LASTRYKO – Konsekwentna praca

Czujecie ten rześki powiew? Tak, to Trójmiasto znowu atakuje i znowu pokazuje nieskrępowane, muzyczne oblicze. Swobodne, frywolne, lekko hałaśliwe, rozedrgane i skażone pomorską, improwizacyjną bryzą. Trudno powiedzieć – sami muzycy tego nie wiedzą – co powoduje ten ciągły wysyp dobrych i bardzo dobrych zespołów z tego rejonu, czy to tylko przypadek, czy nadmorski klimat. Lastryko być może pozostaje trochę w cieniu trójmiejskich gigantów, ale absolutnie nie ma się czego wstydzić, tym bardziej, że gryzą tort z nieco innej strony, łącząc indie rockowe klimaty z shoegaze’ową poświatą, i podają w całkiem piosenkowej, chrupiącej panierce. Gdzieś obok red. Cieślak komentuje zawartość debiutanckiego krążka, a my rozmawiamy na różne tematy z basistą Lastryko – Wojciechem Lackim.

Na początek trochę śmiesznie – nie irytuje was, że kiedy wpisze się w wyszukiwarkę google hasło „lastryko+recenzja”, wyskakuje milion recenzji  „Nagrobka z lastryko” Vargi? To musi być frustrujące…

Szczerze mówiąc, jeszcze nie wpisywałem tego hasła w google. Wybierając nazwę dla zespołu chyba ciężko jest przewidzieć wszystkie dziwne pułapki związane z różnymi kontekstami. Mniej więcej rok temu chcieliśmy zmienić nazwę (z Walrus Alphabet), szukaliśmy czegoś co będzie nam wszystkim najbardziej odpowiadało i wpadliśmy na „lastryko” jako słowo, które raczej budzi bardzo sprzeczne uczucia co wydaje mi się ciekawe. Zdaniem Youtuba, najciekawszą odpowiedzią na hasło „lastryko” jest video, w którego opisie możemy przeczytać „Odświeżanie 50-letniego tarasu z lastryka tarczą do kamienia„. Pewnie zainteresowanie jest faktycznie większe niż sentymentalnymi piosenkami o kosmosie. Chyba nie ma co się przejmować. Odpowiadając na pytanie – raczej nie jest to frustrujące. Tak już chyba działa Internet i nie ma co się martwić. Poza tym jesteśmy DIY kapelą grającą niszową muzykę i zaczęliśmy stosunkowo niedawno promować płytę, więc mam nadzieję, że jeszcze zbudujemy silną pozycję w SEO (śmiech).

Takie pułapki zawsze czekają na nowe zespoły. Nie mieliście obaw – jako muzycy działający już trochę czasu na scenie/scenach – powoływać do życia nowy band? To jest oczywiście ekscytujące, ale pewnie i trochę stresujące…

Zespół powstał w bardzo naturalny sposób – po prostu chcieliśmy razem pograć i zobaczyć co wyjdzie z połączenia naszych inspiracji i doświadczeń, więc nie kalkulowaliśmy tego. Szczerze mówiąc, nie miałem obaw, ale tak jak powiedziałeś, jest w tym pewna doza stresu. Na początku myślałem, że wszystkie „zasoby” z naszych poprzednich zespołów automatycznie przechodzą na ten nowy. Okazało się, że zupełnie tak to nie działa.

Kiedy okazało się, że wszystko musimy robić od początku i budować  od podstaw, uderzyła nas fala frustracji, ale chyba dość szybko się pozbieraliśmy. W takim „zaczynaniu od początku” pomimo upierdliwości całego procesu fajne jest to, że w pewnym sensie możesz powtórzyć jakiś etap, który już przerabiałeś i spróbować zrobić coś lepiej albo po prostu inaczej. Zawsze jest pewna dawka stresu, ale myślę, że ważne jest czyste sumienie i świadomość, że zrobiło się materiał i załatwiło sprawy wokół tego w odpowiedni sposób. W ostatnim czasie dużo myślę o tym, żeby starając się dbać o sprawy związane z zespołem, dbać też o wzajemne relacje. Płytę nagraliśmy w listopadzie 2016 a wyszła we wrześniu – przez ten czas miałem dużo obaw, co do tego jak płyta zostanie odebrana, ale z drugiej strony miałem dużo spokoju ze względu na to, że jednak jestem zadowolony z materiału i procesu, w ramach którego go stworzyliśmy.

Konsekwentna praca

Konsekwentna praca

Stres na pewno był choćby ze względu na lokalizację. Trójmiasto to już legenda i jakość, poprzeczka wysoko stoi. Zawsze pytam się muzyków z 3M, co też takiego ich zdaniem jest w tym miejscu, że powstaje tam tak dużo dobrych i oddychających wolnością zespołów?

Szczerze mówiąc, nie czuję związanego z tym stresu. Uważam, że w muzyce nie istnieje coś takiego jak konkurencja. Im więcej dobrych zespołów, tym lepiej. Myślę, że wzajemnie ze sobą nie konkurujemy. Jako konkurencję rozumiem netflixa, imprezy taneczne, czy nadmiar pracy i inne rzeczy, które sprawiają, że ludzie nie mają ochoty albo czasu iść na koncert. Jeśli chodzi o inne kapele to oczywiście jest w tym jakaś doza zazdrości, ale raczej takiej, która motywuje do tego, żeby robić lepsze rzeczy niż takiej, która sprawia, że komuś źle życzę. Trójmiasto jest bardzo specyficzne i trudno mi powiedzieć na czym polega wyjątkowość bo faktycznie, jest jakiś wspólny mianownik naszej muzyki. Jest kilka inicjatyw i osób, które stymulują i wspierają lokalną muzykę i to jest na pewno bardzo ważne. Mam wrażenie, że faktycznie jest u nas klimat, który raczej sprzyja temu, żeby się lubić i wspierać niż odwrotnie, ale nie mam pojęcia z czego to wynika. Może chodzi o coś przyziemnego? Mamy na przykład całkiem czyste powietrze jak na w miarę sporą aglomerację.

No i temat, który z 3M związany jest niezmiennie, czyli improwizacja. W waszej muzyce także występuje aspekt swobodnego lotu, improwizacji właśnie. Czym jest dla was taki sposób prowadzenia kompozycji?

Zdecydowana większość naszego materiału powstała podczas improwizacji. Większość prób nagrywamy, potem staramy się najfajniejsze rzeczy ogarnąć w jakieś w miarę zwięzłe formy. Taki tryb pracy jest dla nas najwygodniejszy. Dzięki temu nie musimy gadać o muzyce i o tym co byśmy chcieli zrobić tylko to robimy.

Kilka lat temu chyba podczas Spacefestu 2012 widziałem Popsysze, którzy grali improwizowany koncert z Damo Suzukim. Koncert miazga, ponad godzinę muzy, która była improwizacyjnie rozedrgana i jednocześnie strasznie komunikatywna. Jakiś czas później rozmawiałem o tym z Kubą – perkusistą Popsysze – i zdradził mi, że przed wejściem na scenę powiedzieli do siebie coś w stylu: tak sobie tutaj rozmawiamy – jak wejdziemy na scenę to rozmawiajmy dalej. Taka lokalna anegdota, która chyba dobrze obrazuje mój stosunek do improwizacji. Mocno słychać improwizację na tym materiale?

Ładnie brzmi, bo ta improwizacja nie jest tak bezpośrednia, ale podskórna, czuć luz, wibrację dającą poczucie swobody. Mówiąc prościej – nie ma aranżacyjnego spięcia dupy. Dużo rzeczy pozostawiliście na tej płycie w takiej, pierwotnie wyimprowizowanej formie?

Raczej tak. Wszystko było nagrane na żywo bez metronomu i edycji, staraliśmy się znaleźć balans. Chyba celem było zrobienie muzyki, która będzie luźna, ale też w miarę komunikatywna. Podczas sesji wiedzieliśmy co gdzie jest, ale wszystko wynikało z wcześniejszych improwizacji. W zasadzie, tworząc materiał szukaliśmy tego jakie rozwiązanie gdzie będzie nam naturalnie wychodzić. Nie robiliśmy niczego na siłę.

Ta komunikatywność jest symptomatyczna, ale w jej ramach przemyciliście na płycie bardzo wiele muzycznych ścieżek. Bo słychać u i psychodelię, jest szczypta hałasu, ale i shoegaze. Co twoim zdaniem spaja tę płytę?

Dla mnie tym co spaja jest fakt, że muzyka nie jest wydumana, nie chcieliśmy się wpasować w taki czy inny nurt, tylko zrobić najlepsze numery na jakie nas było aktualniepress2fotoJozwiak stać i dobrze się przy tym bawić. Lubimy się i rozumiemy jako ludzie i w ramach grania dajemy sobie wzajemnie dużo miejsca, więc tak to po prostu działa. Jeśli chodzi o płytę, myślę, że wkład Mateusza Danka, który muzykę miksował i masterował i Maćka Szkudlarka, który ją nagrywał, jest spory. Myślę, że uchwycili i podkreślili to co w naszej muzyce jest ciekawe.

To, o czym mówimy, to jedna strona medalu. Druga, ta mroczniejsza, jest taka, że tego typu muzyka, jawnie stroniąca od prostych piosenek, ma dużo bardziej pod górkę. Zdajecie sobie sprawę, że trudno będzie przebić się w tym ogólnym, komercyjnym chaosie, w czasach, kiedy liczy się szybka konsumpcja i proste przyjemności?

Szczerze mówiąc, jakoś się tym nie martwimy. Raczej nie myślimy o mainstreamie. Oczywiście, fajnie jest się rozwijać i grać coraz więcej koncertów dla coraz większej ilości ludzi, ale nie liczymy na jakąś wielką popularność. Całe szczęście, mam wrażenie, że scena niezależna się rozwija. W ogóle wydaje mi się, że zakładanie jakiegoś efektu jeśli chodzi o muzykę nie jest najlepszym pomysłem. Mam nadzieję, że jeżeli dalej będziemy dawali z siebie to co najlepsze, będziemy mogli grać więcej.

„Zakładanie efektu”… powoli zbliżamy się do momentu, kiedy trzeba coś z płytą JEDNAK zrobić. Obserwuję, w jaki sposób to działa (zresztą, sam stoję po tej stronie barykady) i widzę, że bardzo często najlepszy jest przypadek. To on w wielu sytuacjach decyduje o powodzeniu jakiegoś przedsięwzięcia. Zdajecie się na takowy?

Na pewno jesteśmy otwarci na jakieś fajne rzeczy, które się pojawią, ale raczej nie lokujemy w tym wielkich nadziei. Może to banał, ale ja wierzę w konkretną, konsekwentną pracę. Przez najbliższe miesiące będziemy starali się zagrać jak najwięcej koncertów. Przez ostatnie tygodnie brutalnie spamujemy jeśli chodzi o prasę, blogi itp. (bardzo przepraszamy i mamy nadzieję, że nikt nie będzie szukał satysfakcji na drodze prawnej). Każda recenzja płyty czy wzmianka jest dla nas czymś bardzo ważnym i liczę na to, że nasza praca będzie przynosić jakieś efekty. Ale sam wiesz, że ciężko przewidzieć jak to będzie. To co na pewno mnie cieszy i traktuję jako bardzo dobry omen, to odbiór naszej muzyki na koncertach.

No właśnie – przypadek. Czasami jest to frustrujące, jednak zawsze zwycięża ten  wewnętrzny przymus, chęć grania, wahania smrodu klubów, spania na podłodze, żeby w końcu znowu wylądować na scenie i grać. Skoro na scenie jesteśmy-  jak zmienia się wasza muzyka w warunkach koncertowych? Dajecie sobie dużo swobody?

Raczej tak. Jest solidna rama, jeśli chodzi o to co gramy, ale zawsze jest miejsce na jakieś niezaplanowane rzeczy. Skupiamy się bardziej na tym, żeby na scenie zagrać razem, zgodnie z tym jak się aktualnie czujemy niż wyegzekwować materiał od A do Z.

To teraz poproszę o tzw. wiązankę wspomnień z całkiem niedawnego tournee po krajach ościennych. Jak było? Co zaskoczyło? Jakie niesamowite przygody was spotkały?

Było świetnie. Spotkaliśmy dużo świetnych ludzi, zwiedziliśmy dużo ciekawych miejsc, najeździliśmy się. Chciałbym napisać jakąś anegdotę albo opisać jakąś sytuację, ale to się bardziej nadaje na posiedzenie przy wódzie niż wywiad (śmiech). Łotwa i Estonia są bardzo wdzięcznymi krajami do koncertowania. Zagraliśmy cztery koncerty i wszędzie ludzie byli bardzo otwarci. Ilość ludzi na koncertach, biorąc pod uwagę warunki, też była na prawdę niezła. Klimat tego wyjazdu w jakimś sensie podsumowuje to, że w dzień pierwszego koncertu dowiedzieliśmy się, że koncert w Tallinnie jest odwołany z przyczyn niezależnych. No i okazało się, że w przeciągu paru godzin udało się załatwić koncert w innym mieście. Poznaliśmy też świetny zespół – I L L A. Ich płyta jest niezła, ale na żywo robią niesamowite rzeczy. Miałem wrażenie, że z muzyki opartej na post metalu i post rocku niewiele da się już wycisnąć, ale jednak byłem w błędzie. Mam nadzieję, że uda nam się ich ściągnąć do Polski na wiosenne koncerty w przyszłym roku.Z trasy

Myślicie już o winylu? Pytam o to, bo teraz kompaktów nikt nie chce, jedynie czarne placki się liczą. Czujecie ten trend?

Jasne, tak to działa, ale niestety, tłoczenie winyla to spory koszt i bez wsparcia finansowego w tej chwili tego nie dźwigniemy. Na pewno przy następnej płycie będziemy chcieli postawić na winyl.

To teraz głupie pytanie: jeśli ktoś się was zapyta „co też gra Lastryko„, co odpowiecie? Macie jakąś promocyjną definicję, składającą się z mniej niż sześciu słów?

Nie zastanawiałem się nad tym. Piękno dzisiejszych czasów polega na tym, że mamy praktycznie nieograniczony dostęp do muzyki. Nasza płyta jest na Bandcampie i na YT, więc wystarczy 40 minut, żeby samemu wyrobić sobie opinię. Znam tę muzykę od podszewki, więc chyba nie jestem w stanie jakoś syntetycznie jej określić. Szczerze mówiąc, czekam aż ktoś odpowie na to pytanie. Masz jakieś pomysły?

Podwodne piosenki. Jakoś tak to rezonuje. Poza tym, okładka jest morska. Kto ją namalował?

Podoba mi się. Ja kiedyś pomyślałem, że można powiedzieć, że gramy sentymentalne piosenki o kosmosie. Ale faktycznie, temat podwodny jest bardziej żywy. Okładkę zrobił Adam Bejnarowicz, czyli basista zespołu Moaft, który poza sianiem zniszczenia na scenie jest świetnym grafikiem. Jego prace można zobaczyć na FB na stronie muzykografika.

Na koniec zostawiam dla ciebie wolne wnioski, pozdrowienia i bluzgi…

Dzięki za wywiad, bardzo cieszę się, że mogłem się uzewnętrznić w imieniu swoim i zespołu. W najbliższych miesiącach planujemy odwiedzić tyle miast ile się da, więc zapraszamy na koncerty!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Magda Patocka/Paweł Jóźwiak