JAD – Adam Małysz polskiego punk rocka

Fascynujący jest fakt, że punk rock, lata świetlne po swoim narodzeniu, nadal zachowuje żywiołowość nastolatka i nadal infekuje kolejne umysły, zarówno słuchaczy jak i twórców. JAD, o którym na naszych łamach już ciepło pisaliśmy i rozmawialiśmy, wreszcie wydał debiutancki długograj „Strach”, potwierdzając tym samym swój wyjątkowy status w środowisku; wyjątkowy, bo jak mało której punkowej formacji (a mamy ich przecież sporo), udało się  trafić w kontrkulturowe gusta publiki. Dlaczego? Jak to się dzieje? Gdzie mają korzenie i czy udało się dotrzeć już do jądra tej muzyki – rozmawiamy z wokalistą Krzyśkiem „Paciorem”, gitarzystą Marcinem i perkusistą Radkiem.  

Czy JAD odpowiada na żywotne potrzeby polskich punkowców? Pytanie zasadne w kontekście faktów: mamy setki zespołów hc/punk, które grają i tyle, potem pojawia się JAD i jest szał. Jaka diagnoza?

P: Bez przesady, zespół JAD został po prostu dobrze odebrany bo widocznie zapełnił jakąś lukę, ale obok szału to nawet nie stało. Oczywiście, ten dobry odbiór i pozytywne recenzje są zajebiście miłe i dają kopa do robienia nowych rzeczy, ale nie przesadzajmy. Jest bardzo fajnie i niech tak pozostanie. Gramy prostą muzykę i chyba polskie teksty trafiły na podatny grunt.

Być może to banalne, ale ciekawi mnie geneza nazwy zespołu. Prosta i wpadająca w ucho nazwa to skarb a w waszym przypadku jest to szczyt copywriterstwa (śmiech)

P: Na jednej z prób walnąłem jakimś żartem to Radka, który powiedział, że jestem jadowity czy coś takiego no i od razu zaświeciła się nam lampka w głowie – „ooo, a może JAD?” No i zostało.

Nie macie problemu z tym, że w opisach waszej muzyki jak mantra powtarzane są dwie nazwy – Siekiera (demówkowa) i Armia (wczesna). Czy taki krąg inspiracji jest dla was satysfakcjonujący? Czy może chcecie do tej puli jeszcze coś dorzucić?

P: Może przez te polskie teksty ludziom tak się kojarzy? Mi to nie przeszkadza, każdy ma swoje skojarzenia i jeżeli pomaga to innym definiować naszą muzykę, to proszę bardzo. Jeśli chodzi o warstwę muzyczną to ja w niej słyszę więcej amerykańskiego hc, ale tutaj więcej do powiedzenia będą mieli szanowni koledzy.

M: Jeśli komuś kojarzy się to z Siekierą czy Armią, to mnie może tylko cieszyć, bo wychowałem się na ich muzyce. Tak samo jak wyżej wymienieni nie wymyślili punka, tak też my nie gramy niczego odkrywczego. Ja słucham bardzo różnej muzyki, więc do kręgu moich inspiracji można by pewnie jeszcze wiele  nazw dorzucić.

Adam Małysz polskiego punk rocka

Adam Małysz polskiego punk rocka

Pamiętacie, jaki był wasz pierwszy kontakt z wymienionymi wyżej zespołami? Co was szczególnie ruszyło w ich twórczości?

R: Ja tam w naszej twórczości nie słyszę aż tak bardzo wpływów tych zespołów. Jasne, zrobiliśmy kowery zarówno Armii i gramy też na koncertach Siekierę aleee… ja wolę „Nową Aleksandrię” od „starej Siekiery” a do Armii mam mieszane uczucia. Ta z Brylem fajna, ale później już nie do przejścia.

M. W naszej muzyce na pewno słychać więcej starej Siekiery niż Armii. Jeśli chodzi o Armię, to w płycie „Legenda” rusza mnie praktycznie wszystko. Uważam, że jest to absolutnie jedna z najlepszych płyt w polskim punku. Jak słucham „Opowieści zimowej” to mam cały czas takie same ciary jak wtedy, kiedy usłyszałem to pierwszy raz. Przygodę z punkiem zacząłem od Dezertera, ale Armia i Siekiera zawsze stały u mnie na podium. Jeśli chodzi o Siekierę, to lubię oba ich okresy, zarówno „Nową Aleksandrię” jak i starą Siekierę, która bez wątpienia ma duży wpływ na muzykę JADu. To jest tak surowe i chamskie w swojej prostocie, że aż urocze. Jak słucham starej Siekiery, to mam ochotę coś rozjebać (śmiech).

Współczesne czasy są dla muzyki niezależnej (czy to punk czy indie…) z jednej strony dobre (bo Internet, dużo możliwości, dostęp do sprzętu, sal prób itp. itd.) a z drugiej kiepskie, bo jest przesyt muzyki i zwrócenie na siebie uwagi, chociażby w minimalnym zakresie jest bardzo trudne. W jaki sposób sytuujecie w tych czasach JAD? Czy w 2019 roku punkowy zespół może ugrać „coś więcej” bez przysłowiowego skurwienia się?

P: Zależy czym dla kogo jest skurwienie się. Nie raz już o tym mówiłem, ale w 2019 realia wyglądają zupełnie inaczej i uważam, że granie na większych festiwalach czy z zespołami niekoniecznie DIY, ale kumatymi to żadne skurwienie się. Nie sytuujemy siebie wcale, zabrzmi to bardzo banalnie, ale po prostu robimy i będziemy robić to, co będzie sprawiało nam radość i nie będzie w nas samych budzić poczucia przypału.

R: No i co znaczy „coś więcej”? Nie mamy szalonych nakładów. Wydajemy sobie płyty/kasety sami. Ktoś to chce kupować, słuchać i to jest zajebiste. Z tymi nowymi czasami wiąże się też jedno pozytywne zjawisko – ludzie nie przywiązują zbyt dużej wagi do etykiet. Co kiedyś na scenie niezależnej było nie do pomyślenia a przynajmniej w niektórych jej kręgach.

M: My nie staramy się na siłę zwracać na siebie uwagi. Zawsze uważałem, że kluczem jest szczere podchodzenie do sprawy i robienie w muzyce i z zespołem ogólnie to, na co ma się ochotę. Nic na siłę. Jeśli kierujesz się tymi prostymi zasadami, to raczej nie musisz zabiegać o uwagę, bo moim zdaniem ludzie po prostu doceniają szczerość i wtedy zwracają na ciebie uwagę sami. Ja tak przynajmniej mam. Ściemę widać z daleka. A my też nie mamy nie wiadomo jakiego zasięgu. Nie staramy się przebić, żeby osiągnąć mityczne „więcej”. Robimy to co robimy, nie przekraczając wyznaczonej przez siebie granicy obciachu.JAD1

Udało wam się zagrać na imprezach zdecydowanie nie-punkowych, jak się odnajdujecie w takim otoczeniu?

P: Mogę mówić tylko za siebie, ale lubię takie urozmaicenie. To też zależy co to za nie – punkowe imprezy. Raczej na Orlim Gnieździe czy na Dniu Pieczarki w Redzie Pieleszewie nie czulibyśmy się komfortowo. Zagraliśmy na dwóch festiwalach odbiegających od punkowych norm, ale na obu było dużo ludzi, którzy chcieli nas słuchać, rozmawiać po koncertach i najzwyczajniej w świecie podobały im się nasze koncerty i muzyka. Same imprezy były fajnie zorganizowane, bez zadęcia, bez stulejarstwa. Miła odmiana, dla mnie osobiście przyjemnie jest czasem wziąć łyk świeżego powietrza i spróbować czegoś innego, trochę takie wyzwanie, a trochę durna ciekawość – „no zobaczymy po, której piosence wyjdą?”. Na szczęście, nie wychodzili, a co więcej, chyba się nawet podobało. Dlatego warto eksperymentować z wyczuciem.

R: Zgadzam się z przedmówcą. Warto wychodzić ze swojej strefy komfortu bo to jest często bardzo orzeźwiające uczucie. Znasz takiego gifa z szalonym naukowcem co mu kosmos w głowie wybucha? Ja się tak czułem jak odkryłem, że poza sceną hardcore/punk istnieje życie.  (śmiech)

M: Ja wolę się poruszać w obrębie sceny punkowej, ale też kompletnie nie mam problemu z graniem na nie-punkowych gigach. Jak wspomnieli przedmówcy, jest to ciekawe i bywa orzeźwiające. Sami z siebie nigdy pewnie byśmy nie pomyśleli, żeby wbijać się na Soundrive czy Spring Break. Skoro zostaliśmy tam zaproszeni, to widocznie ktoś nas tam chciał zobaczyć i był w tym jakiś cel. Zdaję sobie sprawę z tego, że większość ludzi, którzy tam byli, mogłoby się nigdy z naszym zespołem nie zetknąć, gdyby nie te festiwale. Ja generalnie nie mam nigdy wysokich oczekiwań w stosunku do żadnych imprez na których gramy, bo wolę się przyjemnie zaskoczyć niż nieprzyjemnie rozczarować, ale wspomniane festiwale były dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Począwszy od doskonałej organizacji, miłych ludzi, których spotkaliśmy, po zaskakująco dobry odbiór naszej muzyki. Kiedy grasz pomiędzy folkowym a indie rockowym zespołem, albo jesteś jedynym zespołem, który zauważalnie odstaje od profilu imprezy, to nigdy nie wiesz czego się spodziewać. To było bardzo ciekawe i zarazem dobre doświadczenie. Ogólnie to mamy całkiem spory odzew z nie-punkowych klimatów i to też cieszy. Okazuje się, że nie tylko punki doceniają punk rock.

Ukułem sobie taką teorię, że JAD, choć skrajnie punkowy, ma w tej swojej prostocie swoistą przebojowość (czy może lepiej – chwytliwość…), co powoduje, że nawet zestawieniu z zespołami grającymi skrajnie odmienną, bliższą mainstreamu muzykę nie razi i budzi zainteresowanie ludzi spoza tzw. sceny. Zgadzacie się z takim spojrzeniem na sprawę?

P: Nie zastanawiałem się nad tym w ogóle, ale jeżeli tak mówisz to może tak jest? Mi się wydaje, że dobra muzyka, niezależnie jaki gatunek reprezentuje, zawsze zostanie doceniona przez kogoś, kto ma szersze horyzonty muzyczne. Każdy z nas słucha różnych rzeczy przecież i chodzi na różne koncerty. Poza tym myślę, że niektórzy patrzą na nas jak na taką ciekawostkę: koncert 15 minut, hałas, trochę śmiechu przy tym, a do tego polskie teksty. Więc dla tych, którzy słuchają innej muzyki jesteśmy może jakimś ciekawym przerywnikiem albo czymś nowym. Sam tak traktuję masę niepunkowych rzeczy, których słucham od dłuższego czasu. Nie wiem, tak sobie filozofuję bo mnie sprowokowałeś ha, ha, ha.

M: Może jest w naszej muzyce jakaś chwytliwość, a może jest to zwyczajnie na tyle proste, że łatwo wchodzi.

Marcin – patrząc na twoją muzyczną karierę, odnoszę wrażenie, że jest to ciągłe poszukiwanie ideału, archetypu twojej ulubionej muzyki hc/punk. Był metalowy/metalcore’owy/entombedowy Sunrise, d-beat’owy Daymares, brutalny HC w Cast In Iron, w międzyczasie powstał oldskulowy hardcore’owy Government Flu, teraz jest punkowy JAD. Czy dotarłeś już do sedna tej muzyki?

M: Ja nie szukam ideału. Po prostu gram to co lubię i w czym się czuję dobrze. Słucham różnej muzyki, to też różną muzykę gram. Wszystkie zespoły, które wymieniłeś niby są różne, ale zawsze miały wspólny mianownik: hc/punk. Każdy z nich miał albo nadal ma swój czas. Gdybym nie miał zajawki na granie w którymkolwiek z nich, to bym tego nie robił. Nie szukam w muzyce niczego poza przyjemnością z grania. Pod tym względem dotarłem do sedna w każdym z wymienionych zespołów.

Wracając do płyty, niewątpliwie uwagę zwracają teksty a w zasadzie proste komunikaty, bardzo sugestywne i w sumie dalekie od typowego, punkowego moralizatorstwa. Czy ich dość pesymistyczny wydźwięk wyraża waszą zespołową opinię na temat kondycji współczesnego człowieka?

P: Teksty pisałem samemu i chłopaki nigdy w nie nie ingerowali. W zasadzie mam wolną rękę. Nie ukrywam, że zawsze się krępuję dzieleniem tekstami przed nagraniem, ale skoro nikt nie wniósł żadnych zastrzeżeń to znaczy, że mogą być. Pisałem je w różnych momentach na przestrzeni istnienia zespołu. Jest tam trochę o walce z samym sobą, jest kilka przemyśleń o miejscu, w którym żyjemy, jest trochę strumienia świadomości. Myślę, że wielu słuchaczy może się z tymi tekstami identyfikować, bo każdy człowiek przechodzi przez gorsze momenty i czasem jest tak, że słuchasz sobie jakiegoś zespołu i myślisz: o właśnie tak się czuję. Mam nadzieję, że to co tam sobie śpiewam nie siedzi tylko w mojej głowie, bo i tak za dużo mam zmartwień ha, ha, ha.

R: No jest w tych tekstach moc. Mam nadzieję, że wolno mi to powiedzieć mimo, że jestem kiepski w prawieniu komplementów. Dodatkowo sprawa dotyczy zespołu, w którym gram, ale może teraz jest dobra okazja żeby to powiedzieć: Pacior napisał zajebiste teksty, które dają dobrze po głowie. No i są uniwersalne – każdy może w nich odnaleźć coś dla siebie lub o sobie.

JAD 2

Czy można powiedzieć, że JAD jest czymś w rodzaju misji, czy jednak bliżej temu całemu kramowi do czystej rozrywki?

P: Misje to ma ONZ he, he. Będąc pod 40. nie mam potrzeby bycia scenowym misjonarzem. Gramy dla siebie i dla ludzi, jeżeli ktoś w naszym zespole odnajduje coś, co dodaje mu siły albo najzwyczajniej w świecie odczuwa prostą radość ze słuchania naszych płyt i chodzenia na nasze koncerty to ja czuję się z tym świetnie. Poza tym katowanie uszu tym jazgotem nie może być rozrywką. Tak się po prostu nie da.

Zakładam, że JAD nie jest chwilowym kaprysem a raczej rzeczą długoterminową – widzicie się na scenie za dziesięć lat jako weterani? Pytam o to, bo np. widzę jak zaskakującą, drugą młodość przeżywa w tej chwili Dezerter. Myślicie o JADzie w takiej, dłuższej perspektywie czy raczej nie?

P: Jesteśmy jak Adam Małysz polskiego punk rocka – myślimy tylko o najbliższym skoku!

R: Jakiegoś wielkiego planu na to wszystko nie ma, ale coś tam sobie knujemy na tą bliższą i dalszą przyszłość. Ogranicza nas mocno nasza praca bo każdy jest mocno zajęty, ale dzięki temu każda próba czy wyjazd na koncerty ma swoją wyjątkową wartość.

I na koniec kilka słów o dalszych planach – można coś zdradzić czy raczej nie wybiegacie zbytnio w przyszłość?

R: Nie wybiegamy w przyszłość dalej niż pół roku, no może trochę więcej, ale czuję, że zespół jest w dobrej kondycji i mamy jeszcze trochę rzeczy do zrobienia i nagrania. Dopiero co ukazała się pierwsza płyta. Planujemy z nią jesienią trochę pojeździć. We wrześniu gramy na Outside Fest. Następnie w październiku/listopadzie czeka nas dłuższa trasa. Jeśli czas pozwoli to w międzyczasie zrobimy jakieś nowe numery. A jeśli je zrobimy to pewnie będzie można je usłyszeć na tychże występach. Bez ciśnienia, w swoim tempie będziemy pchać ten wózek do przodu.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu/Call Me Killer