INHUMATE – nie gonimy za czasem

Nie wiem, czy grind core jest najlepszym rozwiązaniem na późnojesienną deprechę, ale rozmawiając z basistą Inhumate, Fredem, czuję się zarażony entuzjazmem i z chęcią po raz kolejny odpalę ich najnowszy album – Expulsed. To właśnie o nim, zamorskich wojażach i kilku innych wydarzeniach z codziennego życia kapeli zwierzał mi się w pewien listopadowy dzień.

Cześć Fred. Co słychać? Dobrze znowu z tobą pogadać po kilku latach…

Cześć! Mam się dobrze, dzięki. Jasne, świetnie, że po tylu latach cały czas jesteśmy w kontakcie! Tylko silni przetrwają, a my możemy być silni!

W 2012 roku udało wam się nawiedzić z Inhumate Kubę, co było tak naprawdę waszym pierwszym wypadem poza Europę. Jak do tego doszło? Co utkwiło wam z tego wojażu w pamięci?

Wszystko zaczęło się mniej więcej w latach 2010-2011 przez naszego kumpla, który usłyszał o żyjącym na Kubie Francuzie organizującym lokalne trasy. Wyglądało to na szaleństwo, aleE skontaktowaliśmy się z nimi i cała układanka zaczęła powoli nabierać kształtu. W końcu w sierpniu 2012 roku pojechaliśmy na 2-tygodniową trasę na Kubę. Było po prostu niesamowite! Z wielu względów. Oczywiście niesamowite było wszystko, co dotyczyło ich sposobu życia – tak odległego od naszego, a do tego to bardzo serdeczni ludzie. Wiele rzeczy było dla nas dziwne… Jeśli chodzi o muzykę, to pierwszą, niesamowitą rzeczą było to, że tak bardzo na nas tam czekano. Wielu maniaków znało nas od dawna! To dlatego, że prowadziłem szeroko zakrojoną promocję w przeszłości. Przed czasami Internetu rozsyłałem mnóstwo promówek po całym świecie. Wszyscy czytelnicy, którzy żyli w tym czasie, pamiętają listy pełne flyersów, które otrzymywaliśmy. Czytałem je wszystkie, wysyłałem promówki do wszystkich zainteresowanych, nawet na Kubę. Dlatego, gdy dotarliśmy tam 15 lat później, okazało się, że wiele osób cały czas nas słucha. Oczywiście, ciągle funkcjonuje tam embargo, ludzie nie mają DrInternetu (oczywiście poza hotelami, w których jest on kurewsko drogi), więc cały czas wymieniają się na taśmy i płyty. Muzyka jest tam rzadkością, zupełnie jak w Europie przed 15-20 laty… Wykonaliśmy skok w przeszłość, coś kompletnie szalonego! A jeśli chodzi o koncerty, to wszystkie odbywały się za darmo na świeżym powietrzu, poza tymi, które miały miejsce w Hawanie. W każdy wieczór było kurewsko tłoczono – coś między 300 a 400 osób!

Udało wam się także zagrać koncert z okazji 20 rocznicy powstania zespołu. Jak poszło? Planujecie wydać z tego DVD tak, jak w przypadku poprzedniej rocznicy?

To było doskonały koncert! Wyprzedaliśmy go, przyszło ponad 300 osób i niestety, trochę ludzi musiało zostać na zewnątrz przez ochronę… To było do bani, ale nie mogliśmy z tym nic zrobić. Nie, nie wydamy DVD, ale całość została oczywiście sfilmowana i możesz to obejrzeć lub ściągnąć z działu newsów na naszej stronie internetowej www.inhumate.com. Musisz działać szybko, bo wkrótce strona zostanie zdjęta i będzie przebudowywana!

Niektórzy fani mogą postrzegać tytuł waszego nowego albumu jako swego rodzaju grę z płytą „Ex-Pulsion”. Czy był to świadomy wybór czy raczej przypadek?

Tak, to żaden zbieg okoliczności. Poprzez nasze album budujemy obejmujący siedem płyt koncept, który nazywamy heptalogią. Tytuły albumów to: „Internal Life” (1996), „Ex-Pulsion” ( 1997), „Growth” (2000), „Life” (2004), „The Fifth Season” (2009), „Expulsed” (2013) i (wieńczący dzieło – dop. D) „Eternal Life”. Jeśli drugi i szósty są podobne, to musisz zwrócić uwagę, że pierwszy i ostatni także. A środkowy, „Life”, jest swego rodzaju resume dla pierwszej i ostatniej. Wszystkie te albumy są powiązane z grafikami, tytułami i niektórymi tekstami. Cały temat polega na wyjaśnieniu całego życia Inhumate. Koncept wyjaśnia zatem i śledzi życie zespołu i dlatego, gdy koncept zostanie zakończony, rozważamy zakończenie grania. Inhumate pojawił się, by coś zbudować, a gdy będzie to zakończone, to nie będzie powodu, aby zostać. Nie jesteśmy gwiazdami rocka.

nie gonimy za czasem

nie gonimy za czasem

Właściwie wyprzedziłeś moje pytanie o rolę „Expulsed” jako przedostatniego albumu w waszym koncepcie. Wobec tego powiedz mi, jak wygląda droga od tej płyty do „Eternal Life”?

Cóż, mówię trochę za szybko, bo wiesz już na czym polega koncept. Droga do „Eternal Life” jest dość dobra. Właściwie to jesteśmy w trakcie komponowania. I, jak zawsze, nie ma obaw o tak zwaną ewolucję – Inhumate jest i pozostanie pierdolonym grindowym walcem!

Podoba mi się pomysł na okładkę i sposób, w jaki pasuje ona do konceptu, chociaż gość, który stoi na moście wydaje się być dość młody. Wydaje mi się, że od „The Fifth Season” wasze okładki uległy poprawie i teraz zyskują na porównaniu do całościowego konceptu Inhumate.

SickFacet jest młody? Tak, szczerze mówiąc, nie miało to dla nas żadnego znaczenia. Ten facet może być dzieckiem „Ex-Pulsion”, androgenem „Growth” i może nawet filozofem z książeczki „The Fifth Season”… Ten człowiek to tylko symbol, nic więcej. Jak mówiłem ci wcześniej, koncept ilustruje ewolucję bytu Inhumate. Myślę, że mogliśmy mieć dość łatwo atrakcyjne okładki, gdyby nie ten koncept. Ale patrząc w przeszłość sądzę, że byliśmy dość odważniVox proponując takie okładki, tak odległe od zwyczajowych komunałów nurtu grind/death. Wiesz: czaszki, kozły i te wszystkie antyspołeczne obrazki!

Myślę, że w porównaniu z „The Fifth Season” na „Expulsed” mamy mniej death metalu. Czy to jakiś naturalny proces w komoponwaniu?

A, świetnie, że to mówisz! Myśleliśmy dokładnie w ten sposób, a niektórzy ludzie twierdzili coś zupełnie przeciwnego… Byliśmy więc nieco zagubieni! Tak, wydaje nam się, że „Expulsed” jest bardziej bezpośrednie, bardziej grindcore’owe. A jak to się dzieje? To proste. Nie zmieniliśmy procesu komponowania, ale tym razem Damien przygotował wszystkie riffy na ostatni album. Pamiętaj, że na poprzednim połowę riffów skomponował jeszcze David (poprzedni gitarzysta i współzałożyciel zespołu – przyp. D). Damien miał bezpośrednie odczucie tego, jak powinno brzmieć Inhumate. I dlatego właśnie „Expulsed’”brzmi mniej deathmetalowo.

Każdy kto sądził, że nie jesteście w stanie zaskakiwać, powinien być zawstydzony, słuchając „Cendres”, który moim zdaniem może być uznany za dość progresywny, jak na kapelę grindcore’ową. Zgodzisz się, że pomysł na ten numer jest naprawdę interesujący?

Jak nigdy ludzie dzielą ten album na dwie części: „Cendres” pojawia się w jednej grupie, a pozostałe numery tworzą drugą grupę. My tego tak nie widzimy – „Cendres” to kawałek z tego albumu, nic mniej, nic więcej. Oczywiście, brzmi on inaczej, ponieważ jest wolniejszy, ale to cały czas numer Inhumate. Progresywny? Jasne, dlaczego nie. Czy będzie kolejny kawałek tego rodzaju na kolejnym albumie? Definitywnie nie. Chcieliśmy zrobić coś wolnego. Wolnego, ale innego od zwyczajnych banałów w stylu intro Napalm Death albo sludge’owo brzmiący kawałek. Myślę, że to coś bardziej oryginalnego, atmosfera jest naprawdę dziwna i chora. Jak zawsze wyszło to prosto z wnętrza, nie mam nic więcej do dodania.

Wygląda na to, że Christophe cały czas rozwija swój styl, a jego wokale brzmią obłąkańczo… W kilku partiach wspomaga go Damien. Ciekawi mnie to, jak wygląda współpraca między nimi w procesie komponowania?

Gdy komponujemy numer, Damien wrzuca swój głos tam, gdzie wydaje mu się, że jest fajnie. Czasem Christophe mówi mu, gdzie wydrzeć japę. Gdy już wszystko jest poskładane do kupy, Christophe daje Damienowi teksty, gdy ten nie wyje! Tak, Christophe stale próbuję szukać nowych głosów, albo eksplorować je na tyle sposobów, na ile to możliwe.

Ok, to kiedy powinniśmy spodziewać się wydania „Eternal Life”? Macie jakiś harmonogram?

Nie, nie mamy żadnego planu, nie spieszy się nam, bo ten będzie ostatni… Powiedziałbym, że na pewno nie wcześniej niż za 2 lata i nie później niż za 5! Nie, poważnie, nie myślimy o tym. Nagramy go wtedy, gdy będziemy na to gotowi, nie troszczymy się o czas, nie gonimy za nim. Zawsze robiliśmy to, co chcieliśmy i to się na pewno nie zmieni.Dziki tłum

Jakie macie plany na trasy po Europie i może poza kontynentem? Mam wspaniałe wspomnienia z waszego koncertu we Wrocławiu. Myślisz, że ponowna trasa byłaby możliwa?

Na najbliższe miesiące mamy zaplanowane kilka dat w Niemczech, Portugalii i Francji. Trasę szykujemy na kwiecień, ale będzie ona miała miejsce na Ukrainie, oczywiście jeśli do niej dojdzie! Poza tym nie mamy ustalonych koncertów, niestety nic z Polski. To smutne, bo też mamy zajebiste wspomnienia z koncertów, które daliśmy w twoim kraju!

Fred, dziękuję ci bardzo za wywiad. Ostatnie słowo należy do ciebie…

Dzięki wielkie, Duban, za poświęcenie nam czasu i miejsca oraz za wsparcie! Cały czas w podziemiu, cały czas własnym sumptem, więc przyjmujemy z otwartymi ramionami każdą możliwość promocji. A jeśli ty lub którykolwiek z Czytelników jest w stanie umożliwić nam zagranie w Polsce, niech po prostu da znać!

Rozmawiał Dooban

Zdjęcia: (Rock Your Brain Fest) Psyrus Studio