LOST SOUL – Pracujemy mocno i ciągle wierzymy w efekty.

Lost Soul to zespół, którego przedstawiać nie trzeba. Znają ich starzy wyjadacze, których zauroczyła brutalność „Scream of the Mourning Star”, znają i młodzi fani metalu dla których nieobca jest z pewnością doskonała „Immerse in Infinity”. 22 lutego miała miejsce premiera bardzo szczególnego wydawnictwa czyli „Genesis…”, które to było jednym z tematów mojej rozmowy z głównodowodzącym Lost Soul – Jackiem Greckim. Jeśli chcecie się dowiedzieć paru szczegółów z historii Lost Soul oraz tego, jaki wpływ na muzyczny rozwój Jacka Greckiego miał zespół WHAM, zapraszam do przeczytania wywiadu!!

 

 

Witaj Jacek! Jako, że wywiad ten ma charakter „rocznicowy” chciałbym na wstępie zapytać Cię jak w Twoim wypadku wyglądały początki w świecie ciężkich dźwięków? Pamiętasz jaki był pierwszy, metalowy album jaki usłyszałeś?

Hail Satan!!! To był „And Justice For All” Metalicy, do tej pory jeden z moich ulubionych albumów, słuchałem tego przez pół roku bez przerwy i w tej chwili mogę powiedzieć, że ta płyta bardzo mnie ukształtowała, kawałki od 6 do 9 minut, długie, rozbudowane, elegancko nagrane… prawie jak na „Immerse in Infinity” (śmiech)!

Kiedy uświadomiłeś sobie, że chcesz być kimś więcej niż tylko słuchaczem? Czy rozważałeś kiedyś inne instrumenty, na których mógłbyś grać? W sieci możnaLS znaleźć informację, że Jacek Grecki to „kompozytor, gitarzysta, klawiszowiec”…

Musiałbym być idiotą, gdybym miał podpisać się pod tym, co piszą na Wikipedii. To, że nagrałem kilka plamek klawiszowych w niektórych utworach nie czyni ze mnie klawiszowca… kompozytor, gitarzysta, producent – tak, ale na fortepianie jestem tak samo dobry jak na harfie czy trójkącie (śmiech). Urodziłem się ze świadomością bycia gwiazdą (śmiech) to na pewno… Nie pamiętam, ile miałem lat, ale to było grubo przed tym, jak zacząłem słuchać metalu. Gdy pierwszy raz zobaczyłem kawałek zespołu WHAM „Wake me up before you go go” kazałem swojemu ojcu kupić mi gitarę, nie było litości. Natychmiast stwierdziłem, że chcę grać na gitarze. Innych instrumentów wtedy nie rozważałem, teraz planuję w końcu nauczyć się grać na pianinie gdyż mam takowe w domu oraz chcę kupić gitarę klasyczną i pójść w stronę flamenco (śmiech)

Oficjalna biografia podaje, że Lost Soul zawiązał się w roku 1990. Czy zanim sformował się ten skład grałeś w innym, metalowym zespole? Jaki zespół był dla Was największą inspiracją w pierwszym okresie działalności?

Nic przed Lost Soul się nie działo, na początku nazywaliśmy się Hades. Słuchaliśmy głównie thrash metalu, Metallica, Slayer, Sodom, Kreator, Xentrix, Annihilator… Szybko jednak przeszliśmy na cięższe brzmienia czyli Death, Sepulturę, Morbid Angel, Deicide, Autopsy… tak to jakoś chyba było.

Na swojej stronie internetowej podajecie, że pierwszym demo Lost Soul był materiał „Eternal Darkness”, tymczasem udało mi się dotrzeć do informacji o materiale „Necrophil”, który zawierał w większości te same utwory co „oficjalny” debiut demo. Jak to wygląda w rzeczywistości, które demo jest Waszym prawdziwym debiutem?

„Necrophil” to była taśma z próby, nagrana na „Kasprzaka”, był to dokładnie ten sam materiał, który później wydaliśmy jako demo, tylko intro zagrane było klasycznie na gitarze przez kolegę, który pokazał mi gitarowe podstawy. „Eternal Darkness” nagraliśmy już w czymś przypominającym studio, na magnetofon cztero-śladowy, zrobiliśmy okładkę w drukarni, a nie flamastrem i na ksero. Oba materiały nie były przez nikogo wydane, więc właściwie – wolna interpretacja. Zdecydowaliśmy jednak, że w biografii podajemy demo jako debiutanckie wydawnictwo.

 Pracujemy mocno i ciągle wierzymy w efekty

Pracujemy mocno i ciągle wierzymy w efekty

W roku 1995 zrobiłeś sobie przerwę od Lost Soul, podobno powodem Twojego odejścia był fakt, że koledzy mieli problem z Twoim zaangażowaniem w inne projekty? Jakie to zespoły pochłaniały Cię w tamtym czasie bardziej od Lost Soul? Zawieszenie działalności zespołu było spowodowane tym, że nie satysfakcjonowała Was pozycja jaką osiągnęliście w ciągu tych kilku pierwszych lat?

Powodem odejścia był fakt, że koledzy z Lost Soul nie akceptowali tego, że raz jestem mroczny bardziej, a raz mniej (śmiech…). Mieliśmy po 17 lat, więc pozostał tylko uśmiech po tych zdarzeniach, ale kłótnia była ostra. Był taki hard rockowy band Hollow Sign, który na zawsze pozostanie dla mnie drogi, zostawiłem tam coś po sobie. Tak, tak też było i jakieś tam rozczarowanie rzeczywiście mogło się pojawić. Po nagraniu „Superior Ignotum” miałem gotowy materiał na następną płytę, a „Superior…” miał być debiutem. Stało się inaczej, ale teraz nie ma czasu na frustracje.

Punktem zwrotnym w karierze Lost Soul wydaje się być kontrakt z Relapse Records, dzięki któremu pełnowymiarowy debiut „Scream of the Mourning Star” ukazał się na całym świecie. Z perspektywy czasu uważasz, że Relapse zrobiła dla Was wszystko co było w tamtym czasie możliwe, czy może mogli postarać się bardziej?

Pojęcia nie mam, zrezygnowali z nas, bo nie odebraliśmy maili z wywiadami, bo nie mieliśmy komputerów w domach i chodziliśmy do kumpla żeby skorzystać z netu, niewiarygodne, prawda? Nie przeczuwaliśmy, że to tak się potoczy. Nikt z nas nie pochodził z zamożnej rodziny, nie mieliśmy wsparcia finansowego i mentalnego. Ciężko ocenić, co dla nas zrobili, bo kontakt z nimi miała wytwórnia z Polski – Novum Vox Mortis, to oni załatwili ten kontrakt, nie wiem, co w nim było, na nic nie miałem wpływu.

Jeśli chodzi o wytwórnie z zagranicy to współpracowaliście z tak uznanymi firmami jak Relapse, Osmose, Earache. Który z wydawców wywiązał się ze swoich obowiązków najlepiej? Czy w związku z tym, że Wasze płyty były dostępne w światowych dystrybucjach, Lost Soul jest marką znaną w Europie i na świecie?

Żaden z wydawców nie zrobił dobrej roboty. Byliśmy na trzech trasach koncertowych w Europie tylko dzięki Massive Music i zespołowi Vader. Koncerty są najlepszą promocją, trzeba włożyć w to kupę kasy, żeby się zwróciło. Mogło być naprawdę dobrze z Earache i Massive Music, ale coś się wtedy w 2006 roku mocno popieprzyło w zespole i z managementem, coś, czego na wierzch wyciągał nie będę. Jesteśmy mimo to trochę znani, może nawet dość mocno. Chcą nas zobaczyć na żywo na całym świecie. Pracujemy mocno i ciągle wierzymy w efekty (śmiech).

 nie ma czasu na frustracje

nie ma czasu na frustracje

Mówiąc o firmach, wydawcach Lost Soul nie sposób pominąć tematu bardzo często krytykowanej Empire Records – uważasz, że wydanie CD Lost Soul jako dodatku do magazynu Thrashem All było dobrym posunięciem?

Każdy chciałby, żeby jego płyty były w sklepach. Szczerze, nie miałem nic do tego typu sprzedaży, dla mnie no problem. Jednak nie znam argumentów przeciwników tego typu dystrybucji, gdybym poznał, może zmieniłbym zdanie.

Przez Lost Soul przewinęło się wielu muzyków lecz chyba najbardziej spektakularną zmianą składu było odejście z zespołu Adama Sierżęgi oraz Piotra Ostrowskiego. Jesteś dziś w stanie ocenić ten fakt na zimno, bez emocji? Uważasz, że zmiany spowalniały rozwój Lost Soul czy wręcz przeciwnie, nowi muzycy za każdym razem dawali zespołowi świeżą krew i nowe wartości na płaszczyźnie artystycznej?

Nie chcę o tym mówić. Chcę mieć stabilny skład, wspaniałych kumpli i dobrych muzyków. Może teraz w końcu to się udało, bardzo bym chciał. Nie chcę już do tego wracać, nie robiłbym zmian, gdyby było wszystko ok, skoro coś nie grało, trzeba było się rozstać. 

Gdyby Adam zadzwonił do Ciebie i spytał czy nie potrzebujesz perkusisty przyjąłbyś jego propozycję?

Nie zadzwoniłby w tej sprawie (śmiech). Myślałem o tym kilkakrotnie, ale w ogóle rozmowa na ten temat nie należałaby do poważnych (śmiech) za dużo czasu minęło, za dużo rzeczy się wydarzyło. Nie.

Rok 2013 przynosi nam bardzo szczególne wydawnictwo czyli „Genesis XX Years of Chaoz” – pomysł wydania tego materiału wyszedł od Ciebie czy też postanowiłeś spełnić wreszcie prośby fanów, którzy męczyli Cię o niedostępne od dawna demówki Lost Soul?

Nagraliśmy „Genesis…” po to, by pokazać potencjał jaki niewątpliwie został zmarnowany. Mogliśmy śmiało wydać demo „Superior Ignotum” jako regularny, debiutancki album dla zachodniej wytwórni w 1994 roku, wtedy pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej. Nagranie jubileuszówki było moim pomysłem, miała ukazać się w listopadzie 2010, a w 2012 chcieliśmy wydać następcę „Immerse in Infinity”. Niestety, Witching Hour z niewyjaśnionych powodów opóźniło wydanie albumu i działalność zespołu, jestem na to cholernie zły. Na szczęście, album już się ukazał i możemy myśleć o przyszłości.

Lost Soul„Genesis…” zawiera materiał w całości nagrany na nowo? To dość nietypowe i przede wszystkim pracochłonne przedsięwzięcie by nagrywać po raz kolejny stare materiały. Może prościej byłoby po prostu poddać stare taśmy obróbce w studio jak robią to inni?

To dwupłytowe wydawnictwo, są utwory nagrane na nowo i są oryginalne wersje po remasteringu. Tak więc full wypach. Robota nad każdą płytą jest pracochłonna (śmiech).

Nagrywając stare numery trzymaliście się oryginalnych wersji tych utworów?

W większości, pozwoliliśmy sobie jedynie na minimalne udoskonalenia i dostosowanie do aktualnej stylistyki, nic więcej.

Rocznicowy materiał aż prosi się o organizację rocznicowej trasy koncertowej. Planujecie na 2013 jakiś tour z Lost Soul w roli headlinera czy też na trasę przyjdzie nam poczekać do kolejnej, dużej płyty?

Trasa raczej po kolejnej dużej płycie, mam to obiecane (śmiech).

W ostatnich miesiącach miała miejsce w Lost Soul dość niecodzienna sytuacja, dwie zmiany na stanowisku perkusisty, zmiana gitarzysty, jakie były powody tych zmian? Przedstaw proszę nowych muzyków i powiedz nam dlaczego akurat te osoby znalazły etat w Lost Soul?

Nie będę wyciągał powodów, niech chodzą plotki, mnie to nie dotyczy, zbyt poważnym człowiekiem jestem. Natomiast jeśli chodzi o Pawła Pawulona Jaroszewicza, problemu kompletnieLost S. nie ma, wybrał pracę w Decapitated, wszystko elegancko, z klasą i bez spiny, pozostajemy w super kontakcie, z przyjemnością zawsze się z nim spotkam. Marek Gołaś jest gitarzystą Lost Soul już prawie półtora roku. Nie mam żadnych zastrzeżeń do tego kolesia. Wypatrzyłem go na trasie z Vesania, grał wtedy z Sammath Naur. Nie będę się rozpisywał, prawda wyjdzie na kolejnych albumach i kolejnych koncertach. Jonathan Garofoli wskoczył za Pavulona na stanowisko garowego, poznaliśmy się przez facebook, spotkaliśmy się, zaczęliśmy grać, skład zrobił się znowu kompletny. To, jaka jest w tej chwili atmosfera w zespole, pozostawię dla siebie.

W tej chwili najważniejszą dla Lost Soul sprawą wydaje się być premiera „Genesis…” lecz trudno nie zauważyć tego, że ostatni pełny album zespołu ukazał się w 2009 roku. Masz już jakieś pomysły, gotowy zalążek materiału na kolejną płytę Lost Soul? Czy nowi muzycy będą brać aktywny udział w komponowaniu materiału?

Jesteśmy gotowi żeby wejść do studia. Gdyby Witching Hour nie opóźniało wydania „Genesis…”, prawdopodobnie wydalibyśmy następcę „Immerse in Infinity” już w zeszłym roku. Zależy mi na stabilności i regularności w wydawaniu albumów, ale tym razem nie było to zależne od nas.

Gdybyś miał podsumować czas, jaki Lost Soul spędził na scenie, z czego jesteś dumny najbardziej?

Z ostatnich trzech koncertów, nigdy się tak dobrze nie bawiłem na scenie.

Rozmawiał  Wiesław Czajkowski