INKWIZYCJA: WYWIAD Z EX-PERTEM – nie dorosłem i nie zamierzam

Swoje achy i ochy na temat reedycji płyty Na własne podobieństwo… spłodziłem już jakiś czas temu i pokazałem na łamach Violence, czas zatem przejść od słów do czynów i wyciągnąć na światło dzienne zeznania głównego podejrzanego w sprawie, czyli niejakiego Dariusza Eckerta, bardziej znanego pod mianem Ex-Perta. Podejrzany ów, nie dość, że chuligan, to jeszcze wykwalifikowany murarz, poeta i krzykacz, gardło w nieświętym pomiocie Inkwizycja zdzierający. Na początek brutalnego przesłuchania, pytanie rzucone prosto w twarz, by każdy kto weń nie wierzy, wiedział, w czym rzecz.

Czy dzisiaj Dariusz Eckert czuje się nadal punkowcem?

Oczywiście! Ale że wszystkie terminy określające jakąś tożsamość i przynależność, nie mówię, że się zdewaluowały (choć to też), ale po prostu ewoluowały – to dobrze jest na nowo zdefiniować – choćby na własny użytek. Dla mnie punk to stan ducha i sposób myślenia. Niekoniecznie permanentna rewolucja i bunt za wszelką cenę, ale niezgoda na wiele spraw przed którymi się nie chowam i daję temu głośny wyraz.

Dla mnie zawsze jakimś lekkim zgrzytem pozostaje bycie punkiem we współczesnej przestrzeni – życiowej i wirtualnej, która powoduje, że wszystko, prędzej czy później, staje się plastikowe. I w tym kontekście „punkowanie” musi się przewartościować. Jak myślisz – już to się stało, czy jeszcze będziemy świadkami zmian?

Ex-Pert

Ex-Pert

Jedyna stała we wszechświecie to zmiany. Odwołując się do poprzedniej wypowiedzi – jeżeli postrzegasz punk li tylko jako zewnętrzny sztafaż to faktycznie – to trochę egzotyczne i, jak to ładnie określił Szymon K. z zespołu Whitman „punk to obecnie grupa rekonstrukcyjna”. To faktycznie zgrzyt, ale też i to to chodzi. Przecież od początku miało prowokować. I jedni zatracili się w samej prowokacji dla niej samej, inni chcieli coś zrobić i tworzyli. Hasło „no future” według mnie nie było receptą, tylko diagnozą. Że tak jak jest – nie ma przyszłości. Więc trzeba coś z tym zrobić! Uzupełniając definicję – punk to również konsekwencja w działaniu. Jestem wierny sobie i ideałom. Mam 50 lat i robię swoje. Nie oglądam się czy to się komuś podoba czy nie. Wypada czy nie, itd. A krytykują najczęściej ci, którzy odpadli po drodze. Którzy tak chcieliby, ale nie mają na tyle jaj. A prędzej czy później taki ruch kontestacyjny zostaje wchłonięty przez machinę i staje się własną karykaturą. Tylko że to też naturalna kolej rzeczy i nie będę się o to na świat obrażał. Dawno przestałem dzielić świat na punkowy i resztę. I w sumie mógłbym się zżymać na to, że wchodzisz do sklepu i wedle fantazji wychodzisz punkiem, metalem, gotem czy innym kosmitą. Przecież od początku o to śmy walczyli. Za to brałem wpierdol od żuli, milicji, kiboli i porządnych, wracających z szychty robotników. Za irokeza, skórę i ćwieki. Żeby teraz można było bez obaw. System wchłonął, ale też i przez to się zmienił. A punk ma się dobrze. Nie jest już tak masowy i tak młody, ani tak wściekły. Teraz jest mądrzejszy. Dostał dobre narzędzia i kombinuje przy mechanizmie.

No właśnie, ma narzędzia i możliwości – milion studiów nagraniowych, często prowadzonych przez załogantów, najlepsze choć i trochę przerażające ucieleśnienie idei DIY w XXI w. – czyli Internet i milion furtek do sforsowania. Ostatnie zatem pytanie z gatunku idiotycznego – czy są jakieś ścieżki punkowego artyzmu, które zostały otworzone i rozwinięte przez rzeczone narzędzia, które to szczególnie Cię intrygują/pociągają?

Właściwie nic rewolucyjnie nowego nie zaobserwowałem. A wszystko co jest – jest tylko zwielokrotnieniem mocy i możliwości w danym zakresie. I tu też ciekawa sprawa – sporo ludzi nie nadążając za, może nie tyle postępem ile rozwojem technologii, kontestuje ją i ostentacyjnie się odcina, wyciągając idiotyczne dla mnie argumenty o oceanie głupoty np. na facebooku. Tak jest często w środowisku punkowym, gdzie argumentem (jednym z wielu) jest również systemowość tegoż. Nie ma obowiązku korzystania z nowych technologii, ale też konsekwencją jest odsunięcie. Każdemu przeciwnikowi fb mówię – fejs jest jak nóż – możesz nim poderżnąć gardło, ale możesz też posmarować chleb. Młotkiem też możesz zbić cały dom a możesz rozbić komuś łeb. Od ciebie zależy co z tym zrobisz. Możesz wrzucać fotki idiotki z kolejnej zachlanej imprezy albo dzióbki i kupki swojego dziecka. Ale możesz mówić rzeczy ważne, szukać ludzi o podobnych poglądach i chociażby prezentować swoją twórczość. Co robię z upodobaniem na naszym fanpejdżu.INKWIZYCJA

Ja mam jedynie problem z nadmiarem wszystkiego, bo często więcej szukam, niż się delektuję. Zasadnicze powody naszej rozmowy – poza wielkim rispektem oczywiście, są dwa – reedycja „Na własne…” i nowy singiel. Zacznijmy może od reedycji, która, czego nie ukrywam jako maniak kompaktów, bardzo mnie ucieszyła. Jakie uczucia towarzyszą Ci dzisiaj, 23 (!!) lata po nagraniu płyty, kiedy widzisz po raz kolejny tą charakterystyczną okładkę i słuchasz muzyki? Zmęczenie czy euforia? Czy coś pomiędzy…

Długi czas nie mogłem tej płyty słuchać. Taki był rozdźwięk między tym, co chcieliśmy na niej osiągnąć , a tym co wyszło. O historii nagrania i perypetiach nie chce mi się już pisać – mówiłem o tym wielekroć. Po zremasterowaniu razi mnie trochę mniej i trochę się przyzwyczaiłem. Teraz to nawet czasem mi się podoba. Może to już starcza nostalgia za młodością? Wiem, że dla wielu osób była to ważna płyta i tym bardziej się zżymałem że tak to wszystko brzmi. No i wielkie zakłopotanie – boć przecie niczego takiego nie zamierzalim – ot, zebrało się kilku młodych pankowców i zawzięli się nagrać płytę. A później dowiaduję się od ludzi… Co czuję? Trochę dumy, zakłopotania i zdziwienie. Że to my, że to ja tam wtedy i w sumie się jakoś udało! A singiel? Po rezurekcji i ustaleniu składu postanowiliśmy się sprawdzić. Bo to, że się fajnie gra na próbach, że fajnie wychodzą koncerty to jedno, ale w studiu na materii muzycznej, która trwa – krystalizują się gusta i wypadkowa muzycznych dążeń w kapeli. I trzeba było sprawdzić czy wszystkim nam ze sobą po drodze. No i jak wygląda komunikacja z Nastim (studio 3kram w Krakowie). Teraz już wiemy – w studiu dogadujemy się co najmniej dobrze a różnice tylko ubogacają bo umiemy je przekuć na atuty. A z Nastim? Wzorcowo! Co do wydań, niebawem ukaże się reedycja, również zremastecośtam „Starych fotografii”. No i niebawem nowa płyta. Materiału mamy tyle, że postanowiliśmy to podzielić na dwie płyty bo trwałaby z półtorej godziny!

Pozostając jeszcze na momencik przy „Na własne…”, napisałem w recenzji, że przeraża mnie jak bardzo teksty z tej płyty są dzisiaj aktualne. Więcej – mam wrażenie, że bardziej ruszają mnie dzisiaj, niż w 92, kiedy pierwszy raz płyty posłuchałem. Jak odnosisz się do tej „ponadczasowości”? Czy dzisiaj inaczej opisałbyś rzeczywistość, w jakiej żyjemy?

Nie chciałbym tu wyglądać na jakiegoś wieszcza czy proroka. Jeden ma talent do kopania piłki, drugi do gry na gitarze – ja nie najgorzej władam piórem. Starałem się zawsze unikać doraźności, nie przyklejać tekstów do konkretnych wydarzeń, tylko starać się dotrzeć do sedna problemu. Może dlatego można je czytać i dziś. Dziś czasem mam problem, bo pisząc nowy tekst łapię się na tym, że przecież już o tym pisałem i właściwie powiedziałem wszystko. Czyli dziś napisałbym go tak samo!

Nie będziemy się również na siłę starać być nowatorscy czy odkrywczy

Nie będziemy się również na siłę starać być nowatorscy czy odkrywczy

Zdradzisz jak wygląda Twój warsztat twórczy? Musi Cię coś wkurwić albo wzbudzić inne emocje, żeby pojawiła się „wena”? Rozdzielasz w jakiś sposób pisanie „do kapeli” i pisanie poezji, która ukaże się np. w postaci tomiku wierszy? Krótko mówiąc – zaglądamy do kuchni pana Eckerta (śmiech).

Kuchnia wygląda tak – na biurku jest kilka zeszytów z rożnymi rzeczami w różnych stadiach – opowiadania, powieść, teksty, fiszki ze wskazówkami, odnośnikami itp. I nie wolno nikomu niczego przekładać i nie daj bóg, porządkować. A pomysły na teksty, tak jak i wiersze – przychodzą znienacka jako zbitek słów, skojarzenie, nawet czasem tylko uczucie. I wokół tego buduję. Usiłuję nazywać. Tekst się rządzi trochę innymi prawami niż wiersz, choć to krewni; musi być zrozumiały, bo to komunikat. Musi być rytmiczny, niekoniecznie do rymu (choć to dobrze robi). Musi się zgadzać sylabowo i akcentowo. I przede wszystkim – tekst jest dobry wtedy, kiedy przeczytany sam, bez muzyki, robi wrażenie. Nie można podpierać jednego drugim. Muzyka ma być dobra i bez tekstu. Wtedy można mieć nadzieję, że numer jako splot tych dwu rzeczy będzie dobry. Ale i wtedy gwarancji nie ma. A czy rozdzielam? Czasem napiszę coś co jest ewidentnie tekstem, ale raczej nie zmieści się w konwencji Inkwizycji. Wtedy ląduje u przyjaciół, albo w magazynie. Czasem na podstawie wiersza lub wierszy powstaje tekst o tych samych sprawach, tylko technicznie przystosowany do śpiewania. A czasem tekst, przeleżawszy trochę w magazynie, nagle dojrzewa do poszerzenia konwencji i wchodzi jako utwór. Tak było z utworem o miłości – „Powiedziałem” który napisałem dawno temu, będąc nieszczęśliwie zakochany (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że…).

Skoro wspomniałeś już o „Powiedziałem”, czas przejść do nowości, czyli singla zwiastującego płytowy powrót Inkwizycji. Zanim będzie o konkretach, chwila dla „Dobrych Rad”. Ten tekst brzmi dla mnie trochę jak swego rodzaju credo – „nie dorosłem i nie zamierzam…”. Coś w tym jest, czy nie trafiłem?

Trafiłeś absolutnie! Wtedy, na początku rezurekcji, było nas ze starego składu trzech – trzech dziadów w okolicy pięćdziesiątki – każdy z bagażem błędów i osiągnięć i z wściekłą chęcią życia. Nie przyjmujący do wiadomości, że coś nie uchodzi, że jesteśmy za starzy i takie tam. To jest motto, deklaracja i manifest.

POOkładka InkwizycjaWIEDZIAŁEM Jak wyznał w wywiadzie Ex – Pert, jedyną stałą są zmiany. Dlaczego zatem nie mogą dotyczyć jego zespołu? Ano właśnie, singiel, będący zapowiedzią nowej płyty prezentuje nieco odmienione, choć nadal wściekłe i raczej mało wesołe oblicze Inkwizycji. Kołysanka dla dzieciaków z tego nie będzie, pies wyjąc ucieknie pod łóżko a żona z domu wygoni. To pewne. Czarne chmury zbierają się nad naszymi głowami, mocne jak wódka wyznania są podstawą tego krótkiego materiału. Nie ma zmiłuj się – poważne wyznanie miłosne w „Powiedziałem” przechodzi we wściekłą deklarację niezależności. „Dobre Rady” pokazują niezłomną postawę Ex-Perta – nie dorosłem i nie zamierzam i choć mądrzy kiwali nade mną głowami, spierdalaj kolego z dobrymi radami. Mocnym jak wódka słowom towarzyszy równie solidna, zaskakująca metalową masywnością muzyka. Średnie tempa, zahaczające o d – beat, trochę zgrzytliwych brzmień gitary, ciężar i jakaś zawziętość bije z tych dwóch kawałków. A kiedy w „Dobrych Radach” zespół wpada w lekki transik, robi się już zupełnie (nie)miło. Ze spokojem czekam na więcej.

Nowy singiel – oczywiście od strony muzycznej – nie chcę się narazić, ale jako zwiastun płyty jest nieco „zachowawczy”. Zważywszy na obecność muzykanta (ów) Wilczego Szańca, spodziewałem się więcej schizy a dostałem hc/thrash. Traktuję te kawałki jako numery „dotarciowe”. Zdradzisz jak kształtuje się reszta nowego materiału?

 Specjalnie dla Violence - Ex-Pert prezentuje literacką próbkę z nowej płyty Inkwizycji!

Specjalnie dla Violence – Ex-Pert prezentuje literacką próbkę z nowej płyty Inkwizycji!

Tak jak pisałem – to były kawałki – balony próbne. Gdyby okazały się gorsze – byłyby tylko do użytku wewnętrznego. Są i zarazem nie są reprezentatywne. Nigdy nie trzymaliśmy się kurczowo jednego schematu grania. Nie będziemy się również na siłę starać być nowatorscy czy odkrywczy. Nie będziemy zdziwiać dla samego zdziwiania. Tak będzie i teraz. W Inkwizycji zawsze jest tak, że to co gramy jest wypadkową naszych dążeń i tego co aktualnie nam w duszy brzęczy. A ciężkie brzmienia zawsze były bliskie naszym sercom. W reszcie materiału jest różnie – są i dynamiczne petardy, są i bizantyjskie konstrukcje i ballady z biadaniem nad kondycją świata… Tym niemniej jest to spójne. I teraz weź sobie z tym poradź!

Odpowiedz godna mistrza (śmiech). Nie zdradzasz taktycznie szczegółów artystycznych to może ciut matematyki – ile kawałków znajdzie się na płycie, jaka jest data jej premiery i ilu nowych punx stanie się waszymi niewolnikami??

Mamy klęskę urodzaju – i musieliśmy materiał podzielić na dwie części. Trudno jest mówić o dacie premiery, kiedy jeszcze nie weszliśmy do studia. A mamy wejść niebawem – tej wiosny. Będzie to około 40 minut materiału, a jakie ma znaczenie czy numerów będzie 10 czy 15? Wolałbym też określenie – ile osób zaprzyjaźni się z naszą muzyką, da się porwać, podzieli z nami entuzjazm…

Na chwilkę wróćmy do „Starych Fotografii”. Mam wrażenie, że ta płyta przeszła trochę bez należnego jej echa? Nie uważasz, że jej potencjał nie został w pełni wykorzystany?

I co ja mam na to powiedzieć? Też tak uważam, ale nie będę biadał jak to nas nie doceniają bo to żałosne. Pomijając, że też było sporo błędów przy produkcji i płyta nie brzmiała tak jak byśmy chcieli. Nie było mocy. Teraz, po remastecośtam – naprawdę brzmi nieźle! A czy niedoceniona? Tak wtedy jak i teraz wychodzi taka masa muzyki, że przepadają brylanty, jeśli tylko nie mają odpowiedniej promocji. Albo brzęczą sobie po Internecie i tylko przypadkiem można trafić na takie perełki jak [peru] na przykład.

Rozumiem, że reedycja „Starych…” będzie zrobiona przez NNNW? Możemy się spodziewać jakichś bonusów, grafik itp?

Na razie „Stare Fotografie” będą reedycośtam tylko na winylu i na mp3. CD przyjdzie później. A zaangażowane w to będzie, jakże by inaczej – NNNW. Ale tym razem przy większym naszym udziale. Oczywiście, zawsze dbamy o atrakcyjność szaty graficznej – po prostu, jeżeli jest jakiś dostępny nośnik to trzeba go wykorzystać, więc będą i grafiki i teksty. A o bonusach nie będziemy mówić bo one z definicji mają być niespodzianką.

Jesteście bardzo wierni NNNW. Co to – Uszaty ma na Was „papiery”, czy to miłość do grobowej deski (śmiech).

Ma na nas całą, czarną teczkę! I pomijając względy sentymentalne (byliśmy jego pierwszą… płytą) to uważam, że to najuczciwszy człowiek pod słońcem. Nie chcę tu urazić innych, uczciwych wydawców i dystrybutorów, bo na pewno tacy są, ale mieliśmy też do czynienia z innymi, a o wielu też słyszeliśmy. Nie jest to miejsce i czas na pręgierz, ale wiele by o tym…

Ok, dość o muzyce, bo uszy bolą. Tu i ówdzie jesteś określany (a może sam się określasz…) jako „malarz, poeta i chuligan”. Kim w zasadzie jest dzisiejszy Ex-Pert? Do którego z tych określeń jest najbliżej?

W życiu nie mówiłem o sobie „malarz”! Czasem, wysyłając coś na różne konkursy literackie, musiałem napisać „coś o sobie”. Na ogół ludzie pisali o swoich szkołach, cudnych osiągnięciach i szlachetnych zainteresowaniach… Szkołą mogę się pochwalić zasadniczą i przyzakładową, którą skończyłem jako dyplomowany murarz tynkarz. Jest to mój zawód do dziś. A o reszcie również raczej nie kłamałem. To jest triada, która mnie określa. Każda z tych części jest prawdziwa. Pracując jako murarz – najważniejsza osoba na budowie – tworzę coś z niczego. Jest kupa cegieł i wanienka błota – ja z tego robię kształt. Chuligan? Jestem nim od zawsze – od pierwszej bandy na osiedlu, ale takiej trzymającej knajacki etos i kodeks honorowy, jestem chuliganem intelektualnym bo tym między innymi w moim pojęciu jest punk, a poetą? Nazwałem się tak z buńczucznej przekory bo dwa pierwsze określenia w potocznym języku wykluczają to ostatnie. Ale szczerze mówiąc, czuję trochę skrępowany mówiąc li tylko o sobie.

 brązowy krzyż (z mieczykamy) Klementa Gottwalda za pokonanie Rumcajsa, złapanie Jożina i wyruchanie Karela Gotta

brązowy krzyż (z mieczykamy) Klementa Gottwalda za pokonanie Rumcajsa, złapanie Jożina i wyruchanie Karela Gotta

Jesteś także pisarzem – jakie ścieżki przywiodły Cię do powieści „Kamienica”? Skąd pomysł na taką książkę? Przyznam, że jakoś nie trafiłem na nią w księgarni i muszę nadrobić zaległości…

To powieść o bardzo mocnym wątku autobiograficznym – moje życie było dość pokręcone i pełne niefajnych zakrętów. Na ostatnim z nich spotkałem anioła, który nie pozwolił mi się stoczyć. Żadne nałogi – nic z tych rzeczy – to było bardziej brutalne i nieprzyjemne. I o tym jest ta książka. O siłowaniu się z wewnętrznymi demonami rodem z przeszłości. O walce by nie wydostały się na zewnątrz i o rozliczeniu wewnętrznym. I o miłości po prostu. Nie będę więcej opowiadał bo mógłbym popsuć zabawę tym, którzy zdecydują się po nią sięgnąć. Uprzedzam tylko – jest nielekka w odbiorze. A w księgarni na nią nie trafisz – kolejny kamyczek do uczciwych wydawców – obiecują złote góry pod warunkiem partycypowania w kosztach. Po czym sam jako autor rozprowadziłem ich więcej niż wydawnictwo.

I na koniec pytanie inspirowane przez polityczne aktualności – jak odnosisz się do tego całego, polsko – rusko – krymskiego syfu, który ostatnio zdominował tvn24 i resztę mediów? Będzie wojna?

Wojna już jest. Tylko teraz wygląda zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażamy. To wojna w przestrzeni wirtualnej, ale przekładającej się jak najbardziej na rzeczywistość. W przestrzeni ekonomicznej z podziałami biegnącymi po tak zdumiewających granicach, że w najśmielszych snach nikt się nie spodziewa. I zaangażowanych jest stron 10 albo i 20 a każda ciągnie w swoim kierunku, zawierając chwilowe sojusze z wczorajszymi wrogami. Nie ma czarno-białych scenariuszy. Można całym sercem kibicować Ukraińcom chcącym się wyzwolić spod skorumpowanej, zamordystycznej władzy a kto dochodzi do władzy? Najgorszy sen Polaków – UPA. Można nie lubić Putina a cóż on innego robi niż USA? Robi z Krymem podobną historię co druga strona zrobiła z Kosowem. I nawet rozbierając racje i Kosowa i Krymu, to też racje będą podzielone. Bo na Krymie, który Ukraina „dostała” od Chruszczowa, samych Ukraińców jest bardzo niewiele. Głównie to Rosjanie i Tatarzy. A z kolei nie mogę jako Polak stać spokojnie i nie niepokoić się gdy rosyjski imperializm podnosi głowę i zbliża się do naszych granic. A im bardziej zna się historię, tym większy strach.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu