LONKER SEE – Mickiewiczowska jazda leży w naszej naturze…

Nie ma chyba większego sensu porywać się na długie wstępy – każdy miłośnik rozimprowizowanej alternatywy zna Lonker See, zaś sami zainteresowani idą jak czołg przez krajowe sceny. Na naszych łamach gościli już niejednokrotnie, zawsze spotykając się z entuzjazmem, co w sumie nie dziwi zważywszy na zawartość płyt i świetne koncerty. Dzisiaj nie wyłamiemy się ze schematu. „One Eye Sees Red” pokazuje nieco inne oblicze zespołu, bardziej ułożone, ale nadal fascynujące rozmachem kompozycje. Lonker See jest dojrzałym, niebezpiecznym zespołem, wciąż głodnym kolejnych wyzwań, ciągle w drodze. Tym bardziej cieszymy się, że udało się przydybać szefa zespołu, Bartosza Boro Borowskiego i nakłonić na kilka refleksji odnoście aktualnej kondycji jego flagowca. 

Na początek strzał w pysk – autor recenzji nowej płyty Lonker See na Violence, swoje wynurzenia zakończył tak: „To już nie jest zespół-ciekawostka. To zespół będący liderem.” I co ty na to? Czujesz się liderem?

Ha ha… nie no, nie szarżujmy, raczej nic się nie zmieniło jeżeli chodzi o moje/nasze samopoczucie. Nie będę natomiast bawił się w fałszywą skromność – jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni z tego albumu.

Tu nawet nie chodzi o album, odbieram to szerzej – macie pozycję, wydajecie w zasadzie albumy bez pudła, w dodatku jesteście koncertową maszyną, bo powiedzmy sobie uczciwie, mało który ALTERNATYWNY zespół jest sobie w stanie pozwolić na tyle wojaży. Pytanie brzmi: czy jest wyższy pułap, na który chcielibyście wskoczyć? Czy z taką muzyką jest na to szansa?

Koncertowo notujemy stały progres frekwencyjny, więc nie widzę powodu, dla którego tendencja wzrostowa nie miałaby się utrzymać. Czy chcielibyśmy wskoczyć wyżej? Oczywiście, że tak! Czy z tą muzyką jest na to szansa? Jeszcze rok temu pewnie bym się migał, że to taka muza dla niszy itd., ale teraz patrzę na to wszystko tylko w jednym kierunku, do przodu, więc odpowiem, że jest, a czas to zweryfikuje.

Skoro wywołałeś koncertowy temat, muszę zapytać, jak przebiegała ostatnia trasa – skleć jakąś wiązankę pieprznych wspomnień…

No trasa na pewno była trudniejsza niż wszystkie do tej pory bo dotychczas wszystko zawsze przebiegało bezawaryjnie. Tym razem trochę przygód typu guma na autostradzie przy 140 khm, trochę jednak dłuższe dystanse do pokonania co mocno wypłynęło na poziom zmęczenia, hostel w Krakowie, w któym całą noc za cienką ścianą płacze dziecko a od 7 rano rmf max rozkręcony tak, że te popowe piosenki wpierdalają się w łeb jak wiertarka itd. Jeżeli chodzi o same koncerty to raczej bez zastrzeżeń choć często z nerwami bo trzeba skończyć do 23 a są 2 supporty. Frekwencyjnie jak już pisałem (może z dwoma wyjątkami) super. Sprzedaliśmy masę płyt a dla mnie wisienką na torcie był ostatni koncert trasy, bo domowy. Graliśmy do pełnej sali w Żaku i pierwszy raz na całej trasie słyszałem wszystkie instrumenty, więc zwieńczenie piękne.

Mickiewiczowska jazda leży w naszej naturze...

Mickiewiczowska jazda leży w naszej naturze…

Nie czujesz się trochę zmęczony – trasy, płyta, wydawnictwo, festiwal, didżejowanie… Trochę dużo jak na jednego człowieka…

Nie ukrywam, że w tej chwili padam na ryj. Po ostatnim koncercie trasy miałem dość, ale wiesz co bym teraz najchętniej zrobił? Pojechał w trasę. Taki tryb wybrałem i są momenty, że mam ochotę się zastrzelić, ale potem szybko przychodzi myśl – Co ty pierdolisz, stary dziadu, jest poniedziałek, wszyscy siedzą w pracy a Ty możesz sobie iść na spacer nad morze, masz super życie. Ta robota ma tyle samo plusów co minusów, ale nie zamienilbym jej na nic innego.

Ok, moda (to słowo jakoś mi tu pasuje) na improwizowane dźwięki kwitnie w najlepsze. Czekam tylko, aż Acid Drinkers nagra płytę z psycho-improwizacjami. Lonekr See przewodzi temu peletonowi, jednak dzisiaj, w dobie szczytowania takiej stylistyki, wykonuje coś co nazwałbym krokiem wstecz – zamiast czystego impro, jest ukłon w stronę transu, bardziej poukładane struktury, bliżej „kompozycji” niz swobodnego lotu. Mam teorię, że „wyimprowizowaliście” się na „Lonker Seessions i teraz idziecie w innym kierunku…

Nigdy nie zakładaliśmy jakiegoś scenariusza tego co będziemy grali; spotykamy się w czwórkę i dźwięki same nas niosą. Przy najnowszej płycie po pierwsze rozwinęliśmy instrumentarium. Tomek Gadecki oprócz saxu czaruje też elektroniką, gra na flecie, Michał Gos złapał za bongosy, gitarę schowaliśmy trochę z tyłu, więc z założenia płyta brzmi innaczej. Po drugie, co też bardzo istotne, postanowiliśmy trochę zainwestować w studio i popracować nad brzmieniem. Nagrywaliśmy wszystko w obłędnym Monochrom Studio i do współpracy zaprosiliśmy Haldora Grundberga. Cały ten zabieg zmienił wszystko, do tej pory brzmieliśmy ciemno i mało selektywnie (takie też były założenia), natomiast ta płyta jest bardzo jasna, selektywna, przestrzenna. Podsumowując, idziemy swoją ścieżką i nie bardzo przejmujemy się trendami. 🙂

Pomijając impro, na pewno może zaskoczyć pojawienie się w pewnym momencie bardzo ciężkiej, niemal metalowej gitary, czyżby Haldor was sterroryzował (śmiech)?

He he, ale skąd. Może ciężka gitara się pojawia, natomiast cały album jest w moim odczuciu dużo spokojniejszy niż nasze dotychczasowe nagrania. Co ciekawe, koncerty gramy dużo mocniej niż dotychczas (tak słyszałem). À propos Haldora – współpracę oceniam na 5 + i muszę przyznać, że można go śmiało traktować jako współtwórcę tej płyty bo podczas pracy dał bardzo dużo od siebie.

To podrążmy ten temat – na co miał wpływ, w czym pomógł i jak to wyglądało w praktyce?

Wyjeżdżając ze studia mielismy to tylko wbite ślady, bez miksów. Cała „sterylka” i czystość na płycie to jego pomysł. Już na poziomie miksu masz np. wyjęte do przodu gary, w niektórych momentach jest dużo zabiegów brzmieniowych jeżeli chodzi o barwę instrumentów, np. skrzeczące zakończenie singla itp. Jak pierwszy raz usłyszałem miksy a było to na ciężkim kacu po piatkowym dj-owaniu, pomyślałem: Boże, to się nie nadaje do niczego! Przesłuchałem drugi raz, trzeci i nagle skumałem o co chodzi. Fajne jest jednak to, że zrobiliśmy to moim zdaniem bardzo szybko i bez żadnych kłótni. W zasadzie, kolejnych wersji miksow było może cztery co jak na tak długie numery trzeba uznać za sukces.

Album jest spokojniejszy, ale też – sam w to nie wierzę – bardziej chwytliwy. Taki temat saksofonowy, jaki ciągnie numer „Lillian Gish” nie może się od człoiwieka odczepić. Przecież to nadaje sie do radia (śmiech).

He he, z tym motywem to powiem Ci, że w trakcie powstawania, jak Tomek zaczął go grać na próbie, od razu mu rzuciłem, że stworzył wirusa bo ten motyw będzie ludziom siedział w głowie przez długi czas, zatem, miałem rację. Cóż, następna płyta będzie miała 12 numerów po 3 minuty i Opener czeka (śmiech). 🙂

À propos długości – dlaczego wałek tytułowy jest TAK krótki, przecież to aż się prosi o rozwinięcie! Co to za złośliwość. Abstrahując – rozumiem, że na koncercie kompozycja jest odpowiednio rozbudowana?

Numer powstał bardzo szybko i coś nas urzekło w tej długości. To taki stempelek na płycie: krótko, treściwie i na temat. Na koncertach różnie bywa, na pewno jest grany dłużej, ale nie jest tak, że lecimy 15 minut. Podoba nam się taLonker foto struktura.

Nawiązując do tego co już powiedziałeś – istnieje możliwość, że – o zgrozo! – Lonker na następnej płycie faktycznie nagra np. 10 utworów… trzyminutowych?

Taka możliwość jest zawsze.🙂 Mamy teraz lekko szalony pomysł na kolejne wydawnictwo, ale za wczesnie abym o tym mówił (zaczniemy nad tym pracować w lato). Zdradzę tylko, że jak to się uda to raczej wszystkich zaskoczymy.

Brzmi ciekawie… Ale zmienmy trochę temat, bo Lonker Teraz dość mocno zaczyna się „wrzynać” w tzw. muzyczny biznes – jak odbierasz ten krajowy muzyczny światek, zarówno jako muzyk jak i wydawca? Czy jest tak, że starasz się ściśle pozostawać w tym alternatywnym nawiasie, czy np. sądujesz możlwość szerszych działań, po każdej stronie barykady?

Czekałem na to pytanie. Jako muzyk jestem bardzo zadowolony i jak można wyczytać z tego wywiadu, cały czas jest progres, więc małymi kroczkami do przodu. Polska scena niezależna chyba nigdy nie była tak mocna bo choćby z trojmiasta masz parę zespołów, które mieszają nie tylko na polskim, ale już zagranicznym rynku – przecież jest Trupa Trupa, Stefan Wesołowski, Hati Vatti, czy 1/2 Synów czyli 1988. Z drugiej strony, jako malutki wydawca przechodzę najtrudniejszy czas w historii MITW-u bo niby wydajemy super kapele, ktore mają świetną prasę a sprzedaż cd-eków jest dramatyczna. Oczywiście, ta tendencja panuje już na calym swiecie. Widzialem ostatnio wykres, według którego ilośc sprzedawanych cd jest w tym momencie na poziomie, na któym była w roku 1987. Jako biednego żuczka nie stać mnie na inwestycje w wydawanie vinyli, więc wypuszczamy malutkie nakłady i rozważamy przejście na wydawanie cyfrowe.

To ciekawa tendencja, bo z jednej strony CD’s spadają na łeb a z drugiej, jakoś nie wyobrażam sobie korzystania tylko z plików. To chyba tak, jak z prasą – póki jest, to chodzi się czytać gazety do EMPIKU, a kiedy znika jakiś tytuł, wszyscy płaczą dlaczego…

Generalnie, ludzie zawsze mają taką reakcję. Jak przestałem robić koncerty i napisałem posta z podziękowaniem za ten czas, bez żadnych gorzkich żali i tłumaczeń to pod postem pojawiła się lawina pytań: dlaczego? Co my teraz zrobimy? Gdzie bedziemy chodzić? Duża cząść z tych ludzi była może na jednym z kilkuset koncertów, które robiłem, więc w skrócie: ludzie lubią dramatyzować i płakać z czymś czego już nie ma. Mickiewiczowska, romantyczna jazda leży w naszej naturze. Więc jeśli nawet postanowię puszczać muzę tylko w net, to ktoś inny zacznie wydawać cedeki, taka kolej rzeczy…

Ok, wracając do meritum – bardzo podoba mi się oprawa nowej płyty, jest bardzo plastyczna – możesz coś o tym koncepcie opowiedzieć – skąd taki pomysł, jaka idea za nim stoi?

Widzieliśmy od początku, że będzie to zdjęcie i że jego autorem będzie świetny, gdyński fotograf a jednocześnie mój bardzo blisiki przyjaciel, Paweł Jóźwiak. Paweł jest z tym zespołem od początku i wszystkie nasze promo fotki, wkładka do „Lonker Seessions” to jego zdjęcia. Również on trzymał kamerę w naszym jedynym do tej pory klipe. Za oprawę graficzną (a także montaż i scenaruisz teledysku) odpowiedzialna jest Joanna Kucharska czyli nasza basistka. Nie licząc splitu z Arrm, zrobiła też wszystkie nasze okładki. Tyle słowem wprowadzenia. Sam pomysł na zdjęcie portretowe i tył głowy na odwrocie wyszedł ode mnie, ale reszta to już wspólna praca Pawła i Asi. Początkowo zdjęcie miało być czarno – białym portretem z jednym czerwonym okiem, ale koncepcja uległa zmianie. Wyszło Lynchowsko czyli z klimatem i bardzo na temat. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni bo wygląda to pięknie. Nie możemy się doczekać vinyla. Dodam jeszcze, że do zdjęcia pozowała kolejna nasza bliska przyjaciółka, Ala Chludzińska.Lonker live

Jak się układa współpraca z Instant Classic? Jest w tym jakaś perwwrsja, że Lonker wydawany jest przez krakowski Instant, a szefem zespołu jest jednocześnie szef MITW, wytwórrni, która tu i ówdzie nazywana jest „trójmiejskim Instant”…

Odpowiedz jest prosta. Dla muzyki, którą gramy nie ma lepszego wydawnictwa w Polsce. Dodać należy że do tej pory dzielimy się z Instantem płytami pół na pół bo debiut i „Lonker Seessions” wyszło przecież w Music Is The Weapon. Wracając do samego Instanta, otrzymujemy od nich tylko wsparcie i nie możemy zarzucic im niczego złego. Ja od siebie dodam, że na maxa doceniam to co robią w tej chwili dla całej polskiej muzy, nie tlko dla Lonker bo pamiętajmy, że to projekt z pasji i chłopaki mają poza tym normalną robotę; tym bardziej nalezy im się wielki szacunek.

Ok, to na samiuśki koniec – plany na resztę roku. Zarónwo Lonker See jak i MITW?

W MITW-ie lada moment czyli 25.05 wychodzą nowe Ugory (sztos płyta!), a na początku września koncertówka duetu Leśniewski/Nowacki. Dodatkowo, jako, że mam mało zajęć, to postanowiłem zrobić objazdowy Music Is The Weapon Fest. 10 zespołów (Wulkan, Kempa/Lubiewski, Good Night Chicken, Jesień, Neal Cassady, Artykuly Rolne, Lesniewski/Nowacki, Lastryko, Królestwo, Katie Caulfield) pojedzie do czterech miast na dwudniowy przegląd naszego katalogu. Zagramy w Toruniu, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Logistyczny koszmar, ale jakoś to będzie🙂. Co do Lonker See to nieustająca trasa. Jeszcze w maju i w lato gramy parę, może paręnaście koncertów a jesień na ostro, jak zawsze. Raczej nowej płyty w tym roku już nie będzie, ale kto wie znając Lonker…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Paweł Jóźwiak/Jan Rusek (live)