Ponownie powierzyliście wydanie płyty na vinylu Northern Heritage Records czyli mam rozumieć, że Wasza współpraca układa się tak, jak można by sobie tego życzyć? Czy materiał poza Polską będzie dostępny tylko w formacie Lp ( w kraju CD wydał Malignant Voices)?

Współpraca z NH nieodmiennie układa się doskonale i z bożą pomocą będziemy współpracować jeszcze dłuższą chwilę. Wydanie Northern Heritage to CD i LP. Wersja Malignant Voices to CD ze sprzedażą wyłącznie na Polskę. Powód takiej organizacji jest bardzo prosty: pieniądze. Zależało nam na tym, żeby w kraju utrzymać cenę płyty w okolicach polskiego standardu w dystrybucji niezależnej. Album ukazał się też na kasecie, i to zrobiliśmy sami za pośrednictwem naszego niby-labelu No Solace – dystrybucją zajmą się NH i MV.

Zauważasz różnice w odbiorze/ ocenach płyty w Polsce i poza granicami naszego pięknego katolandu?

nie wierzę w żadne granice rozwoju

nie wierzę w żadne granice rozwoju

Widziałem raptem kilka recenzji i słyszałem opinie znajomych, więc próba jest raczej mała. Co ciekawe, to raczej recenzje spoza Polski poruszały w ogóle temat odbioru zawartości emocjonalnej albumu, „klimatu” czy tekstów. Z Polski większość opinii koncentrowała się stricte na muzyce.

Mgła nie gości zbyt często na deskach scenicznych, starannie dobieracie miejsca i czas gdzie gracie czy też po prostu okazjonalne rytuały koncertowe w pełni zaspokajają Twoją potrzebę prezentacji scenicznej dźwięków Mgła?

Na razie to praktycznie w ogóle nie gości, bo pomijając dołożenie jednego utworu do setu Kriegsmaschine na jednym z występów, raptem tydzień temu zagraliśmy pierwszy koncert jako Mgła. Dobrych parę lat nie graliśmy z założenia, teraz postanowiliśmy spróbować i było OK. Gwoli ścisłości: niespecjalnie utożsamiam się z nazywaniem rytuałami czy innymi misteriami sytuacji, w których paru spoconych facetów na scenie tłucze się i drze mordę do paruset spoconych facetów pod sceną. Czyli: koncert. Czy i co wydarzy się między członkami zespołu / publicznością, to już jest osobna sprawa. Grając koncert decydujemy się wyjść do ludzi, i wolę pozostawić interpretację odbiorcy, zamiast cokolwiek narzucać czy sugerować. Jeżeli na koncercie była magia, chemia, to była udziałem zespołu i publiczności w tym konkretnym momencie i nikomu innemu wcześniej ani później nic do tego.

Priorytetem są dla Ciebie koncerty w Polsce czy poza jej granicami? Jeśli chodzi o koncerty „na świecie” to jak pod tym względem wyglądają plany Mgła na najbliższy czas?

Poza koncertem w Krakowie, który organizowaliśmy sami, mamy parę propozycji. Głównie Europa. Więcej będzie pewnie koncertów za granicą, bo jaki jest realistycznie rynek na koncerty Mgły w kraju? Dwa w skali roku? Wolę mniej koncertów, ale ciekawszych, niż granie gdziekolwiek, byle zagrać.

Moim zdaniem „With Hearts…” to album na którym black metal by Mgła został doprowadzony niemal do perfekcji, zabija klimat, atmosfera płyty, brzmienie… Szczerze zastanawiam się nad tym w jakim kierunku pójdziecie na kolejnych wydawnictwach Mgła? Czy mimo tego, że nowy album miał premierę „przed chwilą” myślisz już o koncepcie, ogólnym kształcie kolejnych płyt Mgła?

„With Hearts Toward None” miał być najbardziej spójnym materiałem Mgły, i klasycznym LP pod względem ilości utworów, czasu trwania itp.; jest to też płyta dokładnie taka, jak się nazywa – zrobiona całkowicie pod siebie i co fajne, z absolutnie zerową ingerencją kogokolwiek spoza zespołu na każdym etapie pracy – wszystko we dwóch, muzyka, teksty, nagrania, miks, okładka. Stąd też zawsze jest dla mnie pewnym zaskoczeniem, że ktoś tego później faktycznie słucha, a czasem się komuś nawet podoba. Następnym po WHTN materiałem będzie krótsza forma. W założeniu nieco mroczniejszy materiał, może bliżej „Grozy”. Zobaczymy.

Potrzebujesz dwóch zespołów by w pełni zrealizować swe artystyczne wizje?

Oprócz Mgły i KSM miałem jeszcze – w zasadzie wcześniej, zanim zacząłem grać BM – projekty okołoindustrialne, bardziej w kierunku noise. Dalej też zresztą coś w tym kierunku robię, ale bardziej do szuflady. Zupełnie nie zastanawiam się, czy potrzebny mi jeden zespół, czy więcej. Robię to, co w danej chwili uznam za słuszne i do czego mam motywację. Staram się, żeby było to jak najbardziej naturalne i jak najmniej zaplanowane.

Czym jest według Ciebie black metal w XXI- wieku? Niszową sztuką, kabaretem ( o który niejednokrotnie ten gatunek się otarł), ideologią, drogą życia… która z tych opcji jest najbliższa Twojemu spojrzeniu na istotę black metalu?

Parę lat temu dokumentnie olałem sprawy scenowe i BM jako jakikolwiek ruch czy inną wspólnotę, więc nie jestem na bieżąco. BM traktuję jako specyficzną formę ekspresji. Czasem odnalezienie z kimś wspólnego języka na tym gruncie może być ciekawe i inspirujące, przeważnie jednak kończy się na warstwie czysto estetycznej.

Uważasz, że black może istnieć bez satanizmu?

W mojej opinii jedyne, co konstytuuje BM, to określone emocje jego twórców przełożone na muzykę. Tłumaczyć, nazywać, charakteryzować i definiować można sobie to do woli, i źródeł emocji też można szukać w różnych miejscach i różnie je sobie nazywać, ale koniec końców sprowadza się to zawsze do tego, że albo jest iskra, albo nie ma.

Pamiętasz jeszcze, który z zespołów black metalowych zainspirował Cię do tego by zacząć tworzyć własne dźwięki? Czy na dzisiejszej scenie b/m również odnajdujesz zespoły, których muzyka może być dla Ciebie inspiracją?

Nieodmiennie Burzum. I dalej zresztą inspiruje, wrócił w wielkim stylu i pokazał światu wielki środkowy palec, czegokolwiek by sobie malkontenci pod nosem nie burczeli. Generalnie lubię zespoły/projekty z wizją, pasją, dużą dozą indywidualizmu, robiące swoje i nie oglądające się na resztę.

Korzystając z okazji nie mogę nie zapytać o Kriegsmachine… na jakim poziomie zaawansowania są prace nad nowym, pełnym albumem tej hordy?

Kriegsmaschine – w swoim czasie.

Dzięki za wywiad!!! Tradycyjnie ostatnie słowo zostawiam Tobie!!

Dzięki.

 

Rozmawiał Wiesław Czajkowski

Foto: Maciej Mutwil ( soundterrorshots.blogspot.com )