MASZYNY I MOTYLE – Zabawa pobudza do myślenia

Czym jest industrial? W 2017 oku nie jest to wcale takie oczywiste. Ewolucja tego stylu przechodziła wiele faz i dzisiaj znajduje się w momencie całkowitego eklektyzmu. Asymilacja niezliczonych i skrajnie różnych elementów, flirt industrialu z mainstreamem z jednej i głębokim podziemiem z drugiej, mariaż ciężkich bitów z elektroniką… Wszystko już było. Maszyny i Motyle są właśnie przykładem na wspomnianą ewolucję tego stylu. Bo i tu na mechanicznej podstawie „Czasu” znajdziemy całą masę ścieżek, prowadzących do dziwnych często miejsc. Z tego powodu jest to też materiał zupełnie nieprzewidywalny, często bliższy rytualnym obrzędom niż klasyce gatunku, otwierający różne furtki, przez które MiM z ciekawością zaglądają. Krok został zrobiony. Czas na kolejny… 

Na początek przekornie – myślicie, że w dzisiejszych czasach ludzie potrzebują ambitnej, wymagającej muzyki?

Gustaw: Na szczęście, są tacy. Na przykład my (śmiech). Jest ich mniej niż więcej i cieszę się że są.

Grzesiek: Myślę, że część osób tego szuka. Niezależnie od czasów. Dziś wszystkiego jest za dużo, przez co łatwiej trafić na coś „dla wszystkich”. I przez ten nadmiar słucha się pobieżnie. Ale wierzę, że część osób mocniej filtruje ten nadmiar i nie ślizga się jedynie po powierzchni.

Dotknąłeś ważnej kwestii – przesytu. Właśnie dlatego ambitne rzeczy mają pod górkę, bo słuchamy pobieżnie i się „nie wsłuchujemy”. Na co liczycie – na szok, czy na to, że ludzie zaczną Waszą muzykę analizować i ustawiać w jakimś kontekście? Bardziej chodzi o zabawę czy o wywołanie tzw. „myślenia”?

Gustaw: Robienie muzyki sprawia nam radość. Mnie przyjemność sprawia dzielenie się radością. Chyba nie zastanawialiśmy się nad tym. Idea zabawy, która pobudza do myślenia to trafne określenie tego co nagraliśmy.

Grzesiek: Chyba sami tego tak nie analizujemy. Raczej nie ma tu kalkulacji co do kontekstów i planowanych reakcji słuchacza. Na pewno ten ogólny nadmiar ma wpływ na to, że staramy się robić coś nowego, innego. Pewnie przez to jest trudniej, bo przecież „lubimy te piosenki, które już słyszeliśmy”.

Zabawa pobudza do myślenia

Zabawa pobudza do myślenia

Nowa płyta MiM w pierwszym momencie sprowokowała mnie do ponownego zadania prostego pytania: nie ma na świecie pałkera, który byłby w stanie wam  dogodzić?

Gustaw: Jest wielu z pewnością. Może któregoś dnia perkusja będzie grana przez człowieka. Póki co, bez ograniczeń korzystamy z dostępnych zasobów. Specjalnych poszukiwań w tym kierunku nie robiliśmy lecz chętnie nawiążemy współpracę z nieprzymusowym ochotnikiem.

Grzesiek: Zmusiłeś mnie do szybkiego castingu w myślach. I od razu mam długą listę pałkerów. Nie mamy w założeniach zakazu żywych bębnów. Chodzi mi o to, że nie wykalkulowaliśmy takiego instrumentarium świadomie. Wyszło trochę przypadkiem i otworzyło nowe możliwości. Ale formuła zespołu jest otwarta. Widzę w przyszłości możliwość grania z żywym bębniarzem. Tak samo, jak z innymi żywymi instrumentalistami.

Ale przyznacie,  że taki układ, z logistycznego punktu widzenia, jest bardzo dobry (kwestia transportu itp). Pałker zawsze stwarza problemy i zajmuje dużo miejsca…

Gustaw: To fakt, wystarczy plecak lub torba na laptopa. Pałker daje więcej dynamiki na koncercie. My to zastępujemy specjalnym obrazem zsynchronizowanym z muzyką, tak żeby wrażeń wizualnych było więcej.

Grzesiek: Mówisz bardzo przekonująco. Wiedząc, że sam bębnisz, nie będę się stawiał. Serio mówiąc, poza MiM gram na basie w Rigor Mortiss. Z żywymi bębnami, które zajmują trochę miejsca. Ale bardzo dobrze działają na koncercie i w studiu.

Pomińmy zatem logistykę i skupmy się na walorach artystycznych, bo tych płyta dostarcza bardzo dużo. Przede wszystkim, mam wrażenie, że działeczka pt. „industrial” zaczyna was lekko uwierać. Mam rację?

Grzesiek: Ja to czuję tak, że w jakiejkolwiek szufladce nam trochę ciasno. Przy „Panoptikonie”, naszej debiutanckiej płycie sprzed trzech lat, w recenzjach pojawiały się opisy: math, noise, industrial. Nowa płyta „Czas” ukazała się 23 czerwca. Ciekawi jesteśmy bardzo, jak zostanie odebrana. Sami nie myśleliśmy, że nas coś uwiera. Jeśli jakiś pomysł uwiera lub coś nam przypomina, to długo z nami nie pobędzie.

Gustaw: Nie zastanawialiśmy nad tym. Inaczej podeszliśmy do tego materiału. Debiut przygotowaliśmy gdy było nas trzech. Dość mocno w czasie było to rozciągnięte i teraz nie chcieliśmy tego powtarzać. Bardzo lubimy robić nowe rzeczy. Tę płytę wymyśliliśmy we dwóch i chcieliśmy ją skomponować i nagrać szybciej. Już teraz nie możemy się doczekać by robić nową muzę.

Nowy materiał odchodzi – moim zdaniem od industrialu w stronę muzyki rytualnej i swoiście rozumianego, hipnotycznego transu. Jednocześnie mam wrażenie, że cały czas jesteście przywiązani do gitarowego hałasu. Czy „Czas” traktujemy jako coś w rodzaju okresu przejściowego?

Grzesiek: Ciekawe, że wspominasz o transie. Pojawiały się takie głosy od osób, którym coś przedpremierowo puszczaliśmy. Hałaśliwe gitary potrafią wiele ciekawych rzeczy opowiedzieć. Z drugiej strony na płycie kontrastujemy hałas chociażby z fletem i akordeonem. Ostatni utwór całkowicie zdominował akordeon. I choć jest to inna wersja hałaśliwej „Inercji”, to bliżej jej do folkowych brzmień i rytmu mazurka. Widzę wiele możliwości na dalsze rozwijanie MiM.

Gustaw: Podobają mi się twoje określenia do opisania tego co zrobiliśmy. Uważam, że my od początku jesteśmy w okresie przejściowym i mam nadzieję, że tak pozostanie do końca. To tak jak w piosence Gintrowskiego do serialu „Zmiennicy” – coś być musi, coś być musi do cholery za zakrętem.

Kwestia, jak długo jesteśmy na tym zakręcie. Bo jak za długo, może się okazać, że za zakrętem nie będzie już czasu na zmiany (śmiech). A te ciągle następują. Np. wokale. Przyznam, że mam z nimi mały problem, bo cały czas nie jestem przekonany czy są do końca potrzebne. Czy są wartością dodaną. Skąd ten pomysł? Skąd ta chęć werbalnej wypowiedzi?

Grzesiek: Dla nas wokal to kolejny instrument. Wcześniej ograniczał się do pojedynczych krzyków. Teraz też nie ma go wiele. Może mniej krzyczy. W najdłuższym na płycie utworze „Rany” pojawia się w już jedenastej minucie (śmiech). Dzięki za opinię. Tym bardziej, że spotykamy się częściej ze zdaniem „fajne, ale dlaczego bez wokalu?” Znów nie było tu wiele kombinowania. Samo wyszło, bez założeń, czy śpiewać trzeba, czy wręcz nie można.

Gustaw: Podoba mi się, że ten instrument przemawia. Poza tym, to są dobre teksty Chudego i w jednym utworze jest fragment tekstu mojej żony.

Wspomnieliście o utworze „Rany”, to mój ulubiony fragment płyty, bo mimo długości, zachowuje wzorową dramaturgię. I aż się prosi o wariacje na żywo. Czy w takich układach maszyna perkusyjna was nie ogranicza, nie zabiera Wam swobody?

Gustaw: Jest to pierwszy utwór, który wymyśliliśmy na tej płycie i może dlatego ma taką długość.

Grzesiek: „Rany” długo ogrywaliśmy na próbach. I chyba jest tu sporo miejsca na wariacje. Szczególnie pierwsza część daje pole do popisu i zawsze wychodzi inaczej. Bębny niby sztywne, ale grają w dziwnym podziale i z dłuższymi pauzami, które różnie wypełnia gitara i bas. Polecam do sprawdzenia na koncertach po wakacjach.MiM

Opowiedzcie, jak przebiegały prace w studiu – czy robota w takim składzie, z elektronicznym perkusistą nastręcza jakichś problemów? Co ciekawego stało się w studiu, o czym warto wspomnieć potomnym?

Grzesiek: Nagrywaliśmy w Hagal Studio, tam, gdzie pierwszą płytę. W miejscu prowadzonym przez ludzi z otwartą głową na muzykę. Bębny zaprogramowaliśmy wcześniej, dopracowując je na próbach. W studiu Sokół z Gosią wzbogacili to o żywy talerz czy akordy fortepianu.

Gustaw: Perkusja z komputera jest innym wyzwaniem niż tradycyjny zestaw. Czasami sample, które wydaje się, że brzmią świetnie, w studiu okazują się kompletnie do wymiany. Na tej płycie sample były całkiem ok i poszło dość gładko. Nagrywaliśmy na przełomie 2016 i 2017. Planowaliśmy się uporać z płytą do marca ale, niestety, w połowie stycznia 2017 w dzień przed planową sesją „Elektronów” miałem wypadek. Zerwałem ścięgno Achillesa grając w kosza. Klip „Inercja” nagrywałem na jednej nodze.

Może to głupie pytanie, ale czy waszym zdaniem da się z tego materiału wykroić jakiś singiel, numer mogący być reprezentacja płyty?

Grzesiek: Do dwóch utworów z płyty zrobiliśmy klipy. To chyba można by uznać za single. „Inercja” otwiera płytę i poszła na pierwszy ogień. W klipie „Moment” wyczuwam pewną transowość, a przynajmniej jej zapowiedź, którą mocniej słychać w dopełniającym utworze „Chwila”.

To z kolei pociąga za sobą kwestie promocji – jak zamierzacie promować materiał i co się wydarzy w najbliższej przyszłości?

Gustaw: Poza klipami planujemy od września ruszyć z koncertami z nowym setem niespodzianką.

Lubię słowo niespodzianka…

Gustaw: I my również (śmiech).

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu