KPSN – Pluję na ludzi, którzy nie żyją w zgodzie ze sobą

Producent? Raper? Jak twierdzi sam zainteresowany, obie te rzeczywistości dobrze się dzisiaj uzupełniają, i faktycznie – pod jakim kątem by na KPSN-a nie spojrzeć, jawi się on jednym z najciekawszych młodych artystów na polskiej scenie. Czy to jako współtwórca sukcesu „Postanawia umrzeć” Bonsona i (w mniejszym stopniu) „Wszystko co złe” Sariusa, czy jako mozolnie budujący własną markę raper, lepszy z każdą kolejną płytą – zarówno technicznie, jak i tekstowo. Gdzieś między luźną ep-ką „Ortodox” a zapowiadanym na przyszły rok długograjem KPSN znalazł czas, by odpowiedzieć na kilka moich pytań.

W jakich okolicznościach powstał pomysł współpracy z Bonsonem? Wiem, że w 2017 Damian pojawił się na „Jeszcze nie teraz?”. To był pierwszy wasz kontakt?

Kiedyś zaprosiłem Damiana na mój album producencki „Resentyment”, ale czasowo jakoś się wszystko rozjechało i temat upadł. Dopiero po dwóch latach, gdy zacząłem nagrywać „Jeszcze nie teraz?”, podesłałem mu tytułowy numer. Napisał, że sztos. Ja zajarany zapytałem, czy dograłby się na numer. On, że jasne. Poznaliśmy się osobiście, dograł zwrotkę i tyle. Potem już wiadomo, jak wszystko poszło.

Tak się zastanawiam, czy odebrałeś możliwość pracy nad „Postanawia umrzeć” jako swego rodzaju szansę? Na pewno, jeżeli chodzi o skalę projektu i oddziaływanie na scenę, ten krążek przewyższa wszystko, w co byłeś zaangażowany wcześniej. I druga sprawa – czujesz jakiś niedosyt? Przed premierą niektórzy pisali, że „KPSN nie udźwignie tak poważnego projektu”, a płyta wyszła i odniosła sukces, bo to na pewno jedna z najlepszych krajowych premier tego roku. To czemu tak cicho? Zbyt małą wagę przywiązuje się u nas do roli producenta, czy mediom tematycznym nie opłaca się pisać o twórcach, których ludzie nie znają?

Odebrałem to na pewno jako „szansę”. Płyta powstała w stosunkowo krótkim okresie czasowym. Byłem zajarany – nie powiem, ale też nie w takim stopniu, żebym był tylko zapatrzony w ten projekt. Co do gadania ludzi: ludzie dużo mówili przed premierą, po premierze raczej nie słyszałem negatywnych opinii. Producenci muzyczni zawsze w Polsce będą gdzieś z tyłu; szkoda, bo mamy utalentowanych graczy. Pogodziłem się z tym, może kiedyś to się zmieni, a może już się zmienia, tylko ja tego nie widzę?

Pluję na ludzi, którzy nie żyją w zgodzie ze sobą

Pluję na ludzi, którzy nie żyją w zgodzie ze sobą

Co myślisz o wersjach live kilku numerów z „Postanawia umrzeć”? Jakie to jest uczucie, widzieć swoje produkcje przekładane na język żywych instrumentów – albo przynajmniej będące punktem wyjścia do wersji nagranych przez live band?

Bardzo super są te wersje, zespół na czele z Romą i Damianem zrobili mega robotę.

Nie będę pytał o powody, dla których nie wyszło ze stoprocent, ale chciałbym poruszyć temat Marki., czyli wytwórni, którą właśnie powołałeś do życia. Już wcześniej chodziło ci coś takiego po głowie, czy to po prostu efekt niepowodzenia ze stoprocent? Marka. to będzie takie okno na świat dla twojego rapu, czy w przyszłości chciałbyś wydawać pod tym szyldem także innych raperów?

Marka. to jest ruch promujący moje rzeczy i moich bliskich ziomali. Zawsze chodziło mi po głowie zrobić coś „swojego”, aktualnie jestem w takiej sytuacji, w jakiej jestem, nie mam mega wybudowanej pozycji, ale powolutku – po swojemu rozhulam to. Mam fajne zaplecze artystyczne, w którym są moi ziomale i wiem, że możemy zrobić fajne rzeczy.

Chciałbyś, żeby debiut był płytą o spójnej atmosferze – niech za przykład robi tutaj „Postanawia umrzeć” – czy raczej rzeczą zróżnicowaną, pokazującą cię od wielu stron, coś jak „Ortodox”, który pod względem brzmieniowym jest dość różnorodny?

Nie wiem, czy nowy album będzie „legalem”, który ludzie będą sobie mogli zawinąć z Empiku. W pewnym momencie miałem na to straszne parcie, chciałem zobaczyć się na półce w sklepie. Wiem, że chcę pokombinować brzmieniowo, ale nie w taki sposób, jak to robią inni. „Ortodox” raczej był w truskulowym klimacie, nowe rzeczy będą oscylowały w różnych, aczkolwiek cały czas to jestem ja, nie ktoś inny.

Niewielu jest na scenie raperów, którzy kładą zwrotki na własnych bitach. Z czego właściwie wziął się taki, a nie inny, sposób pracy? Bardziej chodzi o kwestie czysto muzyczne i fakt, że najlepiej czujesz się we własnych produkcjach, czy o logistykę, bo dzięki temu możesz pracować własnym rytmem i być niezależnym od innych?

Kiedyś, kiedy zaczynałem, miałem swojego myspace’a. Nie umiałem rapować nic a nic, podbijałem do różnych bitmejkerów/producentów o bity, oni mnie jechali, że jestem „wackiem”, albo wołali  o horrendalne kwoty za podkłady. Pomyślałem sobie: odpalam fruity loops’a i zaczynam kminić samplowane bity, no i masz, coś z tego wyszło chyba.

Oddzielasz w jakiś sposób KPSNa-producenta od KPSNa-rapera? Któryś jest ważniejszy? Hipotetycznie – gdyby nagle zrobił się na ciebie hajp i dostałbyś tyle propozycji współpracy od szanowanych przez ciebie raperów, że musiałbyś wybierać – produkcja na pełny etat albo własny rap – byłbyś skłonny postawić wszystko na jedną kartę?

Myślę, że teraz to się uzupełnia. Są ludzie, którzy lubią tylko moje bity, są ludzie, którzy lubią moje rapy i bity. Myślę, że jak skumasz wers z „Nie ma za co”, to wiesz, czym się będę tylko zajmował za jakiś czas.

Odnoszę wrażenie, że nie plujesz na nową szkołę, bo tak wypada – przykładowo, nagrywałeś ze Szpakiem, Jan-Rapowanie czy Frostim Rege, a twoje produkcje znalazły się na nowej płycie Sariusa – tylko dzielisz rap na dobry i zły. Słuszny wniosek?

Nie pluję na nową szkołę. Szpaku, Jan-rapowanie, Frosti czy Sarius to ogarnięte typy, w porządku ludzie, nie kreują się na kogoś, kim nie są. Każdego znam osobiście i to mega serdeczni ludzie. Pluję na ludzi, którzy nie żyją w zgodzie ze sobą, kreują się na pseudogwiazdy, wielu mamy takich na scenie, ale jak to mówią: „5 minut się skończy i będzie po nich”.kpsn1

Kilka dni temu miała premierę nowa płyta Sariusa, „Wszystko co złe”, na którą dostarczyłeś dwie produkcje. Jak wynikła ta współpraca? No i co sądzisz o takim mieszaniu stylów, bo np. „Antihype” była w całości robiona przez Gibbsa i przez to bardzo spójna; na nowej płycie produkcje Gibbsa brzmią raczej piosenkowo i radiowo, a gdzieś pomiędzy są wtrącone dwie twoje rzeczy, które dość mocno odcinają się na tle reszty.

Z Sariusem poznaliśmy się kiedyś przy okazji melanżu w studio u Voskovych. Potem długo nie gadaliśmy, ale któregoś dnia zadzwonił i zaprosił mnie na płytę, na „Antihype”, gdzie dograłem zwrotkę. Potem znowu długo nie gadaliśmy i napisał do mnie o paczkę bitów, wybrał sobie z podesłanego zestawu dwa, nagrał takie fajne numery i tyle. Ta płyta podobno trochę posiedziała na dysku u chłopaków, myślę, że gdyby puścili ją wcześniej, nie byłoby na niej moich bitów płycie, aczkolwiek to fajna odskocznia, moim zdaniem.

Gościnnie pojawiłeś się na „Triste Sol” Soulpete’a i Te-Trisa. W refrenie numeru „Fenix” pada taka deklaracja: „bo tylko my możemy ten truskul zmienić”. Zastanawiam się, czy to nie jest po części przyznanie, że – już pomijając aktualną modę i koniunkturę – stara szkoła przeżywa gorszy okres trochę na własne życzenie? Że stała się zbyt retrospektywna, przewidywalna, zamknięta na nowości?

Oldschoolowy rap poszedł trochę w odstawkę, ale to normalne. Co roku jest więcej młodych słuchaczy, mamy 2018, ludzie chcą rozrywki. Nasze pokolenie ubolewa nad tym, ale wierzę, że to wszystko się unormuje, z wiekiem co innego chcesz słyszeć.

Eripe rzucił jakiś czas temu wers „wolałem Kękę gdy pił, wolałem Tau gdy ćpał”. Abstrahując już od tych konkretnych przykładów, czy – twoim zdaniem – taki „pogodzony z życiem” rap ma w ogóle rację bytu? Wydaje mi się, że u podstaw tej muzyki zawsze stał bunt i wkurwienie, co dobrze słychać np. u ciebie…

Jak jesteś w porządku wobec ludzi i nie obnosisz się z tym, że nie pijesz czy tam nie ćpasz, to okej, spoko. Znam starsze osoby, które nie piją po 20-30 lat, siedzą z nami, jak degustujemy alkohol i im to nie przeszkadza; nie obnoszą się, że nie piją. Wybrali taką drogę i dobrze z tym żyją, nie bijąc się ze swoimi myślami.

A postawa „nie lubię człowieka, ale szanuję jako artystę”? Ostatnio dużo tego rodzaju głosów pojawiło się w kontekście Sariusa (m.in. zamieszanie z artykułem z popkillera). Czy oddzielenie twórcy od dzieła jest w rapie – czyli dziedzinie sztuki, która przynajmniej w teorii powinna być bardzo mocnodomówka zakorzeniona w rzeczywistości – jest możliwe?

Moim zdaniem, ta postawa w ogóle nie ma racji bytu.

JNR w wywiadzie dla Red Bull wymienił twoją ksywkę w kontekście najlepszych młodych producentów w Polsce, porównując twoje produkcje z tym, co robi Noon. Zgodziłbyś się z takim porównaniem? I w ogóle – wiem, że sporo mówisz o nieoglądaniu się na innych i szlifowaniu własnego stylu, ale na pewno masz takie płyty „przełomowe” pod względem brzmieniowym, takie, które szczególnie mocno wpłynęły na twój sposób robienia bitów?

Dużo ludzi porównywało mnie do Noona. Coś w tym jest, ale czy to źle? Chyba nie… Wszystkie płyty instrumentalne, te z Grammatikiem i Pezetem, to są dzieła. Bity 600v, Kociołka, Webbera czy Ajrona też generowały ciarki na skórze.

W numerze „Polski sen 2.0” pada nazwisko Grechuty. Masz jakąś listę nie-rapowych artystów, którzy opisują naszą rzeczywistość w sposób, który do ciebie przemawia?

Lata 80. i 90. w polskiej muzyce rozrywkowej. Piękny czas. Każdy utwór z tamtego okresu ma coś, co do mnie przemawia w większym lub mniejszym stopniu.

Adam Gościniak

Zdjęcia: archiwum