HOSTIA – Miało być bluźnierstwo

Dobry look i szczypta kontrowersji zawsze dobrze napędzą koniunkturę. Oczywiście, przyda się też dobra muza. A Hostia na swoim debiucie ma do zaproponowania niezły, lekko skandynawski w wymiarze grind core/death, zmieszany z rock’n’rollowym gruwem i podany na ładnym talerzu czystej i dynamicznej produkcji. Niby nic nowego, ale zwyczajnie fajnie się tej płyty słucha. A jak dołączymy do tego kontrowersyjne grafiki, nazwę i bluźniercze skrzywienie, mamy produkt w sam raz na scenę. Jeśli oczywiście ktoś odważy się ich zaprosić. O tym że warto, przekonywał wokalista, chowający się – a jakże – za ksywką St Sixtus.  

Hostia pojawiła się dość znienacka i zamieszała wśród gawiedzi – dlatego chyba warto powiedzieć kilka dowcipnych słów na temat waszej, zapewne intrygującej historii…

Historia może nie jest na tyle intrygująca co lekka i banalna. Cała nasza czwórka przyjaźni się kawał czasu, dzieliliśmy nie raz scenę na wspólnych koncertach z naszymi kapelami. Zaczęło się od koleżeńskiego jamowania w kanciapie, chłopaki mieli przygotowane praktycznie na gotowo numery, brakowało jedynie rozdartej japy, którą dołączyłem. Granie tych numerów przyniosło nam na tyle frajdy, że postanowiliśmy ubrać to w regularny zespół i zarejestrować nasze wypociny. Ot, cała historia.

Ale jesteście za to dość skromni, bo na wszystkich zdjęciach promocyjnych wydłubujecie sobie twarze – rozumiem, że to taka wasza wersja zakładania masek? Nie chcecie, żeby rodzice dowiedzieli się, że profanujecie pewne symbole religijne?

Mojej mamie pękło by serce… to podstawowy powód. Kto lubi karpia i barszczyk, ten zrozumie. Kolejnym powodem było to, że każdy z nas działał z zespołami w innej stylistyce, nie chcieliśmy być oceniani przez pryzmat tego co zrobiliśmy do tej pory. Czysta, ludzka ciekawość, jak obroni się sama muzyka bez twarzy czy nazwisk. Taki eksperyment, nie będziemy robić z tego strasznej tajemnicy czy ukrywać się bez końca. Pierwszy koncert wyjaśni sprawę.HOSTIA_dead_popes

Rozumiem, że będzie zaskoczenie: dotychczas byliście znani z indie rockowych i synth popowych składów, a teraz nagle ten cały grind core? (śmiech)

Rozczaruję, nie jesteśmy znani (śmiech). Wszyscy działaliśmy do tej pory na scenie metalowej, ale ten twór jest zdecydowanie najbrutalniejszą rzeczą jaką zrobiliśmy do tej pory. Hostia to dla nas nowy początek, chcieliśmy wystartować z czystą kartą.

Dlaczego zatem padło na grind core? To w zasadzie jest coś w rodzaju zejścia do jeszcze głębszego podziemia?

Myślę, że ten kierunek wyszedł naturalnie, chcieliśmy się po prostu wyżyć. Nie ma tu wirtuozerii czy skomplikowanych kompozycji. To jest szczery, prosty wpierdol bez kombinacji. Słuchając tego materiału trudno zamknąć go w szufladce grindcorowej, myślę, że można tam usłyszeć sporo wpływów innej stylistyki. Grając te numery nie myśleliśmy ani o podziemiu ani o zaistnieniu na scenie. Szczerze mówiąc, nie zakładaliśmy, że to wyjdzie poza ściany kanciapy (śmiech).

Ale rozumiem, że to nie jednorazowy wybryk i planujecie międzynarodową karierę dłuższą niż jedna płyta?

Takie było luźne założenie początkowe (śmiech). Tak jak wspominałem, granie razem sprawia nam dosyć dużą frajdę, więc już działamy z nowymi numerami. Jesteśmy tez nieco wygłodniali grania koncertów, więc chcielibyśmy sprawdzić ten materiał na żywo. Jeśli nasze granie spodoba się komuś poza nami to będzie to dobry motywator do kontynuacji, jeśli nie – to zamkniemy się w kanciapie i będziemy działać dla siebie. Taki wieczorny WF – 20 numerów w 30 minut i do domu (śmiech).

Miało być bluźnierstwo

Miało być bluźnierstwo

No tak… Ale jest w tym wszystkim trochę pieprzu – chodzi o całą otoczkę – okładka, nazwa itp. Nie boicie się, że ktoś powie: no tak, zobaczyli Batushkę i też tak chcieli…

Powiedzą też: napatrzyli się na Ghost i szkalują papieża. Z doświadczenia wiem, że wizerunek i wspomniana przez ciebie otoczka, są tak samo ważne jak zawartość muzyczna. To po prostu musi się zgadzać. Nasz manifest jest klarowny i oczywisty dzięki wizualizacji, zaczynając od nazwy/logotypu po całość grafik. Oczywiście, można zarzucić nam bluźnierstwo, zwłaszcza w naszym pięknym kraju. Słusznie – to miało być bluźnierstwo. Niech nas pozwą! Żartuję, nie róbcie tego…

Nie boicie się, że przy takim sztafażu organizatrzy będą asekuracyjne omijać was szerokim łukiem? Z jednej strony jest to fajne, wyraziste przynajmniej, ale z drugiej zawsze zachodzi obawa, że to trochę kajdany na nogi założone. Tym bardziej teraz…

Masz rację, jak najbardziej jest podstawa do takich obaw. Cały projekt jednak wyszedł naturalnie i szczerze. Wszyscy mamy podobne poglądy, nie będziemy kryć się z tym, że wkurwia nas niebezpiecznie rosnący wpływ kościoła w Polsce. Hostia stała się dla nas taką furtką do wyładowania frustracji. Nie nastawialiśmy się szczególnie na jakiekolwiek koncerty podczas tworzenia kawałków, więc byłoby to nieszczere z naszej strony spuszczać z tonu aby sobie pograć na żywo.

No dobra, to drążąc dalej – co zrobicie, jeśli organizatorzy nie będą was chcieli? Bo obawa o klub, o sankcje, o zabranie koncesji na alkohol itp itd. Raz, drugi, trzeci… Co robicie w takiej sytuacji? Macie tzw. plan awaryjny?

Nie pozostanie nic innego, niż zejść do wspomnianego podziemia (śmiech). Nie będę kłamał, że rozmyślamy na ten temat i że mamy plan awaryjny. Granie koncertów nie kończy się na Polsce, nie będziemy się pchać nigdzie na siłę. Są bardziej kontrowersyjne bandy niż my i koncertują bez większych problemów. W obecnych czasach takie „problemy”  równają się „reklamie” dla zespołu. Paradoks.

Z jednej strony reklama, z drugiej… wiesz, jeśli kłopoty ma Behemoth, za którym stoją pieniądze, prawnicy i cała machina biznesowa, to faktycznie, jest to element promocyjny. W przypadku zespołu na „dorobku” sytuacja może być zgoła inna. Zatem… kiedy po raz pierwszy opadnie kurtyna i objawicie się światu?

Miejmy nadzieję, że nie będziemy potrzebować ani prawników, tym bardziej pieniędzy i machiny biznesowej, której na ten moment nie posiadamy (śmiech). Możesz wierzyć lub nie, ale kompletnie nie zajmują nam myśli problemy, które przytoczyłeś. Chyba lekko podchodzimy do tematu, jest to głównie zabawa, nie ma ciśnień. Kurtyna musi upaść na jakiejś scenie, obawiam się , że ten sezon wakacyjny już nie do ogarnięcia. Zgaduję, że jesień, jeśli oczywiście ktoś sięHOSTIA_band_1 odważy się nas zaprosić (śmiech). Traktujcie to jako wyzwanie.

W przypadku waszej muzy pojawiają się takie nazwy jak Misery Index, Nails czy nawet Motörhead. To ciekawy mix – pasuje wam, czy rzucicie ze swojej strony innymi wykonawcami?

Jeśli chodzi o inspiracje to trafne nazwy; każdy z nas siedzi trochę w innej bajce, więc to przekłada się na to co powstaje w naszej próbowni. Zaczynając od Napalm Death i The Exploited, kończąc na Depeche Mode, Queen, czy królu Elvisie. Niekoniecznie słychać te inspiracje w numerach Hostii, ale ma to wpływ na zróżnicowanie „piosenek”.

Ok, zatem na koniec – kilka słów o tym, czego byście oczekiwali po nowym projekcie – jakie są wasze nadzieje. A następny wywiad robimy już, jak będziecie siedzieć za kratami (śmiech).

Mamy szczerą nadzieję, że Hostia przyniesie nam pieniądze, dzięki którym będzie nas stać na prawników aby za tymi kratkami się jednak nie znaleźć. A tak poważnie, nie oczekujemy niczego. Mam nadzieję, że Hostia będzie małym kroczkiem w odejściu od głupiego czczenia symboli i bożków. Kiedyś musimy wyjść z tej ciemnoty prawda? Mam też nadzieję, że będziemy szpilą w oku radykalnym wyznawcom a zwłaszcza „instytucji” kościoła bo to przecież zwykła sekta, do chuja pana. Amen!

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: archiwum zespołu