INTRONAUT — Dźwięki zamiast słów

Kalifornijski kwartet w marcu 2013 opublikował swój czwarty długograj „Habitual Levitations”. Dwie poprzednie płyty, „Valley of Smoke” oraz „Prehistoricisms”, nie zawiodły, więc oczekiwania były wysokie. Tym razem Intronaut uderzyli odrobinę bardziej stonowanymi kompozycjami, w których coraz mniej hałasu, a coraz więcej harmonii i melodii. Pomimo faktu, że za bębnami siedzi grindcore’owe tornado, czyli Danny Walker znany z Murder Construct, Phobia czy Uphill Battle, muzyka kapeli z Los Angeles jest pełna subtelności i przestrzeni. Na pytania dotyczące wydarzeń ostatnich miesięcy odpowiedział Sacha Dunable, wokalista i gitarzysta grupy.

Na „Habitual Levitations” jest sporo elementów jazzowych, więcej niż na „Valley of Smoke” czy „Prehistoricisms”. Czyżby metal Wam się znudził?

Nie znudził się. Wciąż uważamy się za kapelę metalową. Po prostu w naszej muzyce są obecne także inne elementy i wpływy. Od pierwszej płyty założyliśmy, że nie będziemy się niczym LOGOograniczać i że będziemy poszukiwać innowacji i świeżości, będziemy eksperymentować i próbować różnych rzeczy i brzmień.

Nowa płyta ma piękne organiczne brzmienie. Jakiego sprzętu użyliście i kto pracował z Wami w studio?

Dzięki! Tym razem zmieniliśmy odrobinę podejście do nagrywania. Założyliśmy, że sami zajmiemy się produkcją. Wiedzieliśmy, z którymi inżynierami dźwięku chcemy pracować i z jakich studio chcemy skorzystać. Bębny były nagrywane w Trench Studios pod okiem Johna Haddada. Pracowaliśmy już z nim przy okazji epek „Null” i „The Challenger” oraz naszego długogrającego debiutu „Void”. Całość zajęła cztery dni. Następnie przenieśliśmy się do studia Dereka Donleya, z którym gram w Graviton i Bereft. Tam zarejestrowaliśmy gitary, bas i wokale. Potem uderzyliśmy do Josha Newella, który zmiksował album, podobnie jak „Valley of Smoke” oraz „Prehistoricisms”. Cały proces rozciągnął się na trzy miesiące, więc nie spieszyliśmy się, pracowaliśmy w swoim tempie, nie pomijając niczego. Dokładnie tak jak sobie zamierzyliśmy.

Czy proces komponowania „Habitual Levitations” była identyczny jak w przypadku wcześniejszych płyt?

SaIm proces był podobny w swojej strukturze, ale tym razem zajęło nam to zdecydowanie więcej czasu. Najpierw każdy z nas samodzielnie pracował nad pomysłami. Potem wspólnie dopracowywaliśmy numery. Działaliśmy metodycznie i skrupulatnie. To był mozolny i wyczerpujący proces. Jesteśmy zadowoleni z efektu, ale nie obyło się bez nerwów.

Porzuciliście agresywne wokale na rzecz bardziej melodyjnych i śpiewanych. Z czego to wynikło?

Krzyczane wokale nie pasowały nam do nowych numerów. Nie zakładaliśmy z góry, że ich nie będzie, ale jak aranżowaliśmy kawałki to mocne, agresywne wokale nie wydawały się na miejscu, więc po prostu na siłę ich nie wpychaliśmy. Nie było takiej potrzeby. Może dlatego, że nowa płyta nie jest kompilacją wkurzonych, wściekłych piosenek to zabrakło też wkurzonych wokali. Trochę wyluzowaliśmy.

Płyta jest opatrzona podtytułem „Instilling Words with Tones”. Czy dobrze rozumiem, że wolicie po prostu grać muzykę niż o niej rozmawiać?

Interpretację wolę pozostawić każdemu z osobna. Podtytuł jest niejednoznaczny, każdemu może mówić o nas coś innego. Jeśli ktoś nas zna i wie, co gramy, prawdopodobnie z łatwością wpadnie na swoją interpretację tych słów.

 Dzięki zamiast słów

Dźwięki zamiast słów

Po raz kolejny zaskakujecie ciekawą, intrygującą okładką. Kto jest jej autorem i w jakim stopniu braliście udział w jest powstawaniu?

Obraz, który znalazł się na okładce jest autorstwa gościa o imieniu David D’Andrea. Zresztą David namalował dla nas poprzednio okładkę „Valley of Smoke”. Uważamy, że jest doskonała i koniecznie chcieliśmy kontynuować współpracę. Przesłaliśmy mu tytuł płyty i trochę tekstów a on dostarczył gotowe dzieło sztuki, które przerosło nasze oczekiwania. David dokładnie wie czego nam potrzeba i porozumiewamy się prawie bez słów.

W styczniu 2012 roku koncertowaliście z Tool. Czy z perspektywy czasu uważasz, że trasa przełożyła się na większą popularność?

Jestem pewny, że zdobyliśmy nowych fanów podczas tej trasy. To było fantastyczne doświadczenie, duże sale pełne ludzi, których sami byśmy nie zapełnili. Goście z Tool są rewelacyjni. Znaliśmy się już wcześniej, więc nie było żadnych problemów z kontaktem. Zresztą ich basista Justin Chancellor pomógł nam podczas nagrywania „Valley of Smoke”.

W lutym i marcu 2013 zagraliście trasę z Meshuggah oraz Animals As Leaders. Jak Wam poszło?

Trasa z Tool była zdecydowanie większa, ale część koncertów z tegorocznej trasy także przyciągnęła spore tłumy, więc nie możemy narzekać. Uważam, że kombinacja zespołów sprawdziła się doskonale. Graliśmy kilka nowych kawałków oraz po jednym ze starszych albumów.

Intronaut

Intronaut

Zdaje się, że kilkakrotnie wspomagałeś wokalnie Meshuggah, jak to się stało?

Ich wokalista Jens Kidman na początku trasy miał paskudną infekcję gardła. Lekarz powiedział mu, że może zapomnieć o śpiewaniu, a nawet powinien przestać mówić na kilka dni. Już przed drugim koncertem na trasie zaproponowali, żebym wystąpił gościnnie w kilku numerach. Nie muszę jednak mówić, że numery Meshuggah są dość skomplikowane, więc to było naprawdę duże wyzwanie. Próbowałem na szybko nauczyć się tekstów. Na pięciu koncertach zaśpiewałem z nimi kawałek „New Millennium Cyanide Christ” z płyty „Chaosphere”. Resztę numerów grali bez wokalisty, oczywiście dopóki Jens nie wydobrzał.

Poza Intronaut Danny gra death metal i grindcore, Ty udzielasz się w klimatach doom/sludge metalowych. Skąd więc te jazzowe i progresywne wypływy w Waszym brzmieniu?

Wiesz, lubimy różne klimaty, różne gatunki. Nasz basista Joe od zawsze słuchał jazzu, więc te wpływy to głównie jego zasługa. Każdy z nas dobrze czuje się w tych brzmieniach, a na przestrzeni lat sporo się nauczyliśmy od siebie nawzajem. Nasz drugi gitarzysta Dave to także wykształcony muzyk o szerokich horyzontach, otwarty na nowe wpływy oraz różnorodne gatunki.

Wygląda na to, że niezłe z Was grajki. Podczas prób Intronaut dużo jamujecie i improwizujecie?

Tak jest! Musisz wiedzieć, że całkiem niezła z nas grupa reggae-dubowo-funkowa. Jeśli są jacyś chętni, jesteśmy także dostępni na imprezy weselne. Nagrywamy czasem nasze próby i może kiedyś opublikujemy nasze jamy. Fanom pewnie przypadłyby do gustu.

Rozmawiał Adam Drzewucki