HELATONE – Jazz z betonowej jaskini

Najważniejsze to mieć własny styl. Taka jest krótka definicja tego co gra Helatone. Bez własnego stylu oczywiscie też można, ale jaki ma o sens? Duet Bartek Kapsa (Something Like Elvis/Tropy) i Tomasz Gadecki (min. Lonker See) od początku stawiają na bardzo indywidualny charakter i choć muzykę z „Concrete Cave” można wrzucić do modnego ostatnio worka z napisem „improwizowana alternatywa”, trudno jednoznacznie określić twórczość Helatone. Jasne, są tu elementy jazzu (yassu), jest eksperyment, są świetne partie saksofonu, jednak całość ma bardzo indywidualny charakter, głównie za sprawą osobowości muzyków. Nie ma nawet sekundy nudy, jest za to przyjemne napięcie. Nie sądzę, żeby perkusista Bartek Kapsa przejmował się szufladkami, bo, jak mówi w poniższym wywiadzie, woli grać i pokazywać swoje przemyślenia w muzyce. I tak jest chyba najlepiej.

Zacznijmy osobiście i sentymentalnie – pamiętam, jak graliście próbę w Kokszoman Studio wiele lat temu z Something Like Elvis. Zastanawiałem się wtedy, jak to się wszystko rozwinie, gdzie ta muzyka popłynie. Czy ty wyobrażałeś sobie, że dojdziesz do takiego, muzycznego momentu, jak dzisiaj?

Szczerze mówiąc, to nie pamiętam swoich przemyśleń z tego okresu, ale sam chyba nie wiedziałem jak to się rozwinie. Lubię zaskakiwać, głównie samego siebie. Wtedy grałem zupełnie inaczej i co innego mnie fascynowało, ale zawsze postrzegałem muzykę jako coś co się odkrywa a nie jak coś co już jest i takim zostanie na zawsze. Mam na myśli to, że zawsze czekam z niecierpliwością na muzykę, która mnie jakoś zaskoczy i sam chce taką muzykę robić, choć wcale nie uważam, że to co gram jest jakieś super odkrywcze, ale mam nadzieję, że ta muzyka wprowadza jednak jakiś świeży ruch powietrza.

Pozostając jeszcze – na dosłownie moment – w przeszłości, muszę zadać ci to samo pytanie, które padło przy okazji mojej rozmowy z Arturem na temat Tropów – czy gdyby wyprawa SLE do USA w 2001 roku się udała a Marczyński założyłby biuro Anteny w NY, wasze losy potoczyłyby się inaczej?

Trudno powiedzieć. Stany do bardzo duży rynek muzyczny i takie SLE byłoby tam malutkim, początkującym zespołem. To jest jednak teraz tak abstrakcyjne, że naprawdę ciężko jest stwierdzić co się mogło wydarzyć. Z całą pewnością szkoda tej szansy, która nigdy potem już się nie powtórzyła.

Jazz z betonowej jaskini

Jazz z betonowej jaskini

Z drugiej strony – twoja kariera muzyczna świetnie się rozwinęła i mam wrażenie, że do tego co grasz w Helatone systematycznie się przebijałeś – ostatnia płyta Elvisa, płyty Contemporary, wreszcie Tropy. Czy uważasz, że płyta „Concrete Cave” jest czymś w rodzaju wisienki na torcie, czy to TYLKO kolejny i na pewno nie ostatni krok?

Nie, na pewno jest to kolejny krok i nie ostatni. Już planujemy z Tomkiem Gadeckim nowy Helatone, jest już jakiś pomysł na nowy kierunek i niebawem zaczniemy nad tym pracować. Tak samo z TROPAMI myślimy o kolejnej płycie. Te nagrania z twórczego punktu widzenia to już historia. Oczywiście będziemy ten materiał grali na koncertach, ale już szukamy nowych kierunków.

Rozmawiałem niedawno z Łukaszem Rychlickim nt. Lotto i powiedział ciekawą rzecz – zaczęli grać minimalistyczny trans bo ten jako taki jest jego zdaniem ciekawszy i bardziej zaskakujący niż jazzowa improwizacja, która jednak zakłada pewne schematy harmoniczne itp. W takim kontekście płyta Helatone jawi się jako zaprzeczenie tej teorii, bo wasze improwizowane wycieczki pokazują, że można jazz odczytać na zupełnie nowy sposób. Zatem – co jest bardziej inspirujące: trans czy jednak improwizacja?

Nie wiem co jest ciekawsze bo odnajduję inspirujące rzeczy w bardzo wielu stylach. Rzecz w tym, że Helatone to dla mnie niezbyt jazzowa muzyka, być może momentami ma więcej wspólnego z transem niż z jazzem. Improwizacja wcale nie musi być jazzowa żeby była poszukująca i to nie jazz jest punktem wyjścia dla muzyki jaką gramy z Tomkiem.

 Ok, zatem wprowadź nas w świat Helatone – jak można zdefiniować wasze poszukiwania? Co jest punktem wyjścia tych kompozycji?

Nie ma jednej definicji na to co robimy z Helatonem i nie ma jednego sposobu na tworzenie nowej muzyki. Znamy się dość dobrze i za dużo nie rozmawiamy o tym co będziemy grać. Puszczamy to raczej „na wolnym” i to jest w tym najlepsze, że nikt z nas tak naprawdę nie wie co się wydarzy. To trochę banał w kontekście tworzenia muzyki improwizowanej, ale tak właśnie jest. Oczywiście, każdy z nas ma jakiś język, jakiś zasób słów, brzmień czy obrazów, które są wyrzucone z głowy podczas grania i tak to powstaje. Faktem jest, że punktem wyjścia do niektórych nagrań są jakieś pomysły perkusyjne, ale to są raczej drobne szkielety, które rozbudowujemy w czasie rzeczywistym. A wracając do jazzu – myślę, że dużo o zawartości płyty mówi sam tytuł… Jeśli to można nazwać jazzem to takim z jaskini tylko, że betonowej a nie skalnej (śmiech).

 Słyszałeś kawałek „The Eternal” z ostatniej płyty Lonker See?

 Pewnie słyszałem, ale nie wiem który to…

Ten, który wykonują tylko Tomek Gadecki i Michał Gos. Helatone jest w pewnym sensie podobnym pomysłem, ale jednocześnie w waszej muzyce wszyscy punktują duże zdyscyplinowanie wykonawcze. Czy ta dyscyplina wynika z umiejętności technicznych, świadomości, czy dobrego przygotowania materiału?

Chyba po prostu gramy inaczej, a przynajmniej w połowie… nie powiedziałbym o sobie, że jestem zdyscyplinowany.

Jeśli nie zdyscyplinowany to na pewno znakomicie panujący nad instrumentem. Dużo ćwiczysz indywidualnie, czy teraz jest to głównie współpraca z różnymi instrumentalistami?

Dziękuję. Ćwiczę bardzo mało bo nie mam na to czasu. Gram próby i koncerty. Był taki moment, że poświęciłem sporo czasu na wypracowanie pewnych rzeczy, które pozwalają mi łatwiej się wypowiedzieć, ale nigdy dużo nie ćwiczyłem. Chyba wolę grać niż ćwiczyć. Paradidle to nuda, wiadomo. Chociaż czasem się przydaje… Wiesz, z ćwiczeniami jest tak, że to trochę męcząca czynność, ale jeśli służy szukaniu nowych form ekspresji to już może być fajna zabawa i chyba o to tu chodzi.

W recenzji „Concrete Cave” napisałem coś takiego: panowie mogą odgrywać materiał z „Concrete Cave” w dwojaki sposób – traktując jako dzieło skończone i odtwarzając wiernie studyjne oryginały, albo uwalniając ich potencjał w improwizowanym locie w nieznane. Zgadzasz się z taką teorią? Na ile ta muzyka zmienia się na żywo?

Na żywo może być różnie. Może być łagodnie, może być brutalnie albo nawet tanecznie. A najlepiej jeśli wystąpi to wszystko naraz lub nastąpi coś jeszcze zupełnie innego… to, że do końca nie wiemy, jest nieodłączną częścią tego składu co potwierdzają ostatnie koncerty. I niech tak zostanie. Rutyna nie służy muzyce, kreatywności i spłaszcza ekspresję. Mam nadzieję, że nigdy jej nie doświadczymy z Helatonem.

Na pewno rutyna wam nie grozi, chociażby przez zacięcie eksperymentatorskie. A skoro przy tym jesteśmy – co to za pomysły z użyciem smyczka. Tego chyba jeszcze nie było…

Smyczek to wcale nie taka nowość. Ja tego nie wymyśliłem, pewnie gdzieś widziałem jak ktoś grał w ten sposób, chociażby Jim Black, z którym graliśmy razem w Gdańsku na Jazz Jantar. Fajny pomysł na użycie instrumentów perkusyjnych w zupełnie nie perkusyjny sposób. To wydaje się dość proste z blachami, ale wcale nie musi takie być i trzeba trochę popróbować żeby instrumenty grały tak jak chcemy. To jeden z elementów gry jaki staram się uprawiać ostatnio, tzn. wydobywanie z instrumentu takich brzmień jakich się nie spodziewamy np. po zestawie perkusyjnym. Jednak nie chciałbym tutaj stwarzać jakiejś atmosfery wyjątkowości wokół tego bo wielu przede mną próbowało i nie są to jakieś nowatorskie techniki. Ja staram się je tylko rozwinąć na swoje potrzeby. To w gruncie rzeczy dość prosty obieg; poszukiwanie nowych brzmień prowadzi do odkrywania nowych kierunków dla twojej muzyki. Szukasz nowego brzmienia i okazuje się, że przy okazji odnajdujesz nowy pomysł na muzykę.

Masz jakieś nowe pomysły, ścieżki, które cię kuszą? Coś co możesz oczywiście nam zdradzić?

Oczywiście, że mam. Ale zamiast o nich opowiadać, wolę je nagrać i puścić w obieg na płycie. Wiesz, z pomysłami to jest tak, że mam ich mnóstwo i później staram się je zrealizować. Po drodze okazuje się,że nie wszystkie są do końca trafione, albo nie potrafię ich dobrze wykorzystać, bo i tak bywa. Zaczynam z czasem odrzucać te nie do końca dobre rzeczy i zostaje tylko to co mnie tak naprawdę satysfakcjonuje. Ten pierwszy pomysł może tak ewoluować, że na końcu już w niczym nie przypomina tego czym był jeszcze niedawno…Helatone 3

Helatone gładko wpisuje się w cały ten alternatywno – improwizowany nurt, jest to dla ciebie problemem/zaskoczeniem, czy raczej wyzwaniem? Jak myślisz, czy możemy uznać to wszystko (wy, Lonker See, Woda, LAM itp itd) za coś w rodzaju nowej inkarnacji yassu z lat 90.?

W ogóle nie myślę w ten sposób. Nie wiem czy Helatone się wpisuje w jakiś nurt czy też nie. Oczywiście, znamy i lubimy się z Lonkersami i zawsze jest fajnie jak się spotykamy, ale czy tworzymy jakiś nurt to nie mam pojęcia. Ani to wyzwanie, ani problem, ani nie widzę w tym jakiegoś szerszego ruchu w muzyce aktualnej, ale może się mylę bo brakuje mi do tego dystansu… nie wiem.

Ok, na koniec zdradź jeszcze co szykujecie na najbliższe czasy, no co dzieje się chociażby z Tropami? Szykujecie coś nowego?

Jeśli chodzi o Tropy to obaj z Arturem byliśmy ostatnio bardzo zajęci. Poza pracą, graniem w różnych składach robimy też FONOMO Festival w Bydgoszczy, więc nie mieliśmy czasu na zrobienie nowego materiału. Jednak chcemy niebawem ruszyć z pracą nad nowym materiałem i zobaczymy jak nam pójdzie. Gramy jeszcze materiał z pierwszej płyty na koncertach oraz taki specjalny set do filmów Pedra Ferreiry, które dla nas przygotował. Graliśmy to ostatnio w Szczecinie na Arythmic Perfection Plan gdzie zaprosił nas Jerzy Mazzoll i było super. Na wiosnę chciałbym pograć z Helatonem i może rozpocząć pracę nad nowym materiałem. To na razie tyle, staram się za bardzo nie wybiegać w przyszłość bo przyszłość może mieć inne plany.

Rozmawiał Arek Lerch

Zdjęcia: Magdalena Rosman