LASTRYKO – Jazda bez trzymanki

Miało nie być Lastryko, tylko nowy projekt, a okazało się, że jest stary szyld, ale nowa płyta, która szerokim gestem pokazuje jak pięknie ewoluuje trójmiejski zespół. Dobrali sobie czwartego muzykanta, rozluźnili krawat, łypnęli okiem w stronę krauta, improwizacją znad morza doprawili danie, które spontanicznie zarejestrowali w studiu. Zmian dużo i choć zespół łatwo rozpoznać (jednak ciut punktów wspólnych z debiutem jest…), to nowe oblicze jest bardzo smakowite. Brak wokali nie przeszkadza, bo muzyka płynie i cały czas rośnie w głowie. Jest w tym takie przyjemne rozleniwienie, człowiek mimowolnie zatrzymuje się, by kontemplować przestrzeń. Resztę dopowie nasz rozmówca – basista Wojciech Lacki. 

Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, zakończyłeś wywiad słowani – mamy zamiar odwiedzić tyle miast ile się da. Policz zatem, ile miast odwiedziliście?

Od premiery pierwszej płyty, o ile się nie mylę, odwiedziliśmy około 20 miast. Kilka razy zagraliśmy też w Trójmieście, ale tego nie liczę jako odwiedziny. Nie wiem czy to dużo, ale biorąc pod uwagę warunki to faktycznie chyba wiele więcej się nie dało.

Męczą mnie te „warunki” – jak myślisz, jaka jest sytuacja alternatywnych zespołów w Polsce? Bo z mojego punktu widzenia to słodko/gorzka pigułka. Niby wszyscy sie jarają, dziennikarze zachwycają, ale nie przekłada się to na pękające w szwach sale koncertowe i gaże dla zespołów…

Parę razy myślałem jak to podsumować, ale nic ciekawego nie przyszło mi do głowy. Z jednej strony chciałbym powiedzieć, że ludzie nie interesują się muzyką a z drugiej na ulicy większość osób chodzi po mieście ze słuchawkami. Duże festiwale muzyczne też zdają się dobrze prosperować. Ciężko powiedzieć o co w tym tak na prawdę chodzi. Może po prostu o to, że robimy muzykę, która nie interesuje wielu ludzi, albo nie promujemy jej w odpowiedni sposób. Też nie możemy do końca narzekać bo grając rzeczy, które nie wpisują się w to czego słucha młodzież, cały czas możemy grać, ktoś przychodzi na koncerty, poznajemy bardzo wartościowych ludzi. Chyba sztuką jest podchodzić ambitnie do tworzenia i samego grania a to co się z tym dzieje dalej, przyjmować z dobrodziejstwem inwentarza.

A może muzyki jest za dużo? A my, siedząc w środku tego kramu nie zauważamy takiej „nadprodukcji”?

Nie wydaje mi się to problemem. Chyba żyjemy w czasach, w których podaż rodzi popyt i im więcej zespołów, tym szersze grono ludzi zostanie dotkniętych przez muzykę, nawet przez przypadek.

Jazda bez trzymanki

Jazda bez trzymanki

Ok, skoro już stanęliśmy mocno na ziemi, wracamy do Lastryko – co udało się wam zwojować przyokazji poprzedniego krążka – czy były jakieś spektakularne wydarzenia?

Rok, który poświęciliśmy na promowanie płyty, minął intensywnie i faktycznie sporo fajnych rzeczy się działo. Zagraliśmy trochę koncertów, poznaliśmy bardzo wielu świetnych ludzi. Byliśmy w Krajach Bałtyckich, potem zagraliśmy krótką trasę w Polsce, podczas której supportowaliśmy Made In Poland. Później było parę koncertów w Czechach co uważamy za świetną przygodę. Zagraliśmy dwa improwizowane koncerty do niemego filmu, w międzyczasie nagraliśmy „Tętno Pulsu”. Wszystko to zamknęliśmy objazdowym festiwalem Music Is The Weapon. I w międzyczasie świetna trasa z Popsysze. Trudno mi ocenić czy coś z tego było spektakularne. Dla mnie na pewno.

Żałujecie, że MITW padł?

Nie padł, tylko się zasapał i przysiadł na chwilę odpocząć. W tej chwili, z tego co wiem, zawiesili wydawanie płyt, ale robią koncerty w klubie Ziemia w Gdańsku. MITW jako twór od zawsze miał różne fazy i myślę, że wrócą w wielkim stylu. Znamy się od bardzo dawna z Asią i Borem, dlatego bardziej patrzę na to przez pryzmat ludzki niż przez to, że label obecnie zawiesił działalność. Myślę o tym, że się napracowali i teraz muszą nabrać sił, poświęcając się innym sprawom.

Wracając do Lastryko – skoro tak fajnie wszystko szło, to dlaczego mieliście plan stworzenia nowego zespołu? A może to właśnie efekt tego, że wszystko (za) dobrze się układało?

Chcieliśmy zostawić Lastryko w takim układzie jak było i może nawet skręcić bardziej w stronę piosenek. Nowy zespół miał nam pozwolić grać bez litości rozwlekłe improwizacje do tańca. A wyszło jak wyszło, czyli dość blisko tego co gramy jako Lastryko…

Co zatem zdecydowało, że jednak pozostał stary szyld? Względy praktyczne?

Okazało się, że to co improwizowaliśmy brzmi bardzo spójnie z tym co gramy jako Lastryko tylko, że dostało nowej warstwy, która dużo wnosi, ale nie zmienia zasadniczo kierunku. Stwierdziliśmy, że robienie nowej nazwy byłoby sztuczne. A względy praktyczne na pewno też miały znaczenie. Decydujące chyba było to, że nie czuliśmy potrzeby tworzenia nowego szyldu.

Nowa płyta. Improwizacja. Mim zdaniem wasza formuła powstaje na przecięciu trzech tropów – improwizacja, psychodeliczne rozedrganie i lekkie smagnięcie kraut rocka. Wielce smakowita mikstura – skąd taki kierunek?

Wszyscy słuchamy dużo takiej muzyki. Zarówno psych rocka jak i krautów. Wyszło raczej naturalnie. Założeniem była improwizacja w kierunku intensywnego rytmu.

Czyli dochodzi jeszcze repetycja. Trans. I jesteśmy w domu…

Dokładnie. Nie zakładaliśmy dokładnie jak ma to wyjść, więc było w tym dużo konfrontacji. Wyjściowym założeniem, które mieliśmy było zrobienie improwizowanej muzyki, do której da się tańczyć.

… ale podobno ludzie nie tańczą do waszej muzyki…

Czasem tańczą. Jak mieliśmy grać drugi koncert w takiej formule to miałem cichą nadzieję, że zrobi się z tego rave party. No a wyszło tak, że potraktowali to jako koncert. Więc też nie marudzę bo ludzie faktycznie nas słuchali ze skupieniem.

Powiedziałeś, że cała sesja nagraniowa była improwizowana – jakie postawiliście sobie założenia, jaki był tzw punkt bazowy na którym opierała się improwizacja?

Weszliśmy do studia bez planu, ktoś zaczynał jakimś motywem i później jechaliśmy bez trzymanki. Czasem punktem wyjścia był rytm, czasem jakiś motyw na sytnezatorze. Zdarzyło nam się parę razy wrócić do jakiegoś motywu który pojawił się na chwilę w poprzednim fragmencie. System pracy był chaotyczny i nie określiliśmy ram.a_PAW6455

Skąd pomysł na rozszerzenie stabilnego bądź co bądź składu?

Potrzebowaliśmy świeżej krwi i elementu, który z jednej strony nas pobudzi a z drugiej wniesie kolejny plan tak, żebyśmy skupili się raczej na graniu minimum. Granie w trio jest super, ale ta ilośc miejsca do zagospodarowania zawsze zachęca do tego, żeby grać dużo. Tutaj chcieliśmy zagrać mniej nutek i bardziej skupić się na powtarzaniu i wchodzeniu jak najgłębiej w rytm.

W jakim aspekcie ten materiał jest najbliższy klasycznej improwizacji? To kwestia tonacji czy partii gitarowych? Czy jeszcze coś innego?

Z improwizacją jazzową i w ogóle muzyką improwizowaną ma to niewiele wspólnego. Raczej staraliśmy się w ramach wspólnego grania bez planu znaleźć wspólny język i wspólny puls. W pewnym sensie była to dla nas metoda komponowania bo na koncertach – będziemy grali tematy, które są na płycie. Improwizacja w ramach tej płyty polega na tym, że w momencie, kiedy zapalała się czerwona lampka, nie mieliśmy planu. Dla mnie chyba najważniejszą rzeczą było skupienie się na działaniu i zdystansowaniu się do myślenia o efekcie końcowym.

No właśnie – koncert – czy to co nagraliście w studiu bedziecie chcieli powtówrzać na żywo, czy na koncercie będiemy mieli niejako do czynienia z dalszym twórczym rozwijaniem/improwizowaniem tematów ze studia?

Będziemy grali kilka tematów ze studia, kilka numerów z pierwszej płyty i kilka nowości, które jeszcze nie byly publikowane. Lubimy być na pograniczu i lubimy rozwlekłą formę przełamać czymś bardziej zwięzłym. Zawsze staramy się zwracać uwagę na to, żeby koncert był całościowo sensowny i miał zróżnicowaną dynamikę.

Płytę wydajecie własnym sumptem – potrzeba chwili? Potrzeba niezależności? Brak zainteresowania?

Nie znaleźliśmy nikogo kto chciałby wydać tą płytę, więc postanowiliśmy wrócić do korzeni. Sami wydajemy, sami projektujemy i drukujemy okładki. Punktem wyjścia był brak zainteresowania, ale znaleźliśmy w tym jakiś plus. Zajmowanie się rzeczami od podstaw jest niezłą przygodą.

Myślicie, że taki stan daje nad całą tzw karierą lepszą kontrolę i rozszerza możliwości?

Nie wiem, z jednej strony jest to fajne przeżycie, które daje właśnie poczucie kontroli i niezależności. Z drugiej współpraca z wydawcą z reguły otwiera jakieś drzwi i ułatwia pewne rzeczy. Nie wydaje mi się, że działanie samemu rozszerza możliwości.

Jakie macie nadzieje związane z płytą – do jakich odbiorców chcecie dotrzeć?

Raczej nie mamy sprecyzowanych ambicji jak chodzi o tę płytę. Nagrywanie było eksploracją i chciałbym, żeby ogarnianie tego interesu też było swego rodzaju przygodą. Na pewno chciałbym, żeby udało nam się kontynuować granie koncertów poza Polską. Planujemy wrócić do Krajów Bałtyckich jeszcze w tym sezonie. Mam nadzieję, że jesienią uda nam się pojechać też w innych kierunkach.

Na pewno udało się stworzyć materiał, który po raz kolejny idealnie wtapia się w klimat trójmiejskiej alternatywy…

Jesteśmy związani z tą sceną, więc nie mogło być inaczej…

🙂A propos 3M – czy będziecie na żywo grać „Frontline” (Rockas Delight), że tak zmienię temat?

Raczej nie. To było duże wyzwanie i w efekcie wyszło chyba nieźle, ale nie planujemy grać tego numeru na koncertach.

Jak w ogóle oceniasz inicjatywę i płytę „Gdynia 1988-2018”?

Tętno Pulsu

Tętno Pulsu

Bardzo dobrze. Płyta wyszła ciekawie i fajnie, że aktualnie grające składy wzięły się za starsze numery. Bardzo dużym bonusem jest seria koncertów promujących, która ma miejsce w muzeum miasta Gdyni. To nietypowa przestrzeń i myślę, że przyciąga nową publiczność. A wracając do płyty – wokół oryginalnej składanki wytworzył się specyficzny, lokalny kult i myślę, że to dobrze, że zostało to w jakiś sposób ożywione. Covery są robione raczej odważnie, ale jak dotąd nie było jakiejś dużej afery. My z polskiego reggae zrobiliśmy post punk i nikt na nas nie złorzeczy, więc jest to spory sukces.

🙂Na koniec chciałbym od was usłyszeć o planach na najbliższe czasy – zważywszy na wasze twórcze adhd, będzie pewnie ciekawie …

W maju ruszamy do Krajów Bałtyckich na krótką trasę. Jak chodzi o dalsze koncerty to jeszcze nic nie jest dopięte. Jeśli chodzi o nagrania to we wrześniu zarejestrowaliśmy materiał na drugą płytę, który cały czas dojrzewa i czeka na skończenie. Mam nadzieję, że pod koniec roku uda się go pokazać.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/