MACIEK WASIO – Klasyczny garnitur zawsze będzie modny

Wszystko kiedyś się kończy. Po latach obijania się po krajowych scenach Maciek Wasio postanowił zakończyć działalność zespołu OCN, by skupić się na nowych wyzwaniach. Takimi są działalność producencka i pisanie muzyki dla innych artystów. Nie zapomniał jednak o największej pasji i właśnie rozpoczyna promocję solowego dzieła, ochrzczonego, a jakże, „Wasio”. Jeśli ktoś wsłuchiwał się w muzykę Oceanu, nie zdziwi się – krążek jest stylowym, pięknie skrojonym ukłonem w stronę gatunkowych monolitów – znajdziemy tu folk, alternatywę, całe masy country, osobiste teksty i hipnotyczne melodie. O szczegóły pytamy autora płyty.

Na początek wyjaśnijmy, dlaczego zdecydowałeś się zakończyć żywot zespołu OCN?

Bo nadarzyła się ku temu idealna okazja. Wykonaliśmy swoją misję – kończyliśmy działalność fajnym rokiem, mnóstwo genialnych koncertów, min. zagraliśmy przed Rammstein, była świetna trasa z Happysad, koncert na 15 – lecie działalności OCN we Wrocławiu i wtedy postanowiliśmy powiesić ten kapelusz na wieszaku. Zastanawiałem się, co dalej z zespołem, i tak jak miałem kompletny pomysł na płytę solową oraz pomysł na jeszcze jeden projekt (w którym będę się pojawiał w przyszłym roku), tak kompletnie nie wiedziałem co dalej z OCN – nagraliśmy świetny album „Demon i karzeł”, który sobie dobrze poradził na rynku. Miałem poczucie, że nie odchodzimy jak pokonany pies z podkulonym ogonem, powiedziałem więc sobie, że ten etap na jakiś czas musi być zamknięty. Jest jeszcze jedna kwestia, której nie mogę pominąć – urodziła mi się córka i to była rewolucja życiowa i przewartościowanie priorytetów – nie wyobrażałem sobie akcji typu siedzenie w busie po kilka miesięcy…

Dlaczego zatem na twoją pierwszą „solówkę” tak długo czekaliśmy?

Po części odpowiedź przyniósł los; sama płyta była zrobiona sprawnie, pojawiła się opcja wydania jeszcze przed wakacjami 2018 roku. Plany pokrzyżowało kilka kwestii – po pierwsze, zmiana wydawcy – zdecydowałem, by po latach bytności w majorsach. tzw. lejce trzymać w dłoniach i wydać płytę samemu, niezależnie. Druga kwestia – pracując jako producent i realizator, stałem się tak zajętym człowiekiem, że projekty pochłonęły mnie na tyle, by nie mieć głowy do zajmowania się własną płytą, zgodnie z zasadą, że szewc bez butów chodzi (śmiech). Chciałem mieć spokój ducha podczas zajmowania się tym albumem, który był dla mnie bardzo ważny, wolałem zatem z płytą poczekać na odpowiedni moment. Tak to się poukładało – w tym roku będą miały miejsce premiery płyt, które produkowałem i pisałem dla innych artystów, zatem moja robota została wykonana i teraz będzie jedynie pokazywanie owoców tejże pracy. I to jest dobry moment na własną płytę.

Klasyczny garnitur zawsze będzie modny

Klasyczny garnitur zawsze będzie modny

Czy na tym materiale znajdziemy np. piosenki, które pisałeś jeszcze z myślą o OCN?

Nie, to zupełnie nowe rzeczy; lwia część została napisana wspólnie z Piotrkiem Rubikiem, mieliśmy eksplozję pomysłów i mimo pokaźnej szuflady z wieloma piosenkami (od dawna komponowałem z myślą o takim projekcie folkowo – akustycznym…) to bardzo dużo z tych rzeczy tam pozostało, bo np. już na pierwszej próbie zrobiliśmy z Piotrkiem  chyba trzy albo cztery nowe kompozycje, które znalazły się na płycie, oczywiście część rzeczy mocno przearanżowaliśmy na próbach, ale nie były to utwory pisane z myślą o OCN.

W notce promocyjnej napisano, że w składzie twojego zespołu znajdują się muzycy współpracujący z takimi artystami jak Artur Rojek, Mela Koteluk czy LemOn; może warto ich przedstawić?

Taką „drugą nogą” jest wspomniany Piotrek Rubik, brat muzyczny odnaleziony po latach, z którym przygotowywaliśmy bardzo dużo rzeczy dla innych artystów. Kiedy napisałem mu, że będę się przymierzał do solowej płyty i szukam kogoś, kto gra na lapsteel’u, okazało się, że sam chciał się do mnie odezwać z propozycją, żeby coś razem zrobić. Od pierwszej próby wszystko układało się idealnie – od razu zrobiliśmy tak istotne dla mnie utwory jak chociażby „Komunały” czy „O czym do mnie milczysz”. Piotrek jest takim v-ce prezydentem w tym składzie, to drugi lider. Poza tym jest Tomek Kasiukiewicz, z którym znamy się jeszcze z czasów wrocławskich, na co dzień jest puzoninstą a u nas obsługuje instrumenty klawiszowe. Następnie basista Bartek Wojciechowski, legenda gitary basowej, klasyczny snajper, grający na wszystkim; na płycie tylko w dwóch piosenkach gra na basie, resztę nagrywał na kontrabasie, i wreszcie Robert Rasz, perkusista, ze swoim takim bardzo oleistym groovem, obsługujący też wszelkie instrumenty perkusyjne.

Zaskoczył mnie fakt, że płyta jest na wskroś amerykańska, jej korzenie tkwią w folku i country – czy jest to związane z faktem, że często bywasz w Stanach i współpracowałeś z producentami min. z Nashville?

To absolutny strzał w środek tarczy. Pamiętam, że kiedyś siedzieliśmy (podczas prac nad jedną z płyt OCN) w studiu Vance’a Powella i tam usłyszałem piosenkę młodego, jeszcze nikomu nie znanego artysty, Chrisa Stappletona (dzisiaj znany chociażby ze wspólnego singla z Justinem Timberlake). Facet z gitarą; pamiętam, że kiedy usłyszałem ten utwór, stałem się absolutnym „instant psychofanem” tego człowieka. To artysta, który dzisiaj gra stadiony, odebrał kilka worków nagród, min. Grammy itp. Odjechałem na punkcie tego typu muzyki, choć już wcześniej takie rzeczy mnie intrygowały – uwielbiam wykonawców typu Bon Iver i jestem „szalikowcem” Jeffa Buckley’a, który w takie rewiry folkowe uderzał. Płyta „Grace” jest największym dziełem w historii muzyki, ten album zabrałbym na bezludną wyspę. Ważna była współpraca z Powell’em, który pokazał mi taką muzykę, zaraził mnie całą kulturą country itp. W Polsce zazwyczaj kojarzy się to z przaśnym festiwalem w Mrągowie a w USA to jest elita muzyczna, jeśli chodzi o wirtuozerię i o kulturę grania, brzmienia itp.

Jak postrzegasz możliwość przeniesienia tej muzyki na polski grunt? Brutalnie mówiąc – trzeba płytę promować i sprzedać w tym małym kraju…

Trzeba, nie trzeba… Na brutal odpowiadam brutalem – sprzedać tę płytę w kontekście merkantylnym mogłem, bo miałem poważne propozycje, by te piosenki scedować na innych artystów, ponieważ jestem ghostwriterem, producentem piszącym teksty i muzykę innym wykonawcom, ale nie było kompletnie takiego założenia. To są piosenki dla mojej córki, piosenki dla kobiety mojego życia i cytując przyjaciela Olafa Deriglasoffa – to płyta zrobiona dla moich przyjaciół, ewentualnie dalszych kolegów, którzy po nią sięgną. Takie było założenie i chcę być w tym przypadku artystą niezależnym. Nie ma żadnych chęci zdobywania świata; pracując z największymi nazwiskami tego biznesu od strony producenckiej jestem na tyle spełniony, że nie mam ciśnień, by coś jeszcze zwojować. Nie czuję potrzeby finansowej czy duchowej, żeby walczyć z wiatrakami. Byłoby super, gdyby ludzie po płytę sięgnęli; jeśli ktoś się nie zrazi kolorami jakimi te obrazy są namalowane, to mam wrażenie, że ta płyta przemówi do wielu osób.Maciek Wasio

Album brzmi bardzo tradycyjnie (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) pod względem produkcyjnym i w kontekście owej tradycji chciałem się dowiedzieć, czy tym razem nie musiałeś studzić zapędów producenta Marcina Borsa?

W tym roku przypada dwudziesta rocznica naszej współpracy – zajmuję się produkcją muzyczną a Marcin jest moją główną wyrocznią i często finalizuje moje projekty. Jeśli chodzi o płytę solową, bardzo długo siedzieliśmy nad tym materiałem i stwierdziliśmy, że w całym natłoku garażowych produkcji, przehajpowanego vintage’u brakuje takiej klasy. Mój ojciec miał powiedzenie, że klasyczny garnitur zawsze będzie modny. Pamiętam jak rozmawialiśmy, żeby osiągnąć taki właśnie, czysty, klasyczny dźwięk, żeby nic nie było przegięte, żeby w naturalny, piękny sposób oddać brzmienie osiągnięte w studio Custom 34 razem z jackiem Miłaszewskim który album zarejestrował.

Jak będzie wyglądała promocja płyty? Czy na koncertach zamierzasz sięgać po kompozycje OCN?

Trudne pytanie, mamy w tym temacie burzę mózgów – na pewno zagramy parę festiwali, mamy w planach występy radiowe, ale intrygują nas koncerty, gdzie słuchacze siedzą, tak było np. w Poznaniu na festiwalu Spring Break. Chodzi o to, by ludzie weszli w nasz świat i posłuchali o czym jest ta płyta. Co do piosenek OCN,  pewno nie będą to utwory, które były żelaznym repertuarem tego zespołu. Na razie jest za wcześnie powiedzieć jak to będzie wyglądać, przede wszystkim będziemy grać całą płytę „Wasio”.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Dawid Shin