KIRK – Sampling to grzebanie w śmieciach

Po lekturze singla „Za ostatni grosz” (z intrygującą interpretacją klasyka Budki Suflera) spodziewałem się, że nowa płyta kIRk może zaskoczyć; tak się stało, choć niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami. „Ich dzikie serca” (wyd. Fundacja Kaisera Söze) to wymagająca, zbudowana z pozornie wykluczających się elementów lektura – szczątki folkowych melodii rozbijają się o kosmiczne tripy, jazzowe paroksyzmy trąbki pobudzane skrawkami mechanicznych rytmów wiodą na manowce. Ta oszczędna powieść (która ponoć nie miała w ogóle powstać…) o podróży w nieznane (nieważne, czy kosmosu czy np. kurpiowszczyzny) pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi, podobnie jak rozmowa z autorami niniejszego dzieła – Antoniną Nowacką (wokale), Pawłem Bartnikiem (elektronika) i trębaczem Olgierdem Dokalskim. 

Rozpocznijmy może od zaskakującego koweru Budki Suflera, którym trochę namieszaliście, bo nikt tak odważnie do kompozycji tego zespołu nie podszedł. Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że to jedna z ciekawszych interpretacji, jakie słyszałem w ostatnich latach. Skąd pomysł, by alternatywny zespół sięgał po taką kompozycję?

Olgierd: „Za ostatni grosz” ma świetną pulsację, którą zaproponowałem do utylizacji w kIRk. Nikt w naszym zespole nie dzieli muzyki na szufladki.

Zaintrygowało mnie słowo „utylizacja” w kontekście adaptacji utworu Budki Suflera.  Skąd u ciebie takie skojarzenie?

Olgierd: Bo sampling kojarzy mi się z grzebaniem w śmieciach. Poza tym pracuję na co dzień jako koder i słownictwo zawodowe nieopatrznie wpycha mi się do słownika.

Jak przebiegały rozmowy z zespołem/managementem w temacie uzyskania pozwolenia na wykorzystanie kompozycji? Były schody, czy wręcz odwrotnie?

Olgierd: Nie wykorzystaliśmy żadnych sampli Budki Suflera.

Antonina: Niestety, w tym temacie niewiele pomogę, bo nie wiem jak to wyglądało – koledzy wzięli ten cover na warsztat jeszcze zanim dołączyłam do zespołu. Z tego, co się orientuję, nie było większych problemów; bądź co bądź nasz twór jest bardzo odległy od oryginału.

Czy muzycy Budki mieli okazję skomentować wasze wykonanie ich piosenki?

Olgierd: Nie. Podsyłałem Bogdanowi Olewiczowi teledysk z zapytaniem, czy warto pokazywać go członkom Budki, z którymi się koleguje. Bogdan nie zauważył podobieństwa i zasugerował, że Romuald Lipko nie jest z taką stylistyką obeznany. Zamknąłem temat.

Sampling to grzebanie w śmieciach

Sampling to grzebanie w śmieciach

Olgierd: Nie. Podsyłałem Bogdanowi Olewiczowi teledysk z zapytaniem, czy warto pokazywać go członkom Budki, z którymi się koleguje. Bogdan nie zauważył podobieństwa i zasugerował, że Romuald Lipko nie jest z taką stylistyką obeznany. Zamknąłem temat.

Były kiedyś modne pomysły wysyłania w kosmos informacji o naszej planecie. Po wysłuchaniu waszej płyty doszedłem do wniosku, że ramach skomasowanego info o muzyce alternatywnej, można po prostu wysłać w kosmos płytę kIRk. Jest na niej wszystko, co interesujące w różnych odłamach alternatywy. Czy z premedytacją zostawiacie po sobie taki pakiet informacyjny?

Olgierd: Nie. Przygotowaliśmy tę płytę z inspiracji szeroko pojętą fantastyką naukową lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych i mieliśmy przy tym dużo frajdy. W trakcie produkcji tej płyty poczułem się jakbym znowu miał kilkanaście lat i tworząc Serca jednocześnie po raz pierwszy przeżywał filmy, książki i komiksy, którymi się wtedy fascynowałem. Za tym procesem nie było żadnej premedytacji, kalkulacji ani kompromisów.

Nowa płyta jest zestawem wędek, którymi słuchacz musi złowić te dźwięki. Nie jest łatwa, to raczej wyzwanie, próba zmuszenia do uwagi… Nie boicie się, że nieobyty słuchacz może takie dzieło odrzucić?

Olgierd: Moim zdaniem „Ich dzikie serca” to najprzystępniejsza brzmieniowo i kompozycyjnie płyta kIRk i jedna z najprzystępniejszych rzeczy, które tworzyłem. Co ciekawe, z podobnymi jak moja opiniami stykamy się ostatnio bardzo często. Zrozumiałe jest, że wielu słuchaczy może tej opinii nie podzielać, ale wcale mnie to nie przeraża.

Skoro tak, to podrążmy tę kwestię –  na czym owa przystępność polega? Nie gracie piosenek, często z premedytacją odlatujecie w  kosmos. Muzyka wymaga czasu, a tego współczesnemu słuchaczowi zwyczajnie brakuje.

Olgierd: Przystępność wynika z innego niż dotychczas, pełniejszego brzmienia. Ich dzikie serca to płyta bardziej oparta na harmoniach niż wcześniejsze. Wynika to z większego niż wcześniej wykorzystania syntezatorów i z obecności dwóch dialogujących ze sobą solistów. Pewnie powodów jest znacznie więcej, ale nie przychodzą mi do głowy.

Nie przeraża was to, że wasze kompozycje mogą nie trafić do zwolenników bardziej tradycyjnej muzyki, ciekawi mnie, do kogo w zasadzie adresujecie swój przekaz? Czy istnieje coś takiego jak idealny odbiorca muzyki kIRk?

Antonina: Może nie trafić, ale może też trafić – raczej się nad tym nie zastanawiamy. Oczywiście, zależy nam, aby to co robimy dotarło do jak najszerszej części populacji, jednak nie jest to aspekt, który determinuje nasze poczynania. Nie tworzymy muzyki pod żadną konkretną grupę odbiorców. Widzę to raczej jako taki kotłujący się kłąb różnych dziwactw, który toczy się po mieście i wciąga napotkanych po drodze przechodniów, czasem jakieś małe pieski.

Ich dzikie serca

Ich dzikie serca

„Ich dzikie serca” są konceptem opowiadającym o podróży w nieznane. Dotyczy oczywiście kosmosu, ale mam wrażenie, że można odnieść go do każdego człowieka, który decyduje się na zmiany, na szukanie własnego miejsca? Czy tak można interpretować wasze przesłanie?

Antonina: Tak, zdecydowanie. Faktycznie to wszystko jest jednym i tym samym – człowiek w kosmosie, kosmos w człowieku.

Wspominacie o fantastyce naukowej lat 80. i 90. – możecie rozwinąć ten temat? Jaki odłam kina s/f był tu szczególnie ważny i w jaki sposób wpłynął na postrzeganie dźwięków?

Paweł: Fantastyka, w moim odczuciu, nie znajduje się w centrum tej płyty. W centrum płyty znajduje się przygoda i opowieść. Fantastyka zainspirowała nas w tym właśnie zakresie. To prawda, że lubię czar tego kina i tej literatury, choć bardziej w tej formie, jak je zapamiętałem z dzieciństwa i młodości. Nie analizuję tego typu kina, tylko nim cieszę. Na potrzeby płyty nie wracałem do filmów ani nie wertowałem książek. To, co kiedyś we mnie po tych seansach i lekturach zostało, było zdecydowanie wystarczające.

W moim pojęciu nowa płyta jest w pewnym sensie finałem poszukiwań, materiałem, pokazującym idealną równowagę. Równowagę polegającą na minimalizowaniu dźwięków niż ich spiętrzaniu. W jaki sposób przebiegało to „obieranie kompozycji” aż do finału? Kiedy mieliście pewność, że to już „ten moment”?

Antonina: Tak, ten materiał jest oszczędny, ale wciąż bardzo wiele się w nim dzieje na poziomie narracji. Oczywiście jest to narracja abstrakcyjna, co daje dużo swobody interpretacyjnej. W moim odczuciu najważniejsze jest, aby przekazać maksimum treści przy minimum środków, jednocześnie zachowując spójność i atmosferę. Trudno mi zanalizować ten proces krok po kroku. Zakładam, ze każdy z nas ma jakąś przynajmniej mglista wizje kształtu całości. Jeśli te wizje, w którymś momencie się spotkają to jest prawdopodobnie ten moment.

W jakim stopniu pozwoliliście sobie na swobodę wykonawczą – ile na „Ich dzikie serca” zaprogramowanych, wyliczonych dźwięków a ile improwizacji, która też jest przecież wyczuwalna?

Paweł: W kIRku katalizatorem i barierą dla swobody twórczej jesteśmy my sami. Nad najnowszą płytą pracowaliśmy w miarę podobnie jak nad poprzednimi. Najpierw były sesje, w ramach których powstawały zręby utworów. Potem było dużo wspólnego, improwizowanego grania. Wszystko to nagrywaliśmy. Ten materiał leżał u nas dłuższy czas – pewnie z 1,5 roku, a może nawet dwa lata. Gdy zdecydowaliśmy o powstaniu płyty, kolejnym etapem było uważne przesłuchanie tych kilku godzin nagrań, wyciągnięcie z nich najlepszych rzeczy, stworzenie struktury płyty, a potem praca nad aranżem i brzmieniem. Słowem – produkcja. Na tym etapie dużo się działo – z jednej strony chodziło o to, by ta układanka miała jak najlepszą formę, z drugiej chodziło o formułę brzmienia.kIRk1

W muzyce kIRk zderzają się przeciwstawne czasami gatunki muzyczne – folk, jazz, psychodelia, trip hop, sporo eksperymentów czy wręcz awangardowych dźwięków – co było w przypadku tej płyty punktem wyjścia?

Paweł: Punktem wyjścia była chęć stworzenia dopracowanej płyty o poniekąd filmowej narracji.

Antonina: Punktem wyjścia byliśmy my – czyli członkowie zespołu. Każde z nas ma nieco odmienne preferencje i gusta, każdy przychodzi z inną wizją tego, co chciałby stworzyć, stąd taka mieszanka.

Antonina, Twoje wokalizy na nowej płycie kIRk to prawdziwy majstersztyk – łączą w sobie jazz i folk a często ocierają się o awangardę – jak przygotowywałaś się do tych nagrań? Czy twoje partie są w jakiejś części improwizowane, czy całkowicie zaaranżowane?

Antonina: Bardzo dziękuję. Przed nagraniami robiłam – jak zwykle – rozgrzewkę narządów głosowych, proste ćwiczenia na rozruszanie rezonatorów, także moje przygotowanie rozgrywa się na poziomie czysto technicznym. Wszystko, co śpiewam wywodzi się z całego zaplecza emocjonalno-intelektualno-duchowego jakim dysponuję. Moje partie są całkowicie improwizowane, parę momentów zostało wyciętych dla uspójnienia kompozycji.

Odnoszę wrażenie, że niektóre elementy, brzmienia czy solówki są celowo potraktowane dość oszczędnie, jakbyście zostawiali sobie otwartą furtkę na moment koncertowej prezentacji – jak bardzo wasza muzyka rozwija się podczas występów na żywo? Narzucacie sobie jakieś ograniczenia na scenie?

Paweł: Nie zakładaliśmy wyhamowywania ekspresji na płycie, by na koncercie dopiero to rozwinąć. Płyta ma taki kształt, bo tak nam się po prostu udało ją zrobić. Nasze koncerty mają od lat stosunkowo podobną formę – jest to nieprzerwane granie z bardzo ogólnie nakreśloną strukturą i dużą dozą improwizacji. Czasem tej improwizacji jest mniej, czasem więcej.

Wasza płyta na pewno jest bezkompromisowa, ale lepiej pasuje mi do niej słowo „tajemnicza”, trudno jednoznacznie nazwać uczucia towarzyszące lekturze. Jest dla mnie czymś w rodzaju powrotu do dzieciństwa. Do  bardzo archetypicznych wyobrażeń rzeczywistości… Tęsknicie za takim, dziecinnym trochę postrzeganiem świata i fascynacji czymś nieznanym?

Antonina: To wspaniale, jeśli nie da się nazwać uczuć towarzyszących słuchaniu muzyki. To w ogóle wspaniale jeśli doświadcza się czegoś, czego nie da się nazwać, choć faktycznie może to budzić niepokój i niepewność. Takie postrzeganie rzeczywistości, o jakim piszesz jest dla mnie bardzo ważne i myślę, ze w jakimś stopniu towarzyszy nam przez cały czas np. podczas śnienia czy w innych, odmiennych stanach świadomości. To nie tyle tęsknota czy fascynacja, a po prostu naturalna kolei rzeczy, a udawanie, że wszystko jest właśnie dokładnie tym czy tamtym i niczym innym jest pozbawianiem samego siebie największej i najpiękniejszej mocy gatunku ludzkiego jaką jest wyobraźnia.

Jak w zasadzie możesz zdefiniować to co w chwili obecnej gra kIRk?

Antonina: Nie jestem od definiowania tylko od grania. Definiowanie pozostawiam recenzentom, krytykom, dziennikarzom itd.

Dlaczego Filip Kalinowski nie jest już członkiem waszej ekipy?

Olgierd: To jest pytanie do Filipa. Słyszałem, że pojechał szukać Boga w buddyjskim klasztorze w Tajlandii, ale to mogą być tylko plotki…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu