LONKER SEE – Jazz, majeranek i morze

Lonker See zaprzecza teorii, jakoby w 3M najlepiej miały się zespoły indie rockowe. Oczywiście, to tylko moja, prywatna opinia i dzisiaj sam ją burzę, stawiając na nieludzkiego stwora, który pompuje w żyły sam mrok, brud i gruz, w dodatku z jazzowym bujnięciem. To właśnie paradoks, który powoli staje się standardem – zespoły dłubiące w dronach, ambientach i transie coraz częściej sięgają w stronę poletka zarezerwowanego dla improwizatorów. W przypadku Lonker See mowa o Tomaszu Gadeckim, znanym z miliona projektów, że wymienię tylko współpracę z Mikołajem Trzaską czy Pure Phase Ensemble.  Na Split Image jego saksofon dołącza do mrocznej magmy, wyciągając z niej zupełnie inny kontekst, udowadniając, że każda kolaboracja, nawet najdziwniejsza, ma sens, jeśli spotkają się otwarte głowy… Więcej dowiecie się od samych zainteresowanych czyli Bartosza i Joanny, szefów zespołu.

Zacznijmy może od geografii. Nigdy nie ukrywałem, że 3M generuje jakieś fluidy, ale przeważnie chodziło i indie rocka itp, a tu taki strzał w pysk. Zażywacie coś więcej poza jodem?

Bartosz: Co się da (śmiech). Wszyscy za każdym razem podkreślają moc Trójmiasta i specyfikę muzy stąd wychodzącej. My tego nie słyszymy w ten sam sposób, ale jednak ludzie spoza tego miejsca zawsze o tym mówią…

Bo mimo dużego ciężaru gatunkowego na Waszej nowej płycie też wyczuwam – może jestem jakiś dziwny – ten specyficzny luz, który z morzem mi się kojarzy. Choć muzyka sięga raczej piekielnych czeluści…

Bartosz: Prawda jest taka, że płyta powstała na zupełnym luzie i w dużej mierze jest to zabawa formą. Co do piekielnych czeluści, chyba mi się jeszcze nie udało zrobić czegoś wesołego, więc jest to po prostu wytyczna tego co w nas siedzi.LS 4

Ale ten wewnętrzny mrok łagodzi w pewnym sensie osoba Joanny – zatem do Ciebie pytanie: jak to się stało, że postanowiłaś wypruwać sobie żyły w tak monstrualnym projekcie?

Joanna: Po prostu słucham takiej muzyki. Poza tym graliśmy już wcześniej w 1926, które też nie było najlżejszym zespołem. Psychodela, mrok i jazz są w dechę

Właśnie, wspomniałaś o tym co było wcześniej, zatem, jako, że jestem niezorientowany w temacie, nakreślcie w zdaniach pięciu ogólny zarys historii Lonker See…

Joanna: Lonker powstał jako projekt mój i Borka, który w założeniu miał być ambientowy i lżejszy od 1926 – taki też jest nasz pierwszy singiel, „Solaris”, który nagrywaliśmy w sierpniu. A potem zaprosiliśmy do współpracy Michała Gosa i Tomasza Gadeckiego i przestało być lekko… naturalna ewolucja, widocznie jest w nas coś co domaga się tego, żeby było ciężko.

Wyjście na plażę to nie jest, fakt. Raczej zejście do katakumb, gdzie rządzi mrok. Ale z tego mroku wyłania się coś, co JEDNAK Was z 3M w jakimś sensie kojarzy – czyli duch yassowej (?) improwizacji, który jest wyczuwalny na płycie. Dobry trop?

Bartosz: Bardzo dobry; ja i Asia robiliśmy zarysy tych nagrań w domu i były one typowymi dla nas, klimatycznymi, ciężkimi psychodelami, ale po zaproszeniu Michała Gosa (bo najpierw graliśmy przez chwilę w trio…) muza przybrała zupełnie inny charakter. Michał – i mówię to z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa – współtworzył potęgę sceny yassowej, grał z Tymańskimi, Mazolewskimi, Trzaskami etc., stąd cała ta płyta jest takim trochę bigosem tematycznym. Dodam jeszcze, że dla mnie osobiście to zaszczyt grać z kimś na kogo koncerty chodziło się z wypiekami na twarzy w wieku 16 lat.

Bigos tematyczny brzmi dobrze, ale jednocześnie jest w tym fajna spójność, wszystko trzyma się kupy i nawet jeśli pojawiają się elementy „ruchliwe”, saksofon itp., całość ma w sobie taki organiczny, miarowy trans. I tu MUSI pojawić się słowo SWANS. Bo skupia w sobie coś nieoczywistego, ponury odjazd, ale też właśnie ducha poszukiwania, zresztą, moim zdaniem Gira zreformował pojęcie improwizacji, nadając jej nowe znaczenie.

Bartosz: Pełna zgoda, ja jestem ultrasem Swansów i faktem jest, że ten trans jest wspólnym mianownikiem wszystkich muzycznych rzeczy, za które się biorę. Joanna: Ja też się zgadzam, Swans jak najbardziej – byliśmy na trzech koncertach, za każdym razem jest magia. Bartosz: No właśnie, koncerty Swans to jest to, a to, że słychać ich echa w naszej muzie możemy traktować tylko jako komplement.

Jest jeszcze jeden element. Kiedy w Split Image pt 1,2,3 w 11 minucie bodajże wchodzi śpiew Joanny, robi się shoegaze’owo… To kolejny trop…

Bartosz: Ja shoegazy lubię, ale słuchałem tego dużo mniej niż Asia na pewno, natomiast słyszałem też, że ta nasza wspólnie śpiewana fraza to czyste Sonic Youth. Co Ty na to, Asia?  Joanna: Tak, shoegaze to zdecydowanie jeden z moich ulubionych gatunków, głównie dlatego, że na nim wyrosłam; My Bloody Valentine, The Jesus & Mary Chain, Ride to zespoły, które gdzieś tam ukształtowały mnie jako muzyka. Jeżeli udało mi się przemycić trochę shoegaze’u do Lonker See to bardzo dobrze.

Oczywiście, w przypadku Lonker See mamy do czynienia z miksturą w dość perfidny sposób zamazującą międzygatunkowe granice. I tu pojawia się problem z jakimś samookreśleniem, bo zastanawiam się, gdzie możecie teraz uderzyć w temacie promocji – dla metalowców będziecie podejrzani, dla sceny alternatywnej zbyt demoniczni a Wasze improwizacje na pewno nie przypadną do gustu jazzmanom. Choć np. taki Merkabah z powodzeniem grał z Behemoth

Bartosz: Szczerze mówiąc, niespecjalnie się tym przejmujemy. Jeżeli chodzi o promocję to nie jest tak źle bo właśnie udzielamy wywiadu a tak na poważnie już w tej chwili odzew jest całkiem spoko. Na początku maja zaczynamy trasę 6 dużych miast, w czerwcu gramy przed Follakzoid w Gdyni, we wrześniu zagramy przynajmniej kilka gigów w Polsce i za granicą, w tym na jednym festiwalu (nie mogę jeszcze mówić na jakim). W październiku jest plan na wspólną trasę ze znanym, metalowym właśnie zespołem (też nie mogę jeszcze mówić z jakim), więc nie mamy prawa narzekać. Ostatecznie jak się nie uda to będziemy grali z Merkabahem. Pozdrowienia dla chłopaków.

Jazz, majeranek i morze

Jazz, majeranek i morze

Międzygatunkowe mieszanie to chyba syndrom czasów. Jak doszło w ogóle do współpracy z saksofonistą rzeczonym? Długie docieranie czy wszystko szybko zaskoczyło? Zastanawiam się, jak to wyglądało na etapie prac na sali prób?

Bartosz: Błyskawicznie. Tomek na co dzień współtworzy free jazzowy duet Olbrzym i Kurdupel, więc rozmowa wyglądała tak, że padało hasło – Tomek, teraz mamy B i raczej mole i tyle wystarczy. Wiesz, to w ogóle jest super faza granie z jazzowcami bo ich umiejętności muzyczne są nieograniczone i to Ty musisz się starać równać do nich co jest bardzo rozwojowe.

No to określmy, gdzie przebiega granica między improwizacją, a twardym transem, ujętym w jakieś tam ramy aranżacyjne. Chodzi mi o to – czy na koncercie 21-min „Split Image” będzie miał 15 min, czy np 35? Gdzie pojawiają się ramy? Jeśli się pojawiają…

Joanna: Ramy aranżacyjne są zachowane – podział na części, motywy, miejsca z wokalem i bez – cała reszta jest dowolna, w praktyce wychodzi to jednak zbliżone do wersji płytowej, czasowo przynajmniej. Chociaż nie wykluczamy, że na jakimś koncercie zagramy 40 minutową wersję „Split Image”, bo popłyniemy w trans…

Czego taki zespół jak Lonker See potrzebuje, żeby zagrać udany koncert? Poza sceną i „fajeczką”?

Bartosz: Wystarczą rzeczone (śmiech). Najfajniejsze w tym jest to, że właśnie koncertowo nie mamy dużych wymogów. Wiadomo, że ekstra gra się na scenie z odsłuchami itd., ale w razie „niemca” możemy zgrać gdziekolwiek gdzie jest powyżej 0 stopni i znajdzie się gniazdko z prądem…

Czy Lonker See, poza transem, specyficznym klimatem itp., ma przekazywać jakieś konkretne idee, słowa, przemyślenia? Jak to jest z tym mesydżem?

Joanna: Chyba nasz mesydż to akceptacja introwertycznych i mrocznych części, które każdy ma w sobie. Każdy z nas czasem lubi zgubić się w lesie, posłuchać czegoś niekoniecznie zdrowego (czy przyjąć coś niekoniecznie zdrowego). Psychodelia, odpłynięcie, odcięcie się – to jest ok.

Co w takim razie będzie przez Was uznane za – nazwijmy to – sukces? Jak wyglądają te „schody” w górę z Waszej perspektywy?

Bartosz: Ja osobiście będę zadowolony kiedy będę mógł pograć koncerty w kraju czy zagranicą i nie będę musiał do tego dokładać, tyle wystarczy. Mam to szczęście, że jestem w stanie utrzymać się z muzyki, więc już należę do grona szczęśliwców. Oczywiście, jak uda się coś więcej to super, jak nie to luźna guma (śmiech).

Joanna: Zagraniczna trasa byłaby spoko…

No to teraz marzenie: dream tour by Lonker See. Z kim chcielibyście pojechać w trasę i dlaczego (z oczywistych względów pomijamy Swans…)?

Joanna: Dead Skeletons, Death Hawks, Follakzoid… Kilimanjaro Darkjazz Ensemble…  Bartosz: O, to fajnie, może też być Bohren & der Club of Gore np., ale też może z jakimiś diabłami… sam nie wiem.LS 1

Chciałem pominąć Swans, ale w sumie nasuwa mi się pytanie do Was, jako fanów Giry: co sądzicie o planowanych zmianach w składzie Swans, które mają nastąpić po wydaniu nowej płyty?

Bartosz: Wiesz co, to jest trochę tak, że pożyjemy zobaczymy. Ja mogę Ci podać przykład z naszego podwórka jak to zespół Broken Betty powiedział, że zawiesza działalność i robi nowy skład. Całe trójmiasto w rozpaczy a tu się okazało że ten nowy skład to Ampacity. Ja wierzę w to, że zmiany są dobre, bo to zawsze rozwój i zawsze poszukiwania, nie zawsze dobrze zakończone, ale jednak.

Wracając do płyty – myślicie, że dzisiaj jest dobry czas dla takiej mrocznej alternatywy? Jak oceniacie zainteresowanie swoją propozycją?

Bartosz: Powiem tak. Hype na mrok na pewno jest, choć wydaje mi się, że jednak na ten cięższy niż to co my proponujemy. Na pewno alternatywa ma teraz czas lepszy niż choćby parę lat temu. Zainteresowanie jak na poziom konkurencji na rynku możemy ocenić tylko pozytywnie. Wiesz, mieliśmy limitowane, 20 – sztukowe wydanie w pre-orderze, które zeszło w jeden dzień, więc jak na zespół znikąd to całkiem nieźle.

Ok, myślę, że na koniec poproszę o to, byście naszym czytelnikom zareklamowali nowe dzieło Lonker See. Tak, żeby zainteresować i tych co słuchają Kiev Office i tych co łykają Thaw

Joanna: Hmmm… garażowa psychodela gra z jazzowcami.  Bartosz: Nie jesteśmy mistrzami autopromocji więc niech wystarczą nazwy, które wymienialiśmy w wywiadzie i może jak lubisz ciężką psychodelę, jazz, majeranek i morze to znajdziesz coś dla siebie (śmiech), peace!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia:archiwum zespołu/Paweł Jóźwiak