KONIEC POLA – Wróciłem do wsi przez miasto

Debiutancki album Końca Pola to niezwykle enigmatyczny materiał i sam nie jestem pewien, czy poniższa rozmowa jest w stanie rozwikłać którąkolwiek z jego tajemnic. Rzekłbym wręcz, że wokalista i autor tekstów Dominik wcale nie chciał mi w tym pomóc, a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej spowić je mgłą. A może za tymi dźwiękami naprawdę kryje się coś, co trudno ubrać w jakiekolwiek słowa? 

Czy nagrywając „Cy” nie baliście się, że wywołacie zbyt dużo złych duchów? Muszę przyznać, że album momentami brzmi dość przerażająco…

Bałem się, że nie wywołamy żadnych duchów. W dalszym ciągu się o to boję.

Twórczość Końca Pola to nie tylko muzyka, ale też słowo. A może właśnie bardziej słowo? Czy da się oderwać treść „Cy” od muzyki, czy są to raczej nierozerwalne elementy?

Pierwsze były teksty. Nie znaczy to jednak, że litery są ważniejsze niż nuty, koniec końców łączą się w dźwięku. Artur, pracując nad kompozycjami, wiedział, które wiersze będą na nich wisieć. Projektował więc na miarę, dzięki czemu pozostała czwórka wiedziała, co robić. W efekcie całość rzeczywiście jest nierozerwalna. Oczywiście, możesz te teksty czytać osobno, jest ich zresztą dużo więcej niż na „Cy”. Całość zmieściła się w tomie „Koniec pola”. Nie zmienia to faktu, że dopiero w towarzystwie muzyki słowo się spełniło.

Osobiście „Cy” odbieram nieco na zasadzie swego rodzaju spektaklu teatralnego czy może też słowno-muzycznego hmmm… performance’u. Czy to słuszna droga interpretacji tego, czym wasz album tak naprawdę jest?

Tak naprawdę jest po prostu płytą muzyczną. Nie może być spektaklem teatralnym, bo posiada tylko warstwę dźwiękową – mógłby być słuchowiskiem, ale to chyba za dużo powiedziane. Z kolei performance to szuflada bez dna, zmieścisz w niej: śniadanie w restauracji, orszak pogrzebowy, spektakl teatralny, wiec wyborczy, koncert… ale płyty muzycznej nie zmieścisz, bo podczas nagrań byliśmy sami i nikt nas nie widział.

Trudno nie zapytać o enigmatyczny tytuł, który – przyznam – nie podpowiada zbyt wiele. Co w ogóle znaczy samo „Cy”?

„Cy” może być początkiem słowa cymelium lub cymbał. Może być też końcem innego słowa – polecam poszukać tego końca.

Wróciłem do wsi przez miasto

Wróciłem do wsi przez miasto

Czy wieś, folklor, ludowość – to może zainteresować współczesnego młodego człowieka z miasta? Cała ta nasza tradycja, którą w dość nieoczywisty sposób (ale jednak) przedstawiacie, ma szanse trafić do mieszkańca Warszawy, Wrocławia, Krakowa?

Takie tematy interesują przede wszystkim ludzi z miasta. Rodzima scena folkowa to przecież miejska młodzież, która wyruszyła do źródeł, zaczerpnęła i wróciła. Popatrz, gdzie i dla kogo grają koncerty. Z rozmów z animatorami, strażnikami czy badaczami kultury tradycyjnej, można wysnuć wniosek, że mieszkańców wsi (zwłaszcza młodych) nie interesuje ich własna kultura. Tradycja przegrała z kompleksami i globalizacją – to oczywiście uproszczenie, temat jest szeroki – kto chętny niech doczyta. Warto pamiętać, że Polska to chłopski kraj. Co nie znaczy, że ludowość skazuje nas na wsobność – wręcz przeciwnie, folklor pełen jest uniwersaliów. W Końcu Pola nie jesteśmy zainteresowani graniem muzyki tradycyjnej ani transformowaniem jej w folk. Ze wsi bierzemy raczej treść, niż formę – nie ze snobizmu czy przekory. Wychowałem się na wsi, ale jestem z pokolenia zerwanego przekazu. Wróciłem do wsi przez miasto – tam znalazłem książki, muzykę i ludzi, którzy pokazali mi, na czym polega szukanie korzeni. Jestem im za to wdzięczny, więc kopię i ryję.

Mówisz, że tradycja przegrała z globalizacją i faktycznie, kultura zdaje się coraz bardziej zmieniać, unifikować się. Z drugiej strony, może jednak dzięki globalizacji polska tradycja ma szansę zaistnieć w świadomości mieszkańca tzw. drugiego końca świata?

Oczywiście, ale wydaje mi się, że drogą do tego nie jest promocja tradycji, a promocja sztuki. To najlepszy wehikuł dla takich treści. Spójrz na teatr, najwybitniejsi reżyserzy XX wieku zjeździli świat z przedstawieniami, w których zajmowali się zupełnie dla obcokrajowców nieznanymi tekstami (Akropolis Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jerzego Grotowskiego) lub własną biografią, w którą wpisały się skomplikowane losy Polski (Umarła klasa czy Wielopole, Wielopole Tadeusza Kantora).

Może „Cy” jest dla Was swego rodzaju ucieczką od zgiełku? Jak to mawiał poeta – wsi spokojna, wsi wesoła.

Nie uciekamy od zgiełku. Nie wyrzucam telefonu do jeziora, nie odłączam komputera od internetu, nie zamieniam samochodu na bryczkę. Wspomniany przez ciebie poeta mieszkał niedaleko Zalesia, o którym opowiadamy na płycie, jesteśmy więc ziomkami – nie sądzę jednak, abym miał dostęp do widzianych przez niego krajobrazów. Wieś nie jest arkadią, a my nie uciekamy z miast (gdzie mieszkamy na co dzień), po to by na nowo odczytywać bukoliczne toposy. „Cy” nie nadaje się na hymn krainy łagodności.

A może wasze korzenie tkwią w muzyce metalowej, a poprzez „Cy” próbujecie nieco się od niej odciąć (choć też nie do końca – w końcu album miksowaliście w Satanic Audio)? Czyżbyście od tego zgiełku chcieli uciec?

Nie uciekamy od zgiełku, przecież sporo na tym materiale przesterowanego hałasu. Czy to metal, czy nie metal, to już mało ważne.

A narodowa tożsamość? Ma znaczenie? Niby otwarcie sięgacie do muzyki tradycyjnej, ale z drugiej strony robicie to na swój własny sposób, jakby nieco odrywając ją od korzeni. 

Nie sięgamy do muzyki tradycyjnej – nie chcemy rozmywać jej definicji. Nie gramy jak Bractwo Ubogich, nie eksplorujemy technik wokalnych wzorem Międzynarodowej Szkoły Muzyki Tradycyjnej. Nie jesteśmy też zespołem folkowym, jak Kapela ze Wsi Warszawa, czy WCIAS. Muzycznie jesteśmy z innego świata. Niemniej, tożsamość zawsze ma znaczenie. Lepiej w niej nurkować, nawet jeśli cokolwiek cuchnie, niż ćwiczyć się w lobotomii. Nie wiązałbym jednak pojęcia narodu z muzyką tradycyjną. Ona sięga dużo głębiej i zazwyczaj jest dowodem na współistnienie, a nie odrębność. Doskonale słychać to zwłaszcza w dzisiejszej Polsce, kraju monoetnicznym, odciętym od wielokulturowości, której dziedzictwo przywołuje właśnie muzyka tradycyjna. Na „Cy” poszliśmy w inną stronę – nie staraliśmy się niczego rekonstruować, szukaliśmy drogi. Niedawno zrozumiałem, że prowadzi ona ku nowej prowincji (tak jak rozumie ją Krzysztof Czyżewski), chyba że się mylę i to jednak ścieżka na manowce… w takim wypadku postaramy się, aby były to nowe manowce. Nie powiedziałbym też, że odrywamy muzykę tradycyjną od korzeni. Wszystko, co robimy, robimy nie z nimi, a wobec nich.Koniec

Biorąc pod uwagę Wasze podejście do tworzenia muzyki i przede wszystkim to, jak często uciekacie się do zgoła mało rockowego instrumentarium, czujecie się jeszcze typowo rockowym składem?

Jeśli przez typowo rockowy skład rozumiesz dwie gitary, perkusję, bas i wokal, to wszystkie te elementy u nas znajdziesz – i to one tworzą fundament. Taką też formułę uprawiamy w Licho, co nie jest bez znaczenia.

„Cy” zdaje się sięgać od dokonań Godspeed You! Black Emperor po klimat znany choćby z albumów Furii – zwłaszcza z „Księżyc milczy luty”, po drodze odprawiając niemal szatańskie gusła. Nie boicie się, że taka rozpiętość może odstraszyć potencjalnych słuchaczy?

Tworząc tę płytę, dbaliśmy o to, aby nie zgubić elementu nieprzewidywalności, który okazał się wartościowy, zwłaszcza podczas nagrań. Nie przejmowaliśmy się reakcjami potencjalnych słuchaczy. Jeśli nasze muzykowanie okazuje się dla kogoś nazbyt zuchwałe… cóż, niech ucieka.

Bardzo ciekawi mnie też kwestia Końca Pola live. Co prawda, widziałem tylko fragmenty waszego występu z Zalesia, niemniej od tamtej pory zastanawiam sie, czy zespół byłby w stanie odnaleźć się w klasycznym, koncertowym wydaniu – w klubie. Być może to właśnie ta otwarta forma, na łonie natury, jest dla was właściwa?

Koncert w Zalesiu był wyjątkowy z kilku powodów, ale jeden wydaje się szczególnie istotny – „Cy” na łące brzmiało inaczej niż na płycie. Nigdy więcej nie zagramy tak jak w Zalesiu. Powinieneś więc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy muzyka, którą słyszysz na płycie, nadaje się do klubu? Podejrzewam, że dałoby się zmieścić ją tam bez wielkich gwałtów. Czy warto to robić? Wątpię. Szukamy innych miejsc. Duchy nad łono natury przedkładają kości ruin.

Gdzież znajedziemy ów Koniec Pola? A może końca nie widać?

A to zależy, gdzie patrzysz. Tam szukaj.

Rozmawiał Michał Fryga

Zdjęcie: archiwum zespołu