IZZY&THE BLACK TREES – Konsekwencja  i upór

Hałasować to trzeba umieć – okazuje się, że to sztuka, która niekoniecznie musi polegać na tym by było najgłośniej jak się da. Udowadnia to Izzy&The Black Trees na swoim debiutanckim długograju „Trust No One”, gdzie zgrzyty łączą się pięknie z melodiami i choć muzyka pozostaje gdzieś w post punkowej niszy, lubi skumać się z gotykiem i starym noisem, nie stroni od bluesowych zagrywek, które podaje jednak w dużo brutalniejszej formie. Jasne, że to wszystko już było. Ale to co było też trzeba odpowiednio odczytać. I np. zrobić fajne piosenki, takie co na koncercie skoszą z nóg a w radiu mogą wleźć nawet na listę przebojów (sprawdzić czy nie trójka…). Gdzieś obok znajdziecie recenzję płyty a poniżej kilka słów od wokalistki zespołu, od czasu do czasu grającej też na gitarze – Izy Rekowskiej. 

Na początek trochę śmiesznie – oglądałem ostatnio filmik nagrany przez Arka M., gdzie reklamował on swoje nowe wydawnictwa. Opowiadał min. jak to po śmierci The Feral Trees szukał godnego następcy tego bandu i tu pojawiacie się wy. Zatem… jak się czujecie jako nowy Feral Trees? (śmiech)

Ogólnie dobrze, bo z The Feral Trees a szczególnie z wokalistką (byłą) Moriah Woods łączy nas przyjaźń, graliśmy razem parę koncertów. Ale nasze drzewa chyba są bardziej zadziorne niż Feral Trees, więcej jest drzazg w naszych gitarach. W sumie to trochę wychodzimy z tego lasu, szczególnie na płycie „Trust No One”…

No właśnie, zadziorne. Fakt, choć np. zaskakujący jest kierunek progresji – zazwyczaj zespoły/artyści grają bardziej bezkompromisowo, potem ewoluują w stronę łagodniejszych brzmień. U was jest chyba odwrotne. Skąd taki kierunek?

Ha! Chyba jesteśmy jak muzyczny Banjamin Button. Wiąże się to w dużej mierze z osobami, które dołączyły do zespołu jak Mariusz Dojs (gitara, miks albumu), Mateusz Pawlukiewicz (perkusja) i Bartosz Wrzos Wrzosek (obecnie zastępuje go Łukasz Mazdah Mazurowski) – wszyscy razem zaczęliśmy grać ostrzej, szczególnie dawało się to odczuć na koncertach, zresztą jako zespół I&TBT nie istniejemy długo; ep-ka wydana przed płytą była tylko namiastką tego czym zespół jest dzisiaj.

Wydaje mi się  że właśnie połączenie swoistego liryzmu tej muzyki ze zdecydowanie ostrym anturażem (aranżacją i brzmieniem) stanowi coś w rodzaju clou waszych działań. Czy uznajemy, że to już równowaga, czy etap poszukiwań?

Na pewno te mocne, brudne dźwięki zostaną z nami, ale będziemy dalej poszukiwać jeśli chodzi o samą formę utworów lub też instrumentów. Na „Trust No One” w utworze „Strangers Allow” obecny jest saksofon, który nadaje niesamowity klimat. Może uda nam się bardziej poeksperymentować z takimi nieoczywistymi połączeniami na kolejnych nagraniach.

No to jedziemy grubo, bo już nie mogę się powstrzymać. Ta muzyka to przede wszystkim ukłon w stronę moich ukochanych lat 90. Co w tym okresie jest z waszego punktu widzenia takie fascynujące?

No tak, to lata świetności bandów typu Sonic Youth, Nirvana; chyba o to chodzi, że wtedy zespoły brzmiały surowo, bardzo lajvowo, dużo noisu, ale też i świetnych melodii. No i przekaz, bardzo szczery, bezkompromisowy zarówno w tekstach i w muzyce. Brzmieniowo szkoła Steve’a Albini jest nam bliska. 🙂

Izzy & TBT by Jacek Mojta

Konsekwencja i upór

No właśnie, Albini… za nim idzie noise. A ja dodam od siebie, że słuchając płyty notowałem sobie: wczesny Cave, Crime and the City Solution, Rowland S. Howard kolaborujący z Lydią Lunch itp. Z grugiej strony gdzieś w tle Seam czy Hazel… Zapomniane nazwy z lat minionych. Nie denerwuje was taki festiwal porównań?

Z porównaniami to jest tak, że każdy zazwyczaj odnosi nowo usłyszaną muzykę do rzeczy, które zna i lubi. U nas pojawia się wiele odnośników, ale cieszymy się, że jest ich dużo bo jakby był tylko jeden, no to byśmy się martwili 🙂 Oczywiście, jesteśmy tu i teraz, tworzymy teraz, zatem staramy się tym samym pisać swoją historię. (Seam, Hazel osobiście nie znam, właśnie sobie słucham…).

Porównania są oczywiście maksymalnie subiektywne, to w zasadzie pewne strzępki brzmień, skojarzeń. Wydaje mi się jednak, że tylko muzyka, która porusza odbiorcę, otwiera pewne furtki. Z jakim najdziwniejszym porównaniem się spotkaliście?

Najdziwniejsze porównanie… hmmm, kiedyś ktoś porównał nas do Thalii Zedek i tutaj była okazja poznać artystę/artystkę, o której wcześniej się nie słyszało. Z kolei nasz ochroniarz z bloku powiedział po przesłuchaniu naszej ep-ki, że to brzmi jak dobre ballady Metalliki.

O, i to jest zdecydowanie najlepsze. Debiutancka płyta to zazwyczaj oczekiwania i jeszcze raz oczekiwania. Zapewne i wy macie swoje. Jakie są?

Z płytą mamy nadzieję trafić do nowych słuchaczy, i m.in. dzięki współpracy z Anteną Krzyku już tak się dzieje, że to grono się powiększa. Niestety, nie możemy w tym momencie zaplanować trasy koncertowej, czego oczywiście nikt nie przewidział, jest nam z tego powodu bardzo źle, ale może jak ludzie się osłuchają z płytą to ten głód muzyki granej na żywo wróci z podwojoną siłą (oby!).

No właśnie… trzeba przyznać, że moment na premierę fatalny. Skoro już ten stan został podniesiony, trzeba się na moment zatrzymać – macie zamiar dać koncert online, albo tzw „balkonówkę”?

Jeśli chodzi o koncerty online to czekamy na informację od lokalnych, poznańskich klubów i organizacji, które by takie coś umożliwiły. Fajnie byłoby się dołączyć do jakiejś akcji wspierającej kluby typu nasz drogi Dragon Social Club. Na początku byłam trochę sceptyczna co do koncertów online czy takich „balkonówek”, ale chyba nie wytrzymamy, jeśli ten okres izolacji koncertowej będzie się przedłużał.

Rozmawiamy w dniu, w którym oficjalnie rok 2020 pożegnał Off Festiwal. Symbolicznie, bo to chyba ostatni duży organizator kapituluje i zapowiada działania na 2021. Uświadomiłem sobie, że ten rok przejdzie do historii jako „rok bez kultury”. Myślisz, że jeśli potrwa ten stan – a wszystko na to wskazuje – do końca roku, ten „reset” przyniesie coś dobrego? Jakieś odświeżenie, nowe otwarcie dla tego naszego środowiska?

Jak nie zbankrutujemy to może i coś dobrego z tego wyniknie, trudno powiedzieć… może to daje szansę mniejszym klubom na organizację koncertów, zanim wrócą większe imprezy? Tylko oby te kluby miały szansę przetrwać ten ciężki okres. Niestety, wszystko w naszym pięknym kraju prowadzone jest dosyć chaotycznie i nie wiadomo, kiedy i na jakich zasadach kultura nawet w tym kameralnym wydaniu ma wrócić. Co jest pozytywne, to rzeczywiście jakieś skonsolidowanie się środowiska, akcje zrzutkowe (to nic złego!), chęć wsparcia innych abyśmy mieli gdzie wrócić.

Wysłuchałem zapisu radiowego wywiadu z Tobą, gdzie dość mocno podkreślasz znaczenie tekstu w waszej muzyce. Czym w zasadzie jest we współczesnej, powiedzmy to sobie uczciwie, dość użytkowo traktowanej muzyce tekst? Czy nadal może pełnić coś w rodzaju ogniska buntu, pobudzającego do jakichś działań?

Oczywiście, że tak. Dlatego np, dla ułatwienia zadania słuchaczowi, w kawałku „Trust No One” – powtarzam tekst „I trust no one these days, yes I’m the only child” – parę razy aby to się dobrze wbiło w głowę.Izzy & TBT photo by Jacek Mojta 2

Zastanawiam się, jak ta płyta brzmiałaby, gdybyś zdecydowała się zaśpiewać po polsku. Nie korci?

Wiele ludzi pyta się o ten język polski – myślę, że brzmiałaby inaczej. W języku polskim jest zawarta inna melodia, inny flow – dla mnie przynajmniej nie było by to to samo.

Mamy zatem świetną płytę, debiut, który może być powodem do dumy. Każdy zespół na początku swojej drogi kipi od ambicji; ostatnio przeglądałem różne wywiady debiutujących artystów i niemal w każdym przypadku można przeczytać o szerokich planach, o chęci nagrania kolejnych płyt, wyjazdów, ciężkiej pracy by pchać ten wózek do końca życia. A to życie często pokazuje, że po jednej płyty nadchodzi marazm, zniechęcenie itp. Nie chcę tu kogokolwiek dołować, ale co trzeba zrobić, żeby przetrwać dłużej niż rok po debiucie…

Bardzo dobre pytanie. Po pierwsze, mieć te oczekiwania odpowiednio wyważone i materiał (chociażby szkice) na kolejną płytę. Czasami tak jest, że chcemy jednego a życie dopisuje swoje. Utrzymać zespół przy życiu nie jest łatwo, do tego wiadomo utrzymywać się z muzyki nie każdy może, u nas wszyscy mają daily job. Trzeba dużo konsekwencji, uporu i nie dać się. No i trzeba mieć szczęście aby trafić na dobrych ludzi, z którymi się tworzy, koncertuje to też bardzo ważne.

…a może trzeba mieć na płycie konia pociągowego? Kawałek, który popchnie promocję i da energię do działania, dzięki jakimś wymiernym namacalnym zyskom – popularności, zainteresowaniu ludzi itp. Czasami może to być przypadkowy strzał, np. jakiś dziennikarz w dużym, popularnym programie pokaże okładkę płyty co spowoduje większy ruch…

Na pewno takie rzeczy motywują, ale nie mogą być podstawą; wiele zespołów po pierwszej płycie się rozpadło, mimo sukcesów, chociażby The Feral Trees, od których zaczęliśmy rozmowę…

Ok, to zakończmy pytaniem o to, kto właściwie jest adresatem waszej muzyki, zważywszy na fakt, że jest w niej i noise i post punk, szczypta gotyku, trochę brytyjskiego indie i kto wie co jeszcze?

Wszyscy ludzie na ziemi, którzy cenią sobie szczerość, lubią gitarowy brud i rock’n’roll spirit. Lubią czerwone wino, whisky i (kraftowe) browary (ha!)…

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Jacek Mojta